Ewa Korzeniowska

Człowiek jest tylko zwierzęciem na tym świecie

AUTOR

Ewa Korzeniowska

redaktorka działu Połączenia Międzymiastowe.

Książka Érica Barataya Zwierzęta w okopach wydana w tym roku przez Wydawnictwo w Podwórku stanowi próbę uzupełnienia historii XX wieku o aspekty i głosy wcześniej nieznane, zapomniane albo też traktowane z pobłażliwością. Wpisuje się w nurt badawczy podważający tradycyjną narrację i dopuszczający głosy tych aktorów konfliktów, którzy do tej pory znajdowali się w cieniu: kobiet, dzieci, czy w ogóle ludności cywilnej, mniejszości etnicznych i narodowych.

Historie zwierząt wykorzystywanych i zamęczanych w I wojnie światowej, mimo że wydają się jej istotnym wątkiem, do tej pory nie zostały należycie omówione. Zwierzęta wspomina się w pamiętnikach i listach, poświęca się im małe tabliczki albo pomniki, ale kompleksowe badania dotyczące udziału zwierząt w wojnie sprzed stulecia pojawiają się dopiero od niedawna. Dzięki Baratayowi zwierzęta mają szansę odzyskać należne im miejsce w dziejach, a my, czytelnicy, możemy przenieść spojrzenie z ideologii, walki, broni i techniki na fragment narracji historycznej  dotąd nie uwzględniany.

Moje pierwsze podejście do lektury książki skończyło się wylaniem morza łez nad fragmentem opisującym rzeczywistość zwierząt domowych, gospodarczych i dzikich w sytuacji zupełnie odmiennej niż bezpieczne mieszkanie z pełną miską i ciepłymi kolanami, na których można się położyć. Koń odprowadzany przez właściciela do punktu rekrutacyjnego, gdzie gromadzono zwierzęta wysyłane na pola bitew I wojny światowej, nie rozumie słów „wojna”, „werbunek”, „kawaleria” i „pistolet”. Rozumie natomiast i czuje zdenerwowanie i smutek swojego opiekuna, czuje zmieniające się zapachy, słyszy obce głosy, nieznane dźwięki, często groźne i niepokojące, obserwuje zmieniający się krajobraz. Wszystkie te okoliczności sprawiają, że zwierzę staje się niespokojne, jego zachowanie staje się nieprzewidywalne, odbiegające od ustalonej dotąd, wypracowanej i odczuwanej relacji z ludźmi. Książka robi wstrząsające wrażenie i fakt, że dobrnęłam do jej końca to zasługa  języka, którym posłużył się autor, sięgającego po suchy opis faktów, zachowań, uwarunkowań. I chociaż Baratay pisze także o emocjach, to jednak czyni to w sposób całkowicie zdystansowany – osobiste zaangażowanie emocjonalne ustępuje rejestrowi poruszeń, zdarzeń, odruchów, obrazom podniesienia pistoletu albo dłoni, którą głaszcze się psa czy konia.

Baratay przenosi nasz wzrok z człowieka i jego perspektywy, by skierować go ku zwierzęciu w relacji z nami, ale ku relacji podmiotowej, a nie – jak bywa zazwyczaj – relacji  ludzkiego podmiotu i zwierzęcego przedmiotu. Nie udaje przy tym, że jest koniem, psem czy wszą, nie próbuje nas przekonać, że magicznie przeistoczył się w Naglowskiego nietoperza, nie pozbywając się przy tym ludzkich kategorii postrzegania świata. Jako ludzie, jesteśmy w stanie wyobrazić sobie zaledwie to, jak sami czulibyśmy się w ciele nietoperza. Zupełnie niemożliwe jest natomiast wyobrazić sobie, co czuje nietoperz, będąc nietoperzem. Ta perspektywa jest dla nas zupełnie niedostępna, nie jesteśmy w stanie oddać subiektywnego charakteru doznań przeżywanych przez zwierzęta. To, co zwykle robią ludzie, gdy opisują przeżycia zwierząt, polega na antropomorfizowaniu ich przeżyć, ubieraniu się w kostium konia, psa czy kota. To, że mamy „głos” i możliwość zapisu naszych myśli na kartce papieru, daje nam tylko przywilej opowiedzenia, co działo się z naszymi braćmi mniejszymi, którym przez stulecia takiego głosu odmawiano, redukując zwierzęta do roli ożywionych automatonów, biegających kamieni, istot pozbawionych rozumu i działających wyłącznie instynktownie. Innymi słowy – istot mniej wartościowych, które niczego o nas, o sobie i o świecie powiedzieć nie mogą.

Autor Zwierząt w okopach twierdzi tymczasem, że zwierzęta mogą i muszą – naszymi ustami –  opowiedzieć o sobie i o nas, bo tylko tak jesteśmy w stanie przyjąć i zrozumieć ogrom cierpień i ofiar, jakie złożyły na ołtarzu ludzkich wojen. Będąc odpowiednio uważnymi i skupionymi na relacji z drugą istotą, jesteśmy w stanie nie tylko obserwować, jak nasze działania na nią wpływają, ale też zrozumieć, co chce nam ona zakomunikować. Dzięki takiemu skierowaniu się ku drugiej istocie, wysłuchaniu tego, co ma do powiedzenia, jesteśmy w stanie prawdziwie się porozumieć.

W wojennym świecie porozumienia jest zazwyczaj bardzo trudne, ale przykłady przytaczane przez Barataya pozwalają uwierzyć, że nawet tam jest ono możliwe. Dla pisarza zwierzęta są wielkimi, może największymi, ofiarami wojny, jej męczennikami, o których nikt się nie upominał. Wyjątkiem byli tu żołnierze, którzy często przygarniali i opiekowali się znalezionymi stworzeniami. Traktowali je niczym maskotki, szukając w relacji z nimi namiastki ludzkiego, zwyczajnego życia. Takie akty nie mogły jednak zmienić praw wojny. Konie śpiące pod gołym niebem, psy uwiązane, zakneblowane, poddane wysiłkowi związanemu z ciągnięciem dział armatnich, gołębie wycieńczone wielokilometrowymi trasami, docierające do swoich opiekunów ostatkiem sił, pokaleczone odłamkami, umierające od odniesionych ran nie rozumieją wojskowych procedur i wojennych działań.

Zgodnie z różnymi szacunkami w I wojnie światowej wzięło udział 11 milionów koniowatych, 100 tysięcy psów i 250 tysięcy gołębi. Powinniśmy pamiętać też o wszystkich zwierzętach gospodarskich i domowych porzuconych, wyrzuconych, błąkających się wzdłuż tras przemarszu wojsk i linii frontu. Jeśli chcemy wyobrazić sobie wojnę, musimy unaocznić sobie  zwierzęta i ich wysiłek. Książka Barataya może nas do takiego unaocznienia, a także do przyznania zwierzętom należnego miejsca w dziejach świata, znacznie przybliżyć.

Éric Baratay, Zwierzęta w okopach. Zapomniane historie, tłum: Barbara Brzezicka, 368 stron, Wydawnictwo w Podwórku

Zdjęcie: Wikipedia

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *