AUTOR

Paweł Woźniak

publicysta

Fenomen papieskiego PR-u (niektórzy rzekliby – charyzmy) polega na tym, że każdy widzi i słyszy to, co chce. I tak, część polskiej lewicy, spragnionej jak kania dżdżu nowego popularnego przywódcy, chce we Franciszku widzieć „lewaka'”, zaś prawica – obrońcę tradycyjnych katolickich wartości.

Działa to jednak jak miecz obosieczny: lewicowcy wytykają papieżowi, że jest zbyt konserwatywny, z kolei prawicowcy (krytykujący go zresztą znacznie częściej) zarzucają mu przesadną postępowość. Z podobnymi ocenami spotykał się m.in. Jan Paweł II. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że papież jest nie tylko przywódcą religijnym, ale także głową Państwa Watykańskiego, a więc politykiem, a jego wypowiedzi mają zawsze polityczne tło i również w takich kategoriach można próbować je odczytywać.

Pojęcia „lewicy” i „prawicy” od dłuższego już czasu ulegają zatarciu – tak na świecie, jak i w Polsce. Jednak błędem byłoby traktowanie nauk Franciszka jako rzekomej kondensacji, rozumianej historycznie i klasycznie, lewicowości (1). To raczej kolejna odsłona współczesnej chadecji (chrześcijańskiej demokracji), mającej korzenie m.in. jeszcze w encyklice Leona XIII Rerum novarum z ostatniej dekady XIX wieku. Kościelna doktryna zaadaptowała wówczas na swoje potrzeby wyselekcjonowane elementy różnych modnych trendów – socjalistyczno-socjaldemokratycznych, liberalnych oraz szczególnie sobie bliskich – konserwatywnych. Taka eklektyczna mozaika miała zagwarantować dotarcie do jak największej liczby wiernych i odbicie ich z kręgu wpływów „bezbożnych” ideologii, tak nośnych zwłaszcza w epoce przemysłowej rewolucji. Już od pierwszych wieków funkcjonowania Kościoła rzymskokatolickiego, co zresztą nie jest tożsame z pierwszymi wiekami chrześcijaństwa, „chrzczono” i adaptowano obce wierzenia i poglądy filozoficzne. Także chadecja wyrażała i do dziś wyraża – na niwie politycznej – tę tendencję ku „adaptacjonizmowi”, pogłębioną w trakcie II Soboru Watykańskiego pod słynnym hasłem aggiornamento (uwspółcześniania).

Chadeckie nauczanie społeczne według Franciszka (2) ma odcienie lewicujące (jak troska o biednych i wykluczonych), miejscami może wydawać się nawet bliskie socjaldemokracji, ale lewicą nie jest. Być może ku rozczarowaniu niektórych utożsamiających się z nią publicystów, chcących widzieć w papieżu także swojego ideowego ojca czy przynajmniej dziadka, podczas gdy może być on uznany zaledwie za dalszego krewnego. Trudno zaprzeczyć różnicom. Otóż, nieodmiennie, podstawową komórką społeczną według chadecji jest rodzina (3), podczas gdy punktem wyjścia dla teorii liberalnych jest jednostka, a dla lewicowych czy marksistowskich – klasa społeczna. Chrześcijańska demokracja nie kwestionuje prawa własności, ale zwraca uwagę na konieczność jej „właściwego użytkowania”. Odmawia państwu prawa do zbyt głębokiej ingerencji w życie społeczne (w tym także jego nadmiernej korekty), wzywając raczej do tzw. pomocniczości. Nie pozostała bez wpływu na oblicze współczesnego świata i nawet znaczna część obowiązującego porządku prawnego wywodzi się właśnie z tej kościelnej, jakby nie patrzeć na swój sposób szlachetnej, doktryny.

W Polsce tradycyjny podział na lewicę i prawicę jest szczególnie nieostry. Cała scena polityczna jest przesunięta na prawo, postulaty socjalne (i taki też elektorat) w dużej mierze przejęła prawica, zaś głównonurtowa, a dziś już pozaparlamentarna lewica kojarzy się głównie z drogimi samochodami, kawiorem, a niekiedy wręcz z apologią „niewidzialnej ręki rynku” (podejmowaną swego czasu m.in. przez premiera Millera). Na tym tle chadecki de facto konserwatyzm (tak, trzeba to nazwać i powiedzieć!) papieża Franciszka może wydawać się co poniektórym emanacją, a wręcz jaśniejącą gwiazdą lewicowości, rozpraszającą mroki polskiego firmamentu społeczno-politycznego – odległego przecież od kolorów tęczy. Należy jednak mieć świadomość, że jest to wciąż konserwatyzm. Choć tak różny od tego znanego i dominującego w Polsce. Oparty raczej na umiarze, niż wojowaniu. Bardziej współczujący niż pogardzający drugim człowiekiem, przyjmujący niż odrzucający. Potrafiący dialogować, bo wyrosły w odmiennych, latynoamerykańskich warunkach. Wzywający wreszcie do otwarcia się na bliźniego, nawet jeśli jest ciemnoskórym uchodźcą czy imigrantem (co szczególnie w dobie kryzysu migracyjnego i związanych z nim problemów może być dla części publiki szokujące; notabene część integrystycznej prawicy wolałaby chyba papieża na miarę Urbana II, który w XI w. wzywał do „świętej wojny” przeciwko światu muzułmańskiemu, w zamian za udział w niej obiecując odpust zupełny).

Wiele wypowiedzi papieża Franciszka może urzekać. Wiele wydaje się trafnych. Z tych, jakie padły podczas minionych już Światowych Dni Młodzieży w Polsce, można wymienić m.in. – idealistyczne oczywiście, jak na przywódcę religijnego przystało – wezwanie do odnajdywania Boga w bliźnim potrzebującym pomocy, wynikające z przykurzonego już nieco tekstu Ewangelii. Zauważenie, że okrucieństwo nie jest rozdziałem raz na zawsze zamkniętym w historii poza bramami Auschwitz, ale trwa do dziś, że wielokulturowość nie jest zagrożeniem, lecz szansą (to pewnie przemilczą albo „należycie zinterpretują” przynajmniej niektóre rodzime media), czy że wyjmowanie cennika przez księży przy udzielaniu sakramentów jest karykaturą duszpasterstwa. „Kwiatki papieża Franciszka” pewnie jeszcze nieraz zaskoczą świat. Niemniej jednak kwitną one wciąż w ogrodzie tradycyjnego uniwersalizmu katolickiego. I oczywiście trudno byłoby po papieżu oczekiwać czegoś innego.

Piękne słowa znajdujemy nie tylko u Franciszka, ale także w Ewangelii, do której nie raz i nie dwa się on odwołuje. Także, przechodząc od sfery sacerdotium do imperium, w polskiej Konstytucji. Jednak często pozostają jedynie słowami, deklaracjami, życzeniami… Słowami, którym z drugiej strony przeczy rzeczywistość, rządząca się raczej prawami darwinowskiej walki o byt. Ile z nich zostanie choćby w samej pamięci, zbiorowej i indywidualnej, po wyjeździe Franciszka z Polski? Ile z nich doczeka się choćby częściowego urzeczywistnienia?

Czy „ochrona życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci” nie będzie rozumiana przez gros polskiego społeczeństwa, duchowieństwa i klasy politycznej raczej jako „ochrona życia od poczęcia aż do (żądanej, choć to obecnie niemożliwe prawnie) kary śmierci”? A czy „gotowość do przyjmowania uciekających przed wojną i głodem” nie zakończy się na ich przyjmowaniu, ale w obozach dla uchodźców, umiejscowionych bezpiecznie poza granicami naszego kraju? Czy politycy nie zapałają miłością do swoich nieprzyjaciół, ale taką, jakiej nie powstydziłby się sam markiz de Sade? Czy księża, zamiast wyjmowania cenników, nie będą ich po prostu obwieszczać? I czy pośród prostego ludu nie zachowa się jedynie – tak odległa, jak i „miasto na siedmiu wzgórzach” – anegdotka o „chciwych biskupach i łaskawym papieżu”…?

1 Przy przyjęciu utrwalonego rozumienia lewicy jako kierunku polityczno-społecznego głoszącego hasła sprawiedliwości społecznej, egalitaryzmu i konieczności postępu (za Słownikiem języka polskiego PWN)

2 Na marginesie można zaznaczyć, iż nauczanie Franciszka jest jak na razie słabo rozbudowane, zwłaszcza jeśli chodzi o formę pisemną. Nie dał się dotąd poznać jako papież, który lubiłby się „rozpisywać” (by wymienić chociażby encykliki), a więcej jego wypowiedzi znanych jest w formie ustnej. Zasłynął jako papież mówiący prostym językiem do prostego ludu, a nie jako intelektualista, co zresztą koresponduje z utrwaloną m.in. w hagiografii postawą jego imiennika, Franciszka z Asyżu.

3 Co skądinąd nie musi być traktowane jako tożsame z tekstem Ewangelii, gdzie ponad rodzinę stawiana była raczej wspólnota wiernych/wspólnota duchowa (por. Mt, 12, 46-50). Sama zaś chadecja jako nurt społeczno-polityczny może mieć także inne odsłony niż ta rzymskokatolicka.

Zdjęcie: Wikipedia

drukuj

KOMENTARZE

  1. W oryginalnym, przesłanym, tekście sformułowanie „głowa Kościoła” pojawiało się raz (w kontekście spotkania członków Episkopatu Polski z głową [domyślnie – ich] Kościoła, podczas którego wg biskupa Pieronka miały paść przywołane słowa o cennikach dotyczących sakramentów). Natomiast w zamieszczonym tekście to sformułowanie występuje częściej. Jest jasne, że chodzi (kontekstowo) o głowę „tego” Kościoła rzymskokatolickiego, do jakiego odnosi się tekst. Niemniej, gdyby trzymać się Ewangelii (która jest oczywiście interpretowana na różne sposoby) – głową Kościoła (w ogóle) jest Chrystus. A sam tekst powyżej był komentarzem napisanym „na gorąco” do ŚDM w Polsce i, pojawiającego się w publicystyce, określania papieża jako rzekomego „lewicowca”.

    1. Szanowny Autorze,

      Zmieniliśmy pojawiające się w tekście dwukrotnie sformułowanie „głowa Kościoła” – dodane, być może niesłusznie, w trakcie redakcji językowej, za co przepraszamy na określenie „papież”.

      Pozdrawiam

  2. Szanowny Autorze,
    Zmieniliśmy sformułowania, w których użyto – być może niesłusznie, za co przepraszamy – określenia „głowa Kościoła”.

  3. Artykuł ciekawy i autor trafnie zwraca uwagę na pewne problemy z budowaniem narracji wokół papieża Franciszka. Ale wydaje mi się, że jego teza o niemożności przypięcia papieżowi łatki lewicowca nie jest wykazana. Artykuł mówi: „Pojęcia „lewicy” i „prawicy” od dłuższego już czasu ulegają zatarciu”. To połowicznie prawda. Pojęcia lewicy i prawicy ulegają niekończącej się renegocjacji i ewolucji, i tak było zawsze. Sam autor wpada w swoją pułapkę definiując lewicę posługując się słownikiem PWNu (sprawiedliwośc społeczna, egalitaryzm, postęp) a kilka paragrafów później twierdząc, że punktem wyjścia dla lewicy jest pojęcie „klasy” (w rozumieniu marksistowskim) a nie rodzina. Pod pierwsza definicja podpisałoby się pewnie 90% społeczeństwa, pod drugą jakaś garstka doktrynerów. Dodajmy, że 1) pojęcie lewicy jest starsze niż marsksizm i 2) sposób używania pojęcia „klasa” przez lewicę przedwojenną był różny. Nie zawsze szła przecież za nią metyfizyka wojny klas.
    Autor stara się przypiąć papieżowi łatkę chadeka, dzieląc świat na lewicę/liberałów/chadeków. Ten podręcznikowy podział wykwitł jako doktryną w naukach politycznych po 2 Wojnie, i jest nie tylko opisem rzeczywistości, ale przede wszystkim narzędziem chadeków w budowaniu swojej własnej tożsamości! To chadecy są za rodzina, a nie Ci wstrętni socjaliści, mówią chadecy, jednocześnie garściami czerpiąc z tradycyjnej niekomunistycznej myśli lewicowej. Ale ten efemeryczny twór jakim była chadecja, po pierwsze w pełni znalazł wyraz tylko w Niemczech, skandynawii i krajach Beneluksu (prawica francuska i brytyjska tylko połowicznie odpowiadają tej wizji), po drugie pod koniec 20wieku uległ całkowitemu rozkładowi właśnie z powodu braku solidnej bazy teoretycznej.
    Nie rozpisując się więcej, skoro pojęcia lewicy i prawicy są elastyczne i podlegają nieustającej zmianie (nie ma żadnego obiektywnego punktu wyjścia), papież Franciszek jest jak najbardziej lewicowcem, bo w taki sposób jest postrzegany w logice binarnego konfliktu politycznego. Głosi zarówno hasła które uznajemy dziś za lewicowe w sferze gospodarczej (walka z bieda i wykluczniem jako fundament tego pontyfikatu). Wpisuje się w 100% w lewicową narrację dotyczącej uchodźców i Islamu (vide jego komentarze na temat tożsamości europejskiej). I wreszie, Amoris Laetitia otwiera „liberalom” ścieżkę do pewnej elastyczności w sprawach obyczajowych (wbrew tym, którzy twierdzą że ta ekshortacja nic nie zmienia, komentarz dotyczący życia w grzechu jest rewolucyjny). To oczywiście w niczym nie umniejsza tożsamości papieża jako Chrześcijanina. Wręcz przeciwnie, to tylko wykazuje, że „lewicy” może być dzisiaj bliżej do Chrześcijaństwa niż jej oponentom.

    1. Trudno w krótkim komentarzu rozwiać wszelkie wątpliwości i zgłębić wszelkie niuanse (wówczas nie byłby to już komentarz). A i żaden tekst nie zadowoli wszystkich.
      Zwykle pochodzenia pojęcia „lewicy” i „prawicy” upatruje się w parlamencie francuskim po rewolucji tzw. (trochę też po marksistowsku) burżuazyjnej 1789 r., kiedy po lewej stronie sali zasiadali zwolennicy reform republikańskich, sekularyzacyjnych, po trosze egalitarnych, a po prawej bardziej zachowawczo nastawieni przedstawiciele arystokracji, szlachty i duchowieństwa. Po środku tzw. bagno, czyli centrum (bez obrazy dla centrystów, wszak centrum może absorbować różne interesujące idee z obu stron politycznego sporu). Później te pojęcia ewoluowały, aż do dziś, jak zauważa także przedmówca. Nie da się ukryć, że przez pewien czas na pojęciu lewicowości szczególnie zaciążył marksizm w różnych odmianach, dziś już także – można by stwierdzić – nieco przykurzony (jako nurt). Ale i inne radykalne nurty i ruchy, w tym m.in. anarchistyczne. To – jeśli weźmiemy tę radykalniejszą wersję rozumienia lewicowości. Bo niektórzy zaliczają do niej nawet także „klasyczny” liberalizm czy socliberalizm. Przykłady liberalizmu i marksizmu – przeciwstawione chadecji – w tekście to oczywiście tylko przykłady. Każde pojęcie ewoluuje i jest względne, ale mimo tego można próbować doszukiwać się jakichś „definiensów”, znaczeń czy źródłosłowów. Utrwalonych także w słownikach i innych źródłach. Szukamy jakichś sensów, aby próbować się porozumieć. Każde znaczenie i każdy podział jest uproszczeniem ograniczonym w czasie i przestrzeni, podlegającym krytyce, a jednak przynajmniej czasami się przydaje.
      Nie było pomysłem autora tego tekstu wtłaczanie na siłę papieża Franciszka w ramy tradycyjnej osi lewicowość-prawicowość. Taka „etykieta” (być może rzucona raczej jako pewien slogan retoryczny?, w nagłówkach medialnych) Franciszka jako „przywódcy światowej lewicy” pojawiła się niedawno w polskiej, tutaj znowu to sprawiające tyle kłopotu słówko, lewicującej publicystyce.
      A jeśli już skupiać się na szczegółach i różnicach w doktrynach politycznych, to jednak postrzeganie społeczeństwa albo przez pryzmat rodziny (tradycyjna katolicka chadecja), albo klasy czy też kolektywu pracowniczego (radykalni lewicowcy) ma znaczenie i przełożenie na konkretne rozwiązania społeczne. U chadecji szło za tym poparcie dla tzw. płacy rodzinnej, jak u Leona XIII. Otóż zarobek najczęściej ojca rodziny miał wystarczać na utrzymanie wszystkich jej członków, w tym oddającej się opiece nad dziećmi małżonki (choć Franciszek mówił podczas jednego ze swoich wyjazdów, że katolicy nie muszą być jak króliki, ot, przełom w nauczaniu ;) ). Marks, a szczególnie Engels widzieli to (w tym także rolę kobiety) inaczej. A więc różnice, jakby nie patrzeć, są. Choć z drugiej strony te i inne nurty także się wzajemnie przenikały i stymulowały, na co zwrócono uwagę w tekście.
      Nie znam natomiast wypowiedzi papieża Franciszka dotyczącej „życia w grzechu”, ale wg nauczania Kościoła rzymskokatolickiego z większości grzechów można się z powodzeniem – nawet u samego kresu „ziemskiego żywota” – wyspowiadać. W ostateczności pozostaje także szansa na czyściec. Również uważany oficjalnie w tym Kościele za „mistrza” – Jezus z Nazaretu – słynął z dość liberalnego, zwłaszcza jak na tamte czasy (I w. ne.), podejścia do „grzeszników”. Później niektórzy i z niego próbowali zrobić „rewolucjonistę”, niekiedy nawet z „karabinem na ramieniu”, stosując bliskie sobie – ideologicznie – klisze i pojęcia. Ale chyba nie o „taką” rewolucję (jeśli wierzyć zapisom kanonicznych Ewangelii) chodziło Nazarejczykowi ;).

      1. Oczywiście tu się zgadzam. Marksistowska koncepcja relacji społecznych jest bez wątpienia inna od tej prezentowanej przez Leona XIII. Bardziej chciałem zwrócić uwagę na fakt, że te różnice dosyć szybko uległy zatarciu w praktyce politycznej. Czy klasyczna lewica z poczatku XX wieku byłaby przeciwna idei, że mężczyzna powinien samodzielnie ze swojej pensji utrzymać rodzinę? Bez wątpienia nie. Dzisiejsza lewica odwołująca się do klasycznych koncepcji sprawiedliwości społecznej też w pełni by się pod deklaracja Leona XIII podpisała, choć podkreślałaby rolę równouprawnienia. Z drugiej strony czy nauka społeczna kościoła dzisiaj nie jest zdecydowanie bardziej otwarta na możliwość zawodowej samorealizacji kobiet? Jest. W praktyce różnica pomiędzy koncepcją sprawiedliwości społecznej rozumianą przez Kościół i poprzez niekomunistyczną lewicę są zupełnie niuanse.

        Chciałbym też zwrócić na jeszcze jeden aspekt. Kiedy prasa pisze o Franciszku jako liderze lewicy to ma to nie tylko charakter deskryptywny, ale również performatywny. To znaczy, że papież staje się symbolicznym obrońcą tego co określamy mianem wartości lewicowych. Tożsamość lewicowa ewoluuje i posiłkuje się w coraz większym stopniu narracją papieża Franciszka. Innymi słowy, to nie papież wpisuje się w narrację lewicowa, ale ją kształtuje. Nie jest to trudne, bo nie ma na tym polu dziś na świecie żadnej konkurencji. Alians „nowej lewicy” z korpo-neoliberalizmem utrwala się z jednej strony, z drugiej zaś trumpistyczny natywizm, odwołujący się do wartości których nie rozumie, staje się nowym trendem. Klasyczna lewica potrzebuje silnego głosu, żeby znaleźć swoje miejsce na tym rynku idei. Papież to nowa nadzieja tej „klasycznej lewicy”. Oczywiście ten sojusz jest bardzo kruchy. Wymaga pewnej elastyczności że strony Kościoła wobec rewolucji obyczajowej, oraz wyzbycia się chrystofobii na lewicy. Pożyjemy zobaczymy :) W każdym razie będę bronił lewicowości papieża:)
        Pozdrawiam

        1. „Nie jest to trudne, bo nie ma na tym polu dziś na świecie żadnej konkurencji. Alians „nowej lewicy” z korpo-neoliberalizmem utrwala się z jednej strony, z drugiej zaś trumpistyczny natywizm, odwołujący się do wartości których nie rozumie, staje się nowym trendem. Klasyczna lewica potrzebuje silnego głosu, żeby znaleźć swoje miejsce na tym rynku idei. Papież to nowa nadzieja tej „klasycznej lewicy”. Oczywiście ten sojusz jest bardzo kruchy. Wymaga pewnej elastyczności że strony Kościoła wobec rewolucji obyczajowej, oraz wyzbycia się chrystofobii na lewicy.”

          Podobno na bezrybiu i rak ryba. A na pustyni widuje się fatamorgany. Czasem są one odzwierciedleniem faktycznie istniejących obiektów, a czasem tylko czyimiś projekcjami. Istotnie, sojusz – jeśli w ogóle można tu mówić o sojuszu (być może punktowym, w niektórych sprawach) – jest kruchy. A elastyczność wobec tzw. rewolucji obyczajowej ze strony Kościoła to, jak na chwilę obecną, raczej (nie)pobożne życzenie. Chyba że mówimy o dopuszczeniu „grzeszników” do spowiedzi, udzielaniu „rozgrzeszenia” i okazywaniu „miłosierdzia”. Tak, tutaj papież nie widzi aż tak wielkich przeszkód, „o ile skrucha jest szczera”. Poza tym moralne standardy ujęte w nauczaniu Kościoła nie zawsze, żeby nie powiedzieć rzadko kiedy – są przestrzegane nawet w samych jego strukturach. „Mówią bowiem, a nie czynią”.
          Papież Franciszek podaje po prostu tradycyjne nauczanie Kościoła w bardziej strawnej dla współczesnych mas, przyjaźniejszej formie. Można powiedzieć, że jest dobrym PR-owcem. Niektórzy dzielą – przenośnie – polityków na „lisów” (stosujących podstęp, grę) i „lwów” (stosujących raczej przemoc i budzących strach). Franciszek zapisałby się raczej do tej pierwszej kategorii.

          1. Przy „tradycyjności” rozumianej oczywiście w owej formie „uwspółcześnionej” (a więc nie jest to już wspomniany Urban II czy Grzegorz XVI).

          2. O, i tu zupełnie się nie zgadzamy. Akurat w sprawach obyczajowych Kościół w ciągu ostatnich dziesięcioleci poszedł na mnóstwo kompromisów i podążył za rewolucją obyczajową. Jeszcze bardzo niedawno wytaczał ciężką artylerię przeciw legalizacji cywilnow rozwodów we Włoszech (1970), Hiszpanii (1981), Irlandii (1995) czy Malcie (2011). Obecnie legalność rozwodów to „new normal”. Katechizm mówi o konieczności przyjmowania rozwodników w nowych związkach w Kościele, duszpaterstwo dla takich osób nieustajaco rośnie, Amoris Laetitia de facto otwiera drogę do elastycznego podejścia w przyjmowaniu eucharystii. O ironio, na czele prawicowej prokoscielnej, publicznej tvp stoi Katolik Jacek Kurski, który zostawił żonę z dzieckiem dla sekretarki. Jeszcze nie tak dawno byłby to obyczajowy skandal. Dziś nawet „prawa” strona Kościoła zintegrowała rozwód jako część normy i nikt Kurskiego nie oskarża o sianie zgorszenia czy hipokryzję, uznajac to za jego prywatna sprawe.
            Pozycja Franciszka wobec gejów czy związków niesakramentalnych też jest szalenie liberalna. Wielu hierarchów w praktyce przystaje na możliwość legalizacji cywilnych związków homoseksualnych. Inną przegraną walką Kościoła jest antykoncepcja. Nikt się nie łudzi, że moglibyśmy, albo nawet powinniśmy jej zakazywać. Kościół co najwyżej walczy by aptekarze mogli odmawiać jej sprzedaży. Tak więc akurat jeśli chodzi o rewolucję obyczajową, to Kościół i tak wykonał wirwolte. Kością w gardle jest aborcja, ale w innych sprawach kompromisy są jak najbardziej ideowo możliwe. Oczywiście Nowa Lewica nigdy nie będzie usatysfakcjonowana, ale klasyczna lewica społeczna jak najbardziej ma otwarte pole do dialogu. Kolejny dowód na to, że konwergencja lewicy i Kościoła jest możliwa.

          3. Kościół rzymskokatolicki (oficjalnie) nie uznaje rozwodu ani antykoncepcji za część normy, raczej ew. po cichu przyzwala i rozgrzesza. Ale nie pochwala. Nie chce przecież tracić wiernych. Na pewno Franciszek (jeszcze jako biskup, kardynał) wyrósł w odmiennych warunkach, latynoamerykańskich – argentyńskich, gdzie – jeżeli mowa o sprawach obyczajowych – np. zgoda na cywilne związki partnerskie jednopłciowe była uważana za kompromis wobec rządowego projektu legalizacji takich małżeństw. Nie był także noszony na rękach przez rządzących polityków, stąd może ma w sobie ciut więcej pokory (?). W Polsce te pozycje (Kościoła, partii politycznych) kształtują się inaczej. Ale to co głosi Franciszek, to jednak raczej przesunięcia taktyczno-retoryczne, a nie jakaś „rewolucja” obyczajowa. Zresztą, papieski rygoryzm moralny (patrząc historycznie) kończył się zwykle tam, gdzie zaczynały się wielkie pieniądze (np. dyspensy dla członków rodów arystokratycznych czy królewskich dla zawierania związków kazirodczych etc.). Albo, gdzie chodziło o własne grzechy, a tych w „mieście na siedmiu wzgórzach” nigdy nie brakowało. Ale to już inna historia.

          4. A konwergencja (punktowa, ale nie – całościowa) jest oczywiście możliwa. O tym m.in. był także ten tekst. Pozdrawiam.

  4. I może jeszcze ciekawy (i niejako wpisujący się w tezę powyższego komentarza) cytat z papieża Franciszka:
    „Odnośnie uznawania, czy ktoś jest komunistą, czy nim nie jest, jestem przekonany, że nigdy nie powiedziałem nic ponad to, co głosi Katolicka Nauka Społeczna. Jeden z dziennikarzy zapytał mnie, czy jeżeli wyciągnę rękę do różnych popularnych ruchów społecznych, to Kościół wciąż będzie za mną podążał? Odpowiedziałem mu, że to ja jestem tym, który podąża za Kościołem. W tym kontekście myślę, że się nie mylę. Wierzę, że nigdy nie powiedziałem czegoś, co nie jest częścią Katolickiej Nauki Społecznej. Różne sprawy domagają się wyjaśnienia. Być może te zaproponowane przeze mnie sprawiają wrażenie nieco »lewicowych«, jednak nie należy tego tak interpretować. To, co zawarłem w »Laudato si’« (Pochwalony bądź), kwestie chociażby imperializmu ekonomicznego, to są elementy Katolickiej Nauki Społecznej. A jeżeli będzie to konieczne, jestem gotów publicznie złożyć wyznanie wiary” (za: http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,23583,franciszek-odpowiada-na-zarzuty-ze-jest-antychrystem-antypapiezem-i-komunista.html ).

    1. Może to cynizm, może sztuczne przeciąganie debaty, ale nie jestem pewien czy komentarz Franciszka coś rozwiązuje. Papież nie przekroczył granic Katolickiej Nauki Społecznej. Ale kto ustala jej granice? Papież? Po pierwsze, ta tradycja jest niezwykle młoda, po drugie, biorąc pod uwagę błyskawiczne tempo zmian ekonomiczno-społecznych, musi być nieustannie odświeżana. Garściami więc czerpie z innych tradycji: np. lewicowej myśli dotyczącej środowiska (Laudato Si). Uważam, że Katolicka Nauka Społeczna jest szalenie pozytywnym, ale jednak niesamodzielnym prądem intelektualnym. W tym sensie, prawica może oskarżać jak najbardziej Franicszka o lewicowość i „komunizm” właśnie dlatego, że przeciąga Katolicke Naukę Społeczna w tym kierunku.

      1. Oczywiście, że jest eklektyczna i czerpie garściami z innych tradycji (od swojego początku – w tej współczesnej formie – aż do dziś). Prawica o lewicowość i „komunizm”, a część tej bardziej pryncypialnej lewicy o nadmierny konserwatyzm (zależy jak dla kogo). ;) Jednak to też ma chyba pewne znaczenie, co ma w tym temacie do powiedzenia sam zainteresowany. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *