Franciszek Sobieraj

Podział pracy, karuzela penisów i supremacja robotów

AUTOR

Franciszek Sobieraj

(ur. 1983 r.) – nieudacznik, pała nienawiścią do ludzi, którzy osiągnęli w życiu sukces.

Krzysztof Posłajko zwracał niedawno uwagę na ciekawą książkę Angeli Nagle o bojach amerykańskiej internetowej lewicy z troll-prawicą „Kill All Normies”. O książce pozytywnie – i intrygująco – wypowiedział się już na łamach Nowych Peryferii Karol Templewicz. Ja z kolei chciałbym napisać, dlaczego z większością tez Angeli Nagle się nie zgadzam.

Nagle uważa, że w USA skrajna prawica wygrała wojnę w internecie głównie dzięki kamuflażowi, jaki dawała jej idea „transgresji dla samej transgresji” – wymyślona i rozpropagowana przez myślicieli kojarzonych przede wszystkim z lewicą. Umożliwiała ona przedstawianie przyjmowanych przez trolli skrajnych postaw, jako czegoś w rodzaju performance’u i tym samym „zaimpregnowanie” ich przeciwko racjonalnej krytyce. W przypadku internetowej prawicy i wywodzącego się zeń alt-rightu transgresja – objawiająca się szokującą mizoginią, homofobią, transfobią i rasizmem – miała być według Nagle napędzana przeświadczeniem internetowych trolli (skupiających się głównie na platformie 4chan) o byciu wykluczonymi seksualnie, byciu przegranymi rewolucji seksualnej kojarzonej z kontrkulturą ’68.

Teza, że 4chanowi trolle mieli znaczący wpływ na wynik wyborów prezydenckich w USA jest jednak bardzo wątpliwa. Wątpliwe jest też to, że prawica dominuje w amerykańskim internecie, skoro w prawyborach Bernie Sanders zyskał więcej głosów młodych niż Hillary Clinton i Donald Trump łącznie. Wyrzucenie Stephena Bannona z Białego Domu to kolejna poszlaka świadcząca o tym, że rola polityczna środowiska alt-rightu nie jest uznawana za kluczową także przez obecnego prezydenta USA.

Co najważniejsze, jako prymitywny marksista nie zgadzam się z prezentowaną w tej publikacji perspektywą interpretacji procesów społecznych: z perspektywą skrajnego konstruktywizmu społecznego. Oczywiście nie twierdzę, że pojawienie się nowych idei nie ma w ogóle własnej sprawczości, jestem jednak przekonany, że zanim uzna się doniosłość zmiany trendów kulturowych, powinno się podjąć refleksję, czy nie wynikają one w przeważającym stopniu z jakiejś poważniejszej, głębszej, strukturalnej przyczyny.

W tym tekście zamierzam się skupić tylko na dwóch luźno powiązanych wątkach poruszanych przez Nagle: roli prawdziwej lub domniemanej frustracji seksualnej oraz transgresji jako jej ideologicznej nadbudowy.

Jon Snow, Ygritte i Michel Houellebecq

Nagle uważa, i popiera swoje tezy wieloma cytatami, że agresja użytkowników 4chana i ogólnie prawicowych internetowych trolli, skierowana głównie przeciw kobietom, wynika z tego iż czują się oni przegranymi rewolucji seksualnej. Być może nie warto byłoby się tym w ogóle zajmować, bo nic nie wskazuje aby sprawczość tych subkultur internetowych była duża, ale można domniemywać, że mogą być one niechlubnymi reprezentantami szerszego zjawiska.

Tę wizję wykluczenia seksualnego, czy też seksualnej dyskryminacji, dobrze oddaje cytat wybrany przez Nagle z eseju skupionego na zwalczaniu feminizmu działacza alt-rightu F. Rogera Devlina: zerwanie z monogamią poskutkowało promiskuityzmem dla nielicznych i samotnością dla większości.

Mamy tu zatem do czynienia z wizją przemian seksualności, którą rozpropagował Michel Houellebecq. Cytat ten sugeruje, że chodzi o opresję dotykającą zarówno kobiet jak i mężczyzn, ale są przesłanki każące wątpić w taką interpretację. Jak twierdzi Nagle, w różnych męskich internetowych pieczarach dużą popularnością cieszy się pojęcie „cock carousel” (karuzeli kutasów) odnoszące się do sytuacji, gdy kobiety po dwudziestce sypiają z wieloma mężczyznami o osobowości i urodzie zgodnej z fantazmatem samca alfa, zaś po trzydziestce poszukują stabilizacji i wiążą się z potulnymi „samcami beta”, na których wcześniej nie zwróciłyby uwagi – żeby było jasne, podkreślę, że samiec beta jest tu figurą przegranego. Nie można, z tego, co mi wiadomo, zauważyć podobnej fiksacji wśród internautek, nie powstało żadne pojęcie „pussy carousel”. Na pewno są kobiety, którym przeszkadza, że ktoś, z kim się związały spał z bardzo wieloma kobietami, ale przede wszystkim w dyskursie pojawiają się skargi na to, że promiskuityzm kobiet nie jest traktowany na równi z promiskuityzmem mężczyzn, że w przypadku kobiet może wiązać się on napiętnowaniem – a więc to nie tzw. rewolucja seksualna jest przez kobiety postrzegana jako opresja, a odwrotnie, tradycyjne normy.

Przyjrzyjmy się na chwilę figurze samca beta, który ma być owym przegranym w tym modelu. Czy nie uprawia on seksu? Uprawia, nie chodzi więc tu o dostęp do cielesnych rozkoszy. Nie chodzi też na pewno o samotność, bo samiec beta z wyżej wymienionego przykładu jest przecież w związku. Bardzo wiele wskazuje, że w metaforze karuzeli kutasów, nie chodzi w ogóle o kobiety i seks, chodzi o innych mężczyzn, o ich fantomowe kutasy. Seks nie jest tu – jak sądzę – zaspokojeniem popędu, jest czystym faktem społecznym, oznaką prestiżu, jedną z jego walut opartych na parytecie pogardliwych uśmieszków, wyniosłych postaw, wyrazów uznania. Wygląda więc na to, że ten sam zestaw norm, który pozbawia godności kobiety sypiające z wieloma mężczyznami, odmawia także godności mężczyznom, których życie erotyczne może i było bogate, ale nie w wymiarze frekwencji. Wydawałoby się więc, że tradycyjne patriarchalne normy powinny być dla mężczyzn z 4chana nie mniejszym wrogiem niż dla kobiet, jednak ci, o których pisze Nagle, nie atakują owych norm, atakują kobiety, które, nie traktując ich jako potencjalnych partnerów seksualnych, odmawiają im „żetonów godności”.

Owe normy, o czym Nagle nie pisze, najczęściej nie tylko nie są postrzegane jako źródło cierpień, ale są wręcz esencjonalizowane, uznawane za wrodzone dyspozycje biologiczne. Taka wizja jest popularyzowana przez psychologie ewolucyjną – szczególnie w jej najbardziej zwulgaryzowanych formach – która tłumaczy różne ludzkie zachowania, jako rezultat wrodzonych dyspozycji ukształtowanych w okresie paleolitu. Tak się akurat składa, że, przynajmniej jeśli chodzi o różnice płciowe, owe dyspozycje pokrywają się niemal idealnie z tradycyjnymi patriarchalnymi normami ról płciowych. Możliwość falsyfikacji tez psychologii ewolucyjnej jest nie większa niż tez psychoanalizy, nie będę więc tutaj z nimi dyskutował, tylko przedstawię po prostu odmienną perspektywę. Dodam tylko, że gdyby owe dyspozycje były rzeczywiście wrodzone, rewolucja seksualna nie przetrwałaby dekady.

Jako że jestem prymitywnym marksistą, nie jest dla mnie jednak wystarczający taki obraz procesów społecznych, że oto ścierają się po prostu dwa bloki kulturowe: blok tradycyjnych norm seksualnych – czy w wersji religijnej czy pseudonaukowej jest tutaj mało istotne – z blokiem norm wykuwanym w trakcie rewolucji seksualnej lub tym propagowanym przez feminizm. Owszem są to byty kulturowe, które mają swoją sprawczość, ale zgodnie z bliską mi perspektywą takie zjawiska, jak normy lub wzory międzyludzkich oczekiwań ulegają procesowi adaptacji do trwalszych czynników, takich faktów społecznych, jakimi są np. środki produkcji.

Wydaje mi się, że poczucie opresji, jakie deklarują męskie środowiska, o których pisze Nagle, wynika z anomii w rozumieniu Emila Durkheima. Przypomniijmy: Durkheim badał statystyki samobójstw w różnych społecznościach w zależności od różnych zmiennych i spostrzegł, że wzrost odsetka samobójstw następował zarówno podczas kryzysu gospodarczego, jak i nagłego bogacenia się społeczeństwa. Uznał, że za obie tendencje odpowiedzialna jest przede wszystkim jedna przyczyna – anomia. Według Durkheima, w dużym skrócie, normy są faktem społecznym, który jest dopasowany do innych faktów społecznych, takich jak sytuacja gospodarcza. Dzięki normom wiemy między innymi, czy powinniśmy być zadowoleni ze swoich osiągnięć, czy sukcesem jest to, że mamy co jeść, czy sukcesem lub przynajmniej powodem do zadowolenia jest posiadanie mieszkania, czy jest nim dopiero posiadanie mieszkania i samochodu, a może konieczna jest pasta z awokado lub zostanie gwiazdą rocka. Oczywiście normy te będą różne w różnych grupach społecznych, ale są, według Durkheima, dopasowane do innych faktów społecznych, m.in., a być może przede wszystkim, do sytuacji gospodarczej. Gdy sytuacja gospodarcza zmienia się w sposób nagły, zarówno podczas kryzysu jak i wzrostu, owe normy przestają pasować do nowej sytuacji, time is out of joint, człowiek nie wie, czy powinien być zadowolony z tego, że ma gdzie mieszkać, gdy np. dwóch jego znajomych buduje sobie domy. Ta sytuacja, gdy z powodu zbyt nagłej zmiany istnieje duże przesunięcie między normami, a tym do czego były dostosowane, jest właśnie przez Durkheima nazywana anomią.

Nie ma dowodów na to, że normy, które są źródłem cierpienia internetowych trolli, o których pisze Nagle, są wrodzone. Warto więc zwrócić uwagę na to, że pasują one jak ulał do materialnych podstaw patriarchatu – do patriarchalnego podziału pracy i patriarchalnej kontroli środków produkcji, a ogólnie rzecz ujmując, do patriarchalnej dystrybucji władzy. W takim modelu niezależność ekonomiczna kobiet prawie nie istnieje, nie mają one dostępu do większości ról społecznych związanych z władza i prestiżem, nawet na najniższych szczeblach hierarchii, a jedynym sposobem ich awansu jest związek z mężczyzną o wysokiej pozycji. Teraz uprośćmy zależności patriarchalnych norm seksualnych do modelu: mężczyźni są nastawieni bardziej na posiadanie wielu partnerek seksualnych, kobiety są bardziej nastawione na silną więź. Taki mniej więcej model wyłania się z tez psychologii ewolucyjnej oraz wyrażany jest w memach i popkulturze, w żartach sugerujących, że dla mężczyzn małżeństwo oznacza utratę radości życia czy że kobiety oczekują od filmów porno, by kończyły się one ślubem.

Jeśli kobiety nie mają żadnej władzy i są całkowicie zależne od mężczyzn istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że pozwolą sobie na ulegnięcie pragnieniom, które mogłyby naruszyć aktualną lub antycypowaną więź będącą podstawą ich bytu. To prawdopodobieństwo może jednak rosnąć, jeśli chodzi o romans z mężczyzną o wysokiej pozycji społecznej, chociażby dlatego, że większa jest w tym przypadku szansa na uniknięcie ewentualnych społecznych sankcji. To z kolei może oznaczać, że liczne romanse przestają być dla mężczyzn jedynie oddawaniem się namiętnościom i stają się oznaką wysokiej pozycji społecznej, oznaką prestiżu, intensyfikując uprzedmiotowienie kobiet. Wszystko to jest oczywiście hipotezą i uproszczeniem, ponadto istnieją z pewnością także inne modele patriarchalnej seksualności, wyzyskujące kobiety w zupełnie inny sposób – metafora karuzeli kutasów wydaje się jednak pasować idealnie do patriarchalnej dystrybucji władzy.

Materialna podstawa owych norm uległa jednak radykalnej zmianie, przemiany środków produkcji – urbanizacja, komunikacja, ślepota kapitału na niektóre różnice – stworzyły warunki, w których walka kobiet o prawa i dostęp do innych niż tradycyjne ról społecznych stały się możliwe. Oczywiście bez walki kobiety niewiele by uzyskały, powstały jednak warunki dające choć nikłą szansę na jej powodzenie. Z kolei warunki te stały się nowym środowiskiem dla międzyludzkich interakcji, które są otoczeniem kształtującym społeczne normy. Gdy znika zagrożenie utraty środków utrzymania, gdy zwiększa się prawdopodobieństwo dostępu do niektórych stanowisk, rośnie prawdopodobieństwo zachowań kobiet niezgodnych z patriarchalnymi normami, bo sankcje społeczne, choć nadal istnieją, stają się mniej dotkliwe.

Jest to środowisko, w którym idee alternatywnych modeli norm seksualnych mają szansę się rozpowszechnić, ale dopóki lepiej dopasowane do nowych warunków normy nie zastąpiły tych starych, mamy do czynienia z okresem anomii. To oznacza, że część mężczyzn ocenia się według starych norm – lub jakichś norm pośrednich – choć nie są one dostosowane do odmienionej rzeczywistości. Anomia jest jednak okresem przejściowym i jestem przekonany, że stare normy nie mają prawa się utrzymać.

Jeśli dla kobiet nie jest wielkim poniżeniem, że mężczyzna, z którym się związały, wcześniej spał z wieloma kobietami, jeśli kobieta nie musi mieć historii tysiąca partnerów seksualnych, żeby czuć się posiadaczem ludzkiej godności, nie ma powodu, by te same normy nie zaczęły obowiązywać mężczyzn. Jestem przekonany, że erozja patriarchalizmu w tej sferze – i innych zresztą też – postępuje.

Chyba najbardziej podziwiana męska postać w serialu Game of Thrones, czyli Tyrion Lannister, jest daleka od archetypu samca alfa – nie kwestionuję atrakcyjności aktora, tylko zaznaczam, że ta postać została przez Martina pomyślana jako nieatrakcyjna seksualnie. Inna lubiana i posiadająca sprawczość męska postać stojąca po stronie dobra, lord Varys, w ogóle nie ma penisa. Także postać najbliższa czegoś, co możnaby nazwać męskim protagonistą, piękny dowódca Nocnej Straży Jon Snow, przez dłuższy czas żyje w celibacie i podczas służby łamie go tylko raz z kobietą, z którą łączy go silne uczucie, a która wcześniej miała prawdopodobnie wielu partnerów seksualnych – bo z tego, co pamiętam, takie były zwyczaje „za Murem”. Nie wspominając już o wzorcach osobowych w takich serialach jak „Top of the Lake” lub „Dziewczyny”.

Niezależnie jednak od zmian w popkulturze pełna przemiana norm i wzorców osobowych w pożądanym kierunku nie będzie możliwa, jeśli dystrybucja władzy między płciami nie będzie w pełni równa, bo podział pracy jest trwałym czynnikiem selekcji. Środkiem do osiągnięcia tego celu mogą być parytety we wszelkich możliwych sferach i na każdym szczeblu, bo tylko w ten sposób może być wywierana nieustanna presja na wzory międzyludzkich oczekiwań. O to właśnie incelsi z 4chana powinni się modlić do swojego boga Keka. No i o socjalizm oczywiście też.

Negan

Jestem przekonany, że dokładnie ten sam błąd, co internetowi frustraci widzący źródło swych cierpień we wpływie kulturowym lewicującej kontrkultury lat 60.-70. i feminizmu, popełnia Nagle, stawiając tezę, że transgresywne zachowania prawicy są możliwe dzięki kultywowaniu przez lewicę przekraczania wszelkich norm i propagowaniu dzieł transgresywnych myślicieli. Warto zadać sobie pytanie, czy dziecko, które dzwoni do telewizji i mówi „dupa, dupa, dupa”, robi tak, bo czytało Bataille’a, czy czytały go miliony, które na przestrzeni dziejów opowiadały sobie dowcipy dotykające stabuizowanych sfer, czy w końcu kot, który włazi gdzieś właśnie z tego powodu, że mu tego zabroniono, czytał Sade’a? Może z tym ostatnim przykładem trochę przesadziłem, ale wydaje się, że przyjemność z przekraczania norm nie potrzebuje żadnego ideologicznego wsparcia, by zaistnieć. Zostawmy tutaj otwartym problem, jakie może być źródło takiej dyspozycji: czy jest ona wrodzona czy wytworzona przez strukturę społeczną, czy może wynika z interakcji obu tych czynników.

Oczywiście na istnienie jakiegoś istotnego zjawiska społecznego wskazywałby wzrost odsetka zachowań transgresywnych – nie znam jednak badania wskazującego na wzrost takich postaw w ostatnim czasie. Natomiast nie powinno moim zdaniem dziwić coraz większe przyzwolenie na takie zachowania w szerszej perspektywie czasowej, czyli wraz z rozwojem podziału pracy.

Warto tutaj przypomnieć rozróżnienie przez Emila Durkheima dwóch rodzajów solidarności, dwóch form spajających społeczeństwa – solidarność mechaniczną i organiczną. Solidarność mechaniczna to po prostu jedność światopoglądu i dominuje w społecznościach o słabo rozwiniętym podziale pracy. Solidarność organiczna dominuje natomiast w społecznościach o bardziej rozwiniętym podziale pracy, ponieważ po prostu na tym podziale bazuje – różne grupy w ramach społeczności pełnią różne funkcje i z tego powodu wzajemnie się potrzebują. Dla solidarności mechanicznej charakterystyczne jest prawo represyjne, prawo nastawione na zadawanie bólu jednostkom za każde odstępstwo od norm; ta tendencja słabnie wraz z rozwojem podziału pracy. Kuba Wojewódzki może bezkarnie wkładać Polską flagę w kupę, ponieważ Polska jest łączona przez o wiele potężniejsze czynniki niż kult totemów i nie przestanie przez to istnieć.

Wysoki rozwój podziału pracy wiąże się także z możliwością istnienia społeczeństw o ogromnych populacjach, a niektóre systemy społeczne są w zasadzie globalne. Oznacza to ogromną różnorodność poglądów, wierzeń, postaw etc. To oznacza z kolei, że systemy społeczne muszą operować za pośrednictwem ogólności, muszą być – tak to nazwijmy – zmakdonaldyzowane. Nie mogą i nie byłyby w stanie ścigać wszelkich transgresji. Spójrzmy na facebooka: jego algorytmy nie byłyby w stanie kontrolować przekraczania norm różnych treści punkt w punkt, bo każdy sens można wyrazić nowymi słowami, nowymi obrazami. Tym bardziej poza facebookiem, w dziesiątkach milionów umysłów w danym państwie, mogą mutować myśli, z których będą wynikać transgresywne wobec przyjętych gdzieś form postawy i nikt tego nie będzie w stanie kontrolować. Są to wystarczające warunki sprzyjające zachowaniom transgresywnym i nie potrzebuje ona genealogii kulturowej.

Być może za jakiś czas wyspecjalizowane sztuczne inteligencje siedzące na ramieniu każdego użytkownika byłyby w stanie wyłapywać sens, z którego mogłyby wynikać niepożądane z punktu widzenia jakiegoś przyjętego porządku zachowania, ale jest też szansa, że do tego czasu roboty przejmą władzę nad światem i wyniszczą całą ludzkość, czego sobie i czytelnikom z głębi serca życzę.

Ilustracja: Franciszek Sobieraj

drukuj

KOMENTARZE

  1. Słowa słowami, a tymczasem gdzieś tam w mitycznej „rzeczywistości” nadal większość kobiet oczekuje od mężczyzn, że będą je „utrzymywać”. Tak! A słynne równouprawnienie polega na tym, że kobieta ma PRAWO wybrać sobie czy zostanie w domu czy też pójdzie do pracy. Nie przypominam sobie, by faceci mieli takie prawo.
    Nie mylmy pojęć. Patriarchat to władza ojców. Czyli ojciec utrzymuje rodzinę, ciężko pracuje. W zamian w domu otaczany jest kultem prywatnym a przynajmniej szacunkiem.
    Dziś reklamy kreują postać ojca – debila, kobieta pod byle pretekstem może się rozwieść (polecam analizę postaci rozwódki w kulturze masowej. To zawsze kobieta sukcesu, która rzuciła tyrana i „realizuje się”. W rzeczywistości to zazwyczaj starzejąca się kobieta rozbijająca rodzinę dla romansu z młodszym kolegą z pracy czy innym badbojem). Oczywiście chłopcom nadal wpaja się konieczność „opiekowania” się dziewczynkami, ratowania ich z opresji itd. Do tego dochodzi słynne „prawdziwy mężczyzna nigdy nie uderzy kobiety” co w połączeniu z badaniami, które wskazują polki jako najbardziej agresywne kobiety na świecie daje mieszankę wybuchową. Serio? Dziewczyna może napierdalać gościa plaskaczami (bo widziała w serialach, przecież można! Kolejny temat do analizy kultury masowej. Nawet w Johny Bravo mamy nieustanną przemoc wobec tytułowej bohatera, który jest walony pięścią w twarz bo nawiązuje rozmowę!), może go wyzywać i znieważać ale on nie może się bronić, bo „to kobieta”. Ile widziałem takich sytuacji w szkole u dzieci, gdzie dziewczynki zaczepiały chłopców, prowokowały a potem gdy tamci reagowali to one się chowały za „ała jestem DZIEWCZYNĄ NIE MOŻESZ!!”. To jest ten słynny patriarchat, że laska może bić faceta a jak facet po 10 latach nie wytrzyma i odda takim samym plaskaczem jakich ona mu wymierzyła tysiące, wtedy Niebieska Linia, rozwód, alimenty, dzieci raz na pół roku na godzinę itd? Wow. Srogi patriarchat milordzie.

    Trybunał w Strasburgu orzekł, że kara dożywocia „tylko dla mężczyzn” tj z wyłączeniem kobiet nie stanowi przejawu dyskryminacji. Tak. Zaiste SROGI PATRIARCHAT.

    http://www.lex.pl/czytaj/-/artykul/strasburg-kara-dozywocia-tylko-dla-doroslych-mezczyzn-to-nie-dyskryminacja

  2. „czy w końcu kot, który włazi gdzieś właśnie z tego powodu, że mu tego zabroniono, czytał Sade’a?”

    Czo? xD Kurwa, co ja czytam xD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *