AUTOR

Paweł Bravo

Pismak wędrowny, obecnie związany z własną kuchnią i Tygodnikiem Powszechnym, na łamach którego ukazują się jego antylajfstajlowe felietony o obyczajach jedzeniowych. Dawniej pracował dla Plusa Minusa i Tygodnika Forum. W niektórych sprawach europejskich rozeznaje się na tyle, że daje sobie prawo zabierać na ich temat nieekspercki głos.

Krótkie przypomnienie: we włoskich wyborach miesiąc temu jedną czwartą głosów zyskał Ruch 5 Gwiazd – emanacja trwającego już dobre sześć lat pospolitego ruszenia, animowanego przez byłego aktora kabaretowego i komika Beppego Grilla. Pod koniec lat 90. zaczął on wykorzystywać swoją charyzmę sceniczną, by pobudzać ludzi do działań – zrazu jedynie ograniczonych do walki o czyste środowisko (m.in. przeciw spalarniom śmieci) i czystą politykę (ogólna kontestacja systemu partyjnego, który po krótkim wstrząsie z lat 1992-93 wywołanym przez serię afer korupcyjnych, zamarł w postaci faktycznego duopolu).

W połowie zeszłej dekady doszło do dwóch ważnych przemian: inicjowane przez występy Grilla ogniska aktywności obywatelskiej zyskały platformę internetową – był to sposób na „policzenie się“ i odnajdywanie nowych chętnych. Po drugie, pod naciskiem samego lidera grupy te zaczęły brać udział w lokalnych wyborach, starając się przebić się do struktur administracyjnych coraz wyższego szczebla. Z ogólnokrajowych mityngów tych „list obywatelskich“, zwanych z początku „przyjaciółmi Beppego Grilla“, wyłoniła się już stała i wyraźna artykulacja – najpierw pod postacią wspólnego zbioru dwunastu zasad, a wkrótce potem Ruchu 5 Gwiazd (gwiazdy symbolizują podstawowe obszary zainteresowania: publiczny dostęp do wody, zrownoważony transport publiczny, rozwój, powszechny dostęp do internetu, ochrona środowiska).

W ostatnich paru latach, równolegle z coraz lepszymi wynikami Ruchu w kolejnych wyborach lokalnych (w zeszłym roku paru burmistrzów, kilkudziesięciu radnych w radach regionów itd), rosła rola bloga Beppe Grilla, otwarcie prezentowanego jako „drugi obieg“, przeciwstawiony totalnie zakłamanym mediom elektronicznym. Sieć miała stać się antidotum na zabetonowanie prasy i telewizji przez układ biznesowy i polityczny, w którym – jak twierdził Grillo – blok Berlusconiego i walczące z nim deklaratywnie sojusze centrolewicy stanowią wspierające się wzajemnie filary układu „pokumanych ze sobą partii“.

Przeniesienie do sieci całego życia organizacyjnego Ruchu i poddanie procedur rygorom przejrzystości i deliberacji, jakie umożliwia internet (streaming zebrań, głosowanie online) szło w parze z ostro antyestablishmentowym przekazem, jaki dominował też w kampanii wyborczej do parlamentu. Utarła się zbitka pojęciowa: odbudowa demokracji przez wyrzucenie za burtę zepsutych oligarchii – tylko dzięki społecznościom zorganizowanym w internecie i tamże artykułującym swoją tożsamość w działaniu. Cyfrowe równa się odnowicielskie, przejrzyste i sprawiedliwe.

Specyfika włoskiej ordynacji wyborczej i procedur tworzenia rządów sprawia, że te 25 procent głosów daje tym politycznym Marsjanom – jak często bywają nazywani, z mieszaniną zdumienia i obawy przez dziennikarzy – moc blokowania procedur związanych z tworzeniem rządu i w ogóle paraliżowania systemu, który wszak wedle deklaracji chcą zniszczyć. Dotychczasowe próby wciągnięcia 5 Gwiazd w pośrednią choćby formę większości wspierającej rząd spaliły na panewce, chociaż centrolewicowa Partia Demokratyczna była gotowa sformułować program takiego krótkotrwałego gabinetu zasadniczo podobny do postulatów wyborczych Ruchu. Wejście na drogę realizacji konkretnych zmian w prawie i ustroju zakłada bądź co bądź działania w obrębie systemu, a więc klasyczne dogadywanie się z innymi graczami – przynajmniej do czasu, kiedy w następnych wyborach zostanie osiągnięty cel „100 procent“, jakie chciałby zgarnąć Grillo.

Pat polityczny zaowocuje zapewne szybką powtórką wyborów i niewykluczone, że zamiast poszybować ku tym stu procentom, Ruch oberwie mocno po głowie od elektoratu, któremu wystarczyła jednorazowa ekspresja złości na establishment, elektoratu w swej masie niegotowego na walkę do upadłego, zwłaszcza w obliczu coraz gorszej sytuacji finansowej państwa. Niezbadane są ścieżki, jakimi wędrują emocje zbiorowe zwłaszcza w mało oswojonym poznawczo ekosystemie internetowym.

Nie siląc się na prognozy, warto natomiast powiedzieć parę rzeczy, które są pouczające i ważne także poza włoskim kontekstem. Dotyczą one paru kluczowych pojęć i nadziei lewicy.

Po pierwsze, dialektyczny efekt emancypacji/zamordyzmu internetu zastosowanego do organizowania wspólnot. Z jednej strony, Grillo potwierdził intuicyjne przekonanie, że sieć pozwala budzić ludzi, krystalizować drzemiące w nich (lub tłumione przez zastany ład) aspiracje, dawać narzędzia do gromadzenia i budowania efektu skali. Krótko mówiąc, że umożliwia on emancypację zbuntowanych outsiderów, ostatnich sprawiedliwych poukrywanych w zakamarkach zaskorupiałej rzeczwistości, nowoprzybyłych bez szans, by stara gwardia wpuściła ich na przyjęcie.

Artykułowane w internecie wsparcie pozwoliło zaistnieć i poczuć energię konieczną do walki o mandat w lokalnych radach zupełnie nowemu pokoleniu ludzi. To oni zmagali się z traumami niezaspokojonych potrzeb – podobnych do tych, jakie w innych krajach wypowiadali rozmaici Oburzeni (we Włoszech, poza paroma zadymami bez dalszych konsekwencji, nie było protestów ulicznych na taką skalę i tak nagłośnionych jak w Hiszpanii. Włosi, wbrew stereotypom, zamiast krzyczeć, wzięli się do działania). Do drużyny parlamentarnej Grillo wciągnął również paruset ludzi spoza wszelkich układów, nietkniętych rutyną – przez którą rozumiem nie tylko skłonność do bardzo zgniłych kompromisów, ale też swego rodzaju poznawczą atrofię, ślepotę na nowe kategorie problemów.

Jednak właśnie fakt pojawienia się ekipy „przyjaciół Grilla“ zebranej w skali całego kraju, nie mającej żadnych doświadczeń pracy razem (choć każdy z osobna sporo zdziałał w swojej gminie), pokazuje typowe dla tego sposobu uprawiania polityki zagrożenie: internet pozwala bardzo szybko zbudować zespół ludzi z bardzo odległych geograficznie i społecznie miejsc, ale właśnie dlatego są oni wybitnie sterowalni, podatni na manipulację, szantaż moralny albo proste zastraszenie. Brak więzi wynikających ze wspólnego otrzaskania (zarówno w pozytywnym działaniu, jak i wzajemnych intrygach) tworzy ze stuparudziesięciu deputowanych i senatorów dość bezwolną masę, która zresztą musiała podpisać szereg zobowiązań, przekazać ogromne prerogatywy liderowi i wyznaczonym przezeń pomocnikom. Dotyczy to np. praktycznego embarga na kontakty ze światem zewnętrznym (inne partie, media), głosowania zawsze wedle wytycznych przyjętych na wspólnych zebraniach (a nie trudno sobie wyobrazić, jak łatwo poprowadzić w oczekiwanym kierunku obrady setki nie znających się nawzajem ludzi).

Pierwszy praktyczny przykład drylu i manipulacji nastąpił w połowie zeszłego tygodnia, kiedy klub parlamentarny, w myśl obowiązującej na razie strategii, że albo cała władza, albo nic, zdecydował o bojkocie wyboru marszałka senatu. Mimo to, parunastu senatorów z Ruchu 5 Gwiazd poparło kandydata zgłoszonego przez Partię Demokratyczną (skądinąd budzącego spore zaufanie byłego prokuratora, zasłużonego w walce z mafią). Spowodowało to natychmiast dyscyplinujące wystąpienie lidera; przypomniał o punkcie regulaminu przewidującym automatyczne wydalenie z klubu jako karę za niesubordynację – po czym jednak kara została zawieszona. Grillo „wybaczył“ zbłąkanym owcom, uznawszy, że zostały „wciągnięte w pułapkę“. Zapachniało sektą.

Łatwość sterowania nastrojami i narzucania zarówno tematów, jak i decyzji w grupie powstałej dzięki internetowej platformie społecznościowej widać oczywiście najwyraźniej na przykładzie nowo sformowanej „drużyny“ parlamentarnej. Ale podobne zjawiska od samego początku obejmowały tysiące rozproszonych po całym kraju aktywistów kształtującego się ruchu, dla których jedynym wspólnym punktem odniesienia był blog lidera i działające tam forum dyskusyjne.

Z pozoru może się wydawać, że internetowe sposoby uczestnictwa i koordynacji przełamują charyzmatyczny, sekciarski (uwaga: na razie nie pada słowo „faszyzm“, do tych skojarzeń przymierzymy się potem) model, w którym masy członkowskie o niskim stopniu shierarchizowania zorientowane są gremialnie w górę, ku jedynej emanacji rozumu. A to jakoby dlatego, że internet ułatwia swobodną, niereglamentowaną deliberację w poziomej warstwie członkowskiej.

Przykład Ruchu 5 Gwiazd pokazuje jednak, jak pozorna jest ta swoboda. Ten, kto zarządza techniczną infrastrukturą danej społeczności, ma nieograniczoną władzę, tym bardziej, że istnienie takiego „admina“ i sposoby jego działania są nieprzejrzyste, niepodlegające kontroli i głosowaniom – mają przecież jakoby czysto „techniczny“, administracyjny charakter. To tak, jakby kluczową rolę demiurga i kontrolera spełniał w parlamencie szef techniczny budynku, zwierzchnik sprzątaczek i hydraulików, którego istnienie jest przecież zbyt błahe w kategoriach tradycyjnej polityki, by poświęcać uwagę jego postaci.

Paroletnia historia Ruchu 5 Gwiazd obfituje w historie ludzi „znikniętych“ jednym ruchem myszy; wątków dyskusji, które „nagle“ wyparowały. Pozbawienie kogoś dostępu do forum, odebranie konta użytkownika jest w końcu w tym świecie rownoznaczne z anihilacją. Obsesyjny nacisk na jawność procedur – a więc np. transmitowanie w streamingu zebrań – usypia uzasadnioną w każdej organizacji czujność, która kazałaby dociekać, gdzie i przez kogo podejmowane są różne „robocze“ decyzje, nie stające w porządku transmitowanych nasiadówek.

Kwestia niewidocznego na pierwszy rzut oka wpływu administratorów stron i serwisów, będących rzekomo oazą przejrzystości i demokracji bezpośredniej, jest warta szczególnej uwagi w przypadku Grilla&przyjaciół. Grillo zbudował swój sukces tak jak każdy charyzmatyczny wódz – na osobistych cechach i talentach, które rzucają się w oczy na byle którym filmiku z dowolnego wiecu. Ale być choćby najskuteczniejszym wiecowym mówcą to jedno, a tworzenie ciągłego, docierającego do opinii publicznej przekazu oraz budowanie wokół niego wspólnoty – to drugie. Tego ostatniego nie udałoby się zaś osiągnąć bez partnera, równego współudziałowca sukcesu, młodszego o pokolenie specjalisty od reklamy i marketingu w sieci, Gianroberta Casaleggia.

To jego firma jest stróżem, portierem, bileterem, rajfurem i operatorem radiowęzła w tym pięciogwiazdkowym obozie. Tylko czy za jej działaniami stoi logika czysto biznesowa? Intuicja każe w to wątpić – podstawowe znaczenie mają tu zapewne żądza władzy oraz realizacji dalekosiężnych wizji i ambicji. W tym względzie Casaleggio dostarcza nam treściwych i jasnych dowodów. Warto poświęcić parę minut na obejrzenie tej oto prezentacji po angielsku.

Mamy tu millenarystyczną tęsknotę za „resetem“ świata (III wojną), po którym nastąpi utopijna jedność ludzkości, bez ideologii i podziałów, z tożsamością częściowo wtopioną w ogólnoświatową sieć, sieć, jak można się domyślać – już nie komputerów a umysłów… Chciałoby się machnąć ręką na tę nieporadną retorycznie i plastycznie emanację dobrze znanej utopii. Każdy pamięta z historii podobne, acz wymowniejsze i przemawiające do sumienia obrazy. Ale lepiej zatrzymać w pamięci ową tęsknotę za jednością i niefrasobliwy stosunek do status quo.

Prowadzi nas to bowiem do rozważań o naturze możliwej (niechybnej?) dziś rewolucji – czyli o drugim obszarze, wobec którego awans Grillo stanowi dziś nauczkę o wymiarze ponadlokalnym.

Wydźwigięcie Ruchu 5 Gwiazd z poziomu miriady inicjatyw obywatelskich na poziom polityki w skali makro uwypukla bowiem pewien banalny w gruncie rzeczy węzeł pojęciowy: postulaty naprawy systemu artykułuje tu mianowicie podmiot, którego działania oraz część retoryki są jawnie antysystemowe, a co więcej, skutecznie podważają procedury zastanego ustroju.

Pomysły takie jak: antykorupcyjne wyczyszczenie świata politycznego, rygorystyczne przepisy blokujące konflikt interesów między polityką a biznesem, rozwój narzędzi demokracji bezpośredniej (tzn. poszerzenie zakresu decyzji podległych referendum, wprowadzenie konsultacji przez internet), gwarantowany dochód obywatelski czy świadome wyhamowanie wzrostu gospodarczego (zwykle sprzedawane pod hasłem zrównoważonego rozwoju) nie brzmią same w sobie antysystemowo. Co więcej, część z nich była na ustach dotychczasowego establishmentu politycznego (zwłaszcza centrolewicy, ale nie tylko) od wielu lat. Ale tylko na ustach – niezdolność do zmiany przez prawie 10 lat fatalnej, pokrętnej ordynacji wyborczej, co do której niemal wszystkie partie stale deklarują niechęć, jest tu znamiennym dowodem.

Przykład Grilla prowadzi więc do smutnej refleksji: jak niska jest w tej chwili bariera rewolucyjności – czyli skala i zakres zmian i korekt w systemie, których wprowadzenie jest możliwe tylko przy pomocy antysystemowej strategii. Wygląda na to, że realną energią, która mogłaby zaskutkować zmianą ordynacji, dysponuje w obecnych warunkach tylko ugrupowanie kwestionujące w swoich działaniach sens utrzymywania parlamentu. Nawet lokalne i miękkie zmiany okazują się ową jajecznicą, której nie da się usmażyć bez rozbicia jajek. Jeśli zaś chodzi o rozbijanie, to oczywiście w przypadku Włoch musi pojawić się na horyzoncie faszyzm: wzór albo antyteza, niechciany rezerwuar chwytów i haseł, w każdym razie na pewno coś więcej niż poręczna pałka polemiczna. W hymnie Ruchu 5 Gwiazd o stosownym tytule „Ryk sieci“ pojawia się wprost króciutki cytat z Mussoliniego (Włosi jako „naród świętych i żeglarzy“).

Początkowe zdziwienie, dlaczego przeciwnicy wciąż jeszcze nie nagłośnili tego przykładu, przechodzi w konstatację być może najciekawszą poznawczo w obecnej sytuacji: Grillo – ze swoim wiecowym emploi, antyinstytucjonalną retoryką, wodzowskimi metodami zarządzania ruchem – ucieleśnienia po prostu zasadę, że w danej kulturze impuls wywrotowy (chciałoby się rzec – zbiorowy thanatos) znajduje ujście ciągle w tych samych formach. W przypadku Włoch nabyły one – dzięki swojej nawyrazistszej, naznaczonej największą traumą postaci – etykietkę faszyzmu i z równie oczywistych względów, przez ciąg skojarzeń z jednym z dwóch XX-wiecznych totalitaryzmów, zostały obłożone tabu.

Ahistoryczne relegowanie faszyzmu do piekła prawicowych ideologii utrudnia nam trzeźwe spojrzenie na wczesną fazę rozwoju ruchu i genealogię polityczną Duce. A przecież tenże wódz zdobywał propagandowe i organizacyjne ostrogi jako szef kolejnych pism partii socjalistycznej („Przyszłość robotnika“, „Walka klasowa“, wreszcie oficjalny organ „Naprzód!“), autor antyklerykalnych tekstów podpisywanych pseudonimem „Prawdziwy heretyk”. Mussolini został wręcz aresztowany za zwalczanie imperialistycznych zapędów swojego państwa w Afryce. Śmiem twierdzić, że urodzony sto lat później klon młodego Mussoliniego dziś byłby w szpicy walki o małżeństwa jednopłciowe, ukrócenie swobód kapitałowych, wyrażałby bunt dzieci sieci – wszak sto lat temu jego karne szeregi śpiewały buńczuczną studencką piosenkę o „młodości, wiośnie piękna“.

Gdyby nie paskudny smród wokół słowa na „f“, pewna część działaczy Ruchu 5 Gwiazd chętnie by powoływała się na wzorce z pierwszej dekady zeszłego wieku. Z dumą mogliby dodać, że tak jak Benito genialnym innowatorem, jeśli chodzi o opanowanie mocy radia i agresywnej retoryki w druku, tak Beppe powtarza jego sukces na Youtube.

Skojarzenia głosu, mowy ciała i retoryki dwóch wodzów narzucają się same, starczy mieć uszy do słuchania i oczy do patrzenia. Co się zaś tyczy zdejmowania klątwy z etykietek, to nie jest ono konieczne, możemy spokojnie używać nowej – grillizm. To wystarczy, by świadomość wszelkich różnic i odmienności, wszelkiego „jesteśmy o sto lat dalej“ nie zatarła w nas przekonania, że, jak śpiewał bard, pamiętamy, co było, więc wiemy, co będzie.

Z nadzieją albo zniechęceniem – zależnie od temperamentu i stopnia wściekłości na świat – można zatem nieśmiało prognozować, że i rewolucja Grilla jakoś rozejdzie się po kościach. W „Lamparcie“, powieści w natchnionym skrócie obrazującej genotyp włoskiego państwa, książę Salina wypowiada maksymę, że czasami trzeba wiele zmienić, by wszystko pozostało po staremu. Zresztą nie jest to wyłącznie włoska specjalność – znamy wiele przykładów, kiedy impuls poprawy świata doprowadza do głębokiego wstrząsu. Tyle że energia tej społecznej eksplozji wypełnia się prawie całkowicie w warstwie symboli i przeżyć zbiorowych, zostawiając po sobie nieco drobnych, lokalnych zmian w warstwie realnego ustroju i stosunków społecznych.

 

Zanim jednak powtórka historii się dokona, możemy być mądrzejsi o tych parę refleksji, nie bez związku z polską sytuacją, naszym własnym oburzeniem, naszą własną młodością, ciągle nie nadchodzącą wiosną piękna.

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *