Franciszek Sobieraj

Polemika z polemiką, która była polemiką z inną polemiką – czyli znowu o jaszczurach.

AUTOR

Franciszek Sobieraj

(ur. 1983 r.) – nieudacznik, pała nienawiścią do ludzi, którzy osiągnęli w życiu sukces.

Prawdę mówiąc, wkurwia mnie sugestia, że jak ktoś bardzo nie chce rządów PiS, to na pewno przez uwewnętrznionego Adama Michnika – napisał Michał Sutowski w polemice z tekstem Rafała Wosia. Są w niej treści, z którymi się zgadzam. Jednak przewodnia, jak mniemam, teza, że celem lewicy powinno być odsunięcie PiS od władzy – nawet za cenę ponownego panowania PO – budzi mój ogromny niepokój.

Lewica powinna, jak sądzę, preferować obecną ekipę nad rządy liberałów. Nie dlatego, że ekipa Kaczyńskiego ma lepsze intencje – to też osoby odmienione przez wysoką pozycję społeczną, czyli jaszczury, nie mam co do tego wątpliwości – lecz z powodu działania o wiele trwalszych czynników.

Obóz zwycięzców ostatnich wyborów, jakiekolwiek intencje by w nim nie dominowały, musi coś rzucić ludziom, żeby utrzymać się przy sterach. PiS MUSI prowadzić i będzie musiało kontynuować politykę redystrybucyjną, bo w o wiele większym stopniu niż w przypadku PO czy Nowoczesnej jego losy będą zależeć od przypodobania się obywatelom. Partia ta nie ma po swojej stronie tylu nieobsadzanych w wyniku wyborów real assets decydujących o kształcie społeczeństwa. Bo co ma PiS? Spółkę Srebrna? Rydzyka? Kanię, Rachonia, Telewizję Republika, która jest tylko trochę bardziej rozbudowana od sutereny Maxa Kolonko? O tym, jak bardzo byt określa tutaj świadomość, świadczyć może kariera skrajnie liberalnego jaszczura Bartosza Marczuka. Odkąd dostał stanowisko w ministerstwie, Marczuk bez śladu zażenowania tłumaczy, że 500 plus to nie rozdawnictwo, lecz inwestycja. Byt potrafi tak udatnie wywierać nacisk na jednostki, że można językiem religii wywodzącej się z biedoty uświęcać nierówności społeczne, a językiem leseferyzmu uzasadniać ruchy redystrybucyjne.

Tymczasem liberałowie mają po swojej stronie nie tylko media obsadzane przez wielki kapitał, lecz także pozostałe zależne od kapitału agendy. Dlatego ta rasa jaszczurów nie musi aż tak bardzo starać się o przychylność wyborców. Nie tylko nie muszą działać dla dobra społeczeństwa, ale wręcz nie mogą, gdy jest to sprzeczne z interesami kapitału i innych grup nacisku nie pochodzących z wyborów. Według danych z 2015 roku, 40% obywateli żyje poniżej minimum socjalnego; czy społeczeństwo znajdujące się w takim stanie może przetrwać kolejne rządy liberałów? I jak wyglądałaby lewica, która doprowadziłaby do powrotu PO do władzy? Naprawdę nie chciałbym, wraz z Michałem Sutowskim i Rafałem Wosiem, znaleźć się w niezręcznej sytuacji bycia rżniętym piłą.

Jest jeszcze jeden ciekawy wątek w polemice Michała Sutowskiego – ten, w którym wyśmiewa Rafała Wosia za fantazjowanie o pozyskaniu głosów kukizowców i kiboli. Trudność w pozyskaniu głosów wymienionych środowisk wynika wyłącznie z ich wizji świata, czyli czegoś, co bywa nazywane „fałszywą świadomością klasową”. Michał Sutowski wraz Maciejem Gdulą chcą tymczasem odzyskać dla lewicy część innej warstwy – klasę średnią. W jaki sposób? Zmieniając jej mentalność, sprawiając by zaakceptowała swoją klasową pozycję, a nie opierała się na wartościach klasy wyższej, czyli również na próbie gruntownej zmiany światopoglądu.

Dlaczego więc warto walczyć o przeoranie świadomości klasy średniej, a kiboli i studenciaków bez perspektyw głosujących na Kukiza już nie? Czy nie są to grupy o wiele bardziej pokrzywdzone?

Jeśli, jak mówią, w takich pozornie arbitralnych wyborach przejawia się nieświadomość, to wydaje się, że nieświadomością Michała Sutowskiego jest jednak Adam Michnik.

Zdjęcie z serwisu Wikipedia.

drukuj

KOMENTARZE

  1. Żeby „zmieniać świadomość kiboli” trzeba z nimi rozmawiać. A żeby w ogóle zacząć tę rozmowę trzeba być w stanie co najmniej tolerować ich przywiązanie do pewnego wyobrażenia wojowniczej męskości, ich specyficzny patriotyzm i świadomie kultywowaną polityczną niepoprawność. Partia której centralną ideologią jest w coraz większym stopniu radykalna teoria feministyczna, i która z coraz bardziej McCarthystowkim zacięciem tropi „seksizm” i „wpływy patriarchatu” we własnych szeregach może mieć z taką rozmową niejaki problem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *