Drobiazgi

Listy od sąsiadów VIII. Jakub Řehák – wiersze

AUTOR

Zofia Bałdyga

Urodzona w 1987 roku w Warszawie. Absolwentka Instytutu Slawistyki Zachodniej i Południowej UW. Autorka tomików poezji „Passe-partout” (Warszawa 2006), „Współgłoski” (Nowa Ruda 2010) oraz „Kto kupi tak małe kraje” (Warszawa 2017). Współtworzyła poetycko-muzyczny projekt Elektroliryka. Tłumaczka młodej poezji czeskiej i słowackiej. Prowadzi fotobloga The Picktures (www.thepicktures.net).

„Drobiazgi” jako kolekcja form nie bywają zazwyczaj tematyczne, ale czasami zdarza się tak, że jakiś temat wybiera sobie teksty, łączy je, mruga do nas w nieoczekiwanych momentach. Tak było z tym właśnie numerem, który w tej chwili czytasz. Wiele w nim snów, prawda? Dlatego też, wybierając Sąsiada numeru, myślałam o autorze, którego sny inspirują, kto potrafi o nich pisać i pozwala im prowadzić się przez tekst.

Nie musiałam myśleć długo, właściwie od razu wiedziałam, że chcę, by w „Listach od sąsiadów” pojawił się tym razem Jakub Řehák. I to wcale nie dlatego, że jego najnowszy zbiór wierszy ma w tytule słowo „zasypianie”.

Być może moja intuicja się myli, ale nie ma zabawy bez ryzyka. Zawsze, kiedy czytam jego wiersze, czuję, że najbardziej inspirują go miasto (Praga?) i noc (chyba nie tylko praska). W tych wierszach śni się miasto, sny materializują się w tym mieście. Przechodzień i czytelnik są na wygranej pozycji. Zobaczcie zresztą sami.

 

*

Marto, śniłaś mi się dziś wieczór.
Byłaś niczym naga książka.
Brałem cię w dłonie i obracałem w palcach
w pokoju, w którym panował chłód i mrok.

Twoje plecy iskrzyły jak pusta strona
z przepiękną rysą pośrodku.
Później zmieniłaś się w papierowy rożek,
przyłożyłem cię do oka i patrzyłem przez ciebie
na nocne miasto.

Kiedy przenika się do wnętrza ciała, powściągliwość
odchodzi na bok, ale ja chcę być powściągliwy.

Ty przecież nie jesteś naprawdę.
Żyjesz tylko jako cień.
Widziałem kiedyś film, tam
znowu stałaś przede mną.

Marto, czy kiedy się spotkamy,
twoje imię ożyje?

Teraz mam już prawo
wypowiedzieć
twoje imię.

 

 

Pułapka na Brigitę

 

głosy polegują na niedzielnym kocu
łaskoczą miasto po brzuchu
nie widzę z okna nic poza piętrami książek
nic poza zagubionymi strzępkami papieru
w tym momencie siadam przy stole i tak tylko się gapię
całymi długimi godzinami
później zasypiam
jestem pełen snu
nikt nie ma więcej snu niż ja

znam ten dom naprzeciwko
dom przy Petrskim náměstí
dom z wieloma zamkami i frontowymi drzwiami
dom z ruchomą fasadą
cały przywieźli z Rosji
okna na parterze dotykają czoła
potajemnie przemykamy po pokojach
błądzimy między niepościelonymi łóżkami
pleśń wrasta w każdy nasz ruch
nasz sekretny pościelowy zamek
pająki opuszczają się na niciach
w otwarte usta
kos śpiewa pod podłogą
złapałem cię na dźwięk
Brigito
zapamiętaj to sobie na dźwięk drewna i metalu
mysi dźwięk

za zamkniętymi oknami przez kilka dni padało
nikt nie odpowiadał
nogawki zalatywały herbatą
czarnym pyłkiem
z oczu leciały mi drobinki skóry
cienie pod oczami

zasypiam ale na klatce schodowej nic się nie dzieje
tylko brzęczenie miedzianych judaszy
uderzenia chroboczących zamków
duchota
sąsiedzi lokatorzy wstają dziwią się
ani jedna stopa przez lata nie wzburzyła schodów
teraz tu jesteśmy

życie to więcej niż powietrze
mówisz mi ze sprzączką na udzie
ze sprzączką która tak bardzo mi się podoba
później budzisz się wśród ścian
które mają kolor i posmak żółknącego sera

już gna wieczór
Brigito
granice mury i miasta
miasta i mury
cień spódnicy
nie daje odpowiedzi
szelest papierowej torebki
ze zmarszczoną rysą
nie daje odpowiedzi

nie masz nic do stracenia
Brigito
już to zrozumiałaś
w przyszłym życiu będziesz roznosić pocztę
aż do Dworca Praha-Smichov
rajstopy w brązowe prążki
z upływem lat zmienią się
w czarną siateczkę w czarne kraty
twoje wargi odcisną się na szybie
w kuchni o piątej nad ranem

słyszysz to
jak dmie wzdłuż wybrzeża
słyszysz to
samochody odwożą ranne ciała
ukryte w piwnicach na węgiel
parę osób spieszy w stronę barykad
z Rudolfinum niesie się dym
dokąd biegniesz?
nie chcesz tego widzieć
nie masz nic do stracenia
już to zrozumiałaś
jedyne czego pragnę to
wsadzić ci palec w tyłek
żebyś mogła przez niego patrzeć

czujesz to Brigito?
przykrywa cię gorący chodnik
wchodzisz w krzaki i układasz się na ziemi
wilgotny ciężki zapach na wybrzeżu
gnijące kawałki drewna zwalone do wody
nieopodal mostu kolejowego na Výtoni
dróżki szczurzych gniazd
zaspy przywianego piasku wzdłuż podciągniętych spódnic
układasz się na ziemi
zdejmujesz sukienkę a potem to się dzieje

czujesz że czas się przelewa
jest jak wielka kieszeń wody
nabiera ciała
możesz uchwycić go ręką
albo schwytać ustami
gwizd przenika przez zaciśnięte palce
naga skóra czerwona wewnątrz
ściany palce strzępki skóry
mika paznokci w ścianie jak na dłoni
dźwięk bosych stóp albo ruch
zmęczonych rąk
wbitych klinem w cudzą dłoń

tylko mgnienie
i miękkie przestrzenie
w cieple ciała
w zakątkach materiału
biorą górę

co to jest
znak ostrzegawczy
dom z wieloma zamkami i frontowymi drzwiami
dom z ruchomą fasadą

dobrze cię słyszałem
szeleścisz Brigito
w masce kołatka
figurki po wewnętrznej stronie powiek
zamykają oczy a ty pożyczasz im jedyny dźwięk
do którego są zdolne
później obgryzałaś jabłko w cudzych ustach
w twoim nosie mieszkał świerszcz
anteny szczebiotały na strychach
dzień się zdzierał z popryskanych ścian
złapałem cię na dźwięk
dźwięk drewna i metalu
mysi dźwięk
pułapka zapadła
śpiewałem pod podłogą

 

Autorem wierszy jest Jakub Řehák. Tłumaczyła Zofia Bałdyga. 

 

Ilustracja: Emilia Ptak-Gwiazda.

Emilia Ptak-Gwiazda, przerwała studia, aby podróżować. Nie przyniosło jej to pieniędzy. Rysuje od lat. Ostatnio widziała wronę siwą, która w dziobie trzymała opakowanie po margarynie Delma.

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *