Fabryka marcepana

Szukanie własnej kreski to prawdopodobnie projekt niemożliwy, dożywotni. W najlepszym przypadku delikatne przybliżanie się do ciągle umykającego celu. Podobnie jak pisanie niepokojących, tropiących absolut poematów. Chyba że ktoś na serio uwierzył w głowę konia, potrafi ją zarejestrować stopami i znalazł na nią tzw. klientelę, czyli marszandów o sercach zimnych jak lód (żeby zabrzmiało nam nagle bardziej może poetycko).