AUTOR

Mateusz Sowiński

Przyrodnik, fotograf, a od wielu lat także popularyzator wiedzy o dzikiej przyrodzie, przede wszystkim o owadach. Od ponad 6 lat prowadzi https://swiatmakrodotcom.wordpress.com/, blog przyrodniczy poświęcony makrofotografii oraz owadom, na którym można znaleźć obszerne, bogato ilustrowane teksty poświęcone bardzo wielu gatunkom.

Mucha. Niezbyt lubiane stworzenie, często traktowane jak szkodnik i tym samym zawzięcie tępione. Trudno się temu dziwić, wszak muchy pojawiające się w naszym otoczeniu często roznoszą najróżniejsze drobnoustroje, również te niebezpieczne dla zdrowia. Jak na ironię, muchy należą do wielkich czyściochów. Kiedy przysiądą, by odpocząć, praktycznie zawsze czyszczą głowę swoimi przednimi odnóżami albo pocierają nimi o siebie, jak gdyby dopiero co wyjęły je spod kranu. Na dodatek oddają nam, choć mało kto jest tego świadom, wiele cennych przysług.

Jak mucha do mięsa

Muchówki (Diptera) to ogromny rząd owadów, który liczy w naszym kraju około 7 tysięcy gatunków, a przypuszcza się, że może ich być znacznie więcej. Tylko część z nich pasuje do naszego wyobrażenia „typowej” muchy. Najbardziej znaną i najpospolitszą, jest mucha domowa (Musca domestica), zaliczana do rodziny muchowatych (Muscidae). Z tego też względu bywa bohaterką wielu książek oraz innych publikacji poświęconych owadom. Nie mniej ciekawe są jednak plujkowate (Calliphoridae), o których wspomina się nieco rzadziej, choć wiele z nich spotykamy bardzo często.
Plujkowate są zwykle większe od muchy domowej, a do tego znacznie bardziej kolorowe. Najbardziej słyną jednak z tego, że ich larwy rozwijają się w różnych naturalnych nieczystościach, takich jak odchody czy martwe zwierzęta, ale też w mięsie szykowanym na obiad. Zdarza się, że kiedy któraś z nich odwiedzi nasz dom, zostawi nam niezbyt miłą niespodziankę w postaci białych, podłużnych jaj. Warto więc pamiętać, by nie zostawiać niezabezpieczonego mięsa, jeśli nie chcemy, by wzbogaciło się o dodatkowe białko.

Kilka słów o plujkach

Do najbardziej znanych plujkowatych zaliczają się Calliphora spp., lepiej znane jako plujki –duże, czarno-granatowe muchy, które zdecydowanie najczęściej zostawiają nam „niespodzianki” na mięsie. W Polsce żyje sześć gatunków z tego rodzaju, a najpospolitsze z nich to plujka pospolita (Calliphora vicina) oraz plujka burczało (Calliphora vormitoria). Wszystkie są do siebie bardzo podobne, ich odróżnienie jest trudne i nie zawsze możliwe na oko, dlatego – zamiast na ich identyfikacji – lepiej skupić się na konkretnych aspektach ich życia.
Nie da się ukryć, że owo życie jest bardzo krótkie. W przypadku dorosłych osobników trwa ono najwyżej dwa tygodnie, choć i tak większość z nich zakończy je znacznie szybciej, chociażby w paszczy drapieżnika lub pod czyjąś gazetą. Jednakże plujki, podobnie jak inne muchy, tanio skóry nigdy nie sprzedają. Choć ich jedynym w zasadzie mechanizmem obronnym jest ucieczka, to udało im się go dopracować do perfekcji. Wszystko dzięki neuronom przewodzącym impulsy, które są małe i ułożone bardzo blisko siebie. Dzięki temu impulsy nerwowe przepływają do zwojów mózgowych bardzo szybko, umożliwiając plujkom błyskawiczną reakcję. Plujki mają też ogromne oczy, które dostrzegają praktycznie każdy, nawet najmniejszy ruch. Dzięki tym dwóm cechom plujka, gdy przy pomocy packi usiłujemy którąś trafić, może umknąć dosłownie w ostatnim momencie.
Dorosłe plujki spędzają większość swego życia na poszukiwaniu pokarmu, zarówno dla siebie, jak i przyszłego potomstwa. Nie są wybredne, gustują zarówno w nektarze, soku z opadłych owoców, w naszych produktach spożywczych, jak i w odchodach czy padlinie. Ta ostatnia stanowi główne miejsce rozwoju larw i do niej też ciągną samice, które chcą złożyć jaja. Wylęgają się z nich larwy, zwane fachowo czerwiami.

Życie bez głowy i na cudzy koszt

Głowa wcale nie jest częścią ciała najważniejszą i niezbędną do życia… przynajmniej larwom plujek. Chociaż u niektórych z nich możemy się spotkać z pozostałością po puszcze głowowej, to jednak u większości nie znajdziemy nawet najmniejszego śladu po jej obecności. Zamiast tego przód czerwia wyposażony jest w specjalne haki gębowe, czyli parę ostrych wyrostków, połączonych z wyjątkowo silnymi mięśniami. Za ich pomocą larwa może przesuwać się do przodu lub wczepić w twarde podłoże. Można więc powiedzieć, że jej „nogi” znajdują się tam, gdzie powinna być umiejscowiona głowa. A co z odżywianiem? Z tym również nie mają żadnego problemu – larwy much wydzielają specjalne enzymy trawienne, które z łatwością zmieniają stały pokarm w płynną papkę, którą wystarczy jedynie wessać do wnętrza organizmu. Innym ważnym narządem larw much są przetchlinki, które służą im do oddychania. U owadów są one zwykle rozlokowane po bokach odwłoka, ale u czerwi znajdują się na końcu ciała i występują jako dwa ułożone obok siebie punkciki, do złudzenia przypominające oczy. Prawda jest jednak taka, że larwy much są całkowicie ślepe.
Czerwie plujek możemy znaleźć przede wszystkim w odchodach oraz padlinie, najczęściej zresztą w sporych ilościach. Im więcej osobników, tym proces pożerania trwa krócej. Często wystarczy kilka dni, by po padniętym zwierzęciu, bez względu na jego rozmiary, zostały jedynie kości i inne, niejadalne części. Larwy plujek i innych padlinożernych muchówek pełnią w przyrodzie bardzo ważną rolę, w której są wręcz niezastąpione: swą działalnością przyśpieszają rozkład materii organicznej i dzięki nim wszelkie naturalne nieczystości po prostu szybciej znikają z naszych lasów. Dlatego, chociaż ich sposób życia może budzić obrzydzenie, warto je docenić.
Czerwie plujek mogą być przydatne również pod innymi względami. Najlepiej wiedzą o tym wędkarze, którzy wykorzystują je jako przynętę na wiele gatunków ryb. Pozyskanie ich do tego celu jest zresztą bardzo proste, można je bowiem wyhodować samemu, albo udać się do najbliższego sklepu wędkarskiego, w którym bez problemu zakupimy paczkę „dzikunów,” lub „białych robaczków,” jak zwyczajowo są nazywane przez miłośników wędkowania.
Z inną przynętą wędkarską związane są plujkowate z rodzaju Pollenia. Prezentują się mało interesująco, a jakby tego było mało, nie doczekały się nawet polskiego odpowiednika swojej nazwy. Ubarwione są raczej niepozornie, bo najczęściej są szaro-bure, a poznać je można dzięki żółtym, przypominającym żółty nalot albo pyłek, włoskom na tułowiu. W Polsce żyje ich 17 gatunków, część z nich jest pospolita, łatwa do znalezienia blisko nas, nawet w miastach. Największą uwagę zwracają na siebie jesienią, kiedy gromadzą się na ścianach budynków i szykują do zimowania, oraz na przełomie zimy i wiosny, gdy również przesiadują na ścianach, ale tym razem po to, by wygrzewać się w promieniach słonecznych, których zimą tak bardzo im brakowało. Zdarza się, że osobniki w trakcie diapauzy (owadzi sen zimowy), przez przypadek wybudzą się w styczniu albo lutym i wlecą do naszych mieszkań, choć standardowo zimują w ustronnych miejscach, takich jak piwnice i strychy.
Podobnie jak inne plujkowate, dorosłe muchy z rodzaju Pollenia są bardzo wszechstronne pod względem wyboru pokarmu i mają podobne gusta, co plujki i padlinówki. Zupełnie inny tryb życia wiodą jednak ich larwy, które – zamiast w odchodach czy padlinie – wolą się rozwijać w ciałach innych organizmów. Innymi słowy, są pasożytami, choć na szczęście nie ludzkimi. Na swego żywiciela obierają… dżdżownice! Po odbytych godach samice odnajdują wejścia do kanalików drążonych pod ziemią przez dżdżownice, po czym składają obok nich jaja. Larwy, które się z nich wylęgną, ruszają w głąb otworów w ziemi, a kiedy natrafią na ofiarę, wgryzają się pod jej oskórek. Po pierwszym linieniu żerują w ciele dżdżownicy aż do momentu przepoczwarczenia.

Na receptę u lekarza, pod lupą kryminologa

Choć nieco mniejsze, padlinówki (Lucillia spp.) są równie charakterystyczne jak ich granatowe kuzynki. Ich ciała lśnią metalicznie-zielonym połyskiem, często w kombinacji ze złotym odcieniem. Takie ubarwienie sprawia, że są znacznie przyjemniejsze dla oka, choć przez swój tryb życia, również nie cieszą się dobrą opinią. Od czasu do czasu zdarza się, że jakaś padlinówka wpadnie do naszego domu, ale dużo częściej można je spotkać poza nim, zarówno w lasach, jak i w naszym najbliższym otoczeniu.
Na szczególną uwagę zasługuje padlinówka z gatunku Lucilia sericata, zwana również lucylią skórnicą. Muchówka ta położyła całkiem spore zasługi w dziedzinie medycyny. Jej larwy mają w zwyczaju żerować na otwartych ranach zwierząt oraz ludzi, przy czym interesuje je wyłącznie martwa tkanka, również ta zainfekowana. Wystarczy więc posadzić na ranie kilka z nich, by elegancko ją oczyściły, a jakby tego było mało, w trakcie żerowania produkują również substancje o działaniu przeciwbakteryjnym, skuteczne nawet w zwalczaniu drobnoustrojów odpornych na antybiotyki. Przyspieszające gojenie ran kuracje z wykorzystaniem larw skórnicy były szczególnie popularne w przeszłości, na polach bitew, gdzie w warunkach polowych trudno było o lepszą alternatywę. Również dziś lekarz może zalecić taką terapię i… wypisać receptę! Warto więc przezwyciężyć wstręt, ponieważ wykorzystanie czerwi bywa bezpieczniejsze od zastosowania bardziej konwencjonalnych środków.
Ciemniejsze oblicze tych muchówek reprezentuje padlinówka ropuszanka (Lucylia bufonivora). Choć wyglądem nie różni się od krewniaczek, to jej zachowania rozrodcze są zgoła odmienne. Jej czerwie rozwijają się bowiem w ciałach… ropuch. Samice składają wpierw jaja w jamie nosowej ropuchy. Gdy wylęgną się larwy, wędrują w kierunku mózgu, pożerają go i tym samym uśmiercają płaza, by następnie, na etapie linienia, zabrać się za resztę ciała.
Jeszcze bardziej ponure kwestie związane są z trupnicą padlinówką (Cynomya mortuorum). Choć wielkością i ubarwieniem przypomina ona plujkę, można ją bardzo łatwo rozpoznać po trójkątnym odwłoku oraz żółtej głowie. Jest znacznie rzadsza i raczej nie będzie nam dane spotkać jej w naszym sąsiedztwie. Prędzej dojrzymy ją w lesie, gdzie lubi przesiadywać na kwiatach i uschniętych liściach. Najczęściej można ją jednak spotkać na padlinie zwierzęcej. Podobnie jak wiele innych plujkowatych, można ją też znaleźć na ludzkich zwłokach, a samice nie mają żadnych oporów przed tym, by składać na nich jajeczka.
Choć może się to wydawać co najmniej niepokojące, bywa bardzo pomocne. Wiedzą o tym eksperci w dziedzinie kryminalistyki, zwłaszcza entomolodzy sądowi, którzy specjalizują się w badaniu owadów żerujących na ludzkich zwłokach. Analizując m.in. kolejność pojawiania się poszczególnych gatunków na zwłokach oraz znając ramy czasowe rozwoju poszczególnych stadiów rozwoju, można ustalić czas zgonu denata, co bywa kluczowe przy rozwiązywaniu wielu spraw o charakterze kryminalnym. Szczególnie ważne są muchówki z rodziny plujkowatych, które jako pierwsze zjawiają się na miejscu zgonu. Najbardziej wyróżnia się tutaj właśnie trupnica, której biologia została bardzo dokładnie przestudiowana, a zdobyta w ten sposób wiedza pomogła w wyjaśnianiu wielu zagadkowych spraw.
Korzyści dają nam więc muchy całe mnóstwo i chociażby dlatego warto pokonać wstręt i spojrzeć na nie przychylniejszym okiem.

Zdjęcia: Mateusz Sowiński

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *