„POlityka wasza, bieda nasza” Kielce

W kieleckim marszu uczestniczyli związkowcy z całego województwa. Liczba uczestników pochodu szacowana jest na 1500 osób. Manifestacja przeszła ulicami Kielc, kierując się do Urzędu Wojewódzkiego, gdzie wręczono wojewodzie świętokrzyskiej, Bożentynie Pałce-Korubie petycję zaakceptowaną wcześniej głośnym krzykiem przez uczestników marszu.

Lewica potrzebna od zaraz

W Polsce nie ma lewicy. Oczywiście jacyś hardkorowi prawicowcy powiedzieliby, że prawdziwa prawica w naszym kraju też nie istnieje, ale – jeżeli niebyt można stopniować – lewicy w Polsce bardziej nie ma niż prawicy. Niebycie lewicowych sił politycznych jest tak dokuczliwe i zauważalne, że znane dictum Arystotelesa, zgodnie z którym niebyt również istnieje, zdaje się być tezą empirycznie weryfikowalną.

Wewnętrzny dialog mojej zapalniczki

Sprzeciw wobec działań Betlejewskiego musi odpowiadać na to, co jest istotą tego działania: nie jest to ‚sztuka’, nie jest to jakieś nowe, kontrowersyjne ujęcie ‚tematu’. Jest ukorporacyjnienie metod odziaływania społecznego; próba zmiany tzw. lieu de memoire metodą brandingu. Jest to odebranie, a nie ‚przywrócenie’ głosu ludziom, którzy tę pamięć chcieliby zachować.

Prawdziwe oblicze proletariackiego peep – show

Oświadczam, że Was okłamałam. Nie nazywam się Andaluzyjka, w przeciwieństwie do mojego Facebookowego wizerunku nie jestem dwuwymiarowa, ani nawet czarno – biała i tak szczerze powiedziawszy, nie mieszkam na plaży z palmami. Te słowa przyszły mi na myśl, kiedy czytałam rozważania Kai Malanowskiej o Facebooku, który wypacza ludzkie charaktery przekształcając skrytych nieśmiałych i powściągliwych ludzi w ekshibicjonistów wirujących w wirtualnym peep – show

Ferenc: Jak zwyciężać mamy?

Kiedy zobaczyłam zdjęcia „Armii duchów” – pomysłodawcy akcji Pawła Althamera i kilkudziesięciu osób przebranych w obozowe pasiaki w proteście przeciw Marszowi Niepodległości – przez głowę przemknęły mi dwie myśli. Pierwsza z nich dotyczyła fenomenu, który 10 lat temu nazywano „amerykanizacją kultury” i który wydarzenia głęboko niepokojące (a za takie uważam happening Althamera) sprowadza do upiornego żartu a la Halloween. Druga – tych, którzy otrzymali zaproszenie na happening, uznali pomysł za wart realizacji, następnie zdobyli skądś obozowe pasiaki i przebrali się w nie, by w końcu przeparadować w nich ulicami Warszawy.

W Zachęcie, Zawadzie, na Placu Zamkowym – o tym samym, choć nie całkiem

Odnosząc się do tytułu bloga, na którym niniejszy artykuł się ukazuje, trzeba zastanowić się, czego od siebie, jako „Nowe peryferie”, wymagamy. Czy sami mamy konsekwentnie zajmować stanowisko na obrzeżu, czy też chcemy róże, marginalne pozycje, niezależnie od naszego położenia, opisywać. Przymiotnik „nowe” przesądza niewątpliwie o światopoglądzie piszących tu autorów – naszym zdaniem nowości są możliwe. Oczywiście powstaje pytanie czy chodzi o świeże, nieuniknione fenomeny, czy też o tworzone zupełnie na nowo prądy i poglądy

Zapateryzm czy gallikanizm?

Kilka dni temu sporny krzyż z Krakowskiego przedmieścia przeniesiono z kaplicy w Pałacu Prezydenckim do kościoła św. Anny. Wydarzenie stanowi dobry pretekst by jeszcze raz zastanowić się nad sensem sporu o krzyż, a zwłaszcza jego zakończenia.

Święto bez treści

Tegoroczny 11 listopada skończył się rozróbą – realną i wirtualną – pomiędzy „faszystami” i „antyfaszystami”, czy, jak kto woli, między „polskimi patriotami” a „lewakami”, „różowym salonem” i resztą towarzystwa. A abstrahując od zideologizowanych etykiet i wrednych generalizacji: po jednej stronie znalazła się grupa osiłków skandujących „Rudolf Hess!”, a po drugiej pospolite ruszenie Warszawki: kilkudziesięciu pajaców w obozowych pasiakach.