Marcin Zaród

Fuszerka, banał i brak szacunku (jak powinien wyglądać eksperyment społeczny?)

AUTOR

Marcin Zaród

Socjolog techniki, fizyk i popularyzator nauki. W Instytucie Socjologii UW realizuje badanie nad procesami tworzenia wiedzy w grupach hakerskich. W Centrum Nauki Kopernik współtworzy wydarzenia łączące naukę i społeczeństwo.

Wystąpiłem kilka razy w Medium Publicznym jako socjolog, czego obecnie żałuję. Zamiast kajać się, postanowiłem napisać o zasadach dobrej roboty, jakie obowiązują w eksperymencie społecznym. Mam nadzieję, że gdy je przeczytasz, a w Twoim otoczeniu pojawi się artysta hochsztapler, marna socjolożka lub dziennikarz partacz, będzie Ci trochę łatwiej dostrzec nadużycia.

 

Co to jest eksperyment społeczny?

Pewien artysta, performer i dziennikarz zaaranżował fikcyjne rekrutacje do pracy w Radomiu. W mieście kojarzonym z bezrobociem udało mu się sfilmować zdesperowanych ludzi, zgadzających się na przestępstwa i poniżenia seksualne w zamian za obietnicę zatrudnienia. Nie jest to pierwszy projekt, w którym – za cenę smutku lub szoku – autor ten fabrykuje wyłącznie banały. Ocenę artystycznej wartości jego akcji pozostawię jednak znawcom sztuk.

Jestem zawodowym socjologiem, więc nie nazwę tego przedsięwzięcia eksperymentem społecznym ani artystycznym. W badaniach i działaniach interwencyjnych obowiązuje wiele wskazań etycznych i metodologicznych, których autor nie spełnił ani jako artysta, ani jako reporter.

Wystąpiłem kilka razy w Medium Publicznym jako socjolog, czego obecnie żałuję. Zamiast kajać się, postanowiłem napisać o zasadach dobrej roboty, jakie obowiązują w eksperymencie społecznym. Mam nadzieję, że gdy je przeczytasz, a w Twoim otoczeniu pojawi się artysta hochsztapler, marna socjolożka lub dziennikarz partacz, będzie Ci trochę łatwiej dostrzec nadużycia:

a) Anonimowość badanych. Jeśli rzecz nie dzieje się w miejscu ogólnie dostępnym, ale w osobnym pomieszczeniu, to masz prawo dysponować swoim wizerunkiem i danymi. To znaczy, że jeśli ktoś w takim miejscu nagrywa kompromitujące Cię materiały albo robi wywiad, w którym źle wypadasz, masz prawo w każdej chwili cofnąć autoryzację i zakazać nagrywania. Dziennikarz lub badaczka, którzy nagrywają bez uzyskania zgody, igrają nie tylko z etyką zawodową, ale też z prawem.
b) Świadoma zgoda. Jeśli powiesz: „Cofam zgodę na nagrywanie / przetwarzanie mojego wizerunku / zbieranie danych o mnie”, Twoja wola powinna zostać uhonorowana. Jeśli artystka lub badacz jej nie uszanują, masz podstawę do skargi.
c) Przeznaczenie materiału. Warto zapytać, z jakiej uczelni / stacji / placówki artystycznej jest dana osoba. Bardziej wiarygodne są osoby mogące wskazać przełożonych / radę etyczną lub inną instytucję, która może ich ukarać w przypadku zaniedbania lub naruszenia etyki zawodowej. Mniej wiarygodne są osoby, od których usłyszysz: „Mam fajny pomysł, jestem wolnym strzelcem z Internetu”.
d) Waż słowa. Jeśli zdarzyło Ci się powiedzieć rzeczy krępujące, pamiętaj, że możesz poprosić o wgląd w materiał przed publikacją oraz usunięcie ich z nagrania. Pamiętaj, że policja może łatwo obejść polskie prawo prasowe. Licz się z tym, że jako uczestnikowi badań w naukach społecznych, nie przysługuje Ci nawet tak znikoma ochrona. Dlatego bardzo uważaj, gdy mówisz o kwestiach problematycznych prawnie (np. o marihuanie, kontaktach aborcyjnych czy nawet pirackich kopiach seriali). Od 2016 r. założenie podsłuchu policyjnego u artystki, dziennikarza lub socjologa jest łatwiejsze niż kupienie papieru do drukarki służbowej.
e) Łapy przy sobie. Większość metod badawczych i terapeutycznych radzi sobie wyłącznie za pomocą koleżeńskiej rozmowy. Jeśli ktoś mówi, że pod pozorem eksperymentu masz się rozebrać, poniżać lub dawać dotykać, to znaczy, że ściemnia i manipuluje. Rzetelni psycho- i socjoterapeuci oddzielają też część badawczą od terapeutycznej. Oznacza to, że albo badamy nowe zjawiska, albo szukamy nowych metod pomocy – do rzadkości należy mieszanie obu zadań.
f) Po badaniu. Jeśli badanie lub interwencja artystyczna mogą być dla Ciebie przykre, to powinna im towarzyszyć tzw. odprawa (debriefing), w trakcie której będzie okazja do wygadania części złych emocji, napicia się ciepłej herbaty, ogrzania się i uspokojenia. Najlepiej jeśli odprawę prowadzi psycholog lub psycholożka niebiorący udziału w samym eksperymencie.
g) Rozpoznanie. Jeśli badanie lub działanie artystyczne dotyczy kwestii trudnych, to zazwyczaj jest poprzedzone rekonesansem, nienagrywaną rozmową, ankietą wstępną itp. Jeśli artystka lub badacz „chcą od razu przejść do rzeczy”, zachowaj szczególną czujność. Hochsztaplerom i partaczkom się raczej spieszy, a osoby rzetelne znajdą czas na herbatę, papierosa i uczciwą odpowiedź na pytania.
h) Wyraźne zakończenie badania. Dobry fachowiec lub specjalistka umie od początku odpowiedzieć na pytanie o to, kiedy skończy się badanie lub eksperyment, co się stanie z materiałem albo czy na końcu będą ciastka. Nie znaczy to, że w sztuce i nauce nie ma niespodzianek i wypadków. Wprost przeciwnie – wciąż nie wiemy wielu rzeczy i dlatego potrzebujemy Twojej pomocy. Jednak profesjonaliści zawczasu myślą o apteczkach, kocach i herbacie.
i) Naprawa świata? Dziennikarstwo, sztuka i nauki społeczne mają bardzo ograniczony wpływ na renty, bezrobocie i biedę. Uczciwa badaczka lub artysta obiecują co najwyżej możliwość wygadania się, spisania historii i przysłużenie się dobru nauki. Jeśli obiecują więcej, prawdopodobnie blefują lub nie ma pojęcia o tym, co robią.
j) Nie Twoja wina. Jeśli dałaś/dałeś się namówić na rzeczy, których żałujesz, to pamiętaj: to jest wina manipulatora/manipulatorki, a nie Twoja. Ludzie w trudnej sytuacji życiowej mają prawo popełniać więcej błędów niż inni. Kto na tym żeruje, nie jest godzien miana artystki, dziennikarki, badacza społecznego.
k) Twoje życie, moja praca. Zawsze masz prawo wyrzucić mnie za drzwi, przerwać wywiad, cofnąć zgodę na eksperyment. Nie musisz podawać powodu, nie musisz nikomu nic udowadniać. Jeśli nie zadbałem o zabezpieczenie badania, to znaczy, że to ja schrzaniłem robotę. Tak było w tym przypadku, gdy kosztem cierpienia i złudzeń radomian warszawski redaktor dowiedział się kilku banałów.

Powyższe punkty to mój prywatny kodeks etyki badawczej. Niestety nie wszyscy badacze i artystki się do niego stosują. Wiedząc o tym, zdecydowanie mniej ufam osobom, które te kryteria świadomie lekceważą. Rzetelny reporter, artystka czy badaczka nie boją się pytań ze strony uczestników, nie szukają „łatwego szoku”, szanują zdanie uczestniczek i nie oszukują. Ja sam nie badam m.in. grup faszystowskich (np. ONR), bo obawiam się, że z powodu osobistej niechęci mógłbym nie spełnić swoich wymagań. Wiem, że opisane zasady są wymagające, a w mediach, kulturze i nauce brakuje pieniędzy i czasu. Ale skoro mamy mało zasobów, to partactwo nie sprawi, że społeczeństwo zaufa nam bardziej.

Na zakończenie powiem jeszcze jedno. Być może spotkamy się kiedyś tam, gdzie żadne z nas nie chciałoby się znaleźć. Być może różnimy się gustem, pensją lub liczbą przeczytanych książek. Nie wiem, czy umiałbym sobie poradzić na Twoim miejscu. Nie we wszystkim będziemy się zgadzać, bo jako badacz mogę patrzeć na sprawy inaczej niż uczestnicy i uczestniczki badania.

Jestem socjologiem kształconym i pracującym za Twoje podatki. Szanuję Cię jako współobywatela/współobywatelkę. Ty i tak dajesz mi bardzo dużo – swoją wiedzę, swoje doświadczenia, swój czas lub po prostu obecność. Jeśli nie umiem tego uszanować, to znaczy, że jestem partaczem – a sztuka, dziennikarstwo czy nauka poradzą sobie lepiej beze mnie.

Zdjęcie: sophie&cie

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *