Drobiazgi

Listy od sąsiadów III. Simona Racková – wiersze

AUTOR

Zofia Bałdyga

Urodzona w 1987 roku w Warszawie. Absolwentka Instytutu Slawistyki Zachodniej i Południowej UW. Autorka tomików poezji „Passe-partout” (Warszawa 2006), „Współgłoski” (Nowa Ruda 2010) oraz „Kto kupi tak małe kraje” (Warszawa 2017). Współtworzyła poetycko-muzyczny projekt Elektroliryka. Tłumaczka młodej poezji czeskiej i słowackiej. Prowadzi fotobloga The Picktures (www.thepicktures.net).

Pora na kolejny list kolejnej sąsiadki. Tym razem prezentujemy kilka wierszy z tomu Simony Rackovej zatytułowanego „Tance” („Tańce”). Tomik Rackovej to pełna emocji spowiedź zmęczonej codzienną rutyną kobiety, oddanej matki, która jednocześnie tęskni za wewnętrzną wolnością, za zmianą, czy choćby jej możliwością. Można więc powiedzieć, że to poezja kobiety współczesnej, która wciąż kradnie życiu czas, by pisać, tańczyć, współistnieć ze światem, będąc jednocześnie perfekcyjną pracownicą, partnerką i matką. W poezji Simony urzeka mnie, jak pełna jest ona życia, żywiołów, kolorów, energii. Tomik ma charakter konfesyjny, ale jednocześnie nie zapomina o świecie wokół, tańcząc po bardzo różnych jego odsłonach. Teksty przypominają rozmowy, dopowiadające to, o czym nie chce się mówić lub co odkłada się na później. Niezwykle istotna jest przyroda, odległe krainy, zarówno nazwane (Tajlandia), jak i nieokreślone „tam”; obce strony, w których paradoksalnie podmiotka liryczna czuje się bardziej u siebie niż w domu. Poczucie przynależności często zaczyna się wraz z pakowaniem walizki. To wrażenie jest mi niezwykle bliskie i być może właśnie dlatego chciałam tłumaczyć te teksty – opowiadają też o mojej drodze, o walce z szarą codziennością. Brońmy się przed nią, czytajmy wiersze.

 

Noc

 

Kiedy poprosiłeś mnie o moje ciało

kilka nocy nie mogłam zmrużyć oka

W końcu usnęłam, ale obudził mnie żar –

od razu wiedziałam, że na dworze płonie ogień

Wyszłam na balkon

skąd widziałam wszystko:

między naszą dzielnicą a wzgórzem

gdzie miało się później rozegrać

tlił się długi, niski budynek

– to chyba fabryka, przeszło mi przez myśl –

gorąco dyszało mi w twarz, dym cicho się wił

Obudziłam męża

który spokojnie spał u mojego boku

Ten dym ma kształt czapki Nieumiałka

powiedział i poszedł się położyć

Stałam tam jeszcze długo, sama

żar miękko zderzał się z moją skórą

lał się ogień, czułam

jak wszystko się topi i spieka

Musimy sprawdzić, gdzie się wczoraj paliło

powiedziałam rano, od razu przy śniadaniu

– jak zazwyczaj każdy wpatruje się

we własny ekran –

Tego ranka, gorącego sierpniowego ranka

nigdzie nie pisano

o żadnym pożarze

 

 

Przeciwległy brzeg

 

Obieramy kamienie z ziemi

jak mięso z kości

Przed nami odsłania się stary kontynent

tutaj, na zapadłym brzegu

A w warstwach pomiędzy:

zardzewiałe, napęczniałe, połamane

talerze niczym opłatek

Odpłata przeciwległemu brzegowi

Jest na wyciągnięcie ręki

Wybieramy przedmioty

w rękawicach roboczych

Zebrani o określonej godzinie

W określonym czasie

 

 

Biel

 

Teraz opowiem biel:

brzuchy ryb albo blizny na przedramieniu

przedramiona są znacznie jaśniejsze

niż ramiona, czoło, gorąco

dla ochłody

mocno się go trzymam

Znam to: rwany ruch dziecięcych ciał, kiedy zasypiają

młode zwierzęta, ich delikatne kończyny,

zarodki, bezbronność, pierwsze chwiejne kroki

Teraz patrzymy daleko do przodu

i jest to niepojęte, wzbraniamy się

przed zrozumieniem, wzbraniamy się przed

przyjęciem: na razie tylko upadek ciała

starcze drżenie, żona musi go karmić

odwrócić wzrok od tego co mogło się przylepić

Przytulisz, pocałujesz, przytulę, pocałuję

Jesteśmy tu nocą, na przystanku

my, dwie wilczyce pełne sił

my, przed którymi wszystko stoi otworem. Tak, teraz jesteśmy pewne

dlatego pospiesznie opowiadasz

My dwie a potem te niematerialne

a jednak tak wyraźne jak moje milczenie

(Skąd je masz? Jak to się stało?)

kreski ułamkowe na przedramionach

Zazwyczaj zasłonięte rękawem

Dziś po raz pierwszy nie

 

 

Mrówki w piwoniach

 

Mam zadzwonić do Baby Jagi?

Piernikowym dzwonkiem?

Albo tylko zdzierać tynk

Nikogo tu przecież nie ma, nie ma

tak dźwięcznie go nie ma

zeszły mu na tym długie lata

Tynk, który się odłupuje

Odłupać go jeszcze więcej, wsunąć dłoń pod chłód

potem przycisnąć policzek

do wszystkich przetrawionych warstw

Słyszę sen ślimaków pod ziemią

Coś się zasklepia, coś się szykuje

Coś mnie przerasta, bezgraniczna wegetacja:

mrówki w piwoniach, skomplikowane fałdy kwiatów

potem trzmiel, chciałeś go pogłaskać

Jeszcze mogę cię pocieszyć

bo dzieci przechodzą

(klęczeć na krawężniku, wysysać sok głuchych pokrzyw)

Przejść samą siebie

Przejść między pokrywami

Przejść między pokrzywami

 

Autorką wierszy jest Simona Racková. Publikowane wiersze pochodzą z tomu TanceZ czeskiego przetłumaczyła Zofia Bałdyga. 

Simona Racková (1976), poetka, redaktorka i krytyczka literacka, prowadzi dział recenzji pisma literackiego „Tvar”. Recenzje i teksty krytyczne publikuje jako Simona Martínková Racková. Studiowała język czeski i literaturę na Uniwersytecie Karola w Pradze. Redaktorka antologii Sto najlepszych czeskich wierszy (Sto nejlepších českých básní 2012, Host, 2012) oraz dwutomowej Antologii poezji czeskiej (Antologie české poezie (dybbuk, 2007 a 2009). Autorka książek poetyckich Przyjaciółki (Přítelkyně, Literární salon, 2007), Miasto, którego nie ma (Město, které není, 2009, książka bibliofilska z linorytami autorstwa Pavla Piekara), Tańce (Tance, Dauphin, 2015) oraz Kiedy śpią psy stróżujące (Zatímco hlídací psi spí, Dauphin, 2017). Za tom Tańce (Tance) otrzymała w 2016 roku nagrodę Dresdner Lyrikpreis. Jej wiersze zostały przetłumaczone na dziewięć języków. Mieszka w Pradze.

Ilustracja: Emilia Ptak-Gwiazda.

Emilia Ptak-Gwiazda, przerwała studia, aby podróżować. Nie przyniosło jej to pieniędzy. Rysuje od lat. Ostatnio widziała wronę siwą, która w dziobie trzymała opakowanie po margarynie Delma.

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *