AUTOR

Konrad Malec

Przyrodnik z zawodu i zamiłowania, prowadzi wycieczki i zajęcia przyrodnicze pod marką Kultura i Natura (https://www.facebook.com/kulturainatura/)

Zbliża się noc sobótkowa, czas, kiedy według ludowych wierzeń zakwitać ma kwiat paproci. Wprawdzie paprocie nie mają kwiatów, gdyż rozmnażają się za pomocą zarodników, ale tej nocy młodym parom pozwalano go szukać, a cokolwiek się w czasie spacerów leśnych zdarzyło, umykało oczom moralności i nie było traktowane jako grzeszne. Obyczaje dawnych nocy sobótkowych zanikają, zastępowane przez komercyjne zabawy z gwiazdami i gwiazdeczkami coraz mniejszego formatu. Zanikają także siedliska pewnego ptaszka o naturze, podobnie jak dawne obyczaje, frywolnej.

Dandysi i notoryczne narzeczone

Wodniczka, bo o niej mowa, jest niewielkim ptakiem, zamieszkującym wyłącznie żyzne torfowiska i podmokłe łąki porośnięte turzycą i nielicznymi krzewami wierzby. Teren między kępami może być przy tym zalany wodą, jednak nie głębszą niż 10 cm. Niektóre wodniczki są mniej ortodoksyjne i tolerują nieco głębszą wodę, ale jeśli jej głębokość przekroczy stan alarmowy 20 cm, tolerancja się kończy, a wodniczka zwija skrzydełka. W podobnym siedlisku można też spotkać bliską krewniaczkę wodniczki, rokitniczkę, która jest jednak znacznie mniej wymagająca gdy idzie o miejsce zakwaterowania.
Oba ptaki są do siebie bardzo podobne, jednak wodniczka ma biały pas pośrodku głowy, po bokach którego ciągną dwa czarne pasy, zaś rokitniczka ma dwa brązowe paski, przedzielone czarnymi. Ponadto wodniczka nie jest rdzawa, lecz jasnoszara. Jeśli uda nam się dokładnie obejrzeć ptaka, do czego bardzo przydaje się lornetka, mamy szansę go zaklasyfikować. Dużo łatwiej jednak rozpoznać gatunek po głosie. Rokitniczka śpiewa niemal bez przerwy, w bardzo zróżnicowany sposób. Samce wodniczek nie są tak wytrwałymi śpiewakami, tempo ich śpiewu jest wolniejsze, a po 15 minutach przerywają koncert, zaś pauza trwa tyle, ile piosenka. Serenady wodniczek są dużo prostsze i mają dwa zadania: serie gwizdów mają uwodzić samice, natomiast trzeszczące „trrrt” to komunikat przeznaczony dla męskich sąsiadów, stanowiący informację graniczną.
Dandysi przylatują z końcem kwietnia, zajmują swoje terytoria i rozpoczynają koncertowanie, a wkrótce po nich pojawiają się dziewczyny. Dandysi? Owszem, wodniczki są niezwykłymi ptakami, ponieważ nie tworzą par. Stanowią pod tym względem wyjątek wśród podrzędu ptaków śpiewających. Nawet najbliżsi krewni naszej bohaterki wchodzą w związki małżeńskie, choć kwestia wierności u ptaków to osobny i dość zróżnicowany temat.

Wieczni kawalerowie zajmują rozległe obszary, nakładające się na terytoria kilku panien. One z kolei nie są przywiązane do jednego kawalera i spotykają się na schadzkach ze wszystkimi okolicznymi chłopakami, o ile ci przypadną im do gustu. To sprawia, że niekiedy każdy pisklak w gnieździe ma innego ojca. Tak unikalny sposób przedłużania gatunku (dość niefortunny termin, ponieważ chodzi raczej o przekazanie własnych genów), wymusił równie unikalne zachowania godowe. Jeśli jakiejś pannie wpadnie w oko kawaler, dochodzi do zbliżenia. Trwa ono 40 minut, co w świecie ptaków jest wyjątkowo długą schadzką, w czasie której ptaki wielokrotnie kopulują. Dzięki temu samiec wprowadza wielokrotnie nasienie, ma też nadzieję, że w tak długim czasie dotrze ono dość daleko, by zapłodnić jajo, nim chwilowej narzeczonej wpadnie w oko inny kawaler. Zapewne dziewczyny myślą wtedy: „skoro nie będę miała z niego pożytku przy wychowywaniu potomstwa, to niech chociaż wykaże się wcześniej”.
Ponieważ wodniczki przystępują do lęgów dwukrotnie, przy czym zdarza się im stracić jaja bądź pisklęta, samice starają się nadrobić stratę, a samce pozostają w nieustannej gotowości do końca czerwca, co obwieszczają śpiewem. Są w tym czasie naładowane testosteronem. Jądra wodniczek w sezonie lęgowym rozrastają się do monstrualnych rozmiarów i wypełniają niemal całą jamę ciała. Gdyby porównać te proporcje z ludzkimi, każdy mężczyzna miałby jądra wielkości pokaźnych arbuzów!
Owocem cielesnych rozkoszy jest potomstwo. Nim dojdzie do złożenia jaj, przyszła mama buduje gniazdo ze źdźbeł i włókien, wyścieła je kłosami traw i piórami. Ukrywa gniazdo wśród turzyc, bardzo nisko nad wodą lub grząskim gruntem. Prace budowlane zajmują kilka dni. Następnie wodniczka składa od 4 do 6 jaj, które wysiaduje przez dwa tygodnie. Wychowanie potomstwa zajmuje samicy trzy kolejne tygodnie. Wykarmienie potomków jest niezwykle ciężką pracą, mama musi im dostarczyć ogromne ilości owadów, a przecież sama też musi się odżywiać. I tu dochodzimy do powodów, dla których wodniczki są tak wybredne w wyborze miejsc na lęgi – muszą być one niezwykle zasobne w pokarm, by samotne matki były w stanie wykarmić pisklęta. Po odchowaniu pierwszych piskląt dziewczynom znów w głowie tylko amory. Zaczynają więc znów rozglądać się za odpowiednimi kawalerami i „zabawa” zaczyna się od nowa. Po lęgach, w sierpniu i wrześniu, opuszczają nas, by spędzić zimę w zachodniej Afryce.

Spieszmy się kochać wodniczki

Dawniej wodniczki zamieszkiwały rozległe obszary od wschodniej Francji po środkową Rosję i od Bułgarii po Bałtyk. Niestety, żyzne mokradła od dawna są zagospodarowywane, przez co w zachodniej Europie gatunek ten wyginął, a od 40 lat nie spotyka się go również w Bułgarii i Rumunii. Na pozostałym obszarze populacja wodniczek i liczba zamieszkiwanych przez nią terenów znacznie się zmniejszyły. Dziś na świecie mamy ok. 20 tys. tych niezwykłych ptaków. Najliczniej występują w Białorusi, Ukrainie i Polsce, niewielkie populacje wodniczek gnieżdżą się w Litwie i Rosji, a wyjątkowo rzadko spotyka się je także we wschodnich Niemczech.
Dwadzieścia tysięcy ptaków, rozrzuconych po ogromnym obszarze, to bardzo mało. Dlatego Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody uznała wodniczkę, jako jedynego europejskiego ptaka wróblowatego, za narażoną na wyginięcie. Taki sam status ma w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt, zaś Unia Europejska uznała ją za gatunek priorytetowy w Dyrektywie Ptasiej. To ostatnie posunięcie wiąże się ze skierowaniem na ochronę wodniczek znacznych środków. Na Białorusi, Ukrainie i Polsce (kolejność zgodna z liczebnością) ciąży szczególna odpowiedzialność za przyszłe losy tych ptaków, bo w granicach tych państw znajduje się niemal cała światowa populacja wodniczek. Ciężko orzec, jak ochrona zagrożonego gatunku wygląda w zmagającej się z moskiewską agresją Ukrainie, ale Białorusini podjęli energiczne działania na rzecz jego ochrony. Również Polacy, którzy uczynili z wodniczki symbol ptasich obszarów Natura 2000, zintensyfikowali – za sprawą Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków – swoje działania ochronne.
W naszym kraju głównymi ostojami wodniczek są bagna doliny Biebrzy i Narwi, torfowiska pod Chełmem i rejon ujścia Świny, gdzie już w 1993 r. OTOP ustanowił pierwszy społeczny rezerwat przyrody, a ponadto kilka niewielkich obszarów, gdzie wodniczki nie zawsze przystępują do lęgów. Od 2012 roku liczba wodniczek w Polsce wzrasta średnio o 9% rocznie, choć w ubiegłym roku naliczono ich mniej niż rok wcześniej. W 2016 r. było to 1371 odzywających się samców (pań policzyć nie sposób, ponieważ zwykle nie wychylają się ponad trawy i nie śpiewają). Na razie nie wiadomo, czy wzrost jest trwały, wiadomo natomiast, że dzięki intensywnym działaniom ochronnym mamy szansę na zachowanie tych niezwykle cennych ptaków. Czy zadanie uda się zrealizować, zależy od tego, w jaki sposób będziemy gospodarować terenami, które wcześniej przekształciliśmy.

Z pozdrowieniami dla dwóch etno-łodzianek.

Ilustracje z serwisu Flickr.

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *