AUTOR

Konrad Malec

Przyrodnik z zawodu i zamiłowania, prowadzi wycieczki i zajęcia przyrodnicze pod marką Kultura i Natura (https://www.facebook.com/kulturainatura/)

Ciepły kraj

Często spotykam ludzi marzących, by na zimę wybrać się do ciepłych krajów, niczym ptaki. Sam wolałbym o tej porze roku zobaczyć daleką północ, ale póki co mam jej namiastkę w postaci ptaków zza „lodowego muru”. Dla wielu ptaków z północy to Polska jest ciepłym krajem i bardzo liczę na spotkanie z kilkoma z nich, również tej zimy. Marzę o górniczku, ale wiele radości sprawiają mi śnieguły, rzepołuchy czy myszołowy włochate. Póki co zapraszam na spotkanie z łatwiejszym do wypatrzenia i niezwykle sympatycznym zimowym gościem.

Sokolnicze dzwoneczki

Naszą listopadową bohaterką jest jemiołuszka, ptak dość dobrze znany nawet mieszczuchom, ponieważ, jak na ptaka z północy, stosunkowo często można ją spotkać na „betonowej pustyni”. Dość powiedzieć, że był to jeden z pierwszych ptaków, jakiego pokazałem memu synkowi. Mieszkałem wówczas w Łodzi, na dość zielonym osiedlu, i podczas zimowego spaceru spotkaliśmy duże, liczące niemal 200 osobników stadko. Niestety Olaf za wiele z tego spotkania nie zapamiętał, pewnie dlatego, że miał niespełna pół roku.

Jemiołuszki to pięknie ubarwione ptaki: brązowo-szare, wpadające w lekką czerwień, uzupełnione o żółte barwy na skrzydełkach i ogonie. Do tego dołóżmy soczystą czerwień na końcach lotek ramieniowych, w postaci „lakowanych wisiorków”. Na skrzydełkach znajdziemy też czerń i biel, wszystko w dość kontrastowym układzie. Uważny obserwator dojrzy również czarną maskę Zorro i śliniaczek w tymże kolorze. Na głowie jemiołuszki mają zawadiacki czubeczek, jednak u spokojnego ptaka jest on dość płasko położony. Jeśli więc zobaczymy, że go malowniczo stroszy, będzie to oznaką zaniepokojenia (być może naszą bliskością, choć ptaki północy zwykle nie okazują zdenerwowania na widok człowieka). W oczy na pewno rzuca się sute upierzenie, przez które ptak wydaje się większy, niż jest w istocie; chroni ono jemiołuszki przed chłodami. Panowie od pań różnią się nieznacznie i nawet wprawny ornitolog miewa problemy z oznaczeniem płci. Różnic trzeba szukać w detalach, takich jak ilość „lakowych” zakończeń (panowie mają ich więcej) czy długość śliniaczka (okazalszy jest u dżentelmenów). Wyjątkowo dorodne chłopaki mają też czerwone, „lakowane” zakończenia piór na ogonie, ale to rzadkość.

Pojawienie się jemiołuszek ciężko przeoczyć, a raczej go nie usłyszeć. To wyjątkowe gaduły, do czego nawiązuje drugi człon ich łacińskiej nazwy – garrulus, oznaczający dosłownie gadatliwość. Głosy jemiołuszek są porównywane do wysokiego dźwięku sokolniczych dzwoneczków.

Wyprawa za lodowy mur

Jemiołuszki zamieszkują daleką północ Europy, Azji i Ameryki Północnej. Na naszym kontynencie pierwsze gniazda można napotkać tuż przed kołem podbiegunowym, a konkretniej od 65 stopnia szerokości geograficznej północnej. Jemiołuszki zakładają je na świerkach, to pewne, natomiast co do lokalizacji zdania są podzielone. Jedni lokują je pośród olbrzymich bagien, inni autorzy utrzymują, że należy ich szukać wewnątrz rozległych lasów. Niestety osobiście nie miałem okazji stwierdzić, jak jest w istocie, ale kto wie – może kiedyś spełnię marzenie o włóczędze po dalekiej północy.

Chłopak, któremu w oko wpadnie sympatyczna panna jemiołuszka, wręcza jej podarek, którym jest owoc. Dziewczyna go przyjmuje, odchodzi kilka kroków, a następnie wraca i oddaje owoc. Randkująca para przekazuje sobie smakołyk kilkukrotnie, na koniec dziewczyna zwykle zjada podarek, a dla chłopaka to kres kawalerskiego życia. Jako ptak towarzyski, jemiołuszka chętnie widzi wokół siebie inne, mieszkające w sąsiedztwie, małżeństwa. Gniazda wije ze świerkowego, drobnego chrustu, porostów i traw, a wyścieła je sierścią reniferów. W czerwcu samica składa 4-5 czerwonawych lub niebieskawych jaj, z szarymi i czarnymi plamkami. Ponieważ północne lato jest bardzo krótkie, jemiołuszki nie powtarzają lęgów.

Sentymenty Miłosza i sybiraków

Sroga zima i brak pokarmu zmuszają jemiołuszki do szukania gościny na południu. Większość ptaków jedynie przelatuje przez nasz kraj, najliczniej widzimy je w listopadzie i grudniu. Jednak sporo z nich pozostaje u nas, często w dużych miastach. Możemy wówczas je obserwować, zwykle w niedużych stadkach liczących od kilkunastu do kilkudziesięciu osobników, przy czym owe „dziesiąt” to częściej 20-30 niż 90. Niekiedy zdarzają się wyjątki i w stadzie spotykamy 200, 300, 500, a nawet 4 tys. ptaków! Dla jemiołuszek spędzających całą zimę w Polsce przysmakiem są owoce jarzębin oraz ligustrów, berberysów, irg, rokitników, cisów, głogów i oczywiście jemioły, od której ptak wziął swoją nazwę. Tu drobna uwaga: jeśli zobaczycie jemiołuszki jedzące jagody jemioły, w żadnym razie ich nie naśladujcie, gdyż dla ludzi owoce symbolu miłości są trujące.

Warto dodać, że na dalekiej północy nasze bohaterki posilają się, poza owocami, owadami wielkości komara, głównie samymi krwiopijcami. Polując na nie, czatują na gałęzi, podlatują, chwytają w dziób pechowego lotnika, po czym szybko wracają na gałązkę. Podobnie czynią nasze muchołówki, są one jednak dość smukłe. Wiele bym dał, by zobaczyć posilającą się w ten sposób puchatą kulkę! Zimą owadzie mięso jest niedostępne w naszych warunkach, zresztą na najdalszym południu ich zimowego zasięgu, czyli na wysokości północnych Włoch, również trudno o owady. By podołać wyzwaniu, jakim są częściowo sfermentowane owoce i pewna ilość powstałego w ten sposób alkoholu, jemiołuszkom rozrasta się wątroba. Dziennie ptaki te zjadają dwukrotnie więcej, niż same ważą, czyli ok. 110 g strawy, a ponieważ nie trawią pestek, pełnią funkcje transportowe dla roślin, którymi się żywią.

Na północy niemal nie ma ludzi i ich pułapek, takich jak samochody czy wałęsające się koty, przez co tamtejsze ptaki nie są płochliwe. Pozwala to na bliskie obserwacje, tym łatwiejsze, że zwykle jemiołuszka jest hałaśliwa, a do tego mało ruchliwa. Siedzi na gałązce, aż obskubie wszystkie dostępne owoce, a gdy ich zabraknie, najchętniej powoli przechodzi do kolejnego grona. Cechy te sprawiają, że cieszy się naszą sympatią. Ciepłymi uczuciami darzyli ją polscy zesłańcy na Syberii, wyglądający wiosną ptaków powracających z Polski.

Sympatia do jemiołuszek miewała różne odcienie, w XIX w. były one zjadane, zarówno przez biednych wieśniaków, jak i zamożne warstwy społeczeństwa, podobnie jak wiele innych ptaków, np. kwiczoły czy wróble (te ostatnie jednak rzadko trafiały na pańskie stoły). Przepis na wysublimowane danie z kilkunastu jemiołuszek podawała Wincenta Zawadzka w „Kuchni litewskiej”, której wielkim fanem był Czesław Miłosz. Jemiołuszki jedynie obierano z piór, nie patroszono ich, a przy odpowiednim przyrządzeniu zjadano wraz z kośćmi. Nie wiem, czy sam poeta próbował jemiołuszek; mam nadzieję, że nie. Tu warto zaznaczyć, że jeśli chodzi o spożywanie dzikiego ptactwa, w Polsce małe gatunki od dawna są oszczędzane, a na liście gatunków łownych znajduje się jedynie 11 gatunków średniej bądź dużej wielkości (inna sprawa, że owa lista powinna być zrewidowana, ponieważ nie wiadomo czemu nadal poluje się u nas na dość nieliczne słonki, jarząbki czy cyraneczki; na pewno nie czyni się tego z powodu szkód w gospodarce rolnej czy leśnej ani dla zaspokojenia głodu). Obecnie nie do pomyślenia dla Polaków jest jedzenie np. drozdów, nie wspominając o gatunkach zagrożonych. Tymczasem w wielu krajach położonych nad Morzem Śródziemnym cały czas się to czyni. Jest to zwyczaj na tyle rozpowszechniony, że francuski prezydent François Mitterrand bardzo cenił sobie smak ortolanów… ptaków chronionych i ginących w Europie Zachodniej (kiedyś opowiem Wam o ortolanie, dziś jedynie wspomnę, że słynny czteronutowy motyw do swojej V Symfonii Beethoven zapożyczył właśnie od tego ptaka).

Staropolski obyczaj sławił gościnność i choć ostatnio uległ znacznemu osłabieniu, w szczególności względem obcokrajowców, to sądzę, że warto kultywować tę tradycję. Chcąc ugościć na polskiej ziemi ptasich uchodźców z północy, warto zadbać o drzewa i krzewy, których owocami lubi posilać się jemiołuszka. Należy jednak unikać nasadzania ich w pobliżu ruchliwych dróg, gdyż jako mieszkanki dalekiej północy jemiołuszki słabo znają się na motoryzacji i często giną w wypadkach drogowych. A jeśli ktoś nie lubi Skandynawów? Również radzę mu posadzić jarzębiny, rokitniki i inne dzikie drzewa owocowe, bo chętnie skorzystają z nich także tutejsi, np. wspomniane kwiczoły.

UWAGA! Specjalnie dla Czytelników „Nowych Peryferii” ogłaszam promocję. Każdy, kto przytoczy trzy tytuły z aktualnego numeru czasopisma, może liczyć na 10% zniżki na moje usługi przewodnika lub wykładowcy w terminie do 15 marca.

Zdjęcie: Pixabay

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *