Marcin Giełzak

Każde pokolenie ma swój Kronsztad

AUTOR

Marcin Giełzak

Urodzony w roku 1987. Przedsiębiorca, publicysta, badacz dziejów lewicy antykomunistycznej. Absolwent historii oraz zarządzania na Uniwersytecie Łódzkim. Autor książki "Antykomuniści lewicy" (2014), współautor pracy "Crowdfunding" (2015).

Zazwyczaj śmierci głowy państwa towarzyszą szok i niedowierzanie. Tym razem było inaczej. Wszyscy wiedzieliśmy, że Fidel Castro umiera i nawet słynni kubańscy lekarze nic już nie mogą dla niego zrobić. Szok i niedowierzanie przyszły później; dokładnie mówiąc: kilka godzin później, gdy ze świata zaczęły spływać kondolencje.

 

Telegram od Władimira Putina można zbyć wzruszeniem ramion. Podobną reakcję budzi powściągliwe stanowisko Baracka Obamy, który osąd pozostawia „historii”. (Trudno powiedzieć, czy amerykański prezydent świadomie nawiązywał do słów Castro, wypowiedzianych, gdy ten stanął przed sądem jako młody rewolucjonista: możecie mnie osądzić – to bez znaczenia; historia mnie rozgrzeszy). Odnotować można tyle, że Kreml nie zmarnował okazji, by umocnić międzynarodówkę dyktatorów, podczas gdy „przywódca wolnego świata” nie umiał zdobyć się na żaden gest wobec demokratycznej opozycji na Kubie.

Rozczarowani Obamą, możemy chcieć zwrócić się w stronę popularnego premiera Kanady, Justina Trudeau. Młody szef rządu stał się dla wielu symbolem rozsądnej i postępowej lewicy, opierającej się fali agresywnego, prawicowego populizmu. Poza tym jego reputacja polityka szczególnie czułego na los tych, którzy myślą, wierzą czy wyglądają inaczej, powinna być solidną rękojmią tego, że akurat on nie będzie folgował dyktatorom. Zwłaszcza takim, którym nieobce było zamykanie ludzi w więzieniach za poglądy albo „leczenie” z homoseksualizmu przy pomocy prądu. Tymczasem kanadyjski premier nazwał Castro legendarnym rewolucjonistą, który znacząco poprawił system edukacji i opiekę zdrowotną na Kubie. Jeśli ktokolwiek zakłada, że Trudeau w drugiej części swojej wypowiedzi zmitygował te zachwyty, rozczaruje się: zarówno zwolennicy, jak i krytycy Castro przyznają, że kochał i był ogromnie oddany kubańskiemu narodowi, który żywił długie i głębokie uczucie dla swojego El Comandante.

Powiedzmy dyplomatycznie, że ta wypowiedź była niefortunna. Spójrzmy więc w stronę polityka, który nie jest u władzy i nie musi dobierać słów tak, aby nikogo nie urazić, a do tego nie słynie z dyplomatycznego języka. Czystej krwi demokraty i lewicowca, którego opinii na temat reżimu plutonów egzekucyjnych i wszechwładzy bezpieki raczej nie musimy się obawiać. Mam na myśli Jeremy’ego Corbyna. Tymczasem przywódca Partii Pracy wypowiedział się jednoznacznie: Fidel Castro był (…) prawdziwym internacjonalistą i championem sprawiedliwości społecznej, a także wielką postacią najnowszej historii, narodowej suwerenności i XX-wiecznego socjalizmu. To prawda, że Corbyn przejawia antyamerykańskie skrzywienie, ale od uzasadnionej krytyki polityki zagranicznej USA do pisania peanów na cześć kubańskiego dyktatora jest długa droga. A przynajmniej powinna być. Zresztą na brytyjskiej lewicy lider laburzystów nie jest osamotniony w swoich poglądach: były burmistrz Londynu, Ken Livingstone, nazwał Castro absolutnym kolosem XX stulecia.

Lewicowe media nie spisały się lepiej. Nowa definicja ironii: „Democracy Now” wygłasza 15-minutowy pean na cześć dyktatora, który odmawiał swoim rodakom demokratycznych wyborów przez blisko 50 lat. Niemal w ostatnich sekundach felietonu padają zdawkowe słowa o „kontrowersjach”. Tak się gra w tenisa bez siatki.

Czy naprawdę mówimy o tym samym Fidelu Castro? Tym, o którym Human Rights Watch mówi wprost, że stworzył reżim oparty na likwidacji wolności słowa, prasy, zgromadzeń, sumienia? Tym, który przez dekady budował system szpiclostwa, donosicielstwa, wzajemnej kontroli obywateli? Tym, który z sądownictwa uczynił narzędzie represji, a z mordu sądowego instrument walki politycznej? I wreszcie tym, który w dobie kryzysu kubańskiego gotów był cały świat uczynić „męczennikami” za sprawę sowieckiego komunizmu?

Nawet najbardziej zaangażowany ideolog nie może zaprzeczyć prawdziwości tych zarzutów. Kubańczycy, którzy z woli Castro wylądowali na bruku, w więzieniu lub na cmentarzu, są ich dowodem. To im się należy nasza solidarność – nie tyranowi. Obrona reżimu Castro w okopach „Służby Zdrowia” i „Powszechnej Edukacji” moralnie nie różni się niczym od przypominania, że za Mussoliniego „pociągi przyjeżdżały na czas”, a rządy Pinocheta oznaczały wzrost PKB. Tak, reżim Castro miał pewne, choć skromne, osiągnięcia. Tak, odsunął od władzy popieranego przez Amerykanów, skorumpowanego Batistę. Tak, retoryka Fidela odwoływała się do szczytnych idei. Ale praktyka jego rządów odkrywała ich prawdziwe oblicze: „faszyzmu z ludzką twarzą” [1].

Każdy były komunista przeżył coś, co w tym środowisku określano jako „osobisty Kronsztad”. Tak nazywano moment, kiedy człowiek zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest dłużej w stanie służyć sprawie komunizmu. Dla jednych była to Wielka Czystka, dla innych Praska Wiosna; Dwight Macdonald, amerykański komunista nawrócony na demokratyczny socjalizm, chwalił się, że jego Kronsztadem był Kronsztad.

Dziś wydaje mi się, że każde pokolenie ma swój Kronsztad, czyli iluzje, spod władzy których musi się wyzwolić. Zazwyczaj są one dość podobne: wiara w proste rozwiązania złożonych problemów, zachwyt charyzmatyczną osobowością wodza, plemienne postrzeganie sporów politycznych. Reakcja nowej lewicy na śmierć kubańskiego dyktatora stanowi drobny przypis do jej historii i sama w sobie nie powinna wpływać na jej ocenę. Ale powinniśmy mieć się na baczności, gdy argumenty używane do wybielania reżimu Castro zostaną zastosowane w obronie kolejnego caudillo w rodzaju Cháveza. Oby nie było tak, że te same setki tysięcy wymówek, które towarzyszą śmierci Fidela Castro, będą niebawem towarzyszyć narodzinom czegoś znacznie gorszego.

[1] Autor nawiązuje do wypowiedzi Susan Sontag podczas wiecu w obronie „Solidarności” w 1982 r., kiedy nazwała komunizm „faszyzmem z ludzką twarzą”.

Zdjęcie: Wikipedia

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *