Filip Leśniewicz

„Homo sovieticus”, czyli Tischner, liberalizm i lewica na smyczy mainstreamu

AUTOR

Filip Leśniewicz

Absolwent socjologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Obecnie studiuje ekonomię i filozofię na tej samej uczelni.

Komunizm, wbrew pozorom, preferował jako pracę czynności najbardziej proste, prymitywne, wymagające raczej wysiłku rąk niż głowy. Najbardziej też zabiegał o poparcie u „robotników” wykonujących tego rodzaju zadania. (…) Główny ciężar odpowiedzialności za postęp pracy nie spoczywa, jak zresztą nie spoczywał też w przeszłości, na barkach klasycznej „klasy robotniczej”, ani tym bardziej na barkach aktywistów partyjnych, lecz energicznych przedsiębiorców, dla których zacofanie jest równoznaczne z samobójstwem. (J.Tischner, Homo sovieticus)

Gdy trzeba było chwytać za szablę, by wszcząć powstanie przeciw zaborcom, szlacheccy rewolucjoniści z nadzieją spoglądali na braci-chłopów, a poeta wyrażał nadzieję zbratania słowami „z szlachtą polską polski lud”. Gdy czasy były spokojniejsze, prozie życia odpowiadała raczej satyra na leniwych chłopów. (K. Modzelewski, Zajeździmy kobyłę historii: wyznania poobijanego jeźdźca)

Józef Tischner w znanym swego czasu zbiorze esejów Homo sovieticus tak pisał o intelektualistach służących władzy w okresie PRL-u: Pomińmy tych, którzy w młodości nie znali innego świata jak tylko komunistyczny; ci, przynajmniej do pewnego czasu, nie mieli wyboru. Zastanówmy się nad tymi, którzy mając wybór, wybierali uczestnictwo w kłamstwie. Najpierw jednak: co znaczy mieć udział w kłamstwie? Znaczy nie tylko powtarzać kłamstwa zasłyszane, ale również wspierać je zarówno własnym autorytetem, jak własnymi argumentami [1].

Lektura Homo sovieticusa w roku 2017 w szczególny sposób koresponduje z aktualnymi wydarzeniami politycznymi. Jeżeliby zamienić pojęcie „komunizm” na „neoliberalizm”, krytyczniej spojrzeć na postulowane przez Tischnera społeczeństwo dialogu jako na rodzące się społeczeństwo liberalnego monologu (które zastępuje monolog komunistyczny) i wziąć pod lupę tych intelektualistów czy naukowców, którzy brali udział w legitymizacji ideologii neoliberalnej i jej katastrofalnych społecznych kosztów, może się okazać, że Homo sovieticus nie jest książką o wyjściu z komunizmu, ale studium końca każdego systemu zamkniętego. Nawet jeżeli deklaruje się on jako system otwarty.

Lipcowe wydarzenia ogniskujące się wokół postulowanych przez koalicję rządzącą reform polskiego sądownictwa są przełomowe, o czym mówią już prawie wszyscy. Są nie tylko pierwszym momentem, w którym wyraźnie swą pozycję zaznacza ośrodek polityczny ogniskujący się wokół prezydenta Andrzeja Dudy, ale również ostatnim tchnieniem postsolidarnościowych elit III RP. Wydaje się, że powoli będziemy żegnać Leszka Balcerowicza, Lecha Wałęsę, Adama Michnika czy Władysława Frasyniuka jako czołowe autorytety i dysponentów legitymizacji moralnej. Ci, którzy odchodzą, będą jednak chcieli przekazać całe instytucjonalno-materialne dziedzictwo w sposób kontrolowany, gwarantując sobie zarazem zachowanie intratnych pozycji i brak politycznych rozliczeń. Jak na przełomie lat 80. i 90. Adam Michnik, Jacek Kuroń i Bronisław Geremek zabiegali o koalicję z reformistycznym skrzydłem PZPR, tak dziś reformiści z obozu III RP będą próbowali schować starców do szafy i dogadać się z jakąś młodą lewicą czy też lewicą liberalną. Tym samym to czterdziestolatkowie, którzy dzięki pragmatycznemu posłuszeństwu uzyskali pozycję dziedziców betonu III RP (chciałoby się powiedzieć: jakie czasy, takie cenione postawy), a nie buntownicy sprzeciwiający się aktualnemu systemowi, są dziś stroną rozdającą karty. Od tego, czy znajdą partnerów do takiego porozumienia, zależy nie tylko los ich samych oraz polegających na nich „emerytowanych zbawców narodu”, ale także los rodzącej się w bólach lewicy.

Polski Macron i nowe mieszczaństwo

Polityczni liberałowie wiedzą już, że potrzebna jest reforma, polegająca przynajmniej na zmianie twarzy. Stąd wysuwanie na pierwszy plan młodych polityków (Borys Budka, Kamila Gasiuk-Pihowicz). Stąd też obwieszczane co i rusz na łamach gazet i portali poszukiwania polskiego Macrona. Wyczekuje go Jarosław Kuisz [2] z Kultury Liberalnej, jako figurę inteligenckich tęsknot opisuje go Rafał Kalukin w „Polityce” [3], na odważnego przywódcę czeka Marek Beylin [4].

Rozpoczęły się przygotowania pod pokoleniową wymianę i widać już pierwszych aktorów, którzy być może się na nią załapią. Z jednej strony chodzi tu o zakotwiczone w ruchach miejskich i organizacjach pozarządowych „nowe mieszczaństwo”, a z drugiej o te segmenty lewicy, które można by określić jako wrażliwe na to, jak stan Polski opisuje mainstream III RP. Dobrym przykładem jest tu środowisko „Krytyki Politycznej”, które nie ukrywa swojej koncyliacyjnej wobec owego mainstreamu postawy [5].

Kolejnym elementem mającym zagwarantować łagodną sukcesję w obozie liberalnym jest odwołanie się do uniwersalistycznych haseł, takich jak interes publiczny czy wspólna walka o wolność – do wszystkiego, co ma wzruszyć i przekonać przeciętnego Polaka do podtrzymania sojuszu z dawną elitą. Kiedy społeczeństwo ma być bierne, a kiedy się mobilizować, zależy przy tym od tego, która postawa jest w danym momencie korzystniejsza dla interesu elit III RP. Mechanizm ten dobrze opisał w zamieszczonym w „Nowych Peryferiach” artykule o Tischnerze Mateusz Fałkowski [6]: Elity postsolidarnościowe zmieniły u schyłku PRL i w początkach III RP swój sposób myślenia. Podczas gdy w ostatnich dekadach komunizmu dysydenci krytykowali bierność społeczeństwa, po roku 1989 zaczęli krytykować mobilizację społeczną, głosy sprzeciwu i protestu. (…) Tischner oceniał, że najpoważniejszą przeszkodą na drodze do demokracji są pozbawieni poczucia odpowiedzialności, zsowietyzowani klienci komunizmu, którzy teraz niejako automatycznie stają się klientami kapitalizmu liczącymi, że ich roszczenia, których nie zaspokoił komunizm, zostaną zaspokojone przez kapitalizm.

„Z szlachtą polską polski lud”

Na łamach „Gazety Wyborczej” Jarosław Kurski pisze, jak to spotkał na warszawskim proteście pod Sądem Najwyższym rolnika spod Hrubieszowa, pielęgniarza z Gdańska, studentkę z Brukseli, przedsiębiorcę z Katowic [7]. Marek Beylin dwa tygodnie wcześniej, próbując zaangażować tych, którzy nie sprzeciwiają się PiS-owi odpowiednio zagorzale, na łamach tej samej gazety pisał: Bo symetryzm to twarda doktryna obojętności wobec świata i ludzi. Kusi ofertą dobrego życia poza dotkliwościami i kompromisami (…). Ale może dać jedynie marną egzystencję poza zasadą solidarności [8]. W telewizjach komercyjnych możemy za to usłyszeć o rewolucji millenialsów, którzy w swej masie stanęli po stronie wolności. Te odniesienia do uniwersalistycznych kategorii, wezwanie do solidarności czy łaskawe zauważenie przez redaktora Kurskiego rolnika spod Hrubieszowa pokazuje tylko hipokryzję liberałów. Ci, którzy propagowali na początku lat 90. kategorię homo sovieticusa, którzy w antydemokratycznym trybie, z pogwałceniem jakiegokolwiek dialogu społecznego, przepychali ustrojową transformację, nie widzieli rozkradania majątku państwowego i społecznego przez złodziejską reprywatyzację, którzy stworzyli demokrację dla siebie i swoich paru tysięcy wielkomiejskich znajomych, dziś wołają o solidarność. Wezwanie „z szlachtą polską polski lud” się dziś nie powiedzie i – miejmy nadzieję – nie powiedzie się już nigdy. Bo tak, jak szlachty, nie ma już ludu, jest tylko elita próbująca grać na dawno rozstrojonych instrumentach, wykorzystująca społeczeństwo dla swoich partykularnych celów.

„Wolność, równość, demokracja” czyli solidarnościowego chleba z tej mąki nie będzie

Dlatego też nie warto emocjonować się słowami czy gestami wykonywanymi na tych protestach. „Solidarność naszą bronią” czy „Wolność, równość, demokracja” to piękne hasła, ale po prawie 30 latach III RP są tylko nic nie wartym, nie mającym żadnego pokrycia sloganem mobilizacyjno-propagandowym. I nawet gdybyśmy za rok mieli w Polsce kolejny karnawał „Solidarności”, to warto mieć na uwadze dwie rzeczy: że to tylko karnawał i że z poprzedniego ukręcono nam neoliberalną III RP, grzebiąc całą tradycję wielkiej „Solidarności”.

Solidarnościowa rewolucja jest możliwa, ale na pewno ani w roku 2019, ani w 2023. Do tego potrzebny jest czas, 15-20 lat. Niecierpliwość może doprowadzić jedynie do tego, że zamiast lewicy opartej na solidarnościowej tradycji będziemy mieli kolejne zwycięstwo liberalizmu z lewicowym pudrem. Do tego właśnie może doprowadzić zbytnia poufałość z mainstreamem. Bez radykalnego zerwania się z liberalnej smyczy lewicę czeka tylko upadek. Dobrze wyraża to opublikowany niedawno przez „Nowego Obywatela”, „Praktykę Teoretyczną” i „Codziennik Feministyczny” list otwarty do środowisk lewicowych [9].

Przywołany na początku Józef Tischner był być może autorytetem moralnym, ale był również myślicielem zaangażowanym politycznie, który na początku III RP przyłożył przynajmniej intelektualnie przyczynił się do neoliberalnej rewolucji. Mimo to warto czytać Homo sovieticusa. Nie po to, by dosłownie brać sobie do serca myśli księdza-profesora, lecz przede wszystkim po to, by zobaczyć, jak walcząc z jednym systemem zamkniętym, można położyć fundament pod kolejny.

Homo sovieticus dobrze ilustruje to, w jaki sposób przeprowadzono rewolucję 1989 roku. Tam, gdzie partnerem dialogu miały być komunistyczne elity i nomenklatura, Tischner wzywał do rozwagi i ostrożności. Zabrakło mu ich jednak, gdy pod jego intelektualny tasak podchodził robotnik czy też społeczny dorobek PRL-u, w którym żyły i pracowały miliony Polaków. Wydaje się, że sprawiedliwe rozliczenie domagałoby się zupełnie odwrotnego zastosowania intelektualnych, a w konsekwencji i politycznych narzędzi. Tam gdzie pojawia się człowiek, musi być też odpowiedzialność. I czasem przebaczenie i przyznanie się do winy, tak jak chciałby Tischner, nie wystarcza.

[1] J. Tischner, Homo sovieticus, Wydawnictwo Znak, Kraków 2005, s.175
[2] http://kulturaliberalna.pl/2017/05/15/kuisz-polski-macron/
[3] http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1710166,1,czekanie-na-polskiego-macrona.read Czas na Macro-Polo?, „Polityka” nr 26/2017
[4] http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22036127,bez-przywodcy-opozycja-nie-pokona-jaroslawa-kaczynskiego.html
[5] http://krytykapolityczna.pl/kraj/bez-roznorodnej-demokratycznej-koalicji-nie-wygramy-z-pis/
[6] https://nowe-peryferie.pl/index.php/2015/03/monologu-monologu-jozef-tischner-ideolog-transformacji/
[7] „Gazeta Wyborcza” nr 169/2017, (22-23 lipca)
[8] M.Beylin, Symetryści jadą na gapę, „Gazeta Wyborcza”, nr 157/2017, (8-9 lipca)
[9] https://nowyobywatel.pl/2017/07/24/zegnaj-iii-rp-list-otwarty-do-srodowisk-lewicowych/

http://www.praktykateoretyczna.pl/zegnaj-iii-rp-list-otwarty-srodowisk-lewicowych/


Żegnaj, III RP! List Otwarty do środowisk lewicowych

Ilustracja: Jacek Malczewski, Hamlet polski, 1903, ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie.

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *