AUTOR

Tomasz Leśniak

Aktywista miejski, socjolog i politolog. Współtwórca inicjatywy Kraków Przeciw Igrzyskom i stowarzyszenia Miasto Wspólne. Zainteresowany przede wszystkim problematyką reprywatyzacji, edukacji i usługami publicznymi.

Filip Leśniewicz: Miasto Wspólne to tylko „lifting” i sformalizowanie twojej wcześniejszej inicjatywy Kraków Przeciw Igrzyskom czy jednak nowy kierunek, nowe pomysły i znacząca zmiana?

Tomasz Leśniak: KPI był ruchem jednej sprawy. Chcieliśmy doprowadzić do referendum, by to mieszkańcy zdecydowali, czy Kraków będzie ubiegał się o organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Entuzjazm związany z sukcesem referendalnym sprawił jednak, że podjęliśmy decyzję o starcie w wyborach samorządowych. Powołanie stowarzyszenia jest dla nas kolejnym etapem, bo pozwala na wciągnięcie do współpracy jeszcze szerszego grona mieszkańców i profesjonalizację działania. Nie zmieniamy natomiast kierunku – w dalszym ciągu koncentrujemy się na tematyce miejskiej, kwestiach dostępu do usług publicznych i miejskiej demokracji. Zaczęliśmy przygotowywać krakowską mapę reprywatyzacji, a już w czerwcu będzie można zagłosować w budżecie obywatelskim na nasz projekt wsparcia profilaktyki stomatologicznej w szkołach. [Głosowanie do budżetu odbywa się w dniach 17-30 czerwca – przyp. red.]

A co z ludźmi angażującymi się w Miasto Wspólne? Jaki był społeczny odzew na informację o tym, że ruszacie z nową miejską inicjatywą, i kogo zrzesza nowo powstałe stowarzyszenie?

W stowarzyszeniu działa w tej chwili 40 osób. Większość członków Miasta Wspólnego stanowią osoby zaangażowane w działalność ruchów miejskich i organizacji pozarządowych oraz akademicy zajmujący się problematyką transportu, przestrzeni i ochrony środowiska. Część z nas stanowią też studenci i młodzi absolwenci, którzy pierwszy raz angażują się w sprawy miejskie. Nowością jest obecność członków Partii Razem, chociaż nie jest to też szczególnie zaskakujące; sporo młodych ludzi z różnych miast widzi w tej partii nadzieję na rozbicie duopolu PO-PiS. Staramy się też wzmocnić współpracę z organizacjami spoza Krakowa. Ostatnio uczestniczyliśmy w V Kongresie Ruchów Miejskich i międzynarodowym zjeździe ruchów miejskich w Barcelonie, które to miasto dostarcza modelowego przykładu zmiany politycznej napędzanej przez zaangażowanych mieszkańców.

Wspomniałeś już pobieżnie o tematach, którymi się zajmujecie. Przeglądałem również waszą stronę internetową, gdzie przedstawione są obszary, którymi zamierzacie się zajmować. Moje pierwsze wrażenie było takie, że te hasła są kontynuacją polityki apolityczności, czy też „ciepłej wody w kranie”. I że podpiszą się pod nimi zarówno Tomasz Leśniak, jak i Jacek Majchrowski czy Łukasz Gibała.

Przyjrzyjmy się najważniejszym tematom polityki miejskiej w ostatnich latach. To z ruchów miejskich – nie od działaczy PO i PiS, czy „wiecznych prezydentów” – wyszedł impuls do działań na rzecz czystego powietrza i walki z dziką reprywatyzacją. Samorządowcy dostrzegli jednak siłę aktywistów, co dość szybko przełożyło się na zmianę języka, którym sami operują. Dlatego dzisiaj tacy cynicy, jak Schetyna i Gibała, będą zapraszać ruchy miejskie na swoje listy wyborcze. Popatrzmy jednak na praktykę polityki miejskiej. W dalszym ciągu o kształcie największych miast decydują przede wszystkim deweloperzy, właściciele centrów handlowych i wielki kapitał. Radni i prezydenci są z nimi zblatowani, osłabiają miasta wyprzedając grunty i kamienice, prywatyzują usługi publiczne. Dla większości z nich miarą rozwoju jest nadal ilość wylanego betonu i asfaltu.

Uprzedziłeś moje pytanie dotyczące podziału na lewicę i prawicę i tego, jak wy się w nim umiejscawiacie. Wydało mi się to o tyle interesujące, że przeglądając materiały – czy to tworzone przez was, jak strona internetowa, czy prezentowane przez media – nie dało się znaleźć wyraźnego komunikatu, że reprezentujecie lewicę.

Dla nas najistotniejszym pojęciem pozostaje „prawo do miasta”, które można rozumieć jako włączanie mieszkańców w rządzenie miastem, zwiększanie dostępu do usług publicznych, na przykład edukacji, służby zdrowia, mieszkalnictwa, i ochronę wspólnych zasobów, na przykład jakości powietrza i zieleni miejskiej. W tym sensie wychodzimy w naszym rozumieniu miasta od lewicowych wartości i celów. Nie możemy jednak w opisywaniu swojej działalności pomijać tego, jak pojęciem lewicy i prawicy posługują się mieszkańcy. Większości lewica w dalszym ciągu kojarzy się z SLD, do którego nigdy nam nie było i nie będzie blisko.

Powiedziałeś o działaczach i działaczkach Partii Razem, którzy są w waszym stowarzyszeniu. A co gdyby chęć działania w stowarzyszeniu „Miasto Wspólne” zgłosiły osoby na przykład z ruchu Kukiz’15 albo PSL-u?

Ani Kukiz’15, ani PSL nigdy nie wykazywały zainteresowania Krakowem poza kampanią wyborczą.

Wraz z Weroniką Śmigielską, członkinią zarządu stowarzyszenia, weszliście do powołanego przez Jacka Majchrowskiego zespołu do spraw innowacji miejskich. Czy to oznacza koniec kruszenia samorządowego betonu, czy też wpisujecie się w logikę konstruktywnej opozycji i zmieniania miasta poprzez wewnętrzną ewolucję?

Opozycja powinna rzetelnie krytykować władzę i proponować konkretne rozwiązania problemów. Dlatego uważamy, że warto skorzystać z możliwości spotkania z prezydentem i urzędnikami. Tu nie chodzi o poklepywanie się po plecach – naszym zadaniem jest konstruktywna krytyka polityki miejskiej w Krakowie. Będziemy wskazywać takie obszary polityki miejskiej, które były przez samorządowców do tej pory lekceważone. Pierwszym pomysłem, przedstawionym przez nas podczas obrad zespołu, jest przywrócenie profilaktyki stomatologicznej w szkołach podstawowych. W tej chwili z profilaktyki korzysta w Krakowie tylko 800 na ok. 47 tys. uczniów, a wynika to między innymi z faktu, że władze miasta wydają na te działania rocznie ledwie 160 tys. złotych. Efekty takich zaniechań widać w statystykach – Polska jest od lat na dnie każdego rankingu zdrowia jamy ustnej uczniów.

W jednym z wywiadów, którego udzieliłeś lokalnemu dodatkowi do „Gazety Wyborczej”, powiedziałeś: Będziemy zadowoleni, jeśli uda się nam się poprzez pracę w zespole wpłynąć na kierunek polityki miejskiej. Kwestią drugorzędną jest to, kto zagospodaruje ewentualne sukcesy. To zabrzmiało tak, jakby dojście do władzy i zmiana poprzez bezpośrednie uczestniczenie w rządzeniu miastem nie było waszym istotnym celem.

Praca w zespołach zadaniowych i komisjach dialogu obywatelskiego daje nam wpływ na małe wycinki polityki miejskiej. Jeśli chcemy całościowej zmiany, to konieczny jest również start w wyborach samorządowych. A my nadal jesteśmy przekonani, że potrzeba w Krakowie alternatywy dla PO, PiS i Jacka Majchrowskiego.

Wybory samorządowe już w przyszłym roku. „Miasto Wspólne” podjęło już jakieś konkretne decyzje co do tego, na jakich warunkach będzie brało w nich udział?

Nie podjęliśmy jeszcze żadnej decyzji w tej sprawie. Teraz skupiamy się na pracy w zespole zadaniowym, przygotowujemy promocję projektu do budżetu obywatelskiego i próbujemy pozyskać środki zewnętrzne na inne działania.

Jednym z głównych tematów, któremu poświęcacie swoją energię, jest dzika reprywatyzacja. Według waszych wstępnych szacunków, jaka była jej skala w Krakowie?

Kraków, mimo odmiennego kontekstu prawnego, jest drugim po Warszawie miastem pod względem skali reprywatyzacji. U nas przejmowane są przede wszystkim kamienice pożydowskie, których właściciele zginęli w czasie wojny lub zmarli na emigracji. Przez te wszystkie lata – do momentu zwrotu – zarządzały nimi jednostki miejskie. Choć trudno jest oszacować, ile z tych zwrotów było bezprawnych, to pewne jest, że działa u nas mafia reprywatyzacyjna. Podobne są metody: fałszywi spadkobiercy, fałszowanie dokumentów spadkowych, przejmowanie „na kuratora” i czyszczenie kamienic. Przejęciami kamienic, tak jak w stolicy, zajmuje się kilka wyspecjalizowanych grup; w poszczególnych sprawach powtarzają się zwykle te same nazwiska krakowskich notariuszy, adwokatów i biznesmenów. Media opisywały już od lat 90. pojedyncze przypadki dzikiej reprywatyzacji (np. działalność gangstera „Łapy”). Niestety, mimo aktywności ruchów lokatorskich, do tej pory prokuratura i politycy pozostawali bierni. Mamy nadzieję, że zmieni to przygotowywana przez nas „Krakowska mapa reprywatyzacji”, wzorowana na projekcie stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Chcemy przedstawić całościowy obraz krakowskiej reprywatyzacji i wskazać osoby, które są w nią zaangażowane.

Powołaliście siedmioosobowy zespół ds. dzikiej reprywatyzacji w Krakowie. Jest to wasza samodzielna inicjatywa, czy może współpracujecie ze środowiskami lokatorskimi lub innymi środowiskami lub działaczami?

Ciągle przyjmujemy zgłoszenia od lokatorów reprywatyzowanych kamienic. Staramy się jednocześnie – w miarę możliwości – uczestniczyć w spotkaniach Stowarzyszenia Krakowska Grupa Inicjatywna Obrony Praw Lokatorów. Znamy też prawników Polskiego Zrzeszenia Lokatorów, którzy wykonują świetną robotę, udzielając lokatorom bezpłatnej pomocy prawnej. PZL jest w tej chwili chyba jedyną instytucją oferującą wyspecjalizowane doradztwo prawne. Oczywiście, istnieje też państwowy system takiej pomocy, ale brakuje prawników specjalizujących się w obszarze polityki mieszkaniowej i reprywatyzacji. W przyszłości sami chcemy zatrudnić prawnika, żeby uruchomić kolejny punkt nieodpłatnej pomocy prawnej dla lokatorów.

Wspomniałeś o grupach reprywatyzacyjnych, które zamieszane były w przedsięwzięcia przestępcze. Mówiłeś o adwokatach, notariuszach, przedstawicielach środowisk biznesowych. Są to nierzadko prominentne postacie, którym wasza działalność może poważnie zaszkodzić. Czy w związku z tym spotkaliście się już z jakimiś utrudnieniami, czy to ze strony wyżej wymienionych grup, czy na przykład prokuratury lub urzędów odpowiedzialnych za udostępnianie wam danych?

Jedną z barier stanowią obecne regulacje prawne, które uniemożliwiają udział w postępowaniach reprywatyzacyjnych lokatorom. Mamy z tego względu ograniczoną możliwość przeglądania akt sądowych i weryfikacji dowodów. Podstawową sprawą jest jednak brak ustawy reprywatyzacyjnej. Efektem zwrotów nieruchomości w naturze zawsze będzie krzywda lokatorów, często starszych ludzi, żyjących ze skromnych emerytur, i drenowanie majątku samorządów, które przez dziesiątki lat zarządzały nieruchomościami i inwestowały w przejmowane dziś kamienice. Niestety, do tej pory żadna siła polityczna nie była na serio zainteresowana rozwiązaniem tego problemu.

Od marca postępowaniom dotyczącym reprywatyzacji przygląda się specjalny zespół powołany w krakowskiej Prokuraturze Regionalnej. Macie od niego jakieś informacje? Wiecie, jak postępują jego prace?

Zespół ds. reprywatyzacji w Prokuraturze Regionalnej miał opublikować wyniki swoich prac do końca kwietnia. Do tej pory nie było w tej sprawie żadnego komunikatu.

Czy krakowska mapa reprywatyzacyjna może uderzyć w życie polityczne w Krakowie? Czy może ona zahaczać o tak wysoko postawione osoby i mieć taką skalę, jak to miało miejsce w Warszawie?

Zdecydowanie tak. Reprywatyzacja obejmuje mienie, którego wartość można liczyć w miliardach złotych. Gdyby nie działania mafii reprywatyzacyjnej gmina mogłaby mieć do swojej dyspozycji kilkaset kamienic. Chociaż znowu trzeba zaznaczyć różnicę kontekstu. W Krakowie urząd nie wydaje decyzji zwrotowych, w Warszawie tak.

Mógłbyś przybliżyć tę różnicę między sytuacją reprywatyzacyjną w Krakowie i w Warszawie?

W Krakowie każdy zwrot jest efektem postępowania sądowego. W Warszawie instancją decyzyjną był również urząd miasta. Co nie oznacza, że krakowscy urzędnicy i politycy nie byli bezpośrednio zaangażowani w ten proceder. Działającemu od końca lat 90. w biznesie reprywatyzacyjnym gangsterowi o pseudonimie „Łapa” listy adresów nieruchomości do przejęcia dostarczali pracownicy wydziału Urzędu Miasta Krakowa.

Reprywatyzacja w Krakowie się już skończyła czy ma swój dalszy ciąg?

Cały czas trwa. Początkowo głównym obszarem mafii reprywatyzacyjnej, ze względu na wartość nieruchomości, było Stare Miasto. Teraz jej aktywność skupia się na Starym Podgórzu, które wkrótce może podzielić los Kazimierza – dzielnicy, z której wyparta została większość żyjących tam od lat mieszkańców. Reprywatyzacja jest po prostu jednym z elementów napędzających gentryfikację dzielnic.

Dziękuję za rozmowę.

Kraków, maj 2017 r.

Zdjęcie z serwisu PublicDomainPictures.net.

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *