Daria Gosek
Daria Gosek-Popiołek, naszość

Metropolia śląska?
Uwagi na marginesie tekstu Krzysztofa Nawratka

AUTOR

Daria Gosek-Popiołek

Urodzona w 1985 w Sosnowcu. Absolwentka teatrologii UJ, doktorantka na Wydziale Filozoficznym UJ. Kierowniczka (nie menedżerka) klubu kultury działającego w Nowej Hucie. Współzałożycielka stowarzyszenia Zakład Usług Miejskich. Najczęściej czyta autobiografie, dzienniki, pamiętniki i listy.

„Na podstawie § 6 rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 5 października 2001 r. w sprawie sposobu prowadzenia rejestru związków międzygminnych oraz ogłaszania statutów związków (Dz. U. z 2001 r. Nr 121, poz. 1307) ogłasza się statut utworzonego przez miasta na prawach powiatu: Bytom, Chorzów, Dąbrowa Górnicza, Gliwice, Jaworzno, Katowice, Mysłowice, Piekary Śląskie, Ruda Śląska, Siemianowice Śląskie, Sosnowiec, Świętochłowice, Tychy, Zabrze – Związku o nazwie Górnośląski Związek Metropolitalny (GZM).” Tak rozpoczyna się obwieszczenie Wojewody Śląskiego z dnia 27 czerwca 2007 r. w sprawie ogłoszenia statutu Górnośląskiego Związku Metropolitalnego (GZM) z siedzibą w Katowicach.

GZM nie tworzą tylko i wyłącznie miasta śląskie. Sosnowiec i Dąbrowa Górnicza są miastami Zagłębia Dąbrowskiego. Jaworzno – znajduje się na obszarze Zagłębia Krakowskiego. Każde z tych miast: śląskich, zagłębiowsko-dąbrowskich czy zagłębiowsko-krakowskich posiada odmienną historię, tradycję, zostało ukształtowane w wyniku odmiennych procesów. I – jak pokazuje walka o nazwę powstałego w 2005 roku związku międzygminnego – są one świadome swojej odrębności.

Czy do tego dokumentu i do tej idei (sięgającej bodajże roku 2005) odwołuje się Krzysztof Nawratek pisząc o tworze, który nazywa „Metropolią Śląską”? W opublikowanym przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wykazie związków międzygminnych próżno szukać takiej nazwy. Co ważniejsze jednak, nawet jeśli podczas gorących dyskusji na temat przyszłości Śląska i Zagłębia się pojawiał, to zawsze opatrzony był krytycznym komentarzem części ze stron. I nie bez przyczyny.

Trochę historii, czyli spór o nazwę. I o princypia.

W pierwszym artykule poświęconym związkowi (a opublikowanym na łamach „Dziennika Zachodniego” padła nazwa „Metropolia Katowice”. Pomysł ten spotkał się jednak z dużą krytyką – przede wszystkim z powodu uprzywilejowania w nazwie związku miasta Katowice. Również kontrpropozycje – jak choćby „Związek Konurbacji Górnośląskiej” czy „Metropolia Górnośląska” (a potem „Śląski Związek Miast”) sugerowały, że do związku należeć będą jedynie miasta Górnego Śląska. Propozycja „Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia «Silesia»” miała połączyć zwaśnione strony. Ostatecznie twór zarejestrowano pod nazwą Górnośląski Związek Metropolitalny (GZM)”. GZM w materiałach promocyjnych używa nazwy Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia Silesia, a w wersji skróconej – Metropolia Silesia (co również nie jest do końca właściwą nazwą – Silesia to obszar historycznie obejmujący tereny od niemieckiego Goerlitz po czeską Opawę.)

Można oczywiście sprowadzić tę batalię o nazwę do poziomu partykularnych interesów lokalnych działaczy. Wydaje mi się jednak, że spór ten jest także sporem o przyszłość GZM i miejsce, jakie zajmą w nim poszczególne miasta całego województwa śląskiego, o ich autonomię i charakter. Hegemonia Katowic w regionie (jako stolicy regionu) jest oczywista, podobnie jak dominacja miast śląskich. Czy jednak taka właśnie wizja – podporządkowanie wszystkich miast jednemu, i jednej idei – powinna przyświecać powstaniu i istnieniu GMZ?

Niebezpiecznie blisko jest od idei „Metropolii Katowice” do idei „Metropolii Śląskiej” Nawratka. Sprzeciw miast i ich mieszkańców wobec tej idei był (i wciąż jest) próbą utrzymania własnej autonomii, obrony własnych interesów. Dla mniejszych miast, takich jak Sosnowiec czy Jaworzno przynależność do tworu zdominowanego przez Katowice, oznacza niejako „życie w cieniu”, nie sprzyja pozyskaniu środków na inwestycje czy rozwój, a często wręcz przeszkadza w uzyskaniu uwagi władz centralnych i decydentów. Z takim symbolicznym przemilczeniem zagłębiowskich miast województwa śląskiego mieliśmy do czynienia w latach 90-tych. Spojrzenie na listę kopalń i fabryk zamkniętych na skutek „restrukturyzacji” uświadamia, że proces ten dotknął głównie tereny Zagłębia – to właśnie tam zamykano więcej kopalń niż na całym Górnym Śląsku. Tymczasem media i politycy komentujący sytuację w regionie mówili o „kontrakcie dla Górnego Śląska” (choć dokument ten nosił nazwę kontraktu dla województwa katowickiego). Problemy takich miast jak Sosnowiec czy Dąbrowa Górnicza zostały zepchnięte na margines, a to przecież głównie te miasta poniosły ciężar restrukturyzacji. I płacą za to do dziś. Dla tych miast idea zawiązania „Metropolii Katowice” czy „Metropolii Śląskiej” oznaczać może symboliczną utratę autonomii, aż do momentu, gdy staną się „sypialnią” dla Katowic – miasta wojewódzkiego, o bogatszej infrastrukturze, życiu kulturalnym i uniwersyteckim, rozwijającego się dzięki inwestycjom i przyciągającego uwagę.

Pamiętając o latach 90-tych, kiedy z pozoru neutralne określenie zdominowało publiczną dyskusję, nie powinno nikogo dziwić moje zaniepokojenie, kiedy Nawratek pisze o „Metropolii Śląskiej”, powołanej w dodatku przez „autorytarny impuls”. Podobnie autorytarny impuls zlikwidował przecież województwo katowickie i przyłączył (wbrew protestom) Sosnowiec do województwa śląskiego. Fakt ten nie przyczynił się w żaden sposób do rozwoju miasta czy poprawy poziomu życia jego mieszkańców. Wręcz przeciwnie – w sferze symboliczno-językowej Sosnowiec został wykluczony i pominięty, a te jego potrzeby i problemy, których nie można było wrzucić do jednego worka z problemami „śląskimi”, zostały zignorowane. Do dziś przekłada się to także na problemy Zagłębiaków z ich tożsamością, dziedzictwem kulturowym, historią.

Określenie „Metropolia Śląska” jest więc dla mieszkańców części województwa śląskiego językowym symbolem pewnej agresji, określeniem, za pomocą którego przez lata dokonywano prób ujednolicenia regionu. Jak zatem – stosując język wykluczenia (przejawiający się choćby w nazwie „Metropolia Śląska” ignorującej miasta „nieśląskie”) chce Nawratek stworzyć twór szanujący różnorodność, inkluzywny i niekolonialny?

Gdzie diabeł nie może, pośle historyka

Zgadzam się z Krzysztofem Nawratkiem, gdy pisze, że „Struktura ponad-miejska (Metropolia) nie powinna być tworzona w oparciu o jakąś ‘śląską tożsamość’. Choćby dlatego, że częścią międzygminnego związku miast znajdujących się na terenie województwa śląskiego są miasta Zagłębia Dąbrowskiego i Krakowskiego. Ale gdy stwierdza on, że „jeśli Sosnowiec i Katowice łączy linia tramwajowa, to dyskusję o tym gdzie kończy się Śląsk, a zaczyna Zagłębie należy zostawić historykom” to zdaje się wykazywać głębokie niezrozumienie historii, tradycji i charakteru miast województwa śląskiego.

Dyskusja o granicach pomiędzy Śląskiem a Zagłębiem (a gdzie w tekście Nawratka można znaleźć Jaworzno – które niegdyś należało do powiatu chrzanowskiego?) nie odbywa się w bibliotekach i gabinetach wykładowców historii Uniwersytetu Śląskiego. Determinuje ona nadal życie mieszkańców regionu (spójrzmy choćby na dyskusje wokół Drogowej Trasy Średnicowej, która połączyć miała miasta Śląska, Zagłębia i Zagłębia Krakowskiego). Nie jest to więc problem wyłącznie historyczny, lecz kwestia aktualna i istotna dla całego regionu. W utopijnej wizji Nawratka historia ta ma zostać przekroczona (odrzucona?), ale za jaką cenę? Co dałby ów „mord założycielski”? Powstanie uniwersalnej, totalnej śląskiej tożsamości, która jednakże, jak zauważa Nawratek, byłaby narracją „nie odrzucając[ą] prawa jednostek do konstruowania swoich własnych, (prywatnych) historycznych opowieści”? Czy przekroczenie „klanowych, rodzinnych, narodowych i wszelkich innych więzów” nie oznaczałoby utraty przez mieszkańców poszczególnych miast ich związków z przeszłością i małą ojczyzną? Co z ich poczuciem przynależności, odpowiedzialności czy identyfikacji? Czy takie zatomizowane społeczeństwo (powiązane jedynie ideą mieszkania/pracowania na danym terenie) mogłoby nadal być nazywane społeczeństwem?

Nawratek zdaje się żałować, że mieszkańcy miast województwa śląskiego nie domagają się stworzenia „Metropolii Śląskiej”. Autor nie zaobserwował dotąd żadnych obywatelskich zrywów, manifestacji, marszy czy protestów. Sugeruje zatem konieczność „autorytarnej decyzji na szczeblu państwowym” – (najwyraźniej zapominając o GMZ). Czy narzucenie siłą mieszkańcom tworu ma poprawić ich sytuację?

Krzysztof Nawratek przywołuje cytat z wywiadu ze Szczepanem Twardochem: „…świadomość historyczna ludzi nie jest związana z tym, jakie było przeżycie ich przodków, tylko z tym, czego ich uczono w szkole. A w szkole uczyliśmy się wszyscy Słowackiego i Mickiewicza. Więc doświadczenie historyczne obecnie wszyscy mamy takie samo…”. I dodaje, że podobnie wszyscy posiadamy doświadczenie „bezrobocia, brudu i nieremontowanych budynków”. Zapomina jednak, że nie tylko szkoła (a więc Mickiewicz i Słowacki) i nie tylko widok zza okna kształtuje społeczeństwo. Co ze świadomością przynależności do lokalnej społeczności, wyniesionymi nie tylko z domu, ale także z podwórka, ulicy i miasta? Co z poczuciem odrębności kształtowanej choćby poprzez kontakty z najbliższym otoczeniem – szkołą, osiedlem, klubem sportowym? Utrzymują się one przecież czasem wbrew tym uniwersalistycznym zapędom systemu edukacji i kultury – choćby w poczuciu małego triumfu, jaki autorka tego tekstu odczuwa na myśl o ostatnich triumfach Zagłębia Sosnowiec (pomimo jej głębokiej nieznajomości piłki nożnej, edukacji w innym mieście i humanistycznego wykształcenia).

Nie ulega wątpliwości, że po 1989 roku rozpoczął się głęboki kryzys Zagłębia. Lewicowość (przez lata będąca ważnym elementem tożsamości regionu – rok 1905 był rokiem dla tych ziem i dla ruchu robotniczego kluczowym) i skojarzony z nią robotniczy charakter regionu traktowane były jako swoisty rodzaj skazy, który należało wyeliminować zarówno z wizerunku ziem zagłębiowskich jak i zagłębiowskiej tożsamości. Zagłębiacy zostali pozostawieni sami sobie, pozbawieni oparcia i własnej mitologii, skonfrontowani z niezwykle silną, określoną formacją kulturową i gospodarczą – Śląskiem. Proces odnajdywania własnej przeszłości dla Zagłębia zaczyna się właśnie teraz. I jeśli ten delikatny proces zostanie przerwany przez jeszcze silniejsze związanie Zagłębia ze Śląskiem, podporządkowanie go Śląskowi ekonomicznie, gospodarczo, kulturowo – to wydaje się, że ziemia zagłębiowsko-dąbrowska rzeczywiście stanie się domeną badających przeszłość historyków.

 Wyznanie wiary zamiast podsumowania.

Idea związku miast śląskich i tych przynależących do obu Zagłębiów jest mi bliska. Taki byt jest niezbędny – choćby po to, by mieszkańcy (poprzez swoich przedstawicieli) mogli skuteczniej walczyć o przyszłość regionu. Jednak nie za cenę narzucenia mieszkańcom bliżej nieokreślonej „tożsamości śląskiej”, nie za cenę identyfikacji wszystkich z jakimś „Śląskiem”, na terenie którego żyją i pracują, nawet w imię świetlanej przyszłości. Bo jeśli istnieje jakaś szansa dla tego regionu, to leży ona w poszanowaniu różnorodności – nie tylko tych osobistych.

I choć zapewne w określeniu „Metropolia Śląska” dla Krzysztofa Nawratka prawdopodobnie nie kryje się nic złego, to jest przecież ta nazwa konsekwencją określonego postrzegania regionu województwa śląskiego – owej hegemonii miast śląskich na czele z Katowicami. Naiwnością byłaby wiara w neutralność nazw – Zagłębiacy przekonali się o tym aż nazbyt boleśnie w latach 90-tych, uczą się o tym także i teraz, gdy toczą się rozmowy wokół DTŚ-ki (której część południowa, sosnowiecko-jaworznicka okazuje się dla władz wojewódzkich nieistotna i niepotrzebna). Mówienie o „Metropolii Śląskiej” jest nonszalancją, którą ku mojemu zdziwieniu, podziela Krzyszotf Nawratek ze śląskimi włodarzami, którzy wysforowawszy Katowice na czoło regionu, pozostałe (nie tylko zagłębiowskie miasta) w najlepszym razie traktują jako miejsce ekspansji.

Zamiast zatem zachwycać się ideą Metropolii (i jeśli już to Metropolii Śląsko-Zagłębiowskiej) i snuć marzycielskie wizje (którym niebezpiecznie blisko do kolonizatorskiego przecież myślenia katowickich włodarzy) o wypracowaniu jakieś bliżej nieokreślonej śląskiej tożsamości i autorytarnych impulsach tworzących ramy prawne dla Metropolii, należałoby się skupić na harmonijnym rozwoju miast województwa śląskiego i jego subregionów. Dopiero gdy miasta staną się partnerem dla dominujących w regionie Katowic będziemy mogli w sensowny sposób mówić o budowie Metropolii.

drukuj

KOMENTARZE

  1. Województwo sosnowieckie nigdy nie istniało. Sosnowiec należał kolejno do:

    – województwa kieleckiego (1919-39, przez pierwsze lata – w powiecie będzińskim, w 1928 powstaje sosnowiecki powiat grodzki)
    – powojennego województwa śląskiego (1945-50)
    – ‚dużego’ województwa katowickiego (1950-1975, w latach 1953-56 – woj. stalinogrodzkie)
    – ‚gierkowskiego’ województwa katowickiego (1975-1998, ze Śląska Opolskiego utworzono osobne województwo)
    – dzisiejszego województwa śląskiego (1998-)

    Pojawiały co prawda się ostatnio postulaty utworzenia województwa częstochowsko-sosnowieckiego („jurajskiego”?) – przy okazji pomysłów na stworzenie województwa górnośląskiego w historycznych granicach Górnego Śląska (z Opolem, ale bez Żywca czy Częstochowy). Ale mało kto traktował je poważnie.

  2. „Województwo sosnowieckie nigdy nie istniało” (józef, 28 czerwca 2013 at 09:26)

    Tym też podyktowane było moje retoryczne pytanie. Bo kompletnie nie pojmuję, jak w całkiem sensownym tekście oraz takimż czasopiśmie można popełniać takie niedorzeczności.

    Do wyliczenia Józefa można by jeszcze dodać, iż w okresie Królestwa Polskiego (Kongresowego) tereny Zagłębia Dąbrowskiego stanowiły część gub. piotrkowskiej, z której powstało woj. łódzkie – poza właśnie Zagłębiem włączonym do kieleckiego, do którego jako gub. kieleckiej lub radomskiej należały zresztą w pierwszym okresie istnienia Kongresówki.

  3. Rzeczywiście, przepraszam. W tekst wdarł się błąd – miało być katowickie województwo, do którego włączano też Sosnowiec.
    W ferworze pisania nie zauważyłam błędu.

    Przepraszam
    Daria Gosek

  4. 1945-1950 województwo nazywało się śląsko-dąbrowskie … Chyba ważniejsze jest, gdzie należało Zagłębie w czasach kiedy Polska była niepodległa a nie gdzie je umieścili Rosjanie …. Od najdawniejszych czasów te ziemie były częścią Małopolski i Księstwa Siewierskiego … Rząd Narodowy, podczas Powstania Styczniowego nie miał wątpliwości, że to ziemia krakowska ( chociaż wiadomo – Kraków pozostał w zaborze austriackim ) …. Po raz pierwszy ziemie te nazwali Nowym Śląskiem ( zresztą a nie Śląskiem po prostu ) Austriacy, kiedy je zaanektowali na kilkanaście lat …

  5. @Grzegorz 29 czerwca 2013 at 13:29

    1.
    Chyba nie tyle nazywało się, co raczej było tak zwane. W każdym razie ja nigdzie nie spotkałem się, by „śląsko-dąbrowskie” było jego oficjalną nazwą (choć moim zdaniem tak właśnie powinno się było nazywać).

    2.
    Owszem, ziemie te w przedrozbiorowej Rzeczpospolitej wchodziły w skład Małopolski. Część chyba rzeczywiście Księstwa Siewierskiego (nie wiem dokładnie, jaki był jego status), część zaś – woj. krakowskiego (tu bardziej tereny w kierunku Częstochowy). Tylko że z tego dziś NIC nie wynika, ciągłość historyczna Małopolski została bowiem przerwana przez okres zaborów. Krótko mówiąc Sosnowiec nie jest dziś żadną Małopolską (podobnie nie jest nią dziś np. Lublin, Kielce, Radom, Siedlce, choć w tych przypadkach może dodatkowo wchodzić w grę pytanie, na ile one kiedykolwiek ową Małopolską były, czyli kwestia zdefiniowania Małopolski, bo do prowincji małopolskiej, a jest to jedyne bardziej skonkretyzowane kryterium, wchodziło także np. woj. kijowskie, a chyba nikt przy zdrowych zmysłach o Kijowie jako Małopolsce nie powie).

    3.
    Nie żadni Rosjanie. Królestwo Polskie (zw. Kongresowym) było państwem polskim, w zależności od okresu mniej lub bardziej niezależnym. Dziś z oczywistych (politycznych) względów jest tendencja do deprecjonowanie tej epoki.

    4.
    Ustalenia „Rządu Narodowego” podczas tego powstania miały z grubsza biorąc taką moc jak dziś oddziaływanie czasopisma Nowe Peryferie. Poza tym ta „ziemia krakowska” była krakowską tylko z nazwy. Był to bowiem teren gub. kieleckiej, czyli późniejszego w II RP woj, kieleckiego, a ściślej jego płd. części (część płn. to gub. radomska).

  6. @Grzegorz 29 czerwca 2013 at 13:29

    Nie wiem, czy o tym samym mówisz, ale Nowy Śląsk to był obszar nazwany tak przez Prusaków (nie Austriaków).

  7. Tak – przyznaję się do nieścisłości i do błędu … Nazwa województwa „śląsko-dąbrowskie” była nieoficjalną, na tyle ugruntowaną, jak mi się wydawało , że nie wpadłem na pomysł aby sprawdzać czy to nazwa oficjalna czy nie … Dziękuję za sprostowanie …
    Oczywiście chodzi o Prusaków nie Austriaków, pomyłka wynikająca z pośpiechu … Chodziło mi o lata 1795-1806 i okręgi Siewierza, Pilicy i Lelowa nazwane wtedy Nowym Śląskiem przez nich …
    Podaruję już sobie te impertynencje o „zdrowych zmysłach” … Problem tożsamości regionalnej, jest sprawą złożoną, na którą się składa wiele czynników, min. tradycja oraz świadomość ludzi … Nie ma czegoś takiego jak Małopolska, istniejąca poza czasem i historią … Dlatego, wypadałoby spytać najpierw ludzi w wymienionych przez Pana miastach czy ziemiach o ich świadomość regionalną, żeby się na ten temat wypowiadać … Oczywiście te miasta czy ziemie, były w różnym czasie, dłużej czy krócej związane z Małopolską … Po co sięgać aż do Kijowa … Bytom nie wystarczy … Kiedyś leżał w Małopolsce … Oczywiście, dopóki nie przedstawi Pan kryteriów, według których definiuje Pan Małopolskę dyskusja nie ma sensu, ponieważ na zabawy w stylu, sprowadzanie innych wypowiedzi do absurdu szkoda czasu …
    Tym bardziej, że to co Pan napisał zawiera sporo niekonsekwencji … Co to niby ma znaczyć, że ciągłość historyczną Małopolski ( w tym Sosnowca ) przerwały zabory … Można to samo powiedzieć o Polsce całej… Wszędzie były zabory, że o Śląsku już nie wspomnę – wcześniej odpadł … Przykład Rządu Narodowego i Powstania Styczniowego moim zdaniem pokazuje że nie było tego zerwania tradycji i nic tu nie ma do rzeczy kompletnie, ile ten rząd mógł czy nie mógł … Chodziło o pokazanie żywej wtedy tradycji i związków z Małopolską, Krakowem … Ja nic nie deprecjonuję ( raczej Pan swoimi wypowiedziami o Rządzie Narodowym ) i wiem, czym było Królestwo Polskie czy Kongresowe … Było częścią imperium rosyjskiego. O pewnej autonomii oczywiście, ale z łaski cara rosyjskiego … I to chyba fakt a nie polityka …
    Oczywiście przy takim jak Pan legitymistycznym, jeśli chodzi o władzę carów rosyjskich nastawieniu – można bawić się w wywodzenie podziału administracyjnego Polski od guberni, które stworzył zaborca ( nie kierujący się raczej polską tradycją ) …
    Podział administracyjny II RP, oczywiście był pochodną zaborów i wynikających stąd problemów ( min. unifikacji prawa ) a stworzenie ówczesnych województw miało być pierwszym krokiem do unifikacji obszaru administracyjnego … Proces był trudny i niezakończony do wybuchu II wojny światowej … Więc raczej możemy dzisiaj tylko gdybać, jak wyglądałby w postaci finalnej … To szeroki temat i niełatwo go w kilku zdaniach zamknąć, ale były też projekty stworzenia 5-6 wielkich województw … Więc mogła być szansa, wtedy na Sosnowiec w Małopolsce … Po wojnie o podziale administracyjnym zadecydowały już inne czynniki, tym razem polityczne … Niestety ostatnia reforma administracyjna nie różniła się niczym od tych wcześniejszych …

  8. @Grzegorz 29 czerwca 2013 at 21:02

    Zapoznaj się kolego z literaturą przedmiotu i dopiero wtedy ewentualnie zabieraj głos. Na początek możesz rzuć okiem na poniższy tekst profesora historii. Nie ma w nim zdaje się nic na temat samego Zagłębia, ale jest wyjaśnienie różnicy między Małopolską tzw. historyczną (czyli istniejącą w przeszłości, zatem nie istniejącą obecnie) a Małopolską dzisiejszą. Dla mnie osobiście takie rozróżnienie jest oczywiste samo przez się, nie potrzebne mi są do tego elaboraty naukowe, ale tobie może się to przydać.

    http://www.nowamalopolska.pl/newsysn/formatka.php?idwyb=288

  9. Szanowny Panie ( bo nie wydaje mi się, abym był Pana kolegą ) ! W tym polecanym przez Pana tekście nie znajduję nic, co przeczyłoby temu co napisałem …. Nie odpowiada mi pański protekcjonalny ton, brak konkretów i ewidentne – co tu mówić wiele chamstwo, wyrażające się w niesłychanym wprost nadęciu na tle własnej, rzekomej wiedzy … Nie pozdrawiam i kończę tę żałosną „dyskusję”

  10. @Grzegorz 30 czerwca 2013 at 22:41
    Ależ znajduje, znajduje, tylko należy go przeczytać i spróbować zrozumieć. Ot daleko szukać, choćby to twoje „wypadałoby spytać najpierw ludzi” – nie kolego, żadnych ludzi tu o nic nie należy pytać, bo w tych kwestiach decydująca jest historia, a nie czyjaś tam opinia czy zdanie tzw. większości. Jedynie historia jest tu miarodajna. A z niej jasno i czytelnie wynika, że dziś nie ma już Małopolski w rozumieniu sprzed kilku wieków. Dziś Małopolska to Galicja. To zaś oznacza, że np. Sosnowiec, Częstochowa, Kielce, Radom, Lublin żadną Małopolską dziś nie są, bez różnicy jak uważają mieszkańcy tych miast (notabene nie znam zdaje się ani jednego kielczaka, radomiaka czy lubelaka uważającego się ma Małopolanina, ale to na marginesie, bo jak mówię decyduje tu obiektywna historia, a nie czyjeś subiektywne odczucie, często zresztą oparte na zwyczajnej ignorancji).

  11. Hey there! Quick question that’s totally off topic.
    Do you know how to make your site mobile friendly?

    My website looks weird when browsing from my iphone4. I’m trying to
    find a theme or plugin that might be able to fix this issue.
    If you have any recommendations, please share.
    Thanks!

    femme en louboutin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *