AUTOR

Patryk Zakrzewski

Urodzony w 1988. Antropolog kulturowy, dziennikarsko zajmuje się zapomnianymi fenomenami społeczno-kulturowej historii Polski. Współpracuje z Culture.pl, publikował w "Tygodniku Powszechnym" i "Przekroju". Lubi kasety magnetofonowe i sto jeden potraw z ziemniaków.

Stanisław Młodożeniec zaczynał jako futurystyczny „celebryta”, piewca nowoczesności, aeroplanów i kinematografów, by w latach 30. stać się trybunem ruchu wiciowego i twórcą „chlebnych” i „miodnych” wierszy poświęconych „glince sandomierskiej” i rodzinnym Dobrocicom. Wbrew pozorom wciąż podążał tą samą, konsekwentnie obraną drogą artystyczną.

Ja stoję teraz na Dobrocickim, chłopskim wąkopie, z którego widzę cały świat. (…) Zdobyłem go sobie zwariowanymi drogami futuryzmu. Dlatego też sztandar futuryzmu na tym wąkopie osadzam – napisał w przedmowie do swojego tomiku Futuro-gamy i futuro-pejzaże (1934). Oto jak wiły się te zwariowane drogi, które go z owego wąkopu zabrały i po latach z powrotem nań przywiodły.

Stanisław Młodożeniec urodził się w 1895 roku we wspomnianych podsandomierskich Dobrocicach. Był jednym z sześciorga dzieci zamożnego gospodarza, dziad jego jeszcze odrabiał pańszczyznę. Tak wspominał pod koniec życia swoją rodzinną miejscowość:

Do najbliższej szosy – jakieś 4 kilometry. Do kościoła w Malicach – 5 km. Na jarmark do któregoś z miast – Sandomierza, Opatowa, Klimontowa lub Ożarowa niemal jednakowo 14 km. Do najbliższej stacji kolejowej w Ostrowcu – chyba ponad 30 km. To kto by tu ze świata trafił i kto by stąd na jakiś świat wyjechał, jeśli na mapach trudno było miejsce odnaleźć.

Wielki świat i wielka historia zaczęły się jednak upominać i o Dobrocice. Jak pisał w powojennych wspomnieniach, w latach rewolucji wieś się rozruszała. W gorących dla Kongresówki latach 1905-1907 w Ostrowcu na fali strajków i wieców robotnicy proklamowali istniejącą niespełna miesiąc rewolucyjną republikę, która szybko rozszerzyła się na trzy okoliczne powiaty, a jej efemeryczne granice dotarły prawie do Dobrocic. Wcześniej, w 1903 roku, w pobliskim Ćmielowie Stanisław Thugutt założył prężnie prosperującą spółdzielnię spożywców. Wydarzenia te wpłynęły na lokalne życie – wieś zaczynała się modernizować, klasowo uświadamiać i unaradawiać. Coraz częściej docierały z miasta literatura i prasa – spotykano się gromadnie po domach, by czytać ją na głos i komentować ostatnie wydarzenia polityczne.

Państwo Młodożeńcowie zadbali o edukację swoich dzieci: Stanisław uczęszczał najpierw do szkoły w Klimontowie, potem w Sandomierzu, gdzie zdał maturę. Gdy szykował się do egzaminów na studia, wybuchła wojna światowa. Przez Dobrocice przebiegał jeden z frontów, co jak się okaże, miało niebagatelny wpływ na biografię Młodożeńca. W 1915 w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach (prawdopodobnie zgarnięty na podwodę przez wycofujące się wojska rosyjskie) znalazł się w Kijowie, a potem w Moskwie. By nie zostać powołanym do carskiej armii, zapisał się (ponownie) do polskiego gimnazjum. Obserwował zarówno rewolucję, jak i rozkwit rosyjskiego futuryzmu. O tych doświadczeniach nigdy nie napisał wprost, ale echa wydarzeń, których był świadkiem, powracały w jego twórczości, jak w wierszach Anarchiści czy ten dzień:
– w stolicy nowy rząd…

– hurra –

– za nami cały front – hurra, hurra, hurra
– a car?

– zbiegł…

– hurra! (śmiech!)

Splot tych doświadczeń – dobrocickiej wsi czasów dzieciństwa i wrzawy rewolucyjnej Moskwy – zdefiniuje jego twórczość na całe dwudziestolecie.

Natychmiastowa futuryzacja życia

A tyś zamyśloń, kiedy gra ci Szopen

ej, miły bracie – to z ciebie histeryk –

z aeroplanu pluń na europę –

jedziemy innych szukać ameryk –

(Wyskok, 1920)

Gdy wojna się kończyła, a Polska wybuchła, jak napisał w jednym z wierszy, wrócił do kraju i rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim (październik 1918). Czasy były wciąż niespokojne, więc edukację przerywa dwukrotnie – najpierw miesiąc po rozpoczęciu studiów wstępuje do Batalionu Akademickiego, który rozbraja austriackich żołnierzy. Potem, w 1920 roku, służy w kompanii łączności Pierwszego Pułku Strzelców Podhalańskich.

W Batalionie Akademickim spotyka Brunona (który wtedy jeszcze używał imienia Wiktor) Jasieńskiego. Ich biografie przecinały się wcześniej: na Sandomierszczyźnie mieszkali niedaleko siebie (Jasieński w Klimontowie, gdzie Młodożeniec chodził do szkoły), a w czasie wojny znaleźli się w Moskwie, gdzie uczęszczali do tego samego gimnazjum. Poznali się jednak dopiero w Krakowie. Obaj zachłysnęli się rosyjskim futuryzmem, obaj próbują swoich sił w awangardowej poezji. Tak nastrój panujący wówczas w Polsce i jego wpływ na ich twórczość opisał Młodożeniec w artykule U narodzin krakowskiej awangardy:

 

Obok Polski łamały się imperia i ustroje, a w samej Polsce „wybuchały” coraz nowe republiki w miastach i powiatach, buszowały persony i partie, ujawniały się z głośnym hukiem antagonizmy społeczne. (…) Wydawało nam się, że czasy nastały żywiołowe, burzliwe, manifestacyjne i że sztuka powinna oddawać ich przyśpieszone tętno w bardziej bezpośrednich, otwartych, manifestacyjnych formach.

 

Jasieński napisze z kolei później, że chwila domagała się radykalnego czynu. We dwóch udają się do Tytusa Czyżewskiego, malarza-formisty i poety, z propozycją powołania klubu futurystycznego. Czyżewski angażuje ich do współpracy z awangardowym pismem „Formiści”, gdzie po raz pierwszy drukują swoje wiersze.

Już jako trio zakładają Niezalegalizowany Klub Futurystów „Katarynka”, w ramach którego chcą wyjść na ulicę, do gromad i tłumów ludzkich. Pierwszy poezowieczór odbywa się 13 marca 1920 roku. W konserwatywnym Krakowie, mieście mauzoleum, (…) panopticum narodowych mumii, jak pisał Czyżewski, eksploduje futurystyczna bomba. W 1958 Młodożeniec wspominał ten debiut:

 

Futurystyczni kompani obarczyli mnie nadto, abym zagaił nasz wieczór programowym wstępem. Nie chciało mi się pisać estetycznej rozprawy czy zapowiedzi, wolałem ułożyć na ten temat odpowiedni wiersz. Od nazwy naszego klubu zatytułowałem go „Katarynka” i próbowałem w nim zarysować zrąb nowatorskiego programu. Rzucałem się w tym wierszu na cały glob ziemski, opanowywany przez człowieka nowoczesną techniką, afirmowałem i wychwalałem wynalazki, które jednoczą rasy ludzkie i narody, domagałem się umocowania tych wynalazków w zmyśle i instynkcie mas ludowych, zapowiadałem, że podobnie jak kataryniarze, będziemy ze swą poezją wychodzić na rynki miejskie i okola wsi, dawałem wyraz wierze, że gramofon i radio okażą nam pomoc w zamysłach. Wypowiadałem zarazem niechęć czy nawet pogardę do papieru, do tzw. literatury w sztuce i do wytartych poetyckim nadużyciem słów. Obiecywałem nowy język w poezji, dostosowany do rytmu i uczucia teraźniejszych dni. Przyrzekałem rehabilitację codziennego słowa i ustawienie go w majestacie poezji. Spostponowany w tej zapowiedzi papier wziął się i rychło zemścił na mnie: zginął mi wraz z programową „Katarynką”.

 

Wkrótce wyruszają na tournée po Polsce, w Warszawie łączą siły z tamtejszymi awangardystami: Anatolem Sternem i Aleksandrem Watem. Od tego momentu zaczyna się futurystyczny rock’n’roll: „noże w bżuhu”, buńczuczne manifesty, uderzające w mieszczańskie wartości i narodowe świętości, konfiskaty tychże wydawnictw przez cenzurę, gorszące przechodniów happeningi, bójki na widowni i rozbijanie poezowieczorów przez policję. W jednodniówkach brutalnie rozprawiali się z ortografią, „ńeśweżymi mumiami mickiewiczuw i słowackih”, romantycznym ukąszeniem, które wgryzło się na wskroś w rodzimą literaturę, „ospałym bydlęciem polskiej sztuki”, młodopolską „szkapą metafizyki”. Ta potrzeba zmiany, zerwania z przeszłością i przebudowy życia społecznego w odrodzonym państwie kipi aż z ich wierszy w tym okresie: Hej – rąbać ściany, szyby tłuc – Powietrza nam i tchu dla płuc! – huknie gromko Młodożeniec w wierszu Okrzyk.

Futuryści (bardziej w myśl niż wbrew swoim intencjom) uzyskali wówczas status kogoś na kształt dzisiejszych celebrytów. Prasa szeroko komentowała ich poczynania, zazwyczaj jednak w sposób niezbyt pochlebny. Młodożeniec, zdrowy, rosły dryblas, szeroko uśmiechnięty i prostoduszny, jak scharakteryzuje go po latach Julian Przyboś, choć z całej tej kompanii może najmniej skandalizujący, również nie uniknął medialnego rozgłosu. Docinkom nie było końca, gdy prasa codzienna opublikowała jego wiersz Futurobnia (1921), gdzie swawolnie poczynał sobie z gramatyką języka polskiego:

 

uchodzone umyślenia upapierzam poemacę
i miesięczę kaszkietując księgodajcom by zdruczyli


 

W pismach zaczęły się ukazywać liczne parodie stylu „futurosła”. Oto ich próbka, bajka Fredry skrojona na futurystyczną miarę:

 

Paweł i Gaweł w jednodomiu stali –
Paweł góromieszkał, a Gaweł dolnożył


 

Albo ostrzej:

 

Mózgomącisz, pióropsujesz,
Hańboczynisz ojcowiźnie.


 

Innym razem poszło o wiersz Moskwa, recytowany na jednym z poezowieczorów przez czołową wówczas aktorkę dramatyczną Irenę Solską. Relacjonował naoczny świadek Jerzy Zawieyski:

Wiersz składał się z dwu wyrazów: „Tu” i „Tam”. To, co Irena Solska zrobiła z tego wiersza, było prawdziwym arcydziełem. Widownia jak gdyby oszalała. Poprzez wielkie oklaski przedzierały się także gwizdy i tupania. Słuchacze bili się pomiędzy sobą.

W debiutanckim tomie Młodożeńca Kreski i futureski z 1921 roku stałe elementy futurystycznego imaginarium: nowoczesne technologie, popkultura, wielkomiejska rewolucja przeplatają się niespodziewanie z chropowatym stylem ludowych przyśpiewek. Podobne motywy pojawią się też u Czyżewskiego i Jasieńskiego: programowy antytradycjonalizm popchnął ich do poszukiwań wśród form „przedliterackich”, w tym do poezji chłopskiej. W chłopskiej kulturze dostrzegliśmy walory, które, poruszone rytmem nowoczesnej techniki, mogą w każdej dziedzinie wydać zbawienne, twórcze produkty odnowienia. To nie przypadek, że Bruno Jasieński po uniesieniach urbanistycznych pisze swoje „Słowo o Jakubie Szeli”, że Tytus Czyżewski obok „Elektrycznych wizyj” wydaje „Pastorałki” – tłumaczył Młodożeniec. On pójdzie jednak tą drogą najdalej – od połowy lat 20. chłopskie wątki zdecydowanie zdominują jego twórczość.

„Kończymy cywilizację papieru”

 

Długi – nasz głębszy z ziemią rodowód –
u was tam piana i powierzchnia.
To pora, pora chamskiemu słowu
tę ziemię rozdzwonić w pieśniach.

(Wyjaśnienie, 1934)

Futurystyczny okres „burzy i naporu” przeminął dla niego wraz z ukończeniem studiów. Ożenił się wtedy z malarką Wandą Arlitewicz. Razem wyprowadzili się do Zamościa, a potem do Warszawy. W Zamościu wydał bibliofilski, kunsztownie ilustrowany tomik Kwadraty (1925). Mieszają się w nim wiersze w futurystycznym duchu, niektóre jeszcze z młodzieńczych lat moskiewskich, z bardziej klasycyzującymi strofami. Tomik ten jest też istotną cezurą w jego twórczości. Po nim poświęci się już idei nowoczesnej literatury chłopskiej na wszystkich frontach – jako poeta, prozaik, dramaturg i publicysta. Wciąż jednak będzie się za futurystę uważał. I takie też są jego późniejsze wiersze – stylizacje gwarowe i rytm ludowych pieśni łączą się z awangardową ideą „słów na wolności”.

W czasach futurystycznych mówił: Te linijki nie są do cichego czytania i intymnych delektacji. Same dopominają się o pełny wydźwięk z głośników radiowych na wielkich salach i tłumnych placach.
Te założenia realizował nadal, lecz kluby awangardystów zamienił na ludowe świetlice dla młodzieży wiciowej.

Wiersze tego okresu zebrał w tomikach Niedziela (1931) i Futuro-gamy i futuro-pejzaże (1934) Tytus Czyżewski, komentując pierwszy z tych tomików na łamach „Kuriera Polskiego”, pisał, że jest to liryzm nowy, chłopski i ordynarny – ów liryzm chłopskiej wsi niedzielnej po kilku kieliszkach wódki w karczmie i po polityczno-wiejskiej, hałaśliwej dyskusji.

W połowie lat 20. zaczął pisać dla prasy opowiadania. Jego debiut prozatorski zbiegł się ze śmiercią Władysława Reymonta (1925). „Tygodnik Ilustrowany”, który niegdyś drukował w odcinkach Chłopów, postanowił wówczas wydać specjalny numer gwiazdkowy poświęcony twórczości ludowej. Młodożeniec opublikował w nim opowiadanie Jak się w Pietrkowy serce odmieniło – opisywał w nim historię autentycznej rodziny z jego wsi w pierwszych dniach wojny. Nowelistyka Młodożeńca często nosi znamiona stylu chłopskiej gawędy. To opowieści o sobie, swojej wsi i chałupie, napisane żywą, sandomierską gwarą w brawurowy, pełen humoru sposób. Zaludniają je dobrze mu znane, dobrocickie postaci, jak sławna w całej gminie kapela Rybików. Podobnie w poezji z tego okresu sporo jest lokalnych antroponimów: jak Stach dziobaty, Wicek garbaty i Icek cycełesy. Pojawiają się charakterystyczne regionalizmy, np. zanik nosowości („geś” czy „geba”).
Zajmował się też rozwojem wiejskiego teatru. Z myślą o zespołach amatorskich teatrów włościańskich napisał m.in. Wiater, Dzieje chleba, Obrzęd święta żniwnego. Heród, wskrzeszający tradycje plebejskich widowisk średniowiecza, był wystawiany przez warszawski zaangażowany społecznie Teatr Comoedia Eugeniusza Poredy.

W latach 30. do głosu dochodzi całe pokolenie chłopskich poetów i pisarzy – można powiedzieć, że Młodożeniec niejako przecierał im szlaki. Złośliwi krytycy przezywali ten nurt dadanaizmem (od fuzji dadaizmu z ludowym zaśpiewem „oj dana!”), pojawiały się zarzuty, że oto nadeszła fala farbowanych chłopskich literatów, kiedy taki Młodożeniec jest z zawodu nauczycielem-polonistą, a inny chłopski pisarz i jego przyjaciel, Wincenty Burek, anglistą. Sam Młodożeniec sprzeciwiał się tym zarzutom, jak i chłopomańskim zapędom elit, „upupianiu” żywej twórczości wsi przez sprowadzanie jej wyłącznie do etnograficznego folkloru: Czas już w XX wieku zerwać z temi kapotkami, portkami, piórkami i t.p. akcesoriami. To nie jest istotą wsi, ani chłopa. I dalej: Dość tego podrabiania folkloru, tego zniżania się „do ludu” estetyzujących łaskawców. Szukajcie no człowieka żywego (…) Przysłuchujcie się tętnu jego gromadzkiego serca. W artykule Chłopski styl, drukowanym w piśmie „Młoda Myśl Ludowa” (1935) pisał z kolei:

My musimy skończyć z „pańską” zasmarkaną na różny sposób liryką. My musimy skończyć z chłopską liryką, liryką skargi, żali i litosierności. Przed nami roztacza się trakt pochodu. Świadoma swoich celów wieś już wchodzi na ten trakt, już słyszymy pierwsze takty gromadzkiego, chłopskiego marszu.

 

Młodożeniec te takty słyszał, bo sam je komponował. Echa futuryzmu pobrzmiewały szczególnie w jego chłopskich pieśniach. Ich buńczuczny, niemal rewolucyjny charakter niewiele ma wspólnego z ugładzonym, lukrowanym folklorem – to pieśni, które mają kształtować nastroje mas. Jak pisał Stanisław Burkot: to „Lewą marsz” Majakowskiego, choć pod zielonym sztandarem. „Pochód”, „marsz”, „ruszyć gromadą”, „racławickie echa”, „kosy na sztorc” – wylicza Burkot charakterystyczne zwroty w utworach adresowanych do „braci wiciowej”. Wśród takich utworów, mających krzepić i budować chłopską świadomość, wymienić warto hymn Wici Do niebieskich pował, My w pochodzie, który podczas okupacji zostanie pieśnią Batalionów Chłopskich, czy Pieśń na wozach:

 

– Wiciarki!
– Wiciarze!
Cała wieś w pochodzie!
Do Ludowej Polski
Pośpieszajmy co dzień!


 

Aby nikomu nie przyszła chęć na podstawie tego fragmentu dekomunizować zamojskiej i sandomierskiej ulicy imienia Młodożeńca, należy nadmienić, że w międzywojniu terminu „Polska Ludowa” używała lewica i ludowcy wszelkich odcieni. Sam Młodożeniec po doświadczeniach rewolucji do komunizmu w stylu bolszewickim podchodził niechętnie (choć kusiły go z początku te mosty ku lepszości, jak napisał w wierszu Z Moskwy 1917). W tekstach społeczno-politycznych tworzy własną utopię – „kooperatywnej republiki ziemi i zawodów”, zakorzenioną w ideach Edwarda Abramowskiego i agrarnym radykalizmie. W skrócie: ziemia chłopom, warsztaty robotnikom, wzięty z futurystycznych manifestów postulat demokratyzacji sztuki i zagwarantowania powszechnego uczestnictwa w kulturze (wszelkie dobra materialne, które ześrodkowały się w zaduchu wielkomiejskim, będą równomiernie rozprowadzone po całym kraju). Zapowiadał koniec cywilizacji papieru. Chłopi jako najmniej spapierzała warstwa w Polsce mieli być tu awangardą nowoczesnych przemian. W swoich programach odrodzenia kulturalnego postulował, by we wsiach zakładać świetlice, obowiązkowo wyposażone w radio i gramofon, które to urządzenia odrywają poezję od martwego papieru i przywracają jej pierwotny, ludowy charakter.

 

Przeciwstawiał egotyczny i ekskluzywny model kultury klas wyższych, „pańskie” ciche i samotne czytanie, gromadnej, wspólnej lekturze – tak jak chłopi z jego wsi niegdyś czytali, np. Trylogię. W sporze o dominację tzw. kultury wyższej nad ludową podkreślał przewagę tej drugiej, na którą harowały wieki, setki pokoleń, na którą złożyły się doświadczenia miljonowych zmysłów i mózgów… Jak stwierdzał, najświatlejsi i najzdolniejsi polscy twórcy w chłopskiej kulturze właśnie szukali inspiracji, by wspomnieć tylko Mickiewicza czy Chopina. W głęboko zakorzenionej w społeczeństwie szlachetczyźnie widział zaś narośl na tkance polskiej kultury, zaś antidotum i świeżą krew dostrzegał właśnie w tym chlebnym i miodnym pisarstwie chłopskim, ubarwionym czarem okolic, ich prawdą i miłowaniem:

Myślę, że szlachecki świat dostał swoje pożegnanie (i to jeszcze jakie!) w „Panu Tadeuszu” i dawno powinien był odejść. A przecież trwał i jemiolił się, wypuszczał dzikie pędy na organizmie nowoczesności polskiej. Naród w swoim pochodzie dziejowym, miast wchłonąć tę narośl i przepoić ją zdrowym sokiem organicznej nowoczesnej woli, sam się niebacznie zatruwał wierzchnimi narowieniami i paniał. Rozmaita spaniałość, sobiepańskość, pańszczyźnianość, jak zaraźliwy swąd rozwlokły się i rozwłóczą w różnorodnych odmianach na wszystkich terenach polskiego życia. Paniał mieszczanin, chłop i Żyd, paniał urzędnik, nauczyciel i w ogóle inteligent, paniał robotnik, socjalista i komunista, wszyscy ciągle panieją… Klęską najoczywistszą tej kultury jest jej pańskość, bo to jest polska parafiańszczyzna i polska pretensjonalność. (O podstawy polskiego odnowienia, „Wieść” nr 2, 1934).

 

Epilog

We wrześniu 1939 zaczyna się w jego życiu osiemnastoletnia tułaczka po trzech kontynentach. Po wybuchu wojny został zmobilizowany, po kapitulacji jego oddział przedostał się na Węgry. Stamtąd przez Jugosławię i Turcję do Syrii, gdzie wstąpił do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Starszy strzelec „od kultury” pisał w niej sztuki dla żołnierskiego teatru i słuchowiska dla polskiej radiostacji w Kairze, w Palestynie redagował „Gazetę Polską”.

W 1942 wyjechał do Londynu. Jak wspominali świadkowie, w Anglii nie udzielał się na zewnątrz, nie bywał na żadnych imprezach emigracyjnych, siedział w swym skromnym pokoiku (…) i pisał już tylko na zapas do szuflady. Redagował też emigracyjne czasopisma Stronnictwa Ludowego „Zielony Sztandar” i „Jutro Polski”. W okresie stalinizmu ze względu na współpracę z rządem Mikołajczyka nie mógł wrócić do kraju. Sposobność ku temu nadarzyła się w okresie odwilży. Reemigranta witano hucznie, choć każdy w nim widział tego, kogo chciał – jedni „czołowego chłopskiego literata”, inni jednego z ojców awangardy. Zmarł dwa lata później, w 1959 roku.

W Dobrocicach, w miejscu, gdzie znajdował się jego rodzinny dom, stoi dziś pamiątkowy kamień z fragmentem wiersza Orka:

 

Co rok skiba się odskibia – rośnie żyto.
Co rok rola się upulchnia, dobre żyto.
Co rok głowa się przychyla – ciągnie ziemia.
Co rok ziemia się przymila – dobra ziemia


 

Źródła:
1) Stanisław Burkot, Stanisław Młodożeniec. Rzecz o chłopskim futuryście, Warszawa 1985
2) Krzysztof Jaworski, Kronika polskiego futuryzmu, Kielce 2015
3) Stanisław Młodożeniec, Koniec cywilizacji papieru : wybór publicystyki z lat 1933-1939, Dobrocice 2008
4) Stanisław Młodożeniec, Opowiadania, Warszawa 1976
5) Stanisław Młodożeniec, Utwory poetyckie, Warszawa 1973

Ilustracja: IPSB

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *