AUTOR

Agata Młodawska

urodzona w roku 1983. Absolwentka wiejskiej podstawówki oraz Instytutu Socjologii UJ, gdzie w 2007 roku obroniła pracę magisterską. Współzałożycielka i współpracowniczka Nowych Peryferii. Najczęściej mieszka w Hiszpanii, z kilkumiesięcznymi przerwani na wizyty w Polsce. Interesuje się teoriami postkolonialnymi, które stara się twórczo zmiksować z teoriami rozwoju, wskutek czego znajduje pewne podobieństwa między procesami społecznymi w różnych częściach globu. Duże wrażenie zrobiły na niej publikacje Fatimy Mernissi, Michaela Buroway’a, Elisabeth Dunn, Davida Osta, Brunona Latoura, Saskii Sassen, Edwarda Saida, Amartyi Sena, Chantal Mouffe, Juana Goytisolo, Pierra Bourdieu oraz Ani Loomby. Zawodowo zajmuje się realizacją i koordynowaniem badań społecznych, co sprowadza ją na manowce współpracy z rozmaitymi instytucjami (m. in. Bankiem Światowym). W wolnych chwilach blogerka i autorka reportaży.

Dwudziesty piąty maja ma być ważną datą dla Ukrainy, dla krajów Unii Europejskiej i dla Kolumbii. W kilka godzin po otwarciu urn na Starym Kontynencie w wyborach prezydenckich zaglosują mieszkańcy i mieszkanki czwartej gospodarki Ameryki Łacinskiej, kraju w którym od kilkudziesięciu lat trwa wojna domowa.

 

Najbardziej znanym uczestnikiem wojny są FARC (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia, pol. Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii), partyzantka, która powstała w latach 60., na fali protestu przeciwko polityce rządowej, faworyzującej latyfundystów kosztem ludności wiejskiej. W tym samym czasie w Kolumbii zaczęła działać ELN (Ejército de Liberación Nacional – Armia Wyzwolenia Narodowego) rekrutująca się ze środowisk studenckich. Warto zaznaczyć, że wojna domowa w Kolumbii nie wybuchła wraz z powstaniem FARC. W latach 1948-1958 trwały brutalne walki pomiędzy zwolennikami partii liberalnej i konserwatywnej, które przeszły do historii jako „la Violencia”. Ostatecznie obie strony wypracowały osobliwy kompromis: kraj miał zostać dwupartyjną demokracją, w której wybory wygrywałyby naprzemniennie partia konserwatywna i liberalna. Wyborcy niedentyfikujący się z żadną z dwóch partii mieli zatem ograniczone możliwości partycypacji w życiu politycznym. W latach 80. próba legalizacji działalności FARC pod postacią Union Patriotica zakończyła się represjami. Tymczasem przemoc – mówiąc językiem wiadomości telewizyjnych – eskalowała. Na scenę wkroczyli nowi aktorzy: kartele narkotykowe. Pod koniec lat 90. doszło do konsolidacji działających w kraju od lat 70. organizacji paramilitarnych, które miały chronić najbogatszych przed atakami partyzantów, w ramach AUC (Autodefensas Unidas de Colombia – Zjednoczone Siły Samoobrony Kolumbii). Wspierane przez kartele narkotykowe oraz – nieoficjalnie – przez rząd, zostały oficjalnie zdemobilizowane w 2005. Część byłych członków kontynuuje dawną działalność w organizacjach przestępczych.

 

Gdyby współczesną Kolumbię rozłożyć na cyfry i wskaźniki, otrzymalibyśmy między innymi:

– duże nierówności społeczne (wartość współczynnika Giniego 55,9 w 2010);

– 329 ofiar min przeciwpiechotnych (2012);

– 5,5 miliona ofiar przymusowych przesiedleń (12% populacji);

– 4,3% wzrostu PKB w 2013;

– 32% mieszkanców żyjących poniżej poziomu nędzy;

– wysoki wskaźnik zabójstw (38 na 100 000 w latach 2004 – 2010).

 

Dla dopełnienia obrazu dodać należy, że z danych Banku Światowego wynika, iż w okresie 2008 – 2012 nastąpiła poprawa niektórych wskaźników, takich jak oczekiwana dlugość życia, procent ludności wiejskiej z dostepem do wody pitnej i odsetek populacji żyjącej poniżej poziomu nędzy.

 

Wybory przypadają na dość szczególny moment w historii kraju – 18 maja rząd i przedstawiciele FARC doszli do porozumienia w sprawie zwalczania przemytu narkotyków, który był dotąd jednym ze źródeł dochodów partyzantów. FARC zobowiązały się między innymi do likwidacji upraw koki i usunięcia części min przeciwpiechotnych. Porozumienie było owocem negocjacji pokojowych zapoczątkowanych w 2012 przez urzędującego prezydenta Juana Manolo Santosa, który wygrywa według większości sondaży. Tuż za nim sytuuje się Oscar Zuluaga.

 

Na pierwszy rzut oka trudno obydwu kandydatów odróżnić. Nic dziwnego, wywodzą się z tej samej partii – konserwatyno-liberalnej Partido Social de Unidad Nacional (Partia Społeczna Jedności Narodowej). Obydwaj zapowiadają, że w najbliższej kadencji będą działać na rzecz wprowadzenia pokoju. Otoczny przez Afrokolumbijczyków Santos, na tle rytmicznych uderzeń tamburynów (skojarzenia z klipem “La alegria ya viene” / “radość już nadchodzi” z chilijskiego referendum, które odsunęło od wladzy Pinocheta zapewne nieprzypadkowe) zapowiada, że w następnej kadencji stworzy 2,5 miliona nowych miejsc pracy. Ponadto, w klipie wyborczym litery “Paz” (hiszp. pokój) mienią się wszystkimi kolorami tęczy. Zuluaga obiecuje darmową edukację uniwersytecką dla najuboższych, dwa posiłki dziennie w szkole, podniesienie nauczycielskich pensji i pokój. Prawdziwy pokój, podkreśla, odcinając się od santosowskiej tęczy. On, Zuluaga, zrobi taki pokój, w którym partyzanci zostaną przykładnie ukarani. Partia, z ramienia której kandyduje Zuluaga powstała bowiem na skutek rozłamu w Partido Social de Unidad Nacional. Część działaczy uwazala, ze FARC powinien przed przystapieniem do negocjacji calkowicie zawiesić dzialania wojenne – i tak powstało Centro Democratico. Wśród niezadowolonych znalazł sie były prezydent Alvaro Uribe, zwolennik twardej polityki wobec wąsko pojmowanych nielegalnych ugrupowań zbrojnych, do których zaliczał głównie partyzantki, z wyłączeniem ugrupowań paramilitarnych. Oskarżano go nawet o współpracę z tymi ostatnimi. Z kolei Uribe oskarżył Santosa o finansowanie kampanii z 2010 za pieniądze pochodzące z przemytu narkotyków. Były prezydent odmówił jednak zlożenia zeznań w prokuraturze. Tymczasem zarzuty nie ominęły też sztabu Zuluagi. Nie dalej jak dwa tygodnie temu Andres Sepulvedra, inżynier pracujący dla Zuluagi, włamał się na konta mailowe przedstawicieli partyzantki i strony rządowej negocjujących w Hawanie. Kandydat na prezydenta spędził zatem ostatnie dwa tygodnie na tłumaczeniach, że atak był prywatną inicjatywą hakera i nie ma nic wspólnego z kampanią. Poniższy cytat z dziennika “El Colombiano” jest prawdopodobnie najbardziej zwięzłym i treściwym opisem złożonych relacji, jakie łączyly zatrzymanego z kadydatem na prezydenta:

 

“W pięciopunktowym komunikacie Oskar Ivan Zuluaga przyznał, że zatrzymany jest bratem Luisa Carlosa Sepulvedry, managera ds. reklamy w sztabie Zuluagi i bratankiem Jorge Ardila, koordynatora grup regionalnych. Poza tym, jest małżonkiem Liny Luny, aktorki i ekspertki ds. wizerunku Zuluagi”.

 

Zuluaga próbuje się bronić, jednak wideo opublikowane przez tygodnik La Semana, w którym oskarżony informatyk wyjawia kandydatowi na prezydenta plany ataku, niespecjalnie sprzyja ocieplaniu wizerunku. Niezrażony Zuluaga nazwał materiały “wulgarnym montażem”.

 

Z informacji prasowych wynika, że prowadzący w sondażach kandydaci znajmują się glównie oskarżeniami i skandalami. Co za cyrk – krzywi sie z pogardą Enrique Penalosa, kandydat Sojuszu Zielonego, w którego spocie wyborczym główną rolę odgrywa rower. – Obydwaj wykorzystują proces pokojowy na potrzeby kampanii – dodaje. Penalosa reprezentuje partię Zielonych, ponieważ, jak wyjaśnia w wywiadzie udzielonym agencji Efe, będzie walczył o przyjazną dla środowiska gospodarkę, przez co rozumie głównie “przyjazne dla środowiska” kopalnie. W kraju dotkniętym wieloletnią wojną domową ochrona środowiska mogłaby być łatwo zaszufladkowana jako kaprys klasy średniej, toteż przedstawiciel zielonych podkreśla, że ważny jest dla niego rozwój gospodarczy kraju. Siebie Penalosa określa jako pragmatyka, “dla którego jest jasne, że jedynym środkiem osiągnięcia rozwoju gspodarczego jest wiecej inwestycji prywatnych w małe, duże i średnie firmy”. Po tym zaskakującym jak na przedstawiciela lewicy oświadczeniu, kandydat Zielonych zapowiada, że opracuje strategię rozwoju wsi, z utworzeniem Ministerstwa Dobrobytu Rolniczego wlącznie. Penalosa, jako jedyny z kandydatów zwrócił uwagę na sytuację mieszkańców wsi, szczególnie dotkniętych przez konflikt zbrojny. Ponadto, jest zwolennikiem kontynuowania rozmów pokojowych z FARC.

 

Urzędujący prezydent Santos podziękował na Twitterze Penalosie za wspieranie procesu pokojowego. Podziękowania dostała równiez inna kandydatka, reprezentująca lewicowy Alternatywny Biegun Demokratyczny (Polo Democratico Alternativo), partię lewicy patriotycznej. Clara Lopez Obregon sporo uwagi poświęca wzmocnieniu kolumbijskich przedsiebiorstw. Wykształcona na Harvardzie ekonomistka na swoim koncie na Twitterze krytykuje podpisany niedawno z Koreą Południową układ o wolnym handlu. Obok projektów wzmocnienia lokalnego przemysłu i uniezależnienia kolumbijskiej gospodarki od wydobycia surowców, Obregon zapowiada upowszechnienie sieci internetowej, poprawę dostępu do edukacji dla mlodzieży i wyeliminowanie przemocy wobec kobiet.

 

Potrzebujemy uczciwej kobiety z klasy robotniczej – ogłasza z kolei Marta Lucia Ramirez reprezentująca partię konserwatywną – Kobiety takiej jak twoja matka. Kandydatka od wczesnego dzieciństwa miała słuchać, że dziewczynka z rodziny robotniczej nie może zajść daleko. Potraktowała to jako wyzwanie. Ramirez przypomina o swoich przeszłych dokonaniach (wzmocnienie nauczania angielskiego, krajowy program zatrudniania absolwentów) i zapowiada ostrą walkę z korupcją. Kraj potrzebuje stanowczej prezydentki, silnej kobiety – podkreśla Ramirez, jedyna w historii Kolumbii kobieta na stanowisku ministra obrony. Nigdy wiecej korupcji – powtarza.

 

Proces pokojowy i walka z korupcją są z całą pewnością motywami przewodnimi obecnych wyborów prezydenckich. W kampaniach wyborczych nierówności społeczne zostały jednak wybiorczo potraktowane – rola mniejszości afrokolumbijskiej (o dyskryminacji rasowej w Kolumbii pisał Dział Zagraniczny) ogranicza się w zasadzie do roli statystów w spotach wyborczych. Ostatnie wyniki sondaży mogłyby wskazywać, że nowa jakość polityki nie jest dla wyborców priorytetem – prowadzą Santos i Zuluaga. Obydwaj uzyskaliby po 29% głosów. Trzeba jednak pamiętać, że cytowane badania nie są reprezentatywne (nie jest jasne, w jaki sposób wybrano respondentów, badań nie przeprowadzono w całym kraju). Wyniki wyborów 25 maja mogą zatem diamteralnie różnić się od prognozowanych, tak jak to miało miejsce w sąsiedniej Panamie, gdzie wygral kandydat, któremu sondaże dawały trzecie i ostatnie miejsce. Narodowy przemysł, poprawa pozycji kobiet albo “zielona” gospodarka mogą zatem niespodziewanie przejść do drugiej rundy, razem z projektami dalszego procesu pokojowego mającego zakończyć kilkudziesięcioletnią wojnę domową, która uczyniła z Kolumbii jeden z najniebezpieczniejszych krajów na świecie.

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *