DOM KULTURY

„ROLNIK SZUKA ŻONY”, CZYLI O MEDIALNYCH OBRAZACH POLSKIEJ WSI

AUTOR

Karol Jachymek

Doktor kulturoznawstwa, filmoznawca z Uniwersytetu SWPS. Zajmuje się historią kultury, codzienności i kinematografii polskiej.

Gdy w 2014 roku TVP 1 rozpoczęła emisję nowego reality show pod tytułem „Rolnik szuka żony” – polskiej wersji telewizyjnego formatu „Farmer Wants a Wife”, należącego do Fremantle Media i realizowanego z powodzeniem w telewizjach na całym świecie – w mediach rozgorzała dyskusja. Toczyła się ona między innymi wokół prezentowanego w programie obrazu wsi, upraszczającego i w gruncie rzeczy stereotypowego podejścia do kwestii miłości i małżeństwa, a także nierówności genderowych.

Pomimo licznych kontrowersji, a może właśnie ze względu na nie, program cieszył się ogromną popularnością – każdy odcinek gromadził przed ekranami telewizorów kilka milionów Polaków. Mimo wielu głosów krytyki, spodziewaliśmy [się], że program spodoba się widzom. Nie sądziliśmy jednak, że okaże się aż takim sukcesem. Tym większą mamy satysfakcję – tak popularność produkcji skomentował Piotr Radziszewski, ówczesny dyrektor TVP 1, w wypowiedzi dla portalu wirtualnemedia.pl.

Od tego momentu polscy telewidzowie mogli obejrzeć już cztery edycje tego medialnego widowiska (jesienią 2014, 2015, 2016 i 2017 roku), wciąż cieszącego się niesłabnącym zainteresowaniem publiczności. Na stronie internetowej programu można przeczytać, że jego uczestnicy mają wszystko: dostęp do najnowszych technologii, ciekawą i pewną pracę, dach nad głową, przyzwoite zarobki oraz czas na rozwijanie własnych pasji i zainteresowań. Do pełni szczęścia brakuje im tylko partnerki – takiej, która zechce dzielić z nimi radości i smutki dnia codziennego. Pomimo patosu i pretensjonalności charakteryzujących przywołane słowa już na ich podstawie nietrudno wywnioskować, jakie założenia, prócz czysto merkantylnych i rozrywkowych, towarzyszyły decyzji o rozpoczęciu emisji „Rolnik szuka żony” na antenie Telewizji Polskiej. W czasach zdefiniowanych przez wyludnianie się wsi, migracje i częste wyjazdy do miast program ten  miał stanowić próbę odkłamania nienowoczesnego wizerunku tak zwanej polskiej prowincji oraz ukazania jej jako miejsca potencjalnego sukcesu bądź nawet awansu społecznego. W rzeczywistości jednak konserwatywny, stereotypowy i zbanalizowany sposób myślenia o polskiej wsi, w kontrze do którego sytuować się miała omawiana produkcja, znalazł się, paradoksalnie, u jej podstaw. O niezwykle silnie skonwencjonalizowanej perspektywie świadczyć może  przywołany przed chwilą opis programu na stronie www.rolnikszukazony.vod.pl. Nie został on zmieniony od chwili wyemitowania pierwszego odcinka, mimo że w kolejnych odsłonach „Rolnik szuka żony” partnerów zaczęły poszukiwać także rolniczki. O stereotypizacji świadczyć może również brak zimowych edycji. Przecież to oczywiste, że życie na wsi musi być pokazywane jedynie podczas cieplejszych miesięcy, by odpowiednio prezentować się na ekranach telewizorów.

Tradycyjny, w pewnym sensie idylliczny i wyidealizowany sposób wypowiadania się o polskiej wsi powoduje, że „Rolnik szuka żony” nieustannie przyczynia się do reprodukowania szczególnie upraszczających klisz i schematów. Ukazuje życie wiejskie głównie przez pryzmat tradycyjnych, pozytywnych, uszlachetnionych wartości, zdarzeń i zachowań, związanych chociażby z konserwatywnym w istocie postrzeganiem roli małżeństwa i rodziny. I to nawet jeśli, dla równowagi, w obrazie tym ujawnią się niekiedy pęknięcia, zmartwienia i kłopoty.

Tendencja taka charakteryzowała teksty kultury powstałe przed 1989 rokiem (można o tym przeczytać w znakomitej  publikacji Grzegorza Pełczyńskiego Dziesiąta muza w stroju ludowym. O wizerunkach kultury chłopskiej w kinie PRL) i znalazła kontynuację we współczesnych przekazach medialnych, kinematografii czy rodzimej kulturze popularnej. Stereotypowy obraz polskiej wsi dostrzec można między innymi w licznych produkcjach telewizyjnych, ze Złotopolskimi (1997-2010), Siedliskiem (1998, premiera: 1999, reż. Janusz Majewski), Złotymi Łanami (2000, reż. Ewa Straburzyńska), Plebanią (2000-2012), M jak miłość (2000-2017), Blondynką (2010-2017) i Ranczem (2006-2016, reż. Wojciech Adamczyk) na czele. Widać go także w licznych realizacjach filmowych, by przywołać tylko Pograbka (1992, premiera: 1993) Jańcia Wodnika (1993, premiera: 1994), Szabli od komendanta (1995, premiera: 1996), Grającego z talerza (1995), Historię kina w Popielawach Jana Jakuba Kolskiego, Wrzeciona czasu (1995, premiera: 1996) i Słoneczny zegar (1997) Andrzeja Kondratiuka oraz U Pana Boga za piecem (1998), U Pana Boga w ogródku (2007) i U Pana Boga za miedzą (2009) Jacka Bromskiego. To właśnie ten obraz przejawia się wreszcie w popularnej piosence My Słowianie Donatana i Cleo (2014). Wszystkie te utwory, z mniejszym lub w większym natężeniem, ukazują polską wieś jako Arkadię, w której (prawie) beztroskie życie toczy się niezmiennie każdego dnia w zgodzie z rytmem dyktowanym przez fundamentalne, ostateczne i niepodważalne prawa natury, uporządkowany i ustrukturyzowany świat klarownych, prostych, łatwych do zrozumienia wartości, decyzji, norm i reguł.

Jednak ów stereotypowy sposób przedstawiania prowincji w przekazach medialnych przyjął w Polsce także odmienną, w pewnym sensie przeciwstawną formę. W licznych tekstach kultury polska wieś bywa bowiem ukazywana również jako przestrzeń marazmu, nudy, braku perspektyw, a niekiedy i jako siedlisko przemocy, zła, patologii. Taki właśnie wizerunek „wiejskości” ukonstytuowany został na przykład w Arizonie (1997) Ewy Borzęckiej, Weselu (2004) i Domu złym (2009) Wojciecha Smarzowskiego, Czarnym (2008, premiera: 2010) Dominika Matwiejczyka, Czekając na sobotę (2010) Ireny i Jerzego Morawskich, Z daleka widok jest piękny (2011, premiera: 2012) Anki i Wilhelma Sasnalów, Pokłosiu (2012) Władysława Pasikowskiego, a w pewnym stopniu w Czterech nocach z Anną (2008) Jerzego Skolimowskiego czy w najnowszej Cichej nocy (2017) Piotra Domalewskiego.

Obydwa sposoby narracji mają jednak w gruncie rzeczy wspólny punkt wyjścia – opowiadania opiera się w nich na wyraźnie uprzedmiotawiającym spojrzeniu na rodzimą wieś. Można go nazwać perspektywą-osoby-z-zewnątrz, a nawet perspektywą-osoby-spoza. Wiąże się ona z bezrefleksyjnym w gruncie rzeczy reprodukowaniem najbardziej stereotypowych schematów opisujących życie na prowincji i dostosowywaniem konstruowanego wizerunku do wcześniej założonej, zewnętrznej wobec ukazywanego świata i funkcjonalnej tezy, która nie wynika z pogłębionej analizy, refleksji czy wcześniej przeprowadzonych badań.

Nie ulega wątpliwości, że perspektywa ta charakteryzuje również program „Rolnik szuka żony”. Świadczy o tym chociażby sam wybór uczestników i uczestniczek programu. Ich historie, pozornie różnorodne, układają się jednak w niezwykle spójną narrację o uprzywilejowanej w gruncie rzeczy pozycji społecznej i wyższym statusie materialnym (choć oczywiście nie o sukcesie na polu miłosnym). Warto jednak zapytać, czy rzeczywiście tak właśnie wygląda obecnie wiejska codzienność? Czy współcześnie toczy się ona tylko w wielkich gospodarstwach, jako opowieść o sukcesie i wielkiej przedsiębiorczości? Czy wysoki status materialny zawsze jest przede wszystkim, jak zdaje się sugerować wymowa programu, bezpośrednim rezultatem pracowitości, a nie chociażby rodzinnego i społecznego zaplecza)? Czy też może emitowaną na antenie TVP 1 opowieść o powinno się uznać, jak wiele innych, za fantazmatyczną, aspiracyjną i życzeniową de facto ułudę, tworzącą łatwy do zaakceptowania i identyfikowania się z nim wizerunek prowincji, dostosowany do wymogów dyktowanych przez masową widownię i wyniki oglądalności? W tym właśnie sensie „Rolnik szuka żony” nie wyróżnia się niczym spośród przywołanych w poprzednich akapitach tekstów kultury. Wszystkie one kreują własną wizję światów nieistniejących, bardzo często napisaną z perspektywy postronnego obserwatora, projektującego swoje fantazje. A może nie tyle obserwatora, ile kolonizatora, który zawłaszcza zastaną rzeczywistość, by następnie stworzyć jej normatywny wizerunek, odmalowany z jego perspektywy i dostosowany do jego standardów?

Popularne wspomnienia są często produkowane przez ważne instytucje społeczne, takie jak telewizja, na tyle intensywnie, że stają się […] „wspomnieniami dominującymi” – pisała Lynn Spigel, amerykańska medioznawczyni, w tekście Od wieków ciemnych do złotego wieku: pamięć kobiet a seriale telewizyjne. Nie ulega wątpliwości, że podobny mechanizm działa w tym sposobie mówienia o tak zwanej polskiej prowincji, jaki od wielu lat obserwować można w rodzimej przestrzeni medialnej. Pomimo prób przeformułowania dominującego w kulturze popularnej obrazu życia na wsi – chociażby poprzez odkłamanie rustykalnego wyobrażenia o wiejskości i ukazanie na przykład zjawisk rozwoju technologicznego – również „Rolnik szuka żony” wpływa na utwierdzanie najbardziej szkodliwych stereotypów i wpędza swoich widzów w kolejną pułapkę.

Zdjęcie: materiały promocyjne TVP.

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *