Puste

Wygląda na to, że część z nas dożyje kolejnych świąt. Wiem, że nie wszyscy się z tego cieszą. Wiem, ze sporo osób po prostu chciałoby umrzeć. Jedni spędzą je wspólnie ze swoimi dużymi, szczęśliwymi rodzinami, co chyba jest dziś odmianą ekskluzywności. Inni, mniej lub bardziej kontenci, na city breaks.

Hedonism is a lifestyle

Ostatecznie złamałem się i pojechałem do Dubrownika, gdzie nadal ta firma wozi ludzi. Skoro na swoim profilu wypadem do perły Adriatyku chwali się sam Marcelo z Realu Madryt… Otworzyłem w hostelu broszurę o atrakcjach miasta, w którym hordy w białych fatałachach testują wytrzymałość średniowiecznych murów. Była to pozycja promująca miasto, wręcz książka, i na jednej ze stron o urokach nocnego życia, dużą, pogrubioną czcionką twórcy informowali mnie, że hedonism is a lifestyle.

Schabowski

Kiedy Google z bezradnością zasugerowało, że proza bałtycka, poza mitotwórstwem historii, utworami ściśle marynistycznymi czy związanymi z Trójmiastem, w zasadzie nie istnieje, zamówiłem opracowanie Stanisława Teligi (brata Leopolda) „Odkrycie Bałtyku w literaturze”.

Hufiec

Ten rząd to hufiec. Jest hufcowy, są drużynowi i druhowie, którzy zdobywają kolejne sprawności. Żadna to metafora. Jeśli ktoś tam z harcerstwa się nie wywodzi, to z nim sympatyzuje. Ze Związkiem Harcerstwa Rzeczpospolitej, katolickim ZHR-em, rzecz jasna. W ZHR-ze już w latach dziewięćdziesiątych wiedzieli, gdzie skierować czułki. Pewnego dnia zjawili się u nas na wsi […]

Brunei

Scena jest literacko seksowna a nawet mocna: Leszek Miller i Tadeusz Iwiński w szczycie formy, a więc w szczycie władzy, siedzą na bambusowym tarasie nad czerwonawą rzeką w państwie sułtana Brunei i popijają whisky z lodem. Tyle wiedziałem o tym kraju, gdy wjeżdżałem, a raczej wpływałem, łodzią motorową, która kładła się na meandrach rzeki jak […]

Brexit

Większość przyjeżdżała z postanowieniami. Jedni próbowali rzucić palenie, inni picie. Skolonizowaliśmy całą wyspę. Najpierw miasta, a potem wsie. Słyszałem, że w wielu z nich żyje już więcej Polaków niż miejscowych. Wydeptywaliśmy własne ścieżki. „Widzisz ten skrót przez park?” – zapytał mnie stary wiarus spod Sącza. „Albo to ścięcie zakrętu – o metr?”. Nie zrobili tego ani Hindusi, ani Turcy.

Ruth

Niemiecka Żydówka z górskimi partyzantami pod zlodzoną ścianą Mięguszów… W takiej scenerii kwestia żydowska staje wyjątkowo wyraźnie, na tle Tatr, w szczególności zimą kwestia ludzka w ogóle nabiera ostrości. Długo nie zdawałem sobie sprawy, że t a m też to się działo. Tatry, góry wysokie, wydawały mi się nietykalne, zupełnie jak Indianinowi, który ośnieżone szczyty uważa za święte. A poza tym, bo po cóż komu strzelać się tak wysoko? A oni tam byli.

Na falach krótkich

Była niedziela po obiedzie, a muezzin rozpuszczał moje natarczywe, zupełnie zbędne myśli, pozwalając drzemać, ale nie zapomnieć o sobie do chwili, aż ocknąłem się, i w treść jego modłów zaczął przenikać uporczywy zachodni refren.