Drobiazgi, Tadeusz Śliwiak

Tadeusz Śliwiak – wierszyki różne

AUTOR

Tadeusz Śliwiak

(1928-1994) – poeta, prozaik, dziennikarz, redaktor telewizyjny i radiowy, tłumacz literatury, aktor. Tworzył dla dorosłych i dla dzieci. Debiutował w 1947 roku, wydał kilkadziesiąt tomów wierszy dla dorosłych (m.in. Co dzień umiera jeden bóg, Wyspa galerników, Poemat o miejskiej rzeźni, Widnokres, Rajskie wrony, Dotyk) oraz dla dzieci (m.in. Koncert na leśnej polanie, Żabki z Rabki, Szczygle figle, Lody pana Chmurki). Był współtwórcą krakowskiej „Piwnicy pod baranami”.

Kaczor i mewa

 
Na Wiślanym Zalewie
oświadczył się kaczor mewie.
„Nic z tego, panie kaczorze,
Z kaczką, z kaczką się ożeń!
Chcesz mnie za żonę? – Figa z makiem!
Mój mąż musi być morskim ptakiem.
Mnie nie trzeba pasibrzucha…
Za kaczkę mógłby wziąć mnie kucharz
i razem z tobą, mój kaczorze,
mógłby mnie jeszcze wziąć na rożen”.
 
Zwiesił dziób kaczor i płacze:
„Trzeba mi wrócić do kaczek”.
 
Lecz tego samego wieczora
wiatr kaczkom powiedział w sekrecie,
że mewa wyśmiała kaczora
i nie chce go za nic na świecie.
 
„Zdradził nasz ród! – krzyczą kaczki. –
Czekaj, nie minie cię kara.
Gdzie indziej szukasz żeniaczki?
Gdy wrócisz, powiemy ci – wara!”.
 
W ten sposób pędził kaczor rad nierad
żywot starego kawalera.
 
 

Spotkał kucharz krokodyla

 
Spotkał kucharz krokodyla,
Spytał: Czym pan się posila?
Co pan jada wcześnie rano?
Ryż czy serek ze śmietaną?
Bułkę z masłem, mleko zsiadłe?
Powiedz, proszę, czy odgadłem?
Wiem! Pan woli na śniadanie
pewnie jakieś rybne danie.
Pstrągi, karpie czy łososie,
czy też śledzie w własnym sosie?
Lubi pan zjeść, mam nadzieję,
lecz rozmowny to pan nie jest…
 
Na to krokodyl w uśmiechu
pokazał mu swoje kły
i rzekł:
Najchętniej to zjadam
takich gadułów jak ty.
 
 

Pani Żyrafa

 
Narysować żyrafę?
Pewnie nie potrafię.
Mogę wiersz opowiedzieć
o pani Żyrafie.
 
Była ona osobą
wysoką i chudą,
miała męża, co nosił
piękne imię Rudolf.
 
Raz rzekła mu tak:
„Wiesz, Rudolfie,
myślę, że bardzo dobrze
byłoby ci w golfie.
Zrobię ci taki sweter na drutach…”.
I po piętnastu minutach
przód był gotowy i rękawa kawał.
Bo taka była w tej robocie żwawa.
„Jutro resztę wykończę
i włóczką doszyję
tę część, która przypada akurat na szyję”.
 
Ale z tym, jak się okazało,
kłopotów było niemało.
Poszło jakoś z podbródkiem,
Lecz sam golf był wciąż za krótki.
 
Ładny i fason,
i kolor praktyczny.
A golf był już długi jak komin fabryczny.
Śmigały druty jak promienie słońca,
ale wciąż jeszcze
daleko do końca.
 
Trudno, gdy tak wysoko
pani mąż ma głowę,
to ja mu – proszę pani –
zrobiłbym pulower.
 
 

Żabi koncert

 
Urządziły koncert żaby.
Każdy więc, kto bilet nabył,
brzegiem stawu brnął przez błoto
żabiego słuchać rechotu.
 
Idą rządkiem kaczki, kwacząc,
a za nimi sunie kaczor.
Idzie tuzin gęsi szarych,
a za nimi gąsior stary.
Idzie indor i indyczka,
paw dostojny i perliczka.
A na końcu dwa bociany,
każdy z nich ma dziób związany.
Chciał wejść również tu i rak,
lecz już miejsca było brak.
 
Usiedli wszyscy.
Uciszył się tłum,
bo zaraz się zacznie
to żabie kum kum…
Pierwsza wystąpiła cętkowana ropucha,
co miała usta od ucha do ucha.
Głos jej echem rozległ się po całym stawie.
Śpiewała, aż jej oczy wychodziły na wierzch.
Po niej rechotały dwie zielone żabki,
co specjalnie przybyły aż z okolic Rabki.
A na końcu wystąpił żabi bas i chórek
złożony z jego synów i uroczych córek.
Znakomity był koncert,
proszę Pań i Panów.
Wszyscy wprost w zachwyt wpadli –
Wszyscy prócz bocianów.
 
Bo one przekonane były o tym święcie,
że nie na koncert przyszły,
ale na przyjęcie.
 
 

Zakochana żaba

 
Zakochała się żaba
w ogórku kiszonym.
„Ach, ożeń się ze mną!
Przecież nie masz żony.
 
Ty jesteś zielony –
ja tez w tym kolorze.
Ładna będzie z nas para,
więc ożeń się, ożeń!
 
Jeśli zechcesz, to będę
Mieszkać z tobą w słoju…”.
A ogórek na to:
„Zostaw mnie w spokoju.
 
Nie pleć bredni, żabo,
i skończ swe zaloty.
Nie chcę cię, boś brzydka
i czuć ciebie błotem”.
 
Na te słowa żaba
jak nie zarechocze:
„Co? Ja jestem brzydka?
Patrzcie go – wymoczek!”.
 
Nikt na świecie nie widział
(daję na to słowo),
aby żaba została
panią Ogórkową.
 
 

Śniegowy bałwan

 
Przyszła zima
do bałwana.
– Jak się mamy,
proszę pana?
 
Czy nie zimno
panu może?
Chyba coś
na pana włożę.
Ciepły szalik
i kożuszek,
abyś nie odmroził
uszek.
 
– Nie potrzeba
mi niczego,
bo ja kożuch
mam ze śniegu.

Ilustracje: Lili Fijałkowska: Ukończyła Liceum Plastyczne w Kijowie, studia na wydziale grafiki w Moskiewskiej Akademii Sztuki i Drukarstwa im. I. Fiodorowa. Zajmuje się malarstwem, grafiką i rzeźbą ceramiczną oraz w brązie. Ma w dorobku wiele wystaw indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą. Jej prace znajdują się w zbiorach wielu kolekcji muzealnych i prywatnych w kraju i za granicą.
W 1985 roku zdobyła nagrodę na IV Biennale Ceramiki Polskiej w Wałbrzychu za pracę „Hebany”. Uczestniczy w międzynarodowym ruchu DECENTRYZM poszukującym nowych wyrazów sztuki współczesnej. W swoich pracach nawiązuje do świata wyobraźni i skojarzeń z licznych podroży. W jej malarstwie szczególną rolę odgrywają klarowne kolory. W rzeźbie jej prace charakteryzują się misterną formą, wprowadzają widza do świata bajecznego i teatralnego.

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *