Aleksandra Bilewicz, społeczeństwo

Zarycki (II):
Rosja – siła
i słabość instytucji

AUTOR

Aleksandra Bilewicz

Zawodowo socjolożka, pracuje na Uniwersytecie Warszawskim. Naukowo interesuje się historią i socjologią spółdzielczości, antropologią ekonomiczną, socjologią wsi. Stara się oddzielać pracę naukową od publicystyki, co nie zawsze do końca się udaje. Trochę postępowa, trochę konserwatywna.

A.B: Twoich badań opisanych w książce „Inteligencja w Polsce i w Rosji” wynika, że w Rosji kapitał kulturowy, inteligencki, jest o wiele słabszy. Jak to się odbija na obecnej sytuacji politycznej?

Prof. Tomasz Zarycki: Inteligencja w Rosji zawsze była zmarginalizowana. Dziś liberalna część rosyjskiej inteligencji jest w większości w opozycji do Kremla, do tego, co dzieje się na Ukrainie. Ale oni są strasznie słabi. A mainstream bardzo często wprost nimi pogardza. Ktoś, kto publicznie potępi Putina, jest często potępiany jako inteligent. Nie tylko za to, że ma zły pogląd, że jest zdrajcą, ale jako ktoś bezwartościowy. W Polsce jest to w ogóle niewyobrażalne. Inteligent może być głupi, może być fundamentalistą, może być nieracjonalny… chociaż wtedy raczej nie jest uznawany za prawdziwego inteligenta.

Na jakich grupach społecznych opiera się w takim razie rosyjska władza?

Tam ogromna jest siła instytucji. Polska jest wciąż trochę społeczeństwem przednowoczesnym, w szczególności w tym sensie, że państwo nie jest jądrem polskiego systemu społecznego. To być może wiązać należałoby ze spuścizną zaborów, zmiennością i słabością instytucji państwowych na ziemiach polskich. W szczególności nasze elity inteligenckie są zdefiniowane przede wszystkim środowiskowo, w dużym stopniu nieformalnie. One oczywiście nie przetrwałyby bez państwa, bez jego dotacji, etatów, zamówień itp., ale korzystają z niego w sposób dający im samym ogromną wobec niego autonomię. W Rosji liczą się głównie instytucje władzy – silne państwo, które redystrybuuje prawie wszystkie zasoby, łącznie z symbolicznymi, z szacunkiem i tak dalej. Inteligencja ma tam jakąś niszę, ale ona też opiera się na instytucjach. To są ludzie, którzy są tolerowani na posadach publicznych czy też, w czasach odwilży, w jakichś instytucjach formalnie niezależnych, ale zawsze pozostających na łasce państwa. Dziś przykładem takiej instytucji jest np. radio „Echo Moskwy”. To główne medium rosyjskich liberałów, ale należy ono do Gazpromu, co oznacza, że może zostać zamknięte jednym telefonem z Kremla. Dla środowiska inteligenckiego będzie to niezwykle bolesny cios i prawdopodobnie zakończy się emigracją zagraniczną czy wewnętrzną znaczącej części tego środowiska. W Polsce zamknięcie jednej czy drugiej radiostacji, instytutu, wyrzucenie kogoś z pracy, nie osłabia tak znacząco inteligenckich środowisk, bo są one silne i posiadają doskonałe zdolności adaptacyjne i kompensacyjne. Jak pamiętamy, nawet masowe aresztowania opozycjonistów w czasach komunizmu nie łamały w Polsce siły inteligenckich sieci. W Rosji czy w szczególności w NRD było jednak inaczej. Aresztowania niszczyły środowiska opozycyjne dość skutecznie, a ofiary chętnie akceptowały oferty emigracji.

Wszystko to nie oznacza oczywiście, że rosyjskie społeczeństwo, a w szczególności jego elity, jest ściśle zinstytucjonalizowane i nie zna relacji nieformalnych. Jak wiemy, korupcja i sieci kumoterskie były patologiami obecnymi niezwykle wyraźnie już w systemie sowieckim i mają się świetnie do tej pory. Instytucje mogą być tam zawłaszczane przez różne nieformalne grupy czy frakcje. Obecnie mówi się np. o grupie skupionej wokół Putina, którą niektórzy wiążą z tzw. Spółdzielnią Jezioro – środowiskiem przyjaciół obecnego prezydenta Rosji, wywodzących się w znacznym stopniu ze służb, które pobudowało sobie wille pod Petersburgiem w latach 90. Ta ukształtowana wówczas grupa ludzi rządzi dziś jakoby krajem. Różnica pomiędzy nią a polskimi elitami, w szczególności inteligenckimi, jest jednak taka, że jeżeli Spółdzielnia Jezioro utraci swe uprzywilejowane pozycje w instytucjach państwowych, to ulegnie dezintegracji, a przynajmniej straci swój status i gigantyczne obecnie zasoby materialne. W Polsce natomiast środowiska inteligenckie, których członkowie tracą swe formalne stanowiska polityczne czy też gospodarcze nie przeżywają zwykle z tego powodu większych trudności. Te stanowiska i szerzej, konkretne instytucje, nie określają bowiem istoty ich pozycji. Są nimi natomiast kapitały: kulturowy, społeczny i symboliczny, których używać mogą w następnych „rozdaniach”: wysyłać swych przedstawicieli do kolejnych instytucji, również tych kontrolowanych przez zagraniczne władze czy kapitały, wobec których też są zwykle w stanie zwykle zachować określoną autonomię.

Z moich badań wynika, że dużo większa niż w Polsce jest w Rosji rola elitarnych szkół w reprodukcji elity. W Moskwie kończy się dobre uczelnie – na przykład takie, jak uniwersytet dyplomatyczny MGIMO – które są dużo mniej inkluzywne niż ich polskie odpowiedniki i z nich wędruje się na dobre posady państwowe czy w związanym z państwem biznesie. Już od kilku pokoleń, jak ktoś się urodzi w szeroko rozumianej nomenklaturze, rodzice załatwiają, że się kończy tę szkołę, co oni, albo jakąś podobną – i w ten sposób zdobywa posadę. W Moskwie pojawienie się zachodnich korporacji trochę ten model zaburzyło. Tam wytworzyła się niewielka klasa średnia, pracująca w korporacjach, solidnie zarabiająca i nie czująca aż takiej zależności od państwa. To między innymi z tej grupy rekrutowały się niedawne marsze protestacyjne. Ale jest ona jednak zbyt nieliczna i zbyt słaba politycznie, by odegrać znaczącą rolę.

A jak byś opisał rolę kapitału ekonomicznego w Rosji?

Na poziomie strukturalnym, w makroskali, jest on bardzo silnie podporządkowany. Weźmy choćby historię oligarchów – jest to grupa, która została stworzona przy pomocy mechanizmów politycznych. Kiedy Putin umocnił się przy władzy, to „wymienił” połowę oligarchów. Tych, którzy się nie chcieli podporządkować politycznie, po prostu wywłaszczył, a kluczowe zasoby ekonomiczne przekazał swoim podopiecznym. Zniknęli więc z Rosji Chodorkowski, Gusiński czy Bieriezowski. To jest system bardzo różny od zachodniego. Dzisiejsze starcie Rosji z zachodem można tłumaczyć nie tylko geopolitycznymi interesami, ale całkowitą niekompatybilnością systemów politycznych. Na zachodzie kapitał ekonomiczny jest dominujący. W Rosji kapitał zachodni nie został dopuszczony na taką skalę, żeby rozgrywał, tak jak w Polsce, a lokalny kapitał jest bardzo silnie zależny od politycznego. Co nie wyklucza poczucia, że w Rosji wszystko można kupić. To też w moich sondażach wyszło, takie poczucie cynizmu, że jak się zapłaci, to wszystko się załatwi, co wyraźnie kontrastuje z tym, co możemy zaobserwować w Polsce. Ale nawet w Rosji, jak przyjdzie co do czego, to się niczego nie załatwi, jak się nie ma z władzami, na dowolnym poziomie, dobrego układu. Żeby robić duże pieniądze, trzeba być z władzą dogadanym.

A czy można w ogóle mówić o Rosji jako o peryferiach w obecnej sytuacji politycznej? Wydaje się, że to ona zaczyna dyktować zachodowi warunki. Zachód okazał się bezsilny, a sankcje słabe.

Bez przesady. Sankcje działają powoli, ale mogą przynieść jakiś efekt, niektórzy mówią nawet, że ich konsekwencje mogą okazać się dramatyczne. Mam wrażenie, że to, co się dzieje, znakomicie się w tę logikę konfliktu centro-peryferyjnego wpisuje. Działania Rosji są agresywne, dla zachodu są szokiem, ale one są działaniami wynikającymi ze słabości tego państwa. To jest słaby kraj, który którego polityczna mobilizacja budowana jest coraz bardziej na obsesji geopolitycznego zagrożenia ze strony zachodu. Rosyjska elita władzy sama zaczyna chyba coraz bardziej wierzyć w swoją własną propagandę, uruchamiając w dużym stopniu mechanizm samospełniającej się przepowiedni, ale jednocześnie przyjęta przez nią strategia podmywa dalekosiężne interesy kraju. Wprowadzanie wojska na Ukrainę to ruch obliczony przede wszystkim na konsolidację poparcia politycznego wewnątrz Rosji.

I to się chyba udaje.

Ale tylko krótkoterminowo przecież. W logice długoterminowej to są paniczne kroki kogoś, kto tonie. Brakuje innych niż ekspansja, a szerzej wzbudzanie odruchów nacjonalistycznych, mechanizmów utrzymywania władzy czy w ogóle pozycji społecznej. A Putin boi się konsekwencji utraty władzy, on gra o przeżycie, o utrzymanie się w jakiejkolwiek grze społecznej.

Nie za bardzo sobie wyobrażam, w jaki sposób mógłby teraz stracić władzę. Nie ma przecież przeciw sobie żadnej silnej opozycji.

Jak będzie jakaś eksplozja czy implozja gospodarcza, a to podobno Rosji grozi, to w oczywisty sposób będzie pociągany do odpowiedzialności. On swoje poparcie kupuje ekonomicznie, dzięki wysokim cenom ropy, oraz generuje je tworząc poczucie zagrożenia – stąd ten cały dyskurs antyzachodni. Niektórzy sugerują, że elementem generowania go były też zamachy terrorystyczne. Wojna na Ukrainie jest przedłużeniem strategii władzy, która nie ma czego innego się chwytać. Dla długoterminowych interesów Rosji absurdem jest walczyć z Ukrainą, bo wiemy, że oni tę Ukrainę traktują jako swoją strefę interesów, a ta wojna grozi jej utratą. Cała relacja surowcowa, to znaczy uzależnienie Rosji od eksportu ropy i gazu, pokazuje, że to są peryferie. Poza surowcami i bronią Rosjanie niczego nie eksportują, co czyni ich bardzo zależnymi. Zresztą jak się posłucha telewizji rosyjskiej, pełno jest w niej agresji wobec Ukrainy i wobec zachodu, ale jest to dyskurs peryferyjnej ofiary. To jest ten straszny zachód, który ich dobija, wbija im kolejny sztylet w plecy. Taka jest ich samoświadomość. Kreml mówi, że zasługuje na pozycję równego w koncercie wielkich mocarstw, ale zachód w brutalny, niemoralny sposób ich tej należnej roli pozbawia. To jest wrzask kogoś, kto jest zagnany w kozi róg i zdradziecko dobijany. Choć twierdzi przy tym, że jest krzepki, że żadne sankcje i pogróżki mu nie straszne, w istocie tym swoim obsesyjnym krzykiem przyznaje się do słabości.

Cdn.

Zachęcamy do lektury pierwszej i trzeciej części rozmowy.

Tomasz Zarycki – socjolog i geograf społeczny. Absolwent, a obecnie profesor Uniwersytetu Warszawskiego i tamże dyrektor Instytutu Studiów Społecznych im. Profesora Roberta B. Zajonca. Do jego głównych pól zainteresowania należą socjologia polityki, kultury, wiedzy i pamięci a także geografia społeczno-polityczną krajów Europy Środkowej i Wschodniej ze szczególnym uwzględnieniem Polski i Rosji. Zajmował się m.in. problematyką podziałów politycznych w Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, geografią polityczną i wyborczą regionu oraz zastosowaniem do opisu jego zróżnicowań społecznych koncepcji kapitału kulturowego. Przedmiotem jego zainteresowani jest także analiza dyskursu, a także zastosowania teorii krytycznej (w tym studiów post-kolonialnych) do badań społeczeństw Europy Środkowo-Wschodniej. Lista publikacji dostępna na stronie: www.zarycki.pl.

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *