PRAWO DO WSI, Renata Płoskoń

Przedwiośnie w gospodarstwie ekologicznym

AUTOR

Renata Płoskoń

Urodzona w Przeworsku nad rzeczką Mleczką na Pogórzu Rzeszowskim, obecnie mieszka w małej wsi u podnóża Płaskowyżu Tarnogrodzkiego. W 2000 r. przeprowadziła się wraz z rodziną z miasta (oboje z mężem prowadzili działalność gospodarczą i pracowali w zagranicznej korporacji) na wieś, gdzie wspólnie odkrywali tajniki ekologicznych upraw. Pasjonuje się zdrową uprawą wszystkiego, co jadalne, może godzinami czytać na ten temat. Stara się promować w swoim otoczeniu zdrowe produkty, wszystkich dookoła zaraża domową produkcją kiełków. Prowadzi warsztaty pieczenia chleba w Chutorze Gorajec, gospodarstwie agroturystycznym położonym opodal jej miejsca zamieszkania. W wolnym czasie lubi czytać, poznawać okoliczne zakątki z perspektywy przejażdżek rowerem, haftować. W głowie siedzą jej myśli o połączeniu permakultury z ekologią, o zdrowej żywności i ziołach, które wspomagają walkę z wieloma chorobami, a także o tym, jak to stosować na co dzień w gospodarstwie domowym.

Wspominam zimowe dni z czasów, gdy byłam mała. Siedzenie na przypiecku, trzask palonego drewna, a na przednówku gałązek, zapach pieczonego chleba, proziaków… Moja Babcia kroiła ziemniaki w cienkie plasterki i piekła je bezpośrednio na blasze. Był to też czas robienia na szydełku czy drutach – pamiętam, że swetry robiło się z… waty.

Chodziliśmy do sąsiadów, a oni do nas, na darcie pierza. Dziadzio prace naprawcze odkładał do zimy, o ile nie była wymagana natychmiastowa interwencja. Siadywał też koło kuchni i wyplatał kosze z wikliny – na drzewo, do zbioru ziemniaków, niecki do pieczenia chleba, okrągłe koszyczki bez uszek, coś na kształt teraźniejszych misek, do których zbieraliśmy jabłka i warzywa w ogrodzie. Robił też miotły z brzozowych gałązek. Niesamowite były przeżycia, gdy trzeba było wybrać się do kopca po ziemniaki i inne warzywa. Ile radości było z tego grzebania w słomie! Przed myszami dodatkowo zabezpieczało się takie kopce gałęziami z igliwiem. Pamiętam też przejażdżki saniami i sankami, ciągnionymi przez konie.

Zima powoli zdaje się oddalać, a przedwiośnie eksploduje zielenią. Zapewne niektórzy zastanawiają się, co można w tym czasie robić na wsi? Może się wydawać, że to „martwy czas”. Prace polowe przecież się jeszcze nie rozpoczęły. Często słyszę stare powiedzenie – Rolnik śpi, a w polu samo rośnie. Należy pamiętać przede wszystkim o tym, że rolnicy, którzy prowadzą chów zwierząt, nie mają dni wolnych, nie powiedzą owcom czy krowom: wyjeżdżam na urlop, nie dostaniesz jeść przez tydzień, nie wyrzucę gnoju, nie udoję mleka. To jest praca całoroczna.

Koniec zimy jest doskonałą porą na obserwowanie swoich pól. Odkrywamy na nich mikroklimaty, które pozwalają na mądre zaplanowanie nasadzeń czy zasiewów. Natura sama nam w ten sposób podpowiada, gdzie sadzić bardziej ciepło- czy zimnolubne rośliny. Obserwujemy, gdzie są zastoiny wodne, gdzie śnieg topi się szybciej, a gdzie wolniej. I tak na przykład ziemniak jest rośliną wymagającą i nie będziemy go sadzić tam, gdzie gleba jest długo mokra. Planując zasiew np. ozimego pszenżyta wybierzmy pole, na którym jesienią jest umiarkowanie sucho, bo ma to wpływ na optymalny rozwój systemu korzeniowego, zaś największe zapotrzebowanie na wodę jest w czasie tzw. strzelania w źdźbło i kłoszenia (momentu, gdy wykształcają się kłosy). Niedobór wody (na przykład na mocno przepuszczalnych glebach) spowoduje szybsze kłoszenie oraz zmniejszenie zagęszczenia łanu i masy wegetatywnej. Wiadomo, że nie przewidzimy wszystkich całorocznych opadów, ale poznawajmy swą glebę, aby wiedzieć, jak reaguje.

Moi sąsiedzi, okoliczni rolnicy, zajmują się różnymi kierunkami upraw i chowu. Każdy w związku z tym ma na przedwiośniu inne prace do wykonania. Było na przykład jeżdżenie do lasu i przygotowywanie drewna na następny sezon. Rolnicy, którzy uprawiają popularny na naszym terenie tytoń, potrzebują drewna do swoich suszarni. Często dogadują się z leśniczymi na posprzątanie określonego kawałka lasu i wykupienie potem przygotowanego drewna opałowego. Jest też trochę pracy przy ulach. Pszczoły się wybudzają i wykonują próbne loty – też chcą nóżki rozprostować. Trzeba sprawdzić, co tam u nich słychać – choćby czy myszy zimą nie dostały się do ula.

Zapewne wielu z Was zajmuje się przygotowaniem maszyn rolniczych do nowego sezonu, bo potem często brak na to czasu. Przedwiośnie to także pora na nadrabianie zaległości w czytaniu. Bardzo lubię zagłębiać się w stare książki i czasopisma. To bardzo budujące, a w sezonie wolnego czasu raczej brak.

W naszym gospodarstwie na przedwiośniu planujemy uprawy na cały sezon. Wyzwaniem jest znalezienie nasion, drzew czy krzewów starych odmian. Czas, aby przygotować inspekty i szklarnie pod wysiew ziół, roślin kapustnych, tytoniu. Z inspektu wysadza się rośliny, gdy nie ma już zagrożenia przymrozkami. Pędzimy bulwy i cebule, jeśli tylko jest taka możliwość.

Z ekologicznymi nasionami sprawa nie jest prosta – nie są one ogólnie dostępne w sklepach nasiennych. Jeśli mamy możliwość, wymieniajmy się lub kupujmy od rolników, którzy mają nasiona certyfikowane. Ekolodzy, którzy nie znajdą poszukiwanych przez siebie nasion, muszą złożyć odpowiedni wniosek do Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa o pozwolenie na zastosowanie materiału siewnego niewyprodukowanego metodami ekologicznymi (konwencjonalnego). W takim wniosku uwzględniamy swoje dane, nazwę gatunku i odmiany rośliny, której potrzebujemy, ilość lub liczbę (kg/sztuki) oraz planowany termin siewu. Wniosek składamy nie wcześniej niż 30 dni przed planowanym terminem siewu/sadzenia. Pamiętajmy, że zakupu dokonać możemy dopiero po otrzymaniu na niego zgody. Razem ze zgodą musimy przechowywać rachunki i faktury za zakup. Na stronach Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa znajduje się Wykaz dostępnego ekologicznego materiału siewnego, nasion oraz wegetatywnego materiału nasadzeniowego, który jest na bieżąco (nawet co miesiąc) uaktualniany w zależności od otrzymanych certyfikatów. W wykazie znajdziemy informacje kto (z podanym adresem) produkuje określone nasiona, krzewy czy drzewka z certyfikatem.

Na przedwiośniu planujemy też nawożenie, dostosowując ilość i skład nawozów do zaplanowanych nasadzeń. Nie zapominajmy o pobraniu próbek gleby do analizy. Badanie dostarcza nam informacji o jej zasobności. Wykonuje je Okręgowa Stacja Chemiczno-Rolnicza. Pobrane próbki muszą być starannie oznakowane i opisane. Jak je przygotować? Służą temu specjalne laski glebowe, zwane laskami Egnera, które ułatwiają pobranie próbek. Ja jednak robię to, w sensie dosłownym, łopatologicznie. Próbki pobiera się z głębokości ok. 20 cm. Aby próbka była reprezentatywna, należy pobrać glebę z ok. 20 różnych miejsc (nie z obrzeży pola, kretowisk czy zagłębień). Łopatą robię dołek, najlepiej na głębokość szpadla (oczywiście bez sztyla). Pobieram troszkę ziemi i powtarzam we wcześniej ustalonych punktach całą procedurę. Gdy już mam swoje 20 dołków i ziemię z nich, mieszam próbki ziemi, by powstała tzw. próbka ogólna. Każdą próbkę musimy ponumerować i opisać, co ułatwi nam później dopasowanie wyników badań do danego pola. Ja opisuję je na przykład tak: „koło rzeki”, „przy sadzie”, „za poprzeczką” czy „koło rowka”.

Takimi nazwami posługuję się na co dzień w gospodarstwie, więc ułatwia mi to przypisanie wyników do konkretnych działek bez sprawdzania, czy dobrze zapamiętałam. Należy pamiętać, że jedna próbka ogólna może zostać pobrana z terenu o zbliżonym ukształtowaniu, o powierzchni nieprzekraczającej 4 ha, ale też w zasięgu próbki powinna być jednorodna uprawa. Jeśli uprawiane były na danym areale różne rośliny – na przykład zboża, jagodowe, warzywne czy okopowe – trzeba to uwzględnić i pobrać próbki z każdego kawałka danej uprawy. Każda z tych roślin zabiera z gleby inny pokarm, co będzie widoczne w wynikach badań. Będziemy wtedy wiedzieć, gdzie musimy dać wapno, bo współczynnik pH gleby jest zbyt niski, a gdzie brakuje fosforu czy potasu – te ostatnie składniki przyczyniają się do dobrego rozwoju systemu korzeniowego i pozwalają na optymalne gospodarowanie wodą w roślinie.

Właśnie kończę planowanie przycinania drzew i winorośli – czas się za to zabrać. Naprawiamy podpory, sprawdzamy zdrowotność po zimie. Słońce grzeje coraz mocniej, a to czas, aby zabezpieczyć pnie drzew przed ranami zgorzelinowymi, czyli potocznie – pęknięciami kory. W nocy często jeszcze jest mróz, zaś w dzień, szczególnie od południa, drzewa mocno się nagrzewają, a zbyt duża amplituda temperatur powoduje pęknięcia. Dlatego właśnie drzewa się bieli, aby biel odbijała promienie słoneczne. Dobrze jest pomalować drzewa już zimą, a wiosną zrobić to raz jeszcze, ale jeśli tego nie zrobiliśmy wcześniej, nadal jest na to odpowiedni czas. Często bielimy drzewa wapnem; bardziej ekologiczny sposób to wymieszanie trzech składników i rozcieńczenie w razie potrzeby wodą. Te składniki to wapno, glina, która zwiększa przyczepność, oraz nawóz zwierzęcy – krowieniec. Przed malowaniem oczyszczam pnie drucianą szczotką. Niezbyt mocno, ale na tyle, aby pozbyć się niechcianych naleciałości. Możemy też pobrać zrazy, czyli pędy do szczepienia drzew.

Czas zasiewów – miły to czas, kiedy wszystko budzi się do życia. Przy planowaniu terminów, zarówno siania jak i prac polowych, przycinek i zbiorów, chętnie korzystam z poradnika księżycowego. Poradnik taki powstaje w oparciu o wielowiekową słowiańską i polską tradycję dostosowywania upraw do oddziaływania cykli Księżyca. Wiedza ta znana i wykorzystywana była już w starożytności. Dziś powraca się do dawnych tradycji i obserwacji. Jak mawia moja ulubiona Ciocia, przysłowia są mądrością narodów, więc pozwolę sobie jedno przytoczyć: Gdy w marcu deszcz pada, wtedy rolnik biada, gdy słońce jaśnieje, to rolnik się śmieje. Oby nam wszystkim buzie się uśmiechały.

Zdjęcia: Renata Płoskoń

Numer 3 (14)/2017

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *