Konrad Malec

Nie taka strzyga straszna, jak ją malują

AUTOR

Konrad Malec

Przyrodnik z zawodu i zamiłowania, prowadzi wycieczki i zajęcia przyrodnicze pod marką Kultura i Natura (https://www.facebook.com/kulturainatura/)

Często, kiedy idę z lunetą, jestem pytany, czy coś filmuję lub mierzę. Odpowiadam wówczas: „Nie, tylko podglądam…”. Na twarzy odbiorcy maluje się wówczas konsternacja, której zapewne towarzyszy namysł, czy dzwonić na policję, czy od razu dać w dziób. Nim mój rozmówca podejmie decyzję, dopowiadam: „…ptaki”.

Następuje rozładowanie atmosfery i zwykle zaczyna się pogawędka, w czasie której pada pytanie o coś, co mego rozmówcę od jakiegoś czasu absorbuje. Tej zimy w modzie są pytania o żurawie, które nie odleciały w cieplejsze rejony w związku z byle jaką zimą. Ale dziś nie o żurawiach, lecz o moich sąsiadach, których bezpardonowo podglądam, a którzy właśnie zimą są szczególnie aktywni.

Nocny marek

Bardzo lubię zimę – panuje wówczas optymalna temperatura, dzięki której człowiek się nie poci w terenie, słońce wstaje późno, więc można się wyspać, a do tego dzień się kończy szybko, co pozwala mi na nocne spotkania z moimi sąsiadami (latem najczęściej o zachodzie słońca idę spać). Zapewne już wiecie, że opowiem o sowie, choć są też inne nocne ptaki, np. lelki, które również są mymi sąsiadami (kiedyś o nich napiszę). Tę opowieść chciałbym poświęcić puszczykom, naszym najliczniejszym sowom. Ich liczebność w Polsce szacuje się na ok. 70 tys. par, co czyni nas europejską potęgą – to ok. 10% wszystkich puszczyków zamieszkujących Stary (sub)Kontynent.

W zimowe wieczory i noce bardzo lubię wychodzić z domu po zmroku, gdy jest pogodnie i bezwietrznie. Niebo jest wówczas naprawdę gwiaździste, bo w okolicy nie ma wielu źródeł sztucznego światła. Przyjemne, mroźne powietrze przeszywa huuu-hu-huuu-huhuhuhuuuuuuuu… To właśnie mój sąsiad oznacza terytorium i stara się przypodobać partnerce. Taki głos usłyszymy z kilometra. Dość łatwo go naśladować, składając dłonie w odpowiedni sposób i w nie dmuchając. Władysław Taczanowski, prekursor polskiej i światowej ornitologii oraz ochrony przyrody, uważał że wprawdzie łatwo te głosy naśladować, ale trudno sowę zwabić, gdyż nie chce na to przylatywać („Ptaki krajowe”). Niestety, nigdy nie opanowałem tej sztuki, w odróżnieniu od kolegów często prowadzących badania ptaków nocnych. Jeden z nich na tyle skutecznie wabił puszczyka, że ten zdenerwował się i dał odczuć natrętnemu biologowi, że nie jest mile widzianym gościem, spuszczając mu na głowę gałąź.

Głos puszczyka jest znany także kinomanom, szczególnie miłośnikom horrorów. Ilekroć ma się stać coś złego pośród leśnej nocy, tylekroć słyszymy puszczyka. Głos ten od dawna wróżył różnorakie straszne rzeczy. W przywołanych już „Ptakach krajowych” czytamy: Zabobonne pospólstwo różne znaczenie tym głosom przypisuje; jedni uważają je za śmiechy złych duchów, inni, wiedzący, że od sowy pochodzą, poczytują je za przepowiednie śmierci. Wśród dawnych Słowian głos godowy puszczyka był uważany za głos strzygi, która wypijała nocami krew ludzką, za szczególnym upodobaniem dla krwi noworodków. Strzygi miały mieć podwójne rzędy ostrych zębów, których nasz bohater w ogóle nie posiada. Ponoć przed tymi potworami drżeli najwięksi wojownicy. Interesujące, że podobne cechy przypisywano puszczykom wszędzie, gdzie tylko ptaki te mieszkały. Nawet starożytni Grecy i Rzymianie nie dopatrzyli się w nich pozytywnych cech, choć sowy traktowali z szacunkiem (w odróżnieniu od innych zwierząt; niestety ich potomkowie postępują podobnie), jako symbole Ateny-Minerwy. Naukowa nazwa Strix pochodzi z greki i oznacza wiedźmę lub czarownicę, z drugiej strony zaś puszczyki bywają niekiedy kojarzone z Chrystusem[1]. Jak to więc w końcu jest z tymi ptakami? Odpowiem, parafrazując bon mot z pewnego znanego serialu: sowy są dokładnie tym, czym się wydają!

Puszczyki możemy usłyszeć cały rok. Również przez cały rok można usłyszeć ich głosy graniczne, choć latem dość rzadko. Najczęściej pohukują w grudniu i styczniu, kiedy rozpoczynają okres godowy. Jako ptaki gadatliwe, nie zadowalają się samym pohukiwaniem. Wydają różne warianty tego głosu, ale też gwiżdżąco-piszczący okrzyk kiuwit. Samica lub młode sygnalizują w ten sposób, gdzie małżonek lub rodzice mają dostarczyć pokarm, zaś samiec, gdy dostarczy posiłek, wywołuje tak samicę z dziupli. Ogółem puszczyki wydają 11 różnych dźwięków, z których każdy ma swoje znaczenie.

Puszczyki należą do największych europejskich sów, choć ustępują rozmiarem puchaczowi czy bliżej spokrewnionym puszczykom – uralskiemu i mszarnemu. Osiągają długość ponad 40 cm, rozpiętość skrzydeł dochodzącą niemal do metra i wagę ok. pół kilograma (dziewczyny zwykle ją przekraczają, chłopcy są ciut lżejsi). W Polsce możemy spotkać puszczyki w dwóch wersjach barwnych – szarej lub rdzawej, z szeregiem odcieni. Z tego powodu uchodzą za najbardziej zmienne kolorystycznie sowy.

Mój dom, moja twierdza

Chociaż w niemal wszystkich opisach puszczyka możemy znaleźć informację, że jest sową najsilniej związaną z lasem (wskazuje na to nawet jego nazwa), to nie bardzo wiem dlaczego. Możemy go spotkać we wszelkich lasach, ale też w śródpolnych zaroślach, zabudowaniach gospodarczych na wsiach, a od niemal stu lat także w miastach. Puszczyki, gdy szukają miejsca do życia, nie są wybredne. Przy wyborze ważne są tylko odpowiedni lokal, a raczej lokale, i zasobność okolicy w gryzonie. Z tych powodów najliczniej możemy spotkać puszczyki w lasach liściastych. W naprawdę dobrych lokalizacjach na obszarze 10 km2 może żyć nawet 50 par, podczas gdy w monokulturach iglastych na podobnej powierzchni może zamieszkiwać mniej niż pięć rodzin, zaś pośród rozległych pól, bez żadnych drzew czy zabudowań, puszczyk może nie występować wcale.

Dziuple są potrzebne do założenia gniazda, ale nie tylko. Jak my lubimy mieć więcej niż jeden pokój, tak puszczyki potrzebują więcej izb. W jednej lokalizacji wysiadują jaja, w innej śpią poza sezonem lęgowym, a w jeszcze innej mają spiżarnię. Jeśli nie ma dziupli, mogą zamieszkać we wnękach budynków, na poddaszach, kościelnych wieżach, w szczelinach skał, w gniazdach innych ptaków, np. myszołowów czy wron, a nawet w króliczych norach. Znane są też przypadki założenia gniazda w czynnym gnieździe bocianów. Jeśli chcecie, by puszczyki zostały waszymi sąsiadami, możecie zawiesić budkę lęgową. Warto ją jednak zabezpieczyć przed kunami, które bardzo często pustoszą gniazda puszczyków. Wprawdzie to zjawisko naturalne, ale skoro zdecydowaliśmy się zostać ptasimi deweloperami, warto zadbać, by nasza kamienica zapewniała mieszkańcom bezpieczeństwo.

Moment przystąpienia do składania jaj zależy w znacznej mierze od dostępności pokarmu. W sprzyjających okolicznościach zaczyna się ono już w końcu lutego. Zwykle panie puszczykowe składają 3-5 jaj, ale w dobrym, czyli mysim, roku może być ich nawet 8. W kiepskim – 2, a bywa i tak, że ptaki nie przystąpią do lęgów lub porzucą jaja. Samica składa je w odstępach dwudniowych, wysiadując od pierwszego lub drugiego jaja, toteż klucie się piskląt jest stopniowe i wyraźnie widać różnice w kolejności przyjścia na świat między rodzeństwem. Wysiadywaniem, trwającym prawie miesiąc, zajmuje się wyłącznie samica, zaś mąż ją karmi. Po wykluciu jeszcze przez dwa tygodnie mama dogrzewa pisklęta, opuszczając domostwo tylko po to, by przyjąć dostawę zakupów od partnera. Jaja, zbliżone kształtem do kuli, składane są bezpośrednio na dnie dziupli, bez ścielenia gniazda.

Puszczyki znane są z wyjątkowo zaciętej obrony gniazda. Bezpardonowo atakują potencjalnych amatorów jaj i piskląt. Nie tylko kuny, ale też koty i psy, nawet te duże, muszą się mieć na baczności. Najlepiej piszący o ptakach z polskich ornitologów, Jan Sokołowski, w „Ptakach ziem polskich” odnotował: W razie potrzeby rzuca się na drapieżnika zagrażającego jego pisklętom i ostrymi pazurami stara się zadać cios w oczy. W przypadku naprawdę dużego drapieżcy, takiego jak człowiek, atak z reguły jest pozorowany, ale Taczanowski zapisał: Niekiedy daje nawet dowody szczególnej zapalczywości, jak tego sam byłem naocznym świadkiem: gdy do dziupla w którem były sowięta dosyć już podrośnięte, wlazł po drabinie kozak, i sięgnął po nie ręką, niespodzianie zjawiła się sowa i tak nagle natarła na napastnika, że mu pazurami mocno kark podrapała. Trzeba przyznać, że ów kozak miał szczęście – nie trafił na krewniaka naszego bohatera, puszczyka mszarnego, mieszkającego od niedawna w Polsce. Wówczas z pewnością nie skończyłoby się tylko na mocno podrapanym karku – mógłby stracić nawet oko, palce czy całą kończynę.

Do raz zajętego terytorium ptaki są bardzo przywiązane. Ponieważ nie odlatują na zimę, są w stanie pilnować go przez cały rok. Co więcej, kiedy puszczyk uda się do krainy wiecznych dziupli, co może nastąpić nawet po dwudziestu latach, a jego terytorium zostanie przejęte przez nowe pokolenie ptaków, granice majątku nie ulegną zmianie. Taki stan może się utrzymywać przez dziesiątki, a może i setki lat. Nadmieńmy, że choć puszczyki mogą dożyć sędziwej dwudziestki, to większość nie ma tyle szczęścia – w pierwszym roku ginie 70% młodziaków, a w kolejnym 40% dwulatków.

Cichy zabójca

Podobnie jak inne sowy, puszczyki są doskonale przystosowane do nocnych łowów. Pomaga w nich bezszelestny lot. Zawdzięczają go specyficznej budowie piór, a konkretniej lotek, pokrytych „meszkiem”, oraz przednim krawędziom pierwszych lotek, które są ząbkowane, co znakomicie tłumi dźwięki ruchu skrzydeł. Lotu sowy nigdy nie słyszałem. Ba! Kiedy pracowałem w łódzkim zoo, jednemu z kolegów tuż nad głową przeleciał puchacz, znacznie większy od naszego bohatera. Kolega zorientował się dopiero, kiedy uniósł głowę i zobaczył ptaka dokładnie po przeciwnej stronie potwornie małej woliery.

Drugą cechą, z której sowy są znane, jest świetny, przystosowany do widzenia w ciemności wzrok.[2] Wbrew obiegowym opiniom, puszczyki nie widzą w całkowitej ciemności, np. kiedy niebo jest silnie zaciągnięte chmurami. Potrzebują minimum światła, choćby pochodzącego od gwiazd. Osłabł Wasz podziw dla puszczyka? Proponuję zatem eksperyment. Idźcie do lasu podczas bezksiężycowej, ale gwieździstej nocy i sprawdźcie, ile zobaczycie bez latarki. Sowy są dalekowidzami – nie widzą zbyt dobrze schwytanej już ofiary. W trafieniu do dzioba pomagają im przekształcone pióra wokół dzioba, przypominające szczecinki, którymi ptak co jakiś czas muska przekąskę. Nadmieńmy, że mitem jest, jakoby sowy nie widziały w dzień – w rzeczywistości widzą o wiele lepiej niż my!

Trzecią sprawnością łowiecką puszczyków jest wyczulony słuch i wiążąca się z nim niezwykła umiejętność! Puszczyki nawet w zupełnych ciemnościach, kiedy nic nie widzą, są w stanie upolować mysz tylko za pomocą wspomnianego zmysłu. Ich uszy położone są po bokach głowy, na obrzeżach szlary, czyli koliście ułożonych wokół oczu piór. Szlara działa jak talerz anteny satelitarnej – pomaga zbierać każdy dźwięk. Uszy sowy są ustawione asymetrycznie, co sprawia, że dźwięk do każdego ucha trafia w innym czasie. To pozwala sowie na precyzyjne namierzanie ofiar w ciemnościach lub pod śniegiem. Nasłuchując, puszczyk wykonuje ruchy, które mogą się wydać komiczne. Najpierw „wpatruje” się w miejsce, z którego dochodzi szmer, następnie odwraca głowę o 180° i patrzy za siebie, by po chwili rzucić okiem w prawo i lewo. Analiza zebranych danych pozwala na precyzyjne uderzenie, wobec którego niemal wszystkie drobne zwierzęta są bezbronne. Kręcenie głową spełnia tę samą funkcję, co strzyżenie uszami u ssaków, a w doskonałym słyszeniu pomaga duży rozmiar uszu. Co jednak kiedy wstaje dzień i puszczyk ma chęć na drzemkę? Zakrywa uszy fałdem skóry.

Skoro poznaliśmy puszczykowy arsenał, czas na opis menu. Większość pokarmu puszczyków stanowią gryzonie, ale chętnie posilają się one także ptakami, jaszczurkami, żabami, większymi owadami, a nawet dżdżownicami. Polując na ptaki, często wpadają w noclegowiska, np. na bluszcze porastające budynki, w których lubią spać wróble. Spłoszone maluchy, źle widząc, rozpierzchają się na wszystkie strony, wystarczy po nie sięgnąć, zaopatrzoną w szpony i opierzoną aż po palce, łapą. Zewnętrzny paluch sowy mogą obracać – siedząc na gałęzi mogą mieć dwa palce skierowane do przodu, a dwa do tyłu.

Ofiary zjadają w całości. Ich soki trawienne są dość mocne, by rozpuścić wszelkie mięśnie, ale za słabe, by rozpuścić pióra, sierść czy kości. Niestrawione resztki zbierają się w żołądku, formując się w wydłużoną, szarą „kluskę”, którą ptak wypluwa, toteż nazywaną wypluwką. Resztki są zachowane w doskonałym stanie i dokładnie oczyszczone z wszelkiego mięsa. Jan Sokołowski pisał, że czaszki mysie są dobrze zachowane i tak czyste, jak gdyby wyszły z pracowni wprawnego preparatora. W dalszym ciągu profesor dodaje, że niejednokrotnie na podstawie wypluwek stwierdzano, iż w okolicy występuje rzadki gatunek myszy, o którym dotąd nie było wiadomo. Mało tego! Zaliczanego do krajowych nietoperzy borowca olbrzymiego znamy w Polsce jedynie z sowiej wypluwki! Wprawdzie jest jeszcze jedno stwierdzenie, w innym miejscu, naocznego świadka, ale bywa ono kwestionowane, wskutek słabego udokumentowania obserwacji.

Gdy w trzewiach puszczyka powstaje wypluwka, nie jest on w stanie pobierać pokarmu. W przeciwieństwie do większości ptaków sowy nie mają wola, w którym mogłyby przechowywać jedzenie. To jeden z powodów, dla którego puszczyki robią zapasy. Drugim są okresowe braki pokarmu lub niesprzyjające łowom warunki.

Nosił puszczyk razy kilka

Fortuna siecią troficzną się toczy, raz puszczyk zjada inne zwierzęta, innym razem sam jest zjadany, choć wrogów naturalnych ma niewielu. Należą do nich głównie inne sowy, zwłaszcza puchacz, który celowo poluje na puszczyki. Zagrożeniem mogą być też bliscy, ale znacznie więksi krewni, jak puszczyk mszarny czy uralski, choć tu zwykle kończy się na wypędzeniu z terenu. Z tym drugim ptakiem wiąże się niezbyt przyjemna dla naszego bohatera anegdota. Otóż jeden ze znajomych prowadził badania puszczyków w rezerwacie Bukowa Góra, na terenie Przedborskiego Parku Krajobrazowego [3]. Odtwarzał tam głosy godowe puszczyków, na które gospodarz natychmiast zareagował – przybył, by odpędzić intruza. W ślad za nim przybył „ural” i ubił „zwyklaka”. W ten sposób zostało wykryte jedyne znane stanowisko puszczyka uralskiego na Ziemi Łódzkiej, choć nie udało się nigdy stwierdzić tam jego lęgów. Z historii tej płynie ostrzeżenie, by nie wabić mniejszych sów na terytoriach większych krewniaków.

Liczebność puszczyków ograniczają długie i śnieżne zimy utrudniające polowania, jednak w ostatnich latach to rzadkość. Innymi naturalnymi zagrożeniami dla puszczyków są kuny, lisy, psy i dzienne ptaki drapieżne. Bezpośrednio zwierzęta te zagrażają przeważnie młodym. Z dorosłymi kuny konkurują o dziuple i pokarm, zdarzają się też rabunki kryjówek. Choć ciężko mówić o śmiertelnym zagrożeniu, to jednak inne ptaki nie tolerują obecności naszych bohaterów. W ciągu dnia, gdy są one ospałe, puszczyki bywają nękane przez dzienne ptaki, szczególnie przez krukowate, ale też „drobnicę”, jak mazurki czy sikory. Pewnego razu mój sąsiad puszczyk usnął na nie swoim drzewie. Dowiedziałem się o tym, ponieważ sójki mieszkające na świerku przed domem strasznie jarmoliły (odpowiednik naszego płaczu i skargi) od samego świtu. Zaintrygowani podeszliśmy z narzeczoną do drzewa, by zorientować się, co jest grane. Puszczyk niewiele sobie robił z zaniepokojonych natrętów i spał smacznie niecały metr od gniazda sójek. Na nasze nadejście zareagował w typowy dla siebie sposób. Otworzył niechętnie jedno oko i nam się przyjrzał. Otworzył drugie oko, zamykając pierwsze, i znów popatrzył. W końcu otworzył oboje oczu i poruszył głową zataczając półokrąg, by nam się lepiej przyjrzeć. Często takich ruchów głową sowy wykonują więcej, przyglądając się czemuś lub komuś, nasz sąsiad jednak na tym poprzestał. Doszedłszy do wniosku, że sójki są znośne, ale dwoje ludzi to już tłok – odleciał. Sójki natychmiast poderwały się za nim, czyniąc straszny raban. Puszczyk wylądował jakieś 300 metrów dalej, na gałęziach dość łysawego drzewa, a sójki zaalarmowały wszystkie okoliczne ptaki. Te natychmiast rzuciły się, by dokuczać nocnemu łowcy, same zaś sójki po angielsku wycofały się do swego potomstwa.

Jan Sokołowski pisał: Spośród naszych sów po puchaczu wzbudza on największe podniecenie wśród ptaków, dlatego można go używać do polowania. Na szczęście ta metoda, polegająca na ustawianiu na odsłoniętym terenie uwiązanego puszczyka jako wabika, obecnie jest zakazana, a na większość drobnych i średnich ptaków obecnie w Polsce się nie poluje. Celowe, wynikające z zabobonów zabijanie zdarza się rzadko, choć znam w naszym kraju miejsca, w których zabija się sroki jako zwiastuny śmierci. Drzewiej ponoć dość często suszono głowy zabitych puszczyków i wieszano na drzwiach domu, co przez rok miało chronić jego mieszkańców przed puszczykowymi urokami. Dawniej zdarzało się też, że zabijano sowy, by je wypchać i uczynić z nich element wystroju wnętrza. Zapewne i ta przyczyna zabijania niemal już nie istnieje, w każdym razie żadnej z nich nie wymienia podręcznik „Metody badań i ochrony sów” pod redakcją Romualda Mikuska. Niestety, spis innych zagrożeń w przywołanej książce jest dość obfity, należą do nich: usuwanie starych drzew z obszernymi, naturalnymi dziuplami (osobiście dopisałbym do tego drzewa z mniejszymi dziuplami, ponieważ z czasem ulegają one powiększeniu do rozmiarów stosownych dla puszczykowych gabarytów), rozległe wyręby w starodrzewach, konserwacja starych, dziuplastych drzew, czemu często towarzyszy usunięcie próchna, odgrzybianie silnymi środkami chemicznymi oraz zatykanie otworów wlotowych.

Skoro już o kwestiach lokalowych mowa, to w ostatnich trzech dekadach zapanowała moda na zasłanianie wszelkich otworów wlotowych na strychy i do budynków gospodarczych, co przeszkadza także innym mieszkańcom podobnych miejsc, choćby płomykówce czy zanikającej w zastraszającym tempie pójdźce. Niekiedy groźne bywa dobre serce – zdarza się, że znajdujemy pisklę puszczyka poza dziuplą. Młode sowy opuszczają ją, nim nauczą się latać. Jak wiadomo, i młode, i rodzice w dzień śpią, toteż młodziaki są brane za osłabione i pozbawione opieki, a następnie zabierane i dostarczane do ptasich azylów lub ratowane na własną rękę. Takie sowy często są skazane na dożywotni pobyt u ludzi. Dobrymi chęciami ponoć brukują piekło.

Ostatnią grupą zagrożeń są kolizje z liniami energetycznymi i pojazdami. Wielokrotnie słyszałem relacje podobne do opowieści mojego sąsiada: „Jechaliśmy w nocy tą drogą od Gołegostoku i nagle w przednią szybę uderzyła sowa”. Niestety, nigdy żadna z osób dzielących się taką opowieścią nie zatrzymała się, by sprawdzić, czy sowa żyje. Teoretycznie taki postępek jest zagrożony rokiem więzienia, ponieważ sowy są gatunkami chronionymi. Jednak polskie sądy i organy ścigania nie są zainteresowane wymierzaniem sprawiedliwości za straty przyrodnicze. Nie chodzi o to, by kogoś posyłać do więzienia, ale odpracowanie przewiny np. w Stowarzyszeniu Ochrony Sów pewnie miałoby sens. Tym bardziej, że ptaki te oddają człowiekowi olbrzymie usługi. Kiedyś na Plamce Mazurka ukazało się następujące zadanie, które pozwolę sobie przedrukować na zakończenie niniejszego odcinka: Jeden polnik potrafi skonsumować około 2,5 kilograma ziarna rocznie; jedna para polników może dać kilkanaście miotów rocznie, z czego przeciętnie w jednym jest 4-6 młodych; jeden puszczyk zjada dziennie 2-3 polniki; samica puszczyka składa przeciętnie 2-5 jaj w jedynym lęgu w roku. Ile przeciętnie zboża zaoszczędzi rolnikowi para puszczyków w ciągu jednego roku? Bez względu na wynik, jaki komukolwiek wyjdzie, chyba każda osoba przyzna mi, że naprawdę dużo…

[1] Zainteresowanym tą stroną „puszczykowej natury” polecam lekturę jednego z wpisów z Plamki Mazurka.

[2] Niektóre sowy mogą polować w dzień, jak np. puchacz śnieżny wpadający do nas czasem na ferie zimowe.

[3] Ten rezerwat i park należą do moich ulubionych, chętnie w nich bywam i pokazuję je początkującym miłośnikom przyrody w ramach wycieczek z cyklu Kultura i Natura.

Fotografia: Wikipedia

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *