Kultura i Natura, Mateusz Sowiński

Nie taki szerszeń straszny, jak go opisują!

AUTOR

Mateusz Sowiński

Przyrodnik, fotograf, a od wielu lat także popularyzator wiedzy o dzikiej przyrodzie, przede wszystkim o owadach. Od ponad 6 lat prowadzi https://swiatmakrodotcom.wordpress.com/, blog przyrodniczy poświęcony makrofotografii oraz owadom, na którym można znaleźć obszerne, bogato ilustrowane teksty poświęcone bardzo wielu gatunkom.

Spośród wszystkich naszych rodzimych owadów szerszeń cieszy się chyba najgorszą sławą. Już samo jego pojawienie się budzi prawdziwą trwogę, a złowrogie brzęczenie przyprawia o ciarki. Czy jednak faktycznie jest się czego bać? Choć bohater niniejszego tekstu jest uzbrojony w groźne żądło, to jednak stawianie szerszenia w roli swoistego, owadziego „czarnego charakteru” jest nie tylko przesadzone, ale zgoła nieuzasadnione. Tym bardziej, że szerszenie są wyjątkowo cenne – zarówno dla środowiska naturalnego, jak i dla nas samych.

Kilka słów o wyglądzie

Szerszeń (Vespa crabro) to nasza największa rodzima osa. Królowa roju może mierzyć maksymalnie do 3,5 cm, natomiast wielkość robotnic waha się w granicach 2,5-3 cm. Ubarwienie szerszeni jest żółto-czarne, warto też zwrócić uwagę na czerwonawe zabarwienie, które występuje na pierwszych segmentach odwłoka, na tułowiu, a przede wszystkim na głowie. Dzięki czerwonawemu zabarwieniu głowy możemy odróżnić szerszenia od wyraźnie mniejszej, ale nieco podobnej z wyglądu osy średniej (Dolichovespula media), z którą bywa czasami mylony.
Głowa szerszenia zaopatrzona jest w bardzo silne żuwaczki, które służą do przecinania twardych pancerzy owadów, obgryzania kory i jeszcze kilku innych, nie mniej ważnych czynności. Najciekawsze jest jednak żądło. Na pierwszy rzut oka go jednak nie dostrzeżemy, ponieważ, wbrew obiegowej opinii, żądła owadów są wysuwane z wnętrza odwłoka i nie sterczą im z tyłu, na widoku. Końcówka odwłoka jest bardzo ruchliwa, dzięki czemu szerszeń może skierować swoje żądło w wybraną przez siebie stronę.

Jak mieszkają szerszenie?

Gniazda tych niezwykłych owadów potrafią być naprawdę ogromne. Ich średnica często sięga nawet pół metra, natomiast wnętrze kryje w sobie do 10 plastrów i nawet do 1000 zamieszkujących je osobników. W naturalnych warunkach szerszenie gniazdują najczęściej w dziuplach drzew. Takie gniazda rzadko kiedy osiągają maksymalne rozmiary, ponieważ przestrzeń w dziupli jest najczęściej mocno ograniczona i zwyczajnie brakuje miejsca na rozbudowę. Niestety, dziuplastych drzew ubywa, ponieważ często są one usuwane z lasów, lub brakuje ich w młodszych drzewostanach. Z tego też względu szerszenie zmuszone są szukać alternatywy, a tą są często nasze strychy i poddasza, ale również inne niezbyt naturalne miejsca, np. budki dla ptaków. O ile w takich budkach jest zwykle jeszcze mniej miejsca niż w dziupli, o tyle na strychach szerszenie mogą zaszaleć i stworzyć naprawdę wielkie gniazdo. Budowa zaczyna się jednak od maleńkiego gniazdka, tworzonego wiosną przez zapłodnioną samicę, która w przyszłości stanie na czele całej kolonii.
Materiałem budulcowym jest zmurszałe, spróchniałe drewno, które zostaje zmieszane z śliną i zmienione w papierową masę, przyjmującą najczęściej orzechową barwę. Po zbudowaniu zaczątków gniazda zapłodniona samica składa pierwsze jaja i opiekuje się larwami, które się z nich wylęgną, a później również poczwarkami. Dopiero kiedy te ostatnie przeobrażą się w pierwsze robotnice, królowa stopniowo przekazuje im zadania budowniczych, sama natomiast ogranicza swoją rolę do składania kolejnych jaj.

Białko za młodu, soczek w dorosłości

Podobnie jak królowa, wszystkie robotnice szerszeni są samicami i tak jak ona na początku mają wiele obowiązków. Należy do nich zdobywanie pokarmu. Dorosłe szerszenie są w dużej mierze roślinożerne. Wprawdzie nigdy nie przylatują do słodyczy, tak jak czynią to osy, przepadają jednak za wyciekającym z drzew sokiem, zwłaszcza dębowym. Szerszenie często nie czekają, aż kora drzew zostanie naruszona, lecz same nacinają gałęzie swymi ogromnymi żuwaczkami, by zlizywać wyciekający sok. Szczególnie chętnie nadgryzają korę młodych wierzb oraz lilaku (mylnie zwanego bzem), zwłaszcza na przełomie lata i jesienią. Dlatego też bywają wtedy częstymi gośćmi na działkach i w ogródkach. W tym okresie często odwiedzają sady, by żywić się fragmentami owoców, spośród których preferują uszkodzone lub opadłe na ziemię.
O ile dorosłe szerszenie są zagorzałymi roślinożercami, o tyle ich larwy są zdeklarowanymi mięsożercami. By móc je wykarmić, dorosłe szerszenie zawzięcie polują na inne owady. Ich głównym celem są muchówki, stanowiące aż 90% ofiar. Nieco rzadziej porywają się np. na gąsienice czy inne błonkówki. Bywa, że szerszenie polują na pszczoły, czym z kolei narażają się pszczelarzom. W rzeczywistości jednak straty powodowane przez szerszenie w ulach wynoszą z około 1% – zdecydowanie mniej niż czynione przez największego wroga pszczół, czyli stosowane przez ludzi pestycydy. Jedna kolonia może przez cały okres swego istnienia upolować nawet pół kilograma innych owadów, co pokazuje nam, jak ważne w ograniczaniu ich liczebności są szerszenie.

Rzecz o jadzie, żądle i naturze

Po schwytaniu ofiary szerszeń zaczepia się nóżkami, czasem tylko jedną z nich, o jakąś gałązkę, po czym odcina owadowi skrzydła, miażdży go swymi żuwaczkami, a powstałą w ten sposób papkę zanosi do gniazda. Przy większej ofierze przydaje się potężne żądło, którym dysponują robotnice oraz królowa. Jest ono jednak lepiej znane ze swych funkcji obronnych. Żądło szerszenia, podobnie jak mniejszych gatunków os, jest w całości gładkie, dzięki czemu może być użyte wielokrotnie. Gdy szerszeń zaatakuje, stara się, by użądlenie było szybkie i precyzyjne. Jad jest bowiem bardzo cenny, dlatego do obrony szerszenie zużywają najwyżej 0,01 mg zapasu zgromadzonego w zbiorniczku jadowym. Pod względem działania jad szerszenia powoduje znacznie większy ból niż jad pszczeli, przede wszystkim ze względu na większą ilość, dłuższe żądło i nieco inny skład chemiczny. Co ciekawe, jad szerszenia jest o wiele mniej toksyczny, a zatem mniej niebezpieczny dla ludzkiego zdrowia.
Dlatego między bajki można włożyć opowieści o tym, że trzy użądlenia szerszenia mogą zabić człowieka. Inna sprawa, że w pewnych warunkach nawet jedno użądlenie może być niebezpieczne. Rzecz jasna najwięcej powodów do obaw mają osoby, u których występuje reakcja alergiczna na jad owadów, ale także osoby zdrowe, jeśli użądlenie nastąpi w okolicach gardła czy twarzy. Jad może być również znacznie groźniejszy dla dzieci i osób starszych. Zdrowa osoba w pełni sił nie powinna mieć powodów do zmartwień, ponieważ by ją uśmiercić, potrzeba co najmniej kilkuset użądleń. Jest to mało prawdopodobne – nawet gdy rozwścieczymy całe gniazdo, do jego obrony rusza najwyżej 1/10 zamieszkujących je osobników. Na dodatek nie tak łatwo jest skłonić szerszenia do użycia żądła. Z natury jest bowiem pokojowo nastawiony i bardzo rzadko przejawia agresję. Do ukąszenia może dojść właściwie jedynie w pobliżu gniazda, gdy owady poczują, że należy go bronić. Jeśli tylko będziemy zachowywać się spokojnie i nie wykonywać gwałtownych ruchów, nie powinniśmy obawiać się, że spotka nas coś złego. Dość rzadko również zdarza się, by szerszeń zechciał do nas podlecieć, a nawet jeśli do tego dojdzie, kończy się najczęściej na zatoczeniu wokół nas kilku kręgów, po czym owad odlatuje. Gdy szerszeń naprawdę bardzo polubi nasze towarzystwo, wystarczy – zamiast machać rękami – po prostu odejść na pewną odległość i czekać, aż się oddali. Warto też dodać, że szerszenie są wyczulone na pewne zapachy – woń alkoholu oraz mocnych perfum może działać wabiąco lub drażniąco. Szerszenie mogą być także nieco bardziej podrażnione w czasie upałów.

Zmierzch kolonii

Przełom lipca i sierpnia to czas, gdy kolonia szerszeni osiąga szczytową liczbę osobników. Wtedy też królowa roju kończy swój żywot i ustępuje pola młodszemu pokoleniu. Oprócz młodych, zdolnych do rozrodu samic pojawiają się wówczas pierwsze samce, które osiągają zbliżone do królowych rozmiary. Można je łatwo poznać po dłuższych, grubszych czułkach. Samce nie posiadają żądła, zamiast tego przyświeca im jeden, konkretny cel, czyli odbycie lotu godowego z samicą. Kopulacja trwa bardzo krótko, bo najwyżej kilka minut, za to poszczególne samice mogą się łączyć z wieloma samcami. Po odbytych godach zapłodnione samice szukają miejsca na przezimowanie, czyli np. odstającej kory, dziupli albo naszego strychu. Samce natomiast w dalszym ciągu korzystają z życia, ile tylko się da, często pojawiając się przy nadgryzionych pędach krzewów, z których chętnie spijają wyciekający sok. Takie samce – podobnie zresztą jak robotnice, które im bliżej jesieni, tym mają mniej do roboty – są aktywne mniej więcej do chwili, gdy temperatura regularnie spada poniżej 10 stopni. Gdy nadejdą pierwsze mrozy, giną.

Czy warto polubić szerszenie?

Zdecydowanie tak, mimo że najczęściej wzbudzają w nasz strach, zwykle zresztą nieuzasadniony. W końcu to właśnie one są jednymi z najgroźniejszych i najsprawniejszych drapieżników w świecie owadów, które skutecznie regulują liczebność stworzeń, przede wszystkim dokuczliwych much i komarów. Owszem, od czasu do czasu zdarza im się polować na pszczoły, ale jak wcześniej wspomniałem, straty te są zwykle minimalne. Bywa zresztą, że dzikie roje pszczół decydują się osiedlić w pobliżu szerszeni, bo choć z tego powodu ponoszą pewne straty, to i tak są one niewielką ceną za ochronę przed większymi drapieżnikami, jaką zapewnianą takie sąsiedztwo. Wbrew naszej niechęci do nich warto więc robić wszystko, by szerszeni nie zaczęło brakować w naszym otoczeniu, do czego doszło choćby za naszą zachodnią granicą.
Masowe tępienie szerszeni doprowadziło bowiem do tego, że ich liczebność w Niemczech drastycznie spadła, przez co wciągnięto je na listę gatunków ściśle chronionych. Ich ochrona nie ogranicza się do umieszczenia na liście. Za zabijanie szerszeni i niszczenie ich gniazd grożą bardzo surowe kary finansowe, sięgające nawet 50.000 euro (usunięcie gniazda jest możliwe tylko w skrajnych, uzasadnionych sytuacjach, za zgodą odpowiednich organów). O szerszenie dba się w Niemczech chociażby poprzez wywieszanie dla nich specjalnych budek, w których mogą bezpiecznie zakładać gniazda. W Polsce szerszenie wciąż mają się całkiem dobrze. Mimo to warto zawczasu pomyśleć o ich ochronie. Wywieszanie wspomnianych budek w lasach, w ustronnych miejscach byłoby znakomitym rozwiązaniem, zarówno dla szerszeni, jak i dla nas. Wówczas szerszenie mogłyby gniazdować w spokoju, a tym samym rzadziej decydować się na nasze sąsiedztwo. Warto więc zaapelować do osób odpowiedzialnych za ochronę przyrody, by pomyślały o wprowadzeniu takich rozwiązań w polskich lasach.

Zdjęcia: Mateusz Sowiński

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *