gościnnie, Michał Bilewicz

Dlaczego nie pójdę w Czarnej Procesji?

AUTOR

Michał Bilewicz

ur. w 1980 roku. Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie zajmuje się eksperymentalną psychologią społeczną, polityczną, a ostatnio również neurofizjologią żywienia i psychotraumatologią. Obecnie jest wizytującym profesorem na Uniwersytecie w Lipsku. Od czasu do czasu pisze na temat polityki naukowej.

W najbliższą środę, w samo południe, zbuntowani humaniści odziani w żałobne szaty przemaszerują przed Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Choć ich protest odbędzie się również w moim imieniu, a postulaty podwyższenia finansowania na naukę i walki ze śmieciówkami są mi bliskie, tym razem zostanę w domu. Dlaczego? Przeczytajmy treść zaproszenia, a zrozumiemy, o co chodzi Komitetowi Kryzysowemu Humanistyki Polskiej.

Grantofobia, czyli konserwowanie akademickiego feudalizmu

Komitet zamierza skłonić Ministerstwo wyłącznie do zwiększenia dotacji statutowej – bez jednoczesnego dofinansowania grantów badawczych. Piszą: „granty, wbrew zapewnieniom, nie promują najlepszych; promują najsilniejszych, a czasem po prostu najlepiej ustawionych w feudalnej hierarchii”.

Po pierwsze, stwierdzenie to jest obraźliwe wobec osób, które uzyskały granty badawcze, choćby z Narodowego Centrum Nauki czy Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki. Jest tu obecne założenie, że osoby realizujące tego typu granty to sitwa, która zdobywa środki dzięki kumoterstwu i układom. Co więcej, słowa te podważają niezależność instytucji takich jak NCN. A Rada Narodowego Centrum Nauki to przecież grupa naukowców, wytypowanych przez czołowe polskie uczelnie, instytuty i stowarzyszenia naukowe. To oni decydują o składzie zespołu ekspertów oceniających granty.

Twierdzę, że – jak na nasze środowisko – efekt tej procedury jest zaskakująco dobry. Sam mam za sobą doświadczenie odrzucenia mojego wniosku przez zespół ekspercki, udało mi się też potem jeden grant w NCN uzyskać. Miałem też okazję zasiadać w zespołach eksperckich, wspólnie z socjologami, pedagogami, ale też z historykami, teologami i antropologami. Jako zespół ekspercki rekomendowaliśmy wiele grantów z bardzo różnych dziedzin; miliony złotych zostały przeznaczone na społeczne badania jakościowe czy studia nad archiwami – sam wielokrotnie poleciłem projekty o podejściu bardzo odległym od moich badań. Struktura zespołów eksperckich NCN umożliwia docenienie ważnych i międzynarodowo uznanych dokonań, niezależnie od dyscypliny czy metodologii reprezentowanej przez ekspertów. Decyzje są zwykle podejmowane zgodnie – naukowcy-eksperci potrafią się porozumieć o wiele łatwiej niż politycy.

Drugi powód, dla którego nie zgadzam się z grantofobią Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej, jest bardziej prozaiczny. Uważam, że dziś to właśnie granty są w stanie rozbić największą patologię polskich uczelni, jaką jest chów wsobny i uniemożliwianie karier najlepszym uczonym. Jak na razie to właśnie granty są jedynym sposobem na zapewnienie możliwości pracy i badań osobom nienależącym do układów rządzących wydziałami i instytutami humanistycznymi w Polsce.

Pracując nad etycznym modułem Paktu dla Nauki (przygotowanym przez ruch Obywateli Nauki) zobaczyłem, w jak głęboko patologicznej sytuacji się znajdujemy. Większość konkursów w polskich instytutach humanistycznych jest ustawionych przez profesorów pod konkretne osoby. Jednostki niepokorne, o znacznie wyższym dorobku, nie mają szans na zdobycie etatu na uczelni. Co więcej, osoby z doktoratami najlepszych uczelni (nawet Oksfordu), po stażach podoktorskich na doskonałych uniwersytetach, mają nikłe szanse na zatrudnienie na polskiej uczelni. Jedynym sposobem na zatrudnienie są więc granty badawcze, które oceniane są poza jednostką i pozwalają na zatrudnienie w polskiej uczelni z obejściem zastanych struktur władzy. Od niedawna NCN wspiera też etaty zamiast dominujących dotąd umów śmieciowych.

Gdy nie będzie systemu grantowego, osoby z doktoratami zagranicznych uczelni może nigdy nie wrócą do Polski, a my stracimy szanse na rozwój i umiędzynarodowienie naszego życia intelektualnego. Również w moim zespole, dzięki systemowi grantowemu, pracują wspaniali naukowcy, którzy doktoraty zrobili na niemieckich uniwersytetach w Jenie czy Bremie. Trudno mi wyobrazić sobie, żeby na takie osoby czekał etat na jakimkolwiek humanistycznym wydziale – w Polsce niestety zawsze w pierwszej kolejności zatrudniony będzie wychowanek własnej uczelni.

Jakiś czas temu uczestniczyłem w zebraniu zakładu kierowanego przez jednego ze znanych polskich uczonych, sygnatariusza kolejnych „oburzonych protestów”. Na zebraniu pan profesor oświadczył: „będziemy mieć teraz dwa konkursy do naszego zakładu, i ogłosimy je tak, żeby w pierwszym wygrał pan X, a w drugim pan Y”. Nieważne, że nie mają na koncie wielu prac naukowych. Ale są wychowankami pana profesora i stąd prosta droga do zatrudnienia.

Wobec tego bezmiaru patologii, jedynym sposobem na uzdrowienie sytuacji są granty. To dzięki nim najzdolniejsi mogą znaleźć pracę na uczelni – nawet jeśli nie chadzali na piwo z dziekanem i nie są na „ty” z kadrą profesorską. Fakt, że coraz więcej grantów jest recenzowanych za granicą, pozwala nam nieco rozbić feudalne struktury, które rządzą polskimi jednostkami naukowymi. Znam wielu utalentowanych uczonych, którzy wrócili do Polski z zagranicy tylko dlatego, że mogli tu zostać zatrudnieni w ramach grantu. Na normalne etaty w naszym środowisku nie mieliby co liczyć.

Kto gdzie ma małe miasteczka?

Kolejne niepokojące sformułowanie w apelu Komitetu Kryzysowego to sugerowanie zbrodniczych intencji Ministerstwa wobec mniejszych uczelni. Piszą oni: „Nieukrywany plan wyniszczenia szkolnictwa wyższego we wszystkich niemal ośrodkach pozametropolitalnych powoduje intelektualne pustynnienie kraju.”

Do niedawna wiele małych ośrodków naukowych prowadziło w Polsce pseudo-akademicką działalność opartą na profesorach dojeżdżających z dużych uczelni, którzy wpadali na jeden dzień, wygłaszali wykład, po czym wracali do Krakowa czy Warszawy. Był to zwykle ich drugi, albo nawet i trzeci etat. Takie uczelnie tylko podtrzymywały centrowo-peryferyjne relacje Warszawy z Białymstokiem czy Krakowa z Przemyślem. Studenci z tego nic nie mieli, a ich dyplomy faktycznie niewiele były warte. System ocen jakości jednostek naukowych (tzw. parametryzacja), ograniczenie możliwości dorabiania na wielu etatach i polityka grantowa pozwoliły w pewnym stopniu odsiać ziarna od plew.

Na naszych oczach powstaje właśnie w Toruniu powstaje najmocniejsza psychologia w Polsce – do której właśnie ściągnięto najwybitniejszych naukowców z Warszawy. Będą oni się musieli przenieść do tego niedużego miasta, bo nikt tam nie akceptuje chałtur „dojeżdżających” profesorów. Uniwersytet Mikołaja Kopernika ma już teraz jeden z najsilniejszych w Polsce (jeśli nie po prostu najsilniejszy) ośrodek w dziedzinie socjologii, który teraz rozszerza się o psychologię. Dzięki wysokiej ocenie parametrycznej (otrzymaniu kategorii A+) udało im się pozyskać kolosalne środki na badania i zatrudnić najlepszą w Polsce kadrę. W podobny sposób funkcjonują też niektóre nieduże uczelnie prywatne – choćby sopocka SWPS. Marzenie o polskiej Getyndze czy Cambridge jest więc całkiem bliskie realizacji.

W tym systemie ocen jakości, jeśli już ktoś upadnie, to raczej ośrodki najsłabsze, niezależnie od tego czy w Warszawie czy poza nią. Te najlepsze rozwijają się doskonale. Ale bez grantów i zróżnicowanej parametryzacji te małe ośrodki pozostałyby wiecznym miejscem chałtur dla dojeżdżających wykładowców z dużych miast.

Piekło i niebo humanistów

Jednym z notorycznie podnoszonych przez Komitet postulatów jest niedofinansowanie i niski status polskiej humanistyki. Gdy porównamy jednak Polskę ze Stanami Zjednoczonymi czy Wielką Brytanią, naprawdę nie jest źle. Po pierwsze, status społeczny polskich humanistów jest stosunkowo wysoki – to oni stanowią intelektualne zaplecze partii politycznych czy wypowiadają się w mediach jako eksperci. Socjologiczne analizy Tomasza Zaryckiego i Tomasza Warczoka wykazują, że to inteligencja jest głównym rozgrywającym w polskim polu władzy – a rządzenie jest niemożliwe bez legitymizującego wsparcia humanistów. To polityczne uwikłanie jest też, zdaniem Warczoka i Zaryckiego, główną przyczyną zapaści i peryferyjności polskiej humanistyki. Polityczna pozycja humanistów pozwala im jednak osiągnąć znaczne środki finansowe – humaniści poza grantami z Narodowego Centrum Nauki mogą się też ubiegać o środki z Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki. W Stanach Zjednoczonych pieniądze na badania dostępne dzięki National Endowment for the Humanities są naprawdę znikome w porównaniu do nauk ścisłych czy społecznych wspieranych przez National Science Foundation czy National Institute of Health. Proporcja finansowania nauki, jaka trafia do polskich humanistów, jest zaskakująco wysoka – w porównaniu do sytuacji amerykańskiej humanistyki. Nasza humanistyka jest lepiej finansowana niż nauki społeczne czy behawioralne. Sytuacja ta może zaskakiwać, bo koszt kwerendy archiwalnej bądź bibliotecznej zawsze będzie niższy niż zebranie danych sondażowych z reprezentatywnej ogólnopolskiej próby czy eksperyment z zastosowaniem obrazowania mózgu.

Do tego dochodzą różnego rodzaju konkursy, w których nagrody dla humanistów są nieproporcjonalne do nagród dla przedstawicieli nauk przyrodniczych. W ubiegłym tygodniu odbywał się konkurs „Polacy z werwą” organizowany przez państwowy koncern paliwowy. W kategorii „naukowcy” rywalizowało trzech humanistów: filozof, historyczka idei i specjalista od zarządzania, o orientacji mocno humanistycznej. Nie było ani jednego przedstawiciela nauk ścisłych czy przyrodniczych. A nagroda niebagatelna: 50 tysięcy złotych. Wśród jurorów też sami humaniści (w tym niestety promotor doktoratu jednego z nominowanych naukowców, co nie najlepiej świadczy o normach etycznych tego środowiska…). Czy rzeczywiście więc sytuacja humanistów jest tak dramatyczna?

* * *

Większość słabości, o których pisze Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej, to problemy samego środowiska, którego Ministerstwo jest tylko przedłużeniem. „Cichy pogrzeb polskiej nauki”, o którym możemy przeczytać w apelu, funduje nam raczej grono uczonych, które kwestionuje jakiekolwiek obiektywne kryteria oceny, utrzymuje feudalne struktury i nieprzejrzyste drogi awansu. To środowisko chciałoby otrzymywać całość środków w ramach dotacji strukturalnej i odejść od finansowania grantowego – żeby uniknąć ewentualnej oceny.

Czas wyborów może być dobrym momentem na domaganie się zmian w nauce i szkolnictwie wyższym, a niektóre z postulatów Komitetu Kryzysowego mają sens. Trzeba domagać się umów o pracę jako standardu w zatrudnianiu naukowców i doktorantów. Postulujmy zwiększenie nakładów na naukę. Walczmy z dysfunkcyjnymi formami nieufności, które owocują kolejnymi skomplikowanymi biurokratycznymi procedurami, przetargami i kwantyfikacją ocen dorobku. Nasze środowisko osiągnęło zresztą mistrzostwo w ustawianiu konkursów, obchodzeniu procedur, omijaniu przetargów i „nabijaniu” punktów w ocenach mało znaczącymi publikacjami. Trzeba wprowadzić porządny system ocen jakościowych (czego NCN jest akurat dobrym przykładem), dofinansować granty badawcze, domagać się transparentności w każdym odcinku działalności naukowej i w konkursach. Do tego jednak niezbędne jest uznanie, że nasza  nauka jest częścią nauki światowej, a przed tym Komitet Kryzysowy zdaje się bronić. Alternatywą dla obecnej sytuacji nie może być przecież powrót do epoki znanej z „Barw Ochronnych” Zanussiego.

Postulaty Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej mają charakter wybitnie zachowawczy: cechuje je sentymentalny stosunek do przeszłości, w której każdy naukowiec wynagradzany był identycznie, nikt nie miał pieniędzy na badania, a kariery uczonych zależały od uznaniowych decyzji przełożonych.

Czarna Procesja z 1789 roku była demonstracją reformatorów. W działaniach Komitetu Kryzysowego ducha jakichkolwiek reform trudno dostrzec – widać w nich raczej twarz zaściankowego sarmaty.


drukuj

KOMENTARZE

  1. O tym, że system grantowy jest dotknięty patologią i układami świadczy niedawna historia na Politechnice Wrocławskiej. Poza tym obecne kryteria przyznawania grantów promują nie dobrych naukowców, lecz tych, którzy znają angielski (wymóg publikacji za granicą), co wcale nie musi jedno z drugim iść w parze.

    1. Wspomniane granty w Politechnice Wrocławskiej były przyznane jeszcze przez MNiSW, przed powstaniem NCN. Po powstaniu NCN, zostały przejęte przez tę agencję. To m.in. NCN wykryło nieprawidłowości i doprowadziło do zwrotu środków do budżetu oraz wszczęcia sprawy karnej.

  2. Znamienna data. 10 czerwca. Ciekawe czy wybrana celowo czy po prostu organizatorzy wykazują się całkowitą ignorancją w sprawie reform. Otóż to 10 czerwca 2008 r. śp. Prezydent RP w czasie wręczenia nominacji profesorskich w Belwederze zapowiedział chyba po raz pierwszy publicznie wykorzystanie swoich uprawnień konstytucyjnych dla podtrzymania „polskiej tradycji” kariery akademickiej i nazwał osoby posiadające tytuły naukowe „arystokracją polskiej nauki”. Na portalach żartowano, że arystokracją dziedziczną. Chyba dwa tygodnie później powtórzył tą samą deklarację i tak włożył szprychy w koła reform minister Barbary Kudryckiej.

    To doprawdy chichot losu, że w siódmą rocznicę będą maszerować wspólnie(?) ci którym było na rękę zablokowanie zmian wraz z młodymi, którym groźba weto zablokowała szanse na etaty i głębszą reformę polskiego szkolnictwa wyższego by zwiększyć ich szanse na odnalezienie się na trudnym rynku pracy.

  3. Gwoli ścisłości, w konkursie „Polacy z werwą” co roku wybierana jest inny obszar naukowy (i nauki społeczno-humanistyczne są po raz pierwszy), zatem argument jest w tym zakresie kompletnie chybiony.

  4. A tym czasem ministerstwo podlinkowało powyższy tekst na swojej stronie. Cóż za podlizywanie jest i nagroda. Takie to nowe peryferie (tylko jakoś bardzo z centrum)

    1. „Trzeba domagać się umów o pracę jako standardu w zatrudnianiu naukowców i doktorantów. Postulujmy zwiększenie nakładów na naukę. Walczmy z dysfunkcyjnymi formami nieufności, które owocują kolejnymi skomplikowanymi biurokratycznymi procedurami, przetargami i kwantyfikacją ocen dorobku”. Jeśli Ministerstwo się pod tym podpisuje, to mogę się tylko cieszyć. Zresztą dziś to raczej KKPH płynie na fali politycznego mainstreamu (ktoś powyżej zresztą umieścił link do prezydenta-elekta). W końcu feudałowie i ich wasale to też wyborcy, i to całkiem liczni…

  5. Autor ma racje. Dodać można, że kontrowersje (słuszne) wokół systemu grantowego w Polsce to wynik kondycji samego środowiska – i żadna ustawa tego nie zmieni. Vide – ostatnie zmiany wprowadzone w konkursach NPRH – rozpisane konkursy są merytorycznie, koncepcyjne i logiczne gorsze od poprzednich.
    Niedofinansowanie to jedno, a poziom środowiska to drugie. A tego żadne ustawy nie zmieną

  6. Pominął Pan kluczowy i najtrafniejszy postulat KKHP: zmiana algorytmu finansowania szkół wyższych (zmniejszenie jego totalnego uzależnienia od liczby studentów). Tu mówimy o sumie rzędu 10 miliardów, o pensjach nauczycieli akademickich, Natomiast BST czy NCN to są setki milionów, inny rząd wielkości. Granty z NCN finansujące niewielką liczbę etatów (zresztą niestabilnych), o kilkunastoprocentowym współczynnikiem sukcesu – nie mają większego wpływu na strukturę etatową polskich uczelni. Rząd wciąż utrzymuje, że liczba studentów wpływa tylko na 12% dotacji. Nie wiem czy to tylko niekompetencja, czy po prostu zła wola. A tylko tu tkwi źródło zapaści systemu. Naprawdę liczba studentów ma wpływ na 50% dotacji podstawowej, ale najgorsze jest to, iż nie ma innego elementu, który by wpływ tej liczby równoważył (składnik kadrowy w obecnym kształcie jest bez znaczenia, bo to co każdy etat generuje w tym składniku jest o wiele mniejsze od kosztu tego etatu). W szczególności, dotacja podstawowa (czyli, z grubsza, pensje nauczycieli akademickich) w całości przeznaczona jest na „zadania dydaktyczne”. Nie ma zapłaty za czas pracy naukowej, która skądinąd jest ustawowym obowiązkiem pracowników naukowo-dydaktycznych. Co do pozytywnych cech grantów – ma Pan dużo racji, ale są i cechy negatywne, np. płacimy za obietnice, a nie za efekt, a wielograntowość zaczyna być podobną patologią, co niegdyś wieloetatowość. Osobiście wolałbym inteligentnie finansowane BSt (zależne od efektów). Obecnie tylko kategoria zależy od efektów, BSt liczone jest „od głowy przeliczeniowej” (dobrze, że chociaż głowy z wyższej kategorii liczone są z wyższym przelicznikiem), ale gdyby to zmienić, to BSt mogłoby działać projakościowo nie gorzej od grantów.

    1. Całkowicie się z Panem zgadzam. Zastanawiam się jak to jest możliwe, że ktoś ma jednocześnie 3 granty z NCN na setki tysięcy zł, jak jest w stanie równolegle prowadzić poważne badania w ramach trzech projektów…. Ciekawe jest też to, że przypadki wielograntowości nie zdarzają się w Rzeszowie, Olsztynie, Lublinie czy Łodzi, ale w Warszawie…

  7. Panie Doktorze,
    Z całym szacunkiem dla Pana kompetencji i wypowiedzi, ale mam wrażenie, że nie do końca zapoznał się Pan Doktor z całą treścią postulatów KKHP.
    Aby społeczeństwo mogło je zrozumieć, należałoby wpierw odpowiedzieć na pytanie: Jaki czynnik przy ocenie badań naukowych stanowi dzisiaj priorytet dla Komisji Grantowej? Otóż – jak zapewne wiemy – granty badawcze są przyznawane przede wszystkim tym naukowcom, których badania natychmiast przyniosą korzystny wynik finansowy. Owocem badań naukowych już dawno przestała być sama wiedza, a są nim wyłącznie pieniądze! We współczesnym stanie szkolnictwa wyższego nie ma miejsca dla prawdziwej nauki.
    Kolejna sprawa.Nauczyciele akademiccy muszą żyć w ciągłej gonitwie, są przemęczeni. Nie mają na nic czasu, bo zaabsorbowani są wciąż narastającą, niepotrzebną pracą papierkową. Sprawy dydaktyczne i czas poświęcony studentom ograniczony jest do minimum. W obecnej sytuacji nie ma miejsca na rozwój młodej elity intelektualnej. Ukończone studia już dawno przestały być gwarantem wyższego wykształcenia. Niestety już o tym, że KKHP żąda także odbiurokratyzowania uczelni, nikt już nie wspomina.
    Nie tylko pracownicy akademiccy, ale i młodzi doktoranci nie mają łatwej sytuacji na uczelniach wyższych. Zamiast poświęcić czas na prowadzenie badań naukowych, zmuszeni są do ciągłej aktywności w konferencjach – nawet tych o tematyce nie będącej w kręgu ich zainteresowania. W tym przypadku najistotniejsza jest liczba uzyskanych punktów, która gwarantuje doktorantowi prawo do uzyskania stypendium. Czy tak powinna przebiegać kariera naukowa młodego humanisty – w gonitwie za punktami?

    Ideą KKHP jest uświadomienie społeczeństwu tego, że prawdziwa „Nauka Polska z domu Europejska” umiera w osamotnieniu.

    – linki do listy postulatów: http://komitethumanistyki.pl/program/zalozenia-programowe/
    http://komitethumanistyki.pl/program/postulaty-antykryzysowe/

    „Czarna Procesja Nauki” zaakcentowała właśnie i te problemy, o których Pan Doktor z jakiś powodów nie wspomniał.

  8. Szanowni Państwo, może ujawnijmy recenzje grantów z NCN, niech każdy, kto taką otrzymał wrzuci ją do sieci. Przekonamy się jak wiele z nich jest idiotycznych i jak wielu recenzentów gnojąc aplikanta wykazuje się całkowitą ignorancją i nie zauważa, że się kompromituje. Być może, gdyby recenzje były oficjalnie publikowane pod nazwiskiem, recenzenci trochę trzeźwiej patrzyliby na projekty i nie pisali, że nie znają aplikanta, co go dyskwalifikuje, podczas gdy ów aplikant ma większy dorobek w dziedzinie niż i recenzent grantu i to, że recenzent nie zna aplikanta jest dla niego kompromitujące.

  9. Szkoda, że prof. Bilewicz nie zjawił się jednak na procesji. Zobaczyłby, że ci „feudalni reakcjoniści” mają średnio po 30 lat. Argument z emancypacji naukowców przez parametryzację i standaryzację był aktualny pięć lat temu – są też analizy, które pokazują, że nie wszędzie się na sprawdziło. Owa „sitwa” to dzisiaj osoby instrumentalnie wykorzystujące parametry: robiące fasadowe granty, pozorowane konferencje i nic nie warte artykuły. Wpadliśmy z deszczu pod rynnę. Na zdjęciach z marszu można zobaczyć tych podstarzałych, drżących o swoją zasiedziałą pozycję naukowców: http://www.krytykapolityczna.pl/fotorelacje/20150611/fotorelacja-czarna-procesja-nauki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *