Franciszek Sobieraj

Tęcza, byt i alternatywki z niebieskimi włosami

AUTOR

Franciszek Sobieraj

(ur. 1983 r.) – nieudacznik, pała nienawiścią do ludzi, którzy osiągnęli w życiu sukces.

Wektor zmian niemal wszędzie jest progresywny, ponieważ walczący z opresją mają po swojej stronie potężnego sojusznika, którym jest byt

Ostatnio głośno było o artykule „Przemija bowiem postać tego świata”. LGBT, Ordo Iuris i rozpad katolickiego imaginarium” Marcina Kędzierskiego, który kreśli w nim fatalistyczną wizję upadku konserwatywnych wartości. Według autora wszystko wskazuje na to, że pomimo rządzącej Polską ultrakonserwatywnej władzy, pomimo ultrakonserwatywnej telewizji publicznej oraz koneksji i finansów Kościoła Katolickiego, „cywilizacja życia” nie ma szans powstrzymać progresywnych zmian społecznej świadomości. Skłania go to do konstatacji, iż nie pozostało mu nic innego, jak całkowite oddanie się osobistej ścieżce zbawienia.

Po pierwsze, życzę autorowi, by wytrwał w tym postanowieniu i by owego zbawienia dostąpił; zresztą jeśli chrześcijańskie zbawienie istnieje, życzę go wszystkim. Po drugie, uważam, że owa fatalistyczna wizja jest prawdziwa i niemal wszędzie na świecie, gdzie istnieje rudymentarna wolność słowa i organizowania się, wektor zmian społecznej świadomości jest niezmiennie progresywny – nawet w Polsce, choć w niektórych aspektach następują one zdecydowanie zbyt powoli. Potwierdzają to wyniki większości badań społecznych, które pokazują m.in. wzrost poparcia dla związków partnerskich czy przyspieszającą po zwycięstwie PiS w 2015 r. laicyzację. Chciałbym podkreślić, że mówię wyłącznie o społecznej świadomości – w atrapach demokracji, w jakich żyjemy, politycy tacy jak Trump czy Kaczyński mogą wprowadzać regulacje, które nie współgrają z zachodzącymi w społeczeństwach zmianami światopoglądowymi.

Zgadzam się z Krzysztofem Posłajką, że to właśnie w tym należy upatrywać przyczyn gwałtowności obecnych walk wokół praw i godności osób LGBTQ. Konserwatywni mężczyźni w garniturach widzą, że alternatywki z niebieskimi włosami przejmują ich świat, więc ogarnięci przerażeniem są w stanie robić i mówić najnikczemniejsze nawet rzeczy.

Dlaczego tak się dzieje? Przede wszystkim oczywiście dzięki determinacji ruchów na rzecz praw kobiet i osób LGBTQ. Często mają one jednak przeciw sobie machinę władzy oraz instytucji stojących na straży status quo; w Polsce mamy silną pozycję hierarchów Kościoła, dysponujących infrastrukturą finansową, lobbystyczną i komunikacyjną. Dlaczego więc wektor zmian niemal wszędzie jest progresywny? Moim zdaniem dlatego, że walczący z opresją mają po swojej stronie potężnego sojusznika, którym jest byt. Byt, który ma swoje sposoby, by określać świadomość.

Tak, jestem redukcjonistą i zwolennikiem prymitywnego marksizmu.

Najpierw postaram się krótko wyjaśnić, co będę na potrzeby tego skromnego tekstu uważał za „byt”; rzecz jasna będzie to definicja skrajnie uproszczona.

Po pierwsze, za byt uznaję tutaj wszystko, co nie może ulec zmianie wyłącznie za sprawą zmiany naszych przekonań, za sprawą naszej myśli i naszego gadania (a także wychowania). Np. jeśli powiem, a nawet wprowadzę do Konstytucji zapisy mówiące, że istnieją tylko dwie płcie, nie zmieni to faktu, że nadal będą istnieć i rodzić się osoby, które nie identyfikują się z żadną z nich.

Po drugie, za byt uznaję tutaj tylko ten aspekt rzeczywistości niepoddającej się zmianie samą myślą, który ludzi obchodzi lub na nich wpływa w ich codziennym życiu.

Mój prymitywny marksizm nie zakłada wprawdzie, że myśli i słowa każdego człowieka są determinowane przez tak rozumiany byt i nie posiadają swojej autonomii – a już na pewno nie twierdzę, że są one dyktowane wyłącznie interesem ekonomicznym. Zakłada jednak, że to, co myślimy, w co wierzymy i co głosimy ulega adaptacji do bytu. Byt dokonuje wraz z upływem czasu selekcji, przesiewania wyobrażeń oraz wypowiedzi i w ten sposób urabia społeczną świadomość. Byt świadomości nie determinuje, ale sprawia, że pewne myśli i słowa są bardziej lub mniej prawdopodobne. Byt ogranicza wachlarz tego, co prawdopodobne.

Choć bytu nie można zmienić samą myślą i gadaniem, to z myśli i gadania mogą wyniknąć działania przekształcające ów byt, który potem zwrotnie odmieni społeczną świadomość. Dlatego Marks uważał, że historia ludzkości to historia walk klasowych, bo jest ona związana z przekształcaniem czegoś, co odmienia byt niemal każdego członka społeczeństwa – środków produkcji. Wspomnieć jeszcze należałoby środki przymusu (miecz, karabin), środki komunikacji (pismo, radio) oraz sposoby współdziałania; to ostatnie może trochę dziwić, ale takie rzeczy jak organizacja pracy czy autorytarny bądź kolegialny sposób podejmowania decyzji generują moim zdaniem zjawiska społeczne w jakimś stopniu niezależne od kultury. Mogę sobie myśleć, że brak wolności słowa i organizowania się nie wpływa na możliwości emancypacyjne dyskryminowanych grup społecznych, ale byt nie będzie zważał na moje mniemania.

Byt stoi po stronie praw kobiet, a nie Ordo Iuris i podobnych organizacji na całym świecie. Niechciane ciąże zdarzają się wszędzie, ciąża i jej poważne konsekwencje dla rodziców i dziecka, które ma się narodzić, są namacalną rzeczywistością w każdym miejscu, niezależnie od tradycji kulturowej. Nie jest jednak w żadnym razie namacalne to, że wraz z połączeniem się komórki jajowej i plemnika powstaje jakaś nieśmiertelna duchowa substancja będąca istotą każdego człowieka. Uzasadnienie tego rodzaju twierdzeń wymaga budowania intelektualnych pałaców, a zazwyczaj także bardzo silnej wiary. Różne religie mają różny stosunek do przerywania ciąży, zmieniał się on także w historii chrześcijaństwa. Walka o prawo do przerywania ciąży wynika wprost z codziennego bytu, teza o powstaniu esencji wraz poczęciem jest kulturowo arbitralna.

Byt stoi po stronie osób nieheteronormatywnych, przeciw neonazistowskim furgonetkom. Zawsze i wszędzie będą się rodzić osoby trans, osoby o odmiennym stosunku do swojej płciowości lub nieidentyfikujące się z żadną płcią oraz osoby o różnej orientacji seksualnej. „Są tylko dwie płcie” oraz „chłopak i dziewczyna normalna rodzina” mają za sobą tylko kulturowy status quo – a kultura zmienia się non stop – oraz wygibasy intelektualne o prawie naturalnym, wiszące przede wszystkim na włosku pozycji Kościoła i grupkach fanatyków, a nie na namacalnym w codziennym życiu bycie.

Oczywiście by ruchy społeczne mogły działać, konieczne jest pewne minimum w postaci względnej wolności organizowania się, względnej wolności słowa, dostępu do środków komunikacji (choćby internetu) i w miarę ustabilizowanej sytuacji gospodarczej.

Nie zgadzam się oczywiście z naiwną opinią, iż społeczeństwo całkowicie egalitarne pod względem dystrybucji dóbr z automatu zniosłoby wszelkie inne opresje. Uważam natomiast, że im bardziej dane społeczeństwo jest równościowe pod tym względem, tym lepsze stanowi środowisko dla walki grup opresjonowanych w innych wymiarach. I na odwrót: złagodzenie antagonizmów wywoływanych przez wykluczenie ze względu na płeć, orientację czy cokolwiek innego, stwarza lepsze warunki do walki o redystrybucję.

Oczywiście wojna lub inne rodzaje stanów wyjątkowych (które wraz ze zmianami klimatu być może będą częstsze) mogą te warunki znacznie pogorszyć. Epidemia na razie jednak nie osłabiła ruchów społecznych. Akcja bezpośrednia Stop Bzdurom doprowadziła do protestów w wielu miastach w Polsce. Co więcej, wbrew utyskiwaniom na radykalizm tego typu działań (Lewica Wolnościowa pisała o tym tutaj), odważna postawa Margot sprawiła, że w liberalno-konserwatywnej stacji TVN24, podczas głównego wydania Faktów, nadano bardzo afirmatywny materiał o osobach niebinarnych i transpłciowych. Mimo że, jak można było się spodziewać, większość liberałów ganiła „łamanie prawa”, to jednak nie wszyscy. Czy oznacza to także wzrost przyzwolenia na bardziej radykalne formy protestu w innych sprawach? Miejmy nadzieję, że tak, i że przybiorą one ostrzejszą formę także na froncie praw kobiet, praw pracowniczych, mieszkaniowych oraz redystrybucji dochodowej, bo wszystkie te walki łączy jedno: wynikają one z bytu.

drukuj

KOMENTARZE

  1. Byt mit uns. Rozczarowujące. Poza tym ryzykowne, bo identyczną argumentacją można uzasadniać zatrudnianie dzieci w kopalniach i inne pomysły, które niekoniecznie lubimy. O konsekwencjach obyczajowych nawet nie wspominam, żeby Margota nie drażnić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *