„Miłość”, Ignacy Karpowicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017

Nowa powieść Ignacego Karpowicza „Miłość” jeszcze przed publikacją dostała się do ogłoszonego przez magazyn „Książki” rankingu najlepszych dziesięciu pozycji wydanych w 2017 roku w Polsce. Niewiele mówi to o książce i jej wartości, a znacznie więcej o towarzyskich koneksjach autora i stanie krytyki literackiej w Polsce.
Powieść „Miłość” to zapewne w zamyśle autora subtelna, pełna literackich nawiązań (ach, ten Iwaszkiewicz, ach, ten Gombrowicz, ach, ten Szekspir!) opowieść o miłości. Rozdziały oznaczone liczbami 2,4 i 6 opowiadają o miłości między pisarzem a Zbyszkiem. Pozostałe części (zatytułowane „Piękno, „Prawda” i „Dobro”) to kolejno: historia pisarza Jarosława i jego żony Anny, dystopijna opowieść o przyszłości i przypowieść o księciu Jedwabnym zakochanym w chłopcu Orjanie.
Jeden z polskich zespołów śpiewał kiedyś, że piosenki o miłości są takie banalne. Zdecydowanie dotyczy to także książki Karpowicza: banał goni banał, powieść jest przestylizowana (wyjątkowo nieudolna próba wejścia w sposób pisania Iwaszkiewicza) i nieznośna, a na karpowiczowską dystopię spuśćmy zasłonę milczenia, bo wstyd.

D G-P

„Cholernie mocna miłość. Prawdziwa historia Stefana K. i Williego G.”, Lutz Van Dijk, korporacja ha!art, Krakow 2017

To książka na jeden wieczór i książka, która powinna być lekturą szkolną w tym kraju. Nieobszerna, czyta się dobrze, jest sprawnie napisana i świetnie zredagowana – w procederze redakcyjnym brał udział całkiem spory zespół. Jest opowieścią o miłości, której na przeszkodzie stanęła wojna, i jest opowieścią o prześladowaniu osób homoseksualnych, które bynajmniej wraz z wojną się nie kończy.
Można ją czytać na wielu planach. Przyczynia się do tego trzywarstwowa struktura: osobista, fabularyzowana historia, której wysłuchał u bohatera autor; posłowia autora i Joanny Ostrowskiej – to drugie będące potwierdzoną źródłami biografią, co przenosi historię na plan historyczno-społeczny; oraz kalendarium, które problem prześladowania nieheretoseksualności pokazuje od strony polityczno-społecznej.
Bohater książki, Stefan K., swojej wielkiej miłości, Willego G., nigdy po wojnie nie odnalazł. Stefan K. to Teofil Kosiński, który całe życie bał się ujawnić w Polsce swoją homoseksualność – do samej śmierci w 2003 roku.

Poprawka po miesiącu: 

Zorientowałam się, że po prostu oryginalny, hiszpański tytuł brzmi „Los Ingrávidos”, czyli ni mniej ni więcej, tylko „Nieważcy”. Więc zwracam honor, no co było robić, to słuszna decyzja, aby tytuł przetłumaczyć wiernie. Jakkolwiek nadal mi się zupełnie nie podoba, to na drugi raz, obiecuję sobie i innym, zanim się przyczepię, zrobię porządniejsze poszukiwania źródeł.

KM

„Powstanie. Film narodowy”, Jacek Świdziński, Wydawnictwo Kultura Gniewu, Warszawa 2017

Ta historia mogłaby się wydarzyć, a właściwie to przecież się wydarza. Umęczony prekariat na usługach oblizujących się z zadowoleniem kapitalistourzędasów, artystyczne kino między młotem komercji a kowadłem finansowania, durne spotkania wypełnione gierkami i spychologią. A do tego mnóstwo kos, stosunki polsko-amerykańskie i kinematografia w czasach YouTuba. Wątków jest naprawdę mnóstwo, ale autorowi udało się uniknąć wrażenia chaosu czy przypadkowego patchworku. Oszczędna i dosadna, a jednocześnie alegoryczna kreska, w połączeniu z absurdem, który tak bardzo przypomina realność, sprawiają, że na przemian to histerycznie chichotałem, to zgrzytałem zębami. Jednocześnie nie znalazłem w książce niczego odkrywczego, nie przestawiła mi myślenia, nie pokazała czegoś, czego już bym nie widział. Ale bawiłem się świetnie, bo Świdziński potrafi wyciągać esencję ze zjawisk już znanych, a potem zgrabnie zamykać je w kilku kadrach, a te kadry składać w wartką, wielowarstwową opowieść.

TN

„Cicha noc” (2017), reżyseria i scenariusz Piotr Domalewski

Wyobraźmy sobie opowieść, która dzieje się w ciągu jednej doby i zamyka się wyraźną klamrą narracyjną. Obserwujemy relacje rodzinne bohatera, Adama, z osobami, które nie są papierowe. Dzięki temu możemy zobaczyć blaski i cienie polskiego świata, który ujawnia się w krótkich, trafnych sekwencjach słów, obrazów i zdarzeń, ale Adama nie tracimy z oczu nawet na chwilę, możemy i chcemy być – na czas seansu i dłużej – nim i z nim. Bo jeśli mamy tu do czynienia z jakąkolwiek odmianą kina społecznego, to trzyma się ono tego, że społeczność ujawnia się najpełniej w jednostkowym losie, któremu narrator nie narzuca tendencyjnych morałów. Film Piotra Domalewskiego jest konsekwentną pod względem konstrukcji i wstrzemięźliwą w odautorskich ocenach oraz artystycznej formie historią o przesileniu i oczyszczeniu, zarówno z jego chrześcijańskimi, jak i antycznymi odniesieniami. „Cicha noc” rzeczywiście opowiedziana jest po cichu, a w tej ciszy można usłyszeć siebie. Koniecznie.

MW

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *