Konsekwencje Idei

Radykalnie Zjednoczona Opozycja

AUTOR

Dr Krzysztof Nawratek

Teoretyk miasta, architekt i urbanista, Starszy Wykładowca Nauk Humanistycznych i Projektowania Architektury na Uniwersytecie w Sheffield, autor książek: Ideologie w przestrzeni. Próby demistyfikacji (Universitas 2005), Miasto jako idea polityczna (Ha Art 2008), wydanie angielskie University of Plymouth Press 2011), Dziury w całym. Wstęp do miejskich rewolucji (Krytyka Polityczna 2011, wydanie angielskie Zero Books 2011), redaktor tomu Radical Inclusivity. Architecture and Urbanism (DPR-Barcelona 2015), Re-Industrialisation and Progressive Urbanism (w przygotowaniu – Punctum Books 2017) i wielu tekstów publicystycznych i naukowych. Strona autorska: www.plugincitizen.com

Wybuchła na nowo dyskusja na temat partii Razem: że znów osobno i że wciąż dwa procent.W dyskusji tej mierzi mnie (i mierzi w samej partii Razem) nieznośny anachronizm, poczucie, że jestem znów w Polsce lat 90. minionego wieku. A być może jeszcze wcześniej, wszak partie polityczne narodziły się w wieku dziewiętnastym, gdy procesy uprzemysłowienia wytworzyły duże, w miarę homogeniczne grupy społeczne o zbieżnych interesach ekonomicznych.

Dobrze ten anachronizm reprezentuje zarzut Piotra Czerskiego (powtarzany przez wielu innych komentatorów), że Razem skupiło się na definiowaniu, kim jest (prawdziwą lewicą), zamiast na podjęciu próby przekonania grup wyborców, że najlepiej reprezentuje ich (prekariuszy, pracowników najemnych) interesy. Odwołanie się do idei start-upu, modnej w ubiegłym sezonie, tylko wzmaga poczucie braku czasowej synchronizacji.

Moim zdaniem (co pisałem już w tekście dla Praktyki Teoretycznej i na swoim blogu) w dzisiejszym pokawałkowanym świecie to nie tożsamość (kim jesteśmy) ani nawet poprawne zdefiniowanie podmiotu politycznego (kogo reprezentujemy) są problemami kluczowymi. Kluczowe jest to, w jaki sposób autonomiczne fragmenty (pojedynczy aktorzy i grupy ludzkich i nie-ludzkich aktorów) mogą ze sobą współ-żyć i aktywnie współ-tworzyć świat, w którym wszyscy istniejemy.

Oczywiście, budowanie koalicji czy układanie sobie relacji z innymi partiami (organizacjami, stowarzyszeniami) jest wpisane w działalność każdej partii, również Razem. Mówię tu jednak o czymś innym, o skoncentrowaniu się na mechanizmach pozwalających współ-istnieć. Te mechanizmy to zarówno instytucje (na przykład sądy), jak i język, którym się ze sobą porozumiewamy (język nienawiści z założenia mający poniżać i wykluczać jest tu przykładem negatywnym). W tym kontekście pojawiają się pytania o wspólnotę, która się nie domyka, o uchodźców i o emigrantów, o mniejszości, o słuchaczy Radia Maryja. W liberalnej pop-narracji wciąż słyszymy o pękniętej Polsce, o pomysłach, by na Wiśle postawić mur i podzielić Polaków na dwa plemiona: „PiSowskie” i „liberalne”. Razem słusznie podkreśla, że całkiem znaczna część Polaków nie znajdzie sobie miejsca ani po jednej, ani po drugiej stronie (cóż, ponad dwa miliony wybrało takie rozwiązanie jak ja, i z Polski wyjechało). Nie można więc zarzucić Razem, że jest z definicji osobne; można jednak moim zdaniem wskazywać na ekskluzywny charakter (częściowo spowodowany – paradoksalne – demokratycznymi i egalitarnymi ambicjami dotyczącymi wewnętrznej organizacji) zarówno samej partii, jak i stosowanej na zewnątrz politycznej strategii.

Moim zdaniem to właśnie „bycie razem” (napisałbym „radykalny inkluzywizm”, ale nie będę się upierał) powinno być główną osią uprawiania przez Razem polityki. W jaki sposób różni ludzie mogą ze sobą współ-być i współ-działać – właśnie na to pytanie Razem powinno udzielać odpowiedzi. Zarówno na poziomie wewnętrznej organizacji, gdzie zadanie takiego pytania w przebudowałoby myślenie oparte na anachronicznej dychotomii partii i ruchu społecznego, jak i na poziomie wizji państwa, gdzie wyprowadziłoby dyskurs poza podziały na plemiona i grupy interesów. Narracja „bycia razem” dałaby również szansę przeformułowania idei „zjednoczonej opozycji” w taki sposób, nie była ona jedynie próbą zdominowania lewicowych grup i grupek przez liberalnego hegemona.

Podpisałem ostatnio List do środowisk lewicowych właśnie dlatego, że wierzę w konieczność innego głosu, innej narracji, która będzie mogła „przechwycić” liberalne nawoływania o „zjednoczoną opozycję” i zaproponować wizję państwa dla wszystkich. Tak, bądźmy razem, zjednoczmy się jako opozycja, społeczeństwo, mieszkańcy, obywatele. Jestem jak najbardziej za i Razem również powinno wspierać taką wizję. Czyż nie tego właśnie chce i powinna chcieć lewica? Zanim jednak rzucimy się sobie nawzajem w objęcia, zastanówmy się w jaki sposób być razem tak, by wszyscy mogli czuć się dobrze. Wciąż wierzę, że nazwa Razem zobowiązuje do innego, wychodzącego poza liberalne i nacjonalistyczno-katolickie, sposobu uprawiania polityki, a przede wszystkim – innego politycznego myślenia. Inna polityka jest możliwa – czas, by Razem taką politykę zaproponowało.

Zdjęcie z serwisu Wikipedia.

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *