Drobiazgi

Zofia Bałdyga – wiersze

AUTOR

Zofia Bałdyga

Urodzona w 1987 roku w Warszawie. Absolwentka Instytutu Slawistyki Zachodniej i Południowej UW. Autorka tomików poezji „Passe-partout” (Warszawa 2006), „Współgłoski” (Nowa Ruda 2010) oraz „Kto kupi tak małe kraje” (Warszawa 2017). Współtworzyła poetycko-muzyczny projekt Elektroliryka. Tłumaczka młodej poezji czeskiej i słowackiej. Prowadzi fotobloga The Picktures (www.thepicktures.net).

Poranek pożera Księżyc

 

Poranek znowu nadchodzi zbyt wcześnie, a Mars w oddali pożera własne księżyce.

Pewnych planet nie miał kto wychować, nie miał ich kto zadeptać.

Z gwiezdnym spokojem i tłustym blaskiem krążymy wokół siebie, zapominając się w innych układach. Zostaną po nad blizny, pełen asortyment i słowa gwizdane na wiatr.

Język, nawet zaszyty, nie zarasta. Oblizuje ślady po wyrwanych korzeniach, poszukując wypukłości fonetycznych, wypowiedzianych manier. Szlachetniejszych planet nie ma kto ocalić.

 
 

majowy wschód

 

Transformer transformuje, a nasze piękne miasto trzymają pod napięciem.

Kobieta, która nie świętuje Dnia Zwycięstwa, boi się fajerwerków.

Jakbyś siedziała na froncie, jakby zaraz mieli cię świsnąć.

I to też jest asymetryczne, jak wszystko.

Mężczyźnie naprzeciwko konwersacja zgrzyta w zębach.

Jakbyś połykała tłumaczenie techniczne, jakbyś zupę z tagów jadła.

Komunikacja nie musi być piękna, nawet w pięknym mieście.

 
 

***

 

Miasta wrośniętych murów i wędrownych ludzi o migdałowo-koczowniczych oczach.

Miasta opatulone gęstym powietrzem, które przecinają tylko ostre głosy.

Zawsze kobiece, nigdy męskie. Wołają do siebie koczowniczo-migdałowe dzieci.

Z fusów po kawie więcej nie wywróżysz, fusy zdradzają tylko to, co się powtarza.

To, co musi się powtórzyć, kiedy osobne głosy osiądą obok siebie.

 
 

Rachunek kobiecych strat

 

Słowa rzadko trafiają we właściwe miejsca, ale teraz to czuję.

Czuję to od ludzi siedzących nieopodal,

czuję, jak jestem opowiadana, jak miękną kontury,

zmienia się ostrość, kontrast, cicha fikcja

z mojego żebra (nie opowiada się o tym, co skreślone).

Cicha fikcja, w której rogu nie złożę podpisu.

Poczwarka nie jest zgodna z regulaminem.

Remiksie, jak ci na imię?

 
 

***

 

Kradnę historie zapisane w językach atrakcyjnych wizualnie.

Wyglądasz lepiej niż brzmisz, nie pomaga ci nawet rytm.

Kradnę słowa tak stare, że nawet tubylcy przeciągają końcówki w ustach

z myślą o pokoleniach, które stawiały literom pomniki na niegościnnej ziemi.

Kto sieje tekst, ten zbiera pieśń.

Ilustracje: Aga Gójska

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *