Drobiazgi

Łukasz Jarosz – wiersze

AUTOR

Łukasz Jarosz

Poeta, muzyk; autor dziesięciu tomów poetyckich. Laureat wielu konkursów poetyckich. ,,Pełna krew" została uhonorowana Nagrodą Literacką im. Wisławy Szymborskiej (2013); „Świat fizyczny” oraz „Kardonia i Faber” nominowane były do Nagrody Literackiej Nike. Jego wiersze tłumaczone były na język chorwacki, włoski, angielski, rosyjski, hiszpański, szwedzki i niemiecki. Mieszka w Żuradzie pod Olkuszem. 

Seans

Ktoś w pobliżu pali ognisko.
Zapach dymu dochodzi aż tu.
Jesteś daleko. Nad zlewem, z gąbką w ręku
myję naczynia.

Pod płotem wiatr. W kamieniu drżenie
wieczności. Wewnątrz kości jak
porcelana talerzy.
Myję naczynia.

Na stawie młode łabędzie są jeszcze szare.
Kocham cię i nie potrafię się na niczym skupić.
Podmuch tyrpnął szybę. Myję naczynia.
Myję pierdolone naczynia.

 

* * *

Moja miłość się nie zagoiła, jeszcze
cię widzę, a już tęsknię. Jesteśmy
od siebie daleko – serca oddzielają
nasze skóry, żebra, wnętrzności.
Wiersz jest za głupi, by to opisać, daremnie
piszecie. Wstańcie, podejdźcie do szyb,
by zobaczyć niebo. Otwórzcie drzwi,
a wpłynie do was morze.

 

Przypływ

Słońce było duże, wyjątkowo blisko.
Śnieg kapał na wargi. Nosiłem ciebie
przez miasta, sklepy, wiedziałem już,
że Bóg niczego nie daje. Choć prosiłem,
błagałem, patrząc w jego zachodzące oczy.
Przy zmrożonej nawłoci, próchniejącej ambonie.
Przez spryskane błotem szyby autobusu.

Jesteś blisko. Na wyspie, na której mieszkam,
płomień wspina się wysoko, oświetlając
namalowane przeze mnie na skałach
twoje postacie. Codziennie wypływam w morze,
by cię znaleźć. Śpię na deskach łodzi, obok
głuchych fal, pod skrzypiącym żaglem.
A wyżej biel morza, a wyżej wapno nieba.

 

Droga wewnętrzna

Zawarłem tyle układów z bogiem. Ukrywał się.
Nie widzę także siebie, widzę wszędzie ciebie,
czuję zamsz, oddech twojej skóry. Uśmiechasz się,
gdy całuję twoje plecy. Życie było jak przeinaczona
opowieść, której byłem świadkiem. Jednak nie przerywałem,
nie zaprzeczałem mu, licząc, że powstanie legenda.
I dryfował krokodyl. Chropowaty i twardy.

Zawarłem tyle układów. Wybiegałem na zimową, łaciatą
polanę, oglądając się za siebie. Jeżeli nie umrę teraz, muszę
przejść przez kilka innych śmierci. W końcu i moja dusza
osłabnie i wsiąknie w ciało. Teraz przy tobie leżę w nim
jak w za głębokim hamaku poruszany drgawkami wiatru,
biciem serca. I podpływa rekin. Podobno potrafi
wyczuć kroplę krwi w stu litrach wody.

 

Wiatr, wiersz najbielszy

i cichy śnieg padający na skrzydła łabędzi,
które ukryły się w przybrzeżnych trawach.
To nam się śni – koniec przemijający
co żywi się słowem.

Puch, świt najbielszy, moje kruche usta
na twojej skórze. Dotyk czyniący mnie
nieśmiertelnym. Wśród grafitowych drzew,
zdań, które łamią się w gardle, na języku.

Światło odrastaj szybciej.
Rzeko wpuść mnie.

 

Ujęcie

Chłód murowanej stodoły, dzwonek
nad drzwiami sklepu, przypominający,
że żyję, poruszam się. Śmieszny, infantylny,
zanurzony w miłości jak otwarte ręce

dziurawiące kliszę strumyka. Rozpięty w tobie
jak na tafli jeziora leżę, patrzę w górę: ten świat
to może ten drugi świat, lustro nieskończenie
powielające ramiona, uszy, tył głowy.

Chłód gościńca, sosen i brzóz. Jesteś znakiem,
że istnieję, bo moja twarz w wodzie, cień na cegłach
ruszający ustami, podnoszący do nich butelkę,
nie są żadnym dowodem.

 

Pułap

Tu kawałek, tam kawałek – próbuję się pozbierać,
wyzbierać z zakamarków. Tak, śmiejcie się:
już siebie zapisałem, pozbierałem. W wiaderku
zamoczony chleb dla kur, nad brzegiem ludzie,
ruchome kropki. Mają władzę nad latawcem tylko
gdy jest w ich dłoniach. Im wyżej, rozszarpuje go wiatr.
Szukajcie miłości, ciepła. Jeżeli ich nie znajdziecie,
to chociaż przez chwilę pomyślcie o nich.

Metrum

Nie wiem, jakie słowa zwrócą mi ciebie.
Zrywam się w nocy, piję wodę, twoje ciało.
Nieprzygotowany do tego życia, a co dopiero
do wiecznego, nie wiedziałem, że miłość jest
tak wytrzymała. Paliłem krótkie, szybkie ogniska,
rozglądając się wokół. Zerkając w dziurawy
księżyc, bałem się bardziej od tych, których
przeprowadzałem świtem przez kotlinę.

 

Gdy tylko przyjadę do mojego domu w lesie,
schodzą się koty. Przemykają pod siarczystym
niebem, czekają na ochłap. Jeszcze żyję:

twój zamszowy płatek ucha, pocałunek schnący
na ustach. Potem długo nic, a na końcu serce –
dziura w ziemi, ale na szczęście na dnie oceanu.

 

Reszta świata

Nie wiem, jak przeżyłem, myśląc o tobie,
będąc poza życiem: w pociągach, za kierownicą,
na przejściach dla pieszych. Marmurowy
pomnik kobiety miał twoje usta, ciął deszcz
i rzęziło moje serce. Głębokie płuco.

Jakoś dotarłem. Wtulam twarz w poduszkę,
czekam, aż natrętny, czujny mózg osłabnie
i upuści mnie w sen. Poza życiem, w sklepach,
obok kwadratowej popielniczki w przedziale.
Ze stopami w błocie, kolanami w trawie.
Tu i teraz. I w każdej minucie.

 

Fala

Dlaczego mnie tak biłaś? – pytam.
Odkładam gazetę, kładę się na kładce.
Z głową przy tafli przyglądam się drzewom,
długim roślinom cieknącym z dna. Czas
to gęsty jak żywica syrop,
obkleja głowę, podniebienie i płuca.

To dlatego jesteś taki udany – odpowiada matka. Kamień
rozdrabniany w ustach na lata, minuty, pyłki. Oblepiony
modlitwą i Bogiem. Przyglądam się rybom,
i gdy myślę, że jestem daleko od was, moje odbicie
mąci przepływająca przy brzegu łódź.

 

Reszta

Właśnie milkną psy. Właśnie ze swoim
płaskim światłem czeźnie, guzdrze się dzień.
Biegłem, by być kochany, widzialny.

Właśnie milkną ptaki, dusze szturchające się
w gałęziach. Gubiąc swe imię, uderzałem
w zbawiennie głęboki sen. By wyczyścić serce.
Posprzątać po domu.

 

Praca

Pamiętam jej oczy, widelce i kieliszki
w trawie, gdy paliliśmy w ognisku to,
co przez wiele dni wydłubywaliśmy z ziemi –
ogromny, sękaty korzeń starego drzewa.

Koty buszowały w śmieciach, zasypiałem,
nie strzepując chrząszcza z dłoni. Wyciągała
z niej książkę, nasuwała mi koc pod szyję.
Gdy gasiła światło i wychodziła,
otwierałem oczy.

Ilustracje: Monika Stolarska, artystka malarka, absolwentka warszawskiej ASP, Wydziału Malarstwa ze specjalizacją Sztuka w Przestrzeni Publicznej. Autorka kolaży, grafik, murali, ilustracji do tekstów, okładek. http://monika-stolarska.blogspot.com/

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *