Krzysztof Posłajko

AUTOR

Krzysiek Posłajko

Urodzony w 1981. Doktor filozofii i niedoszły socjolog ze stajni UJ. W idealnym świecie nauki interesuje się analityczną filozofią języka i ontologią. Używa słowa „socjolog” w liczbie pojedynczej na oznaczenie Pierre’a Bourdieu. Pracował jako tłumacz i leksykograf. W wolnych chwilach publicysta-amator. Nieuleczalny socjaldemokrata. Z lewackiego tłumu wyróżnia go negatywny stosunek do jazdy na rowerze, mieszkań w zapuszczonych kamienicach i psychoanalizy.

Przekartkowałem niedawno biografię HP Lovecrafta autorstwa Michela Houellebecqa „Przeciw światu, przeciw życiu”. Lovecraft fascynował mnie jako siedemnastolatka, co jest częstą przypadłością białych heteroseksualnych mężczyzn z klasy średniej, i esej Houellebecqa pozwala źródła tej fascynacji jakoś wyjaśnić: dlaczego u licha podszyte nieokreślonym niepokojem opowiadania o obrzydliwych i wszechpotężnych potworach kryjących się w odmętach oceanów potrafią zawładnąć masową wyobraźnią?

Houellebecq trafnie wskazuje na to, co u Lovecrafta jest najważniejsze – nie jest to nie trzymająca się kupy „mitologia”, ale światopogląd, który się za nią kryje; a jest to światopogląd tyleż prosty, co fascynujący: Lovecraft jest absolutnym, totalnym materialistą i z tego materializmu wynika przekonanie, że świat jest bezwarunkowo wobec człowieka wrogi. W mitologii Cthulhu nie ma nic nadnaturalnego, wszystkie potwory mają jednoznacznie naturalistyczną proweniencję. I to właśnie ten naturalistyczny materializm jest dla Lovecrafta (jak i dla Houellebecqa) źródłem niewiarygodnej trwogi, jak i wręcz fizycznego wstrętu wobec rzeczywistości. Lovecraftowskie strachy są niczym więcej jak artystyczną transpozycją poczucia, że odarty z wszelkiego transcendentnego sensu świat nowoczesności jest po prostu naszym wrogiem – zarówno złym, jak i wszechpotężnym.

Ciekawy jest tu, co nie jest może oczywiste, polityczny wymiar tej potwornej zabawy. Otóż Lovecraft jest konsekwentnym reakcjonistą, rasistą, przez pewien czas fascynuje się Hitlerem (potem mu przechodzi, gdyż jako „dżentelmenowi” Hitler wydaje mu się zbyt wulgarny). Podobnież sam Houellebecq jest konsekwentnym wrogiem „oświeceniowego progresywizmu”. Nie jest to obserwacja błaha. Gazetowy dyskurs każe nam szukać u źródeł prawicowości, „reakcji” etc. wyłącznie złogów myślenia pre-modernistycznego, które nie doczekało się jeszcze Oświecenia; wystarczy zatem przezwyciężyć to, co pre-nowoczesne, i postępowe myślenie zapanuje powszechnie. Lovecraft z Houellebecqiem pokazują jasno, że często bywa dokładnie na odwrót: konserwatywna reakcja przychodzi po dokładnym przemyśleniu lekcji Oświecenia (nie jest to przecież żadne odkrycie dla kogoś, kto choćby zerknął do Adorno). Odczarowanie świata, odebranie mu warstwy mistycznej sprowadza rzeczywistość i stosunki międzyludzkie do kwestii materialno-biologicznych. Stąd już niedaleko do rasizmu, cynicznej biopolityki, zarządzania „tłuszczą” (której tak panicznie bał się Lovecraft), które to zarządzanie instrumentalizuje kategorie „natury” i „tradycji” jako wygodne legitymizacje dla podporządkowywania sobie mas przez oświecone elity.

W tej całej pesymistycznej post-oświeceniowej konstrukcji intelektualnej jest jednak pewna istotna luka i Houellebecq ją jakoś podskórnie wyczuwa. Podobnie jak piszący wstęp do rzeczonej książki Stephen King, obsesyjnie walczy on z krążąca ideą, że z Lovecraftowskiej literatury (a zatem i z Lovecraftowskiego światopoglądu) się wyrasta. Przyznanie tego, zmusiłoby go bowiem do przyznania, że jest coś esencjalnie infantylnego w całym tym projekcie estetyczno-ideologicznym, w którym przecież także sama proza Houellebecqa jest po uszy zanurzona. To poczucie infantylności nie jest jednak czymś, co da się obejść retorycznymi zaklęciami. Uważna lektura pokazuje, że i w książkach autora „Platformy” zza narratora wystaje niedojrzały młodzieniec, zaczytany w klasykach XX-wiecznej fantastyki.

Ideologia „wrogiego materialnego świata” jest infantylna o tyle, że jest przecież niczym więcej jak prostym odwróceniem mądrości życiowych a la Paulo Coelho. Tak jak u brazylijskiego mistrza motywacyjnego aforyzmu wszechświat jest quasi-intencjonalnym bytem, który z jakichś niewiadomych powodów ma nam sprzyjać w realizacji marzeń, tak u samotnika z Providence wszechświat jest również jakąś quasi-osobą, która ma chcieć nas zniszczyć. Wektor jest odwrotny, ale infantylne przekonanie, że kosmos ma do nas jakiś personalny stosunek, pozostaje nienaruszone. Przy czym poczucia tego nie uzasadnia nic, prócz charakterystycznego dla niedojrzałego emocjonalnie osobnika poczucia, że jest się osobą jakoś kosmicznie wyróżnioną (nawet negatywne wyróżnienie jest tu lepsze niż jego brak).

Przezwyciężenie tej infantylnej ideologii prowadzi do wyzbycia się tego poczucia bycia kosmicznym pępkiem świata. Na końcu drogi, jak sądzę, czeka nas propozycja, którą głosi choćby Rorty: wszechświat nie ma do nas żadnego stosunku, tym, gdzie jesteśmy, rządzi czysta przygodność i, tak jak odrzuciliśmy Boga, powinniśmy odrzucić jego nowoczesne ersatze w postaci „jednostki”, „kultury” (i – chciało by się dodać – „natury”). Etyczno-polityczne konsekwencje tej postawy, która „metafizycznie” wydaje się od Lovecraftowskiego pesymizmu niezbyt odległa, są krańcowo różne. W sytuacji absolutnego przypadku jedynym sensownym wyborem pozostaje solidarność z tymi, których przypadek postawił w podobnej sytuacji. Jest to lewicowa polityka budowy wspólnoty bez transcendentnego uzasadnienia: ani świat, ani inni nie są esencjalnie naszymi wrogami, stąd też naszym imperatywem nie jest biopolityczny cynizm, ale zaangażowana polityka redukcji cierpienia.

Być może tak właśnie wygląda realny konflikt ideologiczno-polityczny naszych czasów. Odnoszę często poczucie, że na jakimś głębokim poziomie obecnie niemal wszyscy (na czele z biskupami) jesteśmy w głębi serca materialistami i autentyczne doświadczenie tego, co metafizyczne, bezpowrotnie wyparowało. Różnica dotyczy tylko tego, jaki rodzaj materializmu wybierzemy i z jakimi skutkami ma się to wiązać. Stąd wołania o „sprowadzenie do Polski oświecenia” są czczą gadaniną. Oświecenie w Polsce już przeszliśmy, teraz musimy zdecydować co dalej.

drukuj

KOMENTARZE

  1. Nie ustosunkuję się do eseju H., na temat L., ponieważ go nie czytałem. Jeśli rzeczywiście stawia tezę, że światopogląd L. jest materialistyczny, to rozłożyłbym akcenty nieco inaczej. W twórczości L. materializm staje się transcendentny, a jako taki przeistacza się w sacrum będące obiektem kultu. Kończy zatem L. jak Comte ze swoją „religią ludzkości” lub lewica ze swoją mętną historiozofią i quasi religijnym „postępem”, choć punkt wyjścia jest oczywiście inny – tu strach, tam głęboka WIARA. Natomiast Autorze, co do samego tekstu, używasz retorycznego zabiegu, przekładając infantylizm L. na „prawicowość” sensu largo. Tak go odczytuję i niestety uczony czar pryska, bo twierdzenie, że konserwatyzm jest infantylny, jest co najmniej tak stare, jak rewolucja francuska. Niestety niczego nie wyjaśnia i jako argument za lewicową wizją świata, może jedynie wzbudzić uśmiech.
    P.S
    Tez wyrosłem z Lovecrafta, a o ile pamiętam, czytaliśmy go w podobnym wieku. Dziś jego styl wydaje mi się niestrawny, zahaczając o grafomanię. Ale może w tym względzie nasze gusta literackie, Ciebie „niepoprawnego socjaldemokratę” i mnie „niepoprawnego monarchistę”, a nawet rzekłbym za Brasilliachem i Barresem – intelektualnego faszystę, są nieco pokrewne, dlatego polecę Ci Thomasa Ligottiego, którego zbiór opowiadań wydano u nas dosłownie parę dni temu. Jeśli moja rekomendacja Cię nie zachęca, to wspomnę tylko, że zachwycają się nim twórcy tzw. „realizmu spekulatywnego”, który sądząc po powyższym tekście nie jest Ci obcy. W ubiegłym miesiącu zaś „Nowa Fantastyka” opublikowała jego mikropowieść „Jeszcze nie skończyłem”.

  2. Psychoanalitycznie totalny materializm oznaczałby wyparcie różnych nieracjonalnych myśli w odmęty nieświadomości, ten nieokreślony niepokój o obrzydliwych i wszechpotężnych potworach kryjących się w oceanach byłby więc całkiem naturalną jego konsekwencją :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *