AUTOR

Lucjan Kołodziejski

Nauczyciel gimnazjalny historii i wiedzy o społeczeństwie w Borzęcinie i Bielczy. Pasjonat historii lokalnej. Publikuje w lokalnej prasie, a także w „Roczniku Tarnowskim”. Autor książek: 80 lat parafii NMP Królowej Polski w Borzęcinie Dolnym (2016) i Te Deum laudamus (2017). Współautor albumu Gmina Borzęcin w Obrazach (2012).

Historia buntu w Borzęcinie to opowieść o oddolnej samoorganizacji i pokojowym oporze wiejskiej społeczności. To historia konkretnych ludzi, których być może pierwsze i ostatnie w ich dziejach zapisane słowa brzmiały: Krzywdę cierpimy wielką, oddajcie nam nasze prawo.

 

Jedną z najgorętszych dyskusji ostatnich lat był spór dotyczący wsi, jej dziejów i dziedzictwa, a zwłaszcza tego, co można nazwać dziejami i dziedzictwem systemu pańszczyźnianego. Spór ten ma znaczenie nie tylko dla historyków. To, jak opowiada się o chłopskiej przeszłości (w tym także o dziedzictwie pańszczyzny), wpływa na postrzeganie współczesnych mieszkańców wsi, a także osób o chłopskim pochodzeniu – czyli przytłaczającej większości Polek i Polaków.

W dyskusji o dziedzictwie pańszczyzny padło ważne pytanie: jaka była rola mieszkańców wsi w historii? Czy byli oni jedynie ofiarami systemu pańszczyźnianego, pozbawionymi sprawczej mocy, obrabowanymi ze swojej kultury, niezdolnymi do samoorganizacji, współpracy i stawiania oporu? Tak twierdzi dziś wielu komentatorów, np. filozof religii i publicysta prof. Zbigniew Mikołejko. Zdaniem Mikołejki w chłopskim bytowaniu, tym zwierzęcym, potwornym losie, nikt nie myślał o budowaniu wspólnoty, bo liczyło się jedynie przetrwanie. Załatwiało się tylko swoje partykularne, egoistyczne interesy [I].

Czy polska wieś istotnie była i jest miejscem „bez historii”? Czy chłopi byli tylko biernymi „statystami” dziejów, czy też ich aktywnymi aktorami? Łatwiej będzie znaleźć rzetelne odpowiedzi na te pytania, jeśli przyjrzymy się uważniej konkretnym historiom konkretnych wsi. Wydaje nam się bowiem, że tym, czego wciąż brakuje w dyskusji o naszej wiejskiej przeszłości, jest właśnie osadzona lokalnie, oddolna perspektywa. Dlatego przedstawiamy naszym Czytelniczkom i Czytelnikom tekst regionalisty Lucjana Kołodziejskiego dotyczący jego rodzinnego Borzęcina, miejscowości w Małopolsce, w powiecie brzeskim. Autor prezentowanego tekstu, opierając się na źródłach, opracowaniach historycznych, wspomnieniach i trwających w miejscowej tradycji przekazach, w serii krótkich reportażowych przybliżeń opisuje dzieje buntu borzęcińskich chłopów w latach 1832-1833.

Zebrane fragmenty historii buntu w Borzęcinie składają się na opowieść o oddolnej samoorganizacji, bohaterskim i pokojowym oporze wiejskiej społeczności. Możemy przyjrzeć się historii konsekwentnej i zorganizowanej odmowy pracy, którą dziś określilibyśmy mianem strajku. Spotykamy społeczność broniącą swojej moralnej ekonomii, swojego pojęcia sprawiedliwości. To historia konkretnych ludzi, których być może pierwsze i ostatnie w ich dziejach zapisane słowa brzmiały: Krzywdę cierpimy wielką, oddajcie nam nasze prawo.

Opowieść o Borzęcinie może pomóc nam spojrzeć na przywołane na początku pytania – o rolę mieszkańców wsi w historii i o stosunek chłopów do pańszczyzny – inaczej. I zapytać np. czy aby być aktywnym współtwórcą historii, trzeba koniecznie heroicznie stawiać zbrojny opór? Dlaczego wzorem historycznego bohatera musi być walczący mężczyzna, a nie na przykład wiejska kobieta z trudem utrzymująca rodzinę, wbrew wrogim okolicznościom? Albo zbieg uciekający ze wsi za wolnością? A może bohaterstwo i dziejowa wielkość (a przypomnieniu konkretnych, jednostkowych imion i losów uczestników buntu Lucjan Kołodziejski poświęca wiele uwagi), nie są wcale zarezerwowane wyłącznie dla tych, którzy zajmowali najwyższe i najbardziej eksponowane miejsca w społecznej hierarchii?

Dyskusja o naszej wspólnej wiejskiej przeszłości daleka jest na szczęście od zakończenia. Warto, wspólnie szukając odpowiedzi, wziąć pod uwagę „historię oddolną”: przekazywaną i odkrywaną przez miejscowych historyków, regionalistów i pasjonatów. I wreszcie warto samemu (nawet jeśli nie jesteśmy historykami czy regionalistami) przyjrzeć się uważniej historiom, które zdarzyły się wokół nas, być może nawet w naszej rodzinie lub naszej okolicy. Jak pisał w książce Nieprzewidywalna przeszłość badacz dziejów amerykańskiej kultury ludowej Lawrence W. Levine: Jeśli uważamy, że historia oddolna jest tak ważna, dlaczego nie zaczniemy jej w końcu pisać?.

Redakcja Prawa do Wsi

Bunt chłopów: Borzęcin 1832 -1833

 

Borzęcińscy chłopi przez kilkaset lat byli „statystami historii”, jak określił to ks. prof. Jan Kracik. Byli, a jakby ich nie było. Ledwie który w XV czy XVI wieku zaistnieje, i to tylko pod imieniem, a już go nie ma. Inwentarze z XVII i XVIII wieku postrzegają ich wyłącznie przez pryzmat pańszczyzny, powinności czy służebności.

W pamięci lokalnego kronikarza, Józefa Bratko, autora „Dziejów Borzęcina”, przekaz o czasach pańszczyzny zapisał się następująco:

Chłopi pańszczyźniani w Borzęcinie uginali się pod ciężarem obowiązków wobec dworu. We wsi panował kij, nędza i głód. Przyzwyczajeni przez wieki do pokory chłopi nie umieli się przeciwstawiać nieludzkim prawom. (…) We wsi długo nie było nikogo, kto umiałby i miał odwagę uświadomić chłopom ich nędzę, kto potrafiłby ich zorganizować przeciw dworowi. Stało się to dopiero w roku 1832.

Historię tego buntu chcemy tu opowiedzieć.

1

Jedną z feudalnych powinności istniejących w Borzęcinie od XV w. do połowy XIX w. była pańszczyzna. Polegała ona na przymusowej, bezpłatnej pracy chłopa borzęcińskiego na rzecz właściciela ziemskiego w zamian za nadział gruntu. Odrabiana była na „pańskich polach” w Borzęcinie, Radłowie lub Biskupicach Radłowskich. Rozpoczynała się wraz ze wschodem słońca, a kończyła z zachodem. Wykonywano pańszczyznę sprzężajną, czyli konną albo pieszą. W miarę rozwoju gospodarki folwarcznej zwiększały się zobowiązania chłopów na rzecz folwarku. Wymiar pracy na pańskim liczył 3-4 dni tygodniowo od jednego gospodarstwa kmiecego, zagrodnicy i chałupnicy mniej pracowali.

Pańszczyzna była nie tylko systemem ekonomicznym, lecz również system kontroli i kar. Tak opisał go Jędrzej Cierniak, kronikarz dziejów niedalekiego Zaborowa:

Za najmniejsze uchybienie lub spóźnienie, a nieraz i bez powodu z „pańskiego kaprysu” wymierzano chłopom cielesną chłostę. Egzekucja odbywała się na mostku obok dworskiego spichlerza. Wymierzał razy na rozkaz ekonoma któryś z chłopów, jeżeli z litości uderzał za lekko, musiał za karę sam się położyć, a bity go chłostał. Były jeszcze bardziej złośliwe kary: np. wyjmowano winowajcy w czasie mrozów okno (…) albo zabierano kamień z żarn, by na chleb nie mógł sobie mleć mąki.

Autorki monografii pobliskiej wsi Bucze przytaczają z kolei makabryczne, zapisane w pamięci mieszkańców wsi wydarzenie:

W połowie XIX w. dwór w Buczu spłonął wskutek pożaru. Ogień miał podłożyć służący, który kilka lat wcześniej został skazany przez rządcę dworskiego na śmierć poprzez rzucenie go na pożarcie wygłodniałym świniom. Kara miała być wymierzona za niedbałe grabienie siana na dworskiej łące oraz lekceważenie uwag rządcy. Chlew zbudowany był z drzewa, dlatego skazany chwycił się krokwi i zawisł poza zasięgiem świń. Gdy parobek otworzył wcześnie rano drzwi do chlewu, aby nakarmić trzodę, skazany służący uciekł i ślad po nim zaginął. Po pewnym czasie miał wrócić do wsi i podłożyć ogień…

W samym Borzęcinie zachowało się kilka podobnych wspomnień, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Wiktoria Chachaj przytacza taką rodzinną opowieść:

Przed karczmą w Borzęcinie Górnym [obecnie jest tam budynek GOK Borzęcin – przyp. L. Kołodziejski] pachołcy dworscy zabili pradziadka za niewykonanie pańszczyzny u dziedzica. Zdarzyło się podczas krwawo wykonywanej chłosty, że skazanych na nią chłopów ogarnęło przerażenie. Pradziadek w momencie, gdy kładł się na pniaku do bicia, padł martwy.

Wawrzyniec Rędzina z Bielczy przywołuje zapamiętaną z czasów dzieciństwa opowieść swoich dziadków:

Pachołcy dworscy zabrali chłopa, który nie odrobił pańszczyzny. Pojechali z nim do głównego zarządu „państwa radłowskiego” w Radłowie. Podczas jazdy tłukli nieszczęśliwego tak, że zanim dojechali do Radłowa, chłop skończył życie.

Cytowany powyżej Bratko zapisał relację zasłyszaną w dzieciństwie:

(…) samotna kobieta, której nazwisko już zapomniałem, mieszkała w Borzęcinie i wychowywała maleńkie dziecko. Miała obowiązek wychodzić na „pańskie”. O świcie wraz z innymi stawała na polu dworskim. Maleństwo swoje w obawie, aby nie zrobiło sobie nic złego, przywiązywała za nóżkę do łóżka. Z boku ustawiała miskę z odrobina strawy. Wracała do domu, gdy kończył się dzień. Umorusane i głodne dziecko, siedzące na brudnym barłogu, witało ją serdecznie .

2

Okrucieństwa, jakich dopuszczano się w stosunku do chłopów stały się zarzewiem buntu. W poniedziałek 10 grudnia 1832 r. chłopi odmówili odrabiania pańszczyzny i nie wrócili do pracy na „pańskim” polu. Jak pisze Bratko: [we wtorek] 18 grudnia tegoż roku, przyjechał z cyrkułu w Bochni komisarz Schilder wraz z przedstawicielami wojska. Wezwano chłopów do dworu i tam próbowano ich skłonić do pójścia na „pańskie”, ale chłopi nie dali się złamać. Przeciwnie, wołali głośno „Krzywdę cierpimy wielką, oddajcie nam nasze prawo”. Kiedy nie udało się przywrócić chłopów do odrabiania pańszczyzny, ani namową, ani rozkazem, ani zastraszeniem, postanowiono złamać ich siłą za pomocą wojska.

3

W poniedziałek 2 stycznia 1833 r. przyjechał do Borzęcina sam starosta Bern z Bochni z wojskową jednostką węgierską. Dlaczego wybrano Węgrów? Bratko odpowiada: Wybrano taką [jednostkę wojskową] ze względu na kompletną wzajemną nieznajomość językową, co zapewniało niemożność porozumienia się̨ żołnierzy z ludźmi. (…) Aby upozorować, że wojsko nie przybyło w złych zamiarach, przysłano je o jeden dzień wcześniej, a dowództwo, czyli tak zwany wówczas „odwach”, zakwaterowało się̨ na plebanii. (…) Żołnierze natomiast zakwaterowani zostali w domach opornych chłopów. W tym samym dniu dwie furmanki z odpowiednią ilością ludzi ze służby dworskiej wyjechały do lasu, gdzie nacięto i nawieziono do dworu pełne obie fury kijów leszczynowych.

4

Bratko: We wtorek 3 stycznia 1833 r. rano kwaterujący żołnierz zabierał niespodziewającego się niczego złego gospodarza i prowadził go na miejsce zbiorki. (…) Takim to podstępem spędzono chłopów do dworu i obstawiono wojskiem. We dworze już był starosta ze sztabem urzędników, dziedzic i ekonomowie dworscy. Wszyscy byli pewni, że po przemówieniach nawołujących do zaniechania oporu tak wysokich urzędników, wobec obecności wojska i przygotowanych do bicia kijów, chłopi się̨ zastraszą i zachwieją w swoim postanowieniu odmowy pracy pańszczyźnianej. Na wszystkie apele chłopi twardo odpowiedzieli, że na „pańskie” nie pójdą.

Wtedy starosta zarządził egzekucję. Dowodzący oddziałem wojska oficer dobył szabli, błysnął nią̨ w powietrzu, zapowiadając, że zmusi wszystkich do pracy na „pańskim” albo zostaną̨ zmiażdżeni. Była to ostateczna groźba, po której spodziewano się zwycięstwa nad chłopami. Ale odpowiedzią na nią był tylko mocny pomruk gromady chłopskiej „nie”.

I rozpoczęła się̨ katownia. Kładziono po kolei na pniaku chłopa i bito przygotowanymi kijami z całych sił. Bili żołnierze jednostki wojskowej. Co pewien czas pytano bitego, czy pójdzie do pracy. Pierwszych sześciu wzięło po sto kijów i odmówiło pójścia do pracy. Bito ich dalej, a gdy stracili przytomność, zmasakrowanych, ociekających krwią odrzucano na kupę jak łachmany ludzkie. Dopiero siódmy po stu kijach jęknął, że podejmie pracę. I tak bito po kolei, po 25, 50, 80 i 100 kijów otrzymywał chłop do czasu, kiedy wyraził gotowość pójścia do pracy. Ani jeden nie załamał się, ażeby przed samą groźbą bicia wyraził zgodę na pracę. Jak czytałem w starej kronice parafialnej, już w czasie bicia „wielu chłopów z wielkiej boleści straciło mowę”.

5

Z imienia i nazwiska znamy dwóch buntowników, którzy zapłacili najwyższą cenę. W parafialnej Liber Mortuorum (Księdze Zmarłych) zanotowano ich nazwiska wraz z obszernym opisem przyczyny śmierci. Przy nazwisku Franciszka Olexego, zwanego też Kołodziejem, lat 43, zamieszkałego w domu nr 294 napisano:
Podczas komisji cyrkularnej [zjazdu powiatowego], która odbyła się̨ 2 stycznia 1833 r., wskutek nieposłuszeństwa poddanych w sprawie prac niedzielnych został pobity 83 kijami przez wielu konnych żołnierzy węgierskich huzarów i bardzo chorował, a potem umarł.

Pochowany został na miejscowym cmentarzu w dniu 3 lutego 1833 roku.

Drugim zakatowanym mężczyzną był Sebastian Mytnik, lat 29, zamieszkały pod numerem domu 337. Okoliczności śmierci tak zostały opisane: Komisja z Cyrkułu [bocheńskiego] przybyła [do Borzęcina] 2 stycznia 1833 z powodu odmowy wykonania pracy pańszczyźnianej przez chłopów. Odmawiający pracy pańszczyźnianej Sebastian Mytnik przez żołnierzy jazdy węgierskich huzarów ukarany został 90 kijami. Skutkiem częstych i bardzo mocnych uderzeń była jego późniejsza śmierć. Zarządzeniem Dominium Radłowskiego z dn. 28 lutego i zgodnie z tego rodzaju praktykami pochowany został dnia 1 marca na cmentarzu w Borzęcinie.

6

Bratko: Rezultatem tego barbarzyńskiego sposobu przymuszania do niewolniczej pracy była wielka ilość tak zbitych, że pozostali kalekami do śmierci. Już nie wołano ich na „pańskie”, bo nie mieli sił do pracy, nie mogli się utrzymać w postawie stojącej, lecz chodzili schyleni do przodu, nie mieli pośladków, bo całe ciało zsiekane kijami zgniło i opadło z nich. Pozostali szkieletami ludzkimi.

7

Huzarzy węgierscy nie wyjechali po wykonaniu chłosty, lecz przebywali na terenie Borzęcina celem zapobieżenia nawrotowi buntu jeszcze do czerwca. Dodatkową karą dla mieszkańców Borzęcina był przymus żywienia żołnierzy przez zbuntowane rodziny. W niedalekim Rajbrocie zastosowano podobna metodę. Żołnierze zostali skierowani nie do przypadkowych domów, sporządzono zapewne listę opornych, buntujących się chłopów. Kolejnym skutkiem pobytu wojska węgierskiego w Borzęcinie przez wiele miesięcy były narodziny i chrzty dzieci urodzonych poza małżeństwem, zwanych wtedy bękartami. O ile w roku 1832 było ich 7, to w 1833 aż 17.

8

Ta wieloletnia chłopska krzywda i poniżenie znalazło swój tragiczny finał w lutym i marcu 1846 roku podczas tzw. rabacji galicyjskiej. Z rąk podburzonych przez austriackie władze chłopów zginęło co najmniej 1200 ziemian, urzędników dworskich i rządowych oraz kilkudziesięciu księży.

9

W dniu 17 kwietnia 1848 roku cesarz Austrii Ferdynand I wydał patent o zniesieniu pańszczyzny w Galicji, w którym m. in. zapisano:

1. Wszystkie robocizny i inne poddańcze powinności tak gospodarzy gruntowych, jako też chałupników i komorników ustać mają z dniem 15 maja 1848 r.
2. Trwające służebnictwa pozostają nienaruszone, atoli za to obowiązani są poddani, o ile prawa służebnictwa na pańskim gruncie wykonywać zechcą, uiszczać stosowną zapłatę̨, której ustanowienie zostawia się przed wszystkim dobrowolnej umowie poddanych ze swoimi panami. (…)

W poniedziałek 15 maja 1848 r. chłopi w Borzęcinie przestali odrabiać pańszczyznę̨ na „pańskich polach”. Epoka feudalna w Borzęcina odeszła do lamusa historii.

Podziękowania.

Inspiracją do napisania powyższego artykułu była lektura Dziejów Borzęcina J. Bratki. Składam podziękowanie prof. dr. hab. Romanowi Darowskiemu SJ za cierpliwe tłumaczenia łacińskich tekstów, a Marii Nowrotek za życzliwe uwagi i korektę tekstu. Za udostepnienie Liber Mortuorum i Naturam składam podziękowania ks. Czesławowi Paszyńskiemu, proboszczowi z Borzęcina Górnego.

Tekst jest zmodyfikowaną wersją artykułu, który ukazał się w „Roczniku Tarnowskim” (tom XVI, 2011). Dziękujemy redakcji „Rocznika Tarnowskiego” za udostępnienie tekstu .

[I] Jestem starym dziadem. Z prof. Zbigniewem Mikołejką rozmawia Renata Kim.
[II] Lawrence W. Levine, The Unpredictable Past. Explorations in American Cultural History, New York – Oxford, 1993
[III] Wieś Borzęcin administracyjnie należy do gminy o tej samej nazwie w powiecie brzeskim, województwie małopolskim. Położona jest nad rzeką Uszwicą, prawobrzeżnym dopływem Wisły, na równinie Kotliny Krakowsko-Częstochowskiej. Odległość do Krakowa wynosi około 60 km, a do Tarnowa 30 km. Obecnie liczy około 3300 mieszkańców. Założona została w 1364 roku przez bpa krakowskiego Bodzantę, a jej nazwa powstała od zmienionej formy jego nazwiska.
[IV] J. Bratko, Dzieje Borzęcina, 1364-1939, maszynopis, część I, s. 56.
[V] J. Cierniak, Zaborowska nuta, Warszawa 1988, s. 82.
[VI] M. Pagacz, A. Pagacz-Pociask, Bucze koło Brzeska. Dzieje wsi i parafii, Bucze 2010, s.78.
[VII] J. Bratko, dz. cyt.…, s. 52.
[VIII] Tamże s. 52
[IX] J. Hampel, W czasach zaboru austriackiego 1772-1918 [w:] Radłów i Kmina Radłowska, pod. red. F. Kiryka, s. 359; Buntownikom przewodził im Jan Schmidt. Trudno powiedzieć o nim coś więcej. Zapisano, że był „urlopikiem”, a więc byłym żołnierzem. Trudno dzisiaj ustalić, skąd pochodził. Był aktywny również na terenie Radłowa, gdzie też podburzał chłopów.
[X] J. Bratko, dz. cyt.…, s. 56.
[XI] Tamże s. 57.
[XII] Niestety, „stara kronika” zaginęła prawdopodobnie jeszcze przed II wojną światową (wg Anastazji Staśko).
[XIII] Liber Mortuorum, 1823-1838, s. 92. Tłumaczenie prof. Roman Darowski SJ.
[XIV] Tamże s. 94. Przekład autora.
[XV] J. Bratko, dz. cyt.…, s. 57.
[XVI] W opracowaniach można spotkać liczbę nawet i 3000 zamordowanych. Por. Krzysztof Kamieński, „Okropne dzieje przyniósł nam czas, Duchowieństwo diecezji tarnowskiej wobec wydarzeń 1846 roku, Tarnów 2015.

Ilustracja: zdjęcie przedstawiające kościół w Borzęcinie (pocztówka z 1908 roku).

Zdjęcie w tekście: Borzęcińska Księga umarłych, Liber Mortuorum (fot. Lucjan Kołodziejski)

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *