gościnnie, polityka

2012: DEZORIENTACJA, REORIENTACJA?

AUTOR

Jarosław Tomasiewicz

(ur. 1962) jest doktorem nauk politycznych, autorem książek (Zło w imię Dobra. Zjawisko przemocy w polityce, Terroryzm na tle przemocy politycznej. Zarys encyklopedyczny, Między faszyzmem a anarchizmem. Nowe idee dla nowej ery oraz Ugrupowania neoendeckie w III Rzeczypospolitej) i publicystą.

Coś drgnęło… Miniony rok był pierwszym od 2007, w którym dało się odczuć nieśmiałe podmuchy nowych wiatrów. Wciąż jednak nie znamy kierunku tych wiatrów.

Jeszcze jesienią 2011 roku wydawać się mogło, że role w teatrze polskiej polityki są rozpisane na długo: dominować będzie po wiek wieków Platforma, podążająca (acz z opóźnieniem i wahaniami) „europejskim” kursem wyznaczanym przez awangardę Palikota; opozycja prawicowa (PiS) i lewicowa (SLD) będzie pomału dogorywać zabetonowana w swych warownych gettach. Układ jako żywo przypominający Rosję z hegemoniczną rolą Jednej Rosji i pseudo-opozycją typu Żyrinowskiego czy wyraziściej opozycyjną, ale zakleszczoną w narożniku KPFR.

Dominacja Platformy wynikała z różnych czynników: poparcie mediów (trudne do przecenienia w warunkach społecznej atomizacji) padło na sprzyjający grunt w postaci „zburżuazyjnienia” Polaków – faktycznego (poprawa sytuacji materialnej) i, w jeszcze większym stopniu, mentalnego – jakie dokonało się w ostatnich latach. W dodatku, w nielubiącym skrajności społeczeństwie polskim PO ulokowała się na centrowej pozycji w ramach obowiązującego liberalno-konserwatywnego konsensusu ideologicznego(1).

O ile lata 90. zdominował konflikt między specyficznym liberalnym reformizmem w duchu Michnika i Kwaśniewskiego a postsolidarnościowym nacjonalpopulizmem, o tyle na początku tego stulecia ukształtowała się swoista synteza ekonomicznego liberalizmu Balcerowicza i konserwatyzmu obyczajowego „Solidarności”. Janusowymi twarzami tego nowego konsensu były liberalno-konserwatywna PO i konserwatywno-liberalny (w praktyce, choć niekoniecznie w retoryce) PiS(2). Hegemonia hybrydalnej ideologii konserwatywnego liberalizmu mogła mieć jednak tylko charakter przejściowy ze względu na jej niespójność – konflikt pomiędzy liberalną „bazą” a konserwatywną „nadbudową”. Prędzej czy później liberalizm musiał pozbyć się krępującego go konserwatywnego gorsetu i przejść w fazę liberalizmu integralnego. Mówiąc prościej – nuworysze chcą korzystać ze swego bogactwa bez ograniczeń obyczajowych. To droga Palikota, którą wcześniej podążyli już np. brytyjscy torysi, obnoszący się dziś z akceptacją wielokulturowości (nie mylić z multikulturalizmem jako doktryną) i homoseksualizmu.

Tę nieuchronną, zdawałoby się, ewolucję zakłócił globalny kryzys ekonomiczny, którego skutki zaczęły być odczuwalne w Polsce dopiero w 2012 roku(3). Popularność rządu Tuska i Platformy gwałtownie spadła. Krytykowanie rządzących – za autostrady, refundację leków, bałagan w kolejnictwie, ostatnio fotoradary – przestało być „obciachem”. Ku zdumieniu niektórych okazało się, że pogorszenie sytuacji ekonomicznej sprzyja przede wszystkim prawicy. Pierwszym tego symptomem był – jeszcze w listopadzie 2011 roku – bezprecedensowy sukces frekwencyjny Marszu Niepodległości organizowanego przez radykalną, pozaparlamentarną prawicę; sukces powtórzony rok później(4). Wiatr w żagle zaczął łapać też PiS, który, według części sondaży, ma szansę pokonać PO. Polityczna prawica ma solidne zaplecze społeczne: metapolityczny ruch radiomaryjny, „Solidarność” (której zdaje się pomału przechodzić kac po AWS), prawicowa kontrkultura (np. nacjonalistyczna scena hip-hopu) i fandom kibiców piłkarskich(5).

Dynamika wzrostu prawicy nie jest wyczerpana. Napędzać ją będą dwa czynniki. Pierwszym jest wojna kulturowa między „lemingami” i „moherami”, która mobilizuje pod sztandary prawicy masy ludzi skądinąd nie mających z ekonomiczną prawicowością nic wspólnego(6). Drugi czynnik ma charakter społeczny: warto przypomnieć, że narodziny PO były swego rodzaju buntem narodowej burżuazji (polskich drobnych i średnich przedsiębiorców) przeciw zdominowanej przez wielki (na ogół zagraniczny) kapitał oligarchii, którą w latach 90. reprezentowała przede wszystkim Unia Wolności. Obecnie interesy oligarchii wyraża już Platforma.

Nie wiadomo jednak, kto tę dynamikę na prawicy wykorzysta. Najsilniejsza partia prawicowa – Prawo i Sprawiedliwość – wydaje się organicznie niezdolna do otwarcia się na nowe siły i środowiska. Warto przypomnieć, że Kaczyński wygrał wybory tylko raz – dzięki rekordowo niskiej frekwencji. Gdyby nawet teraz ten sukces powtórzył, to – w przeciwieństwie do 2005 r. – nie znalazłby w Sejmie koalicjantów. Zamknięty charakter PiS wynika z jego jałowości ideowej (to głównie „postpolityka dla ubogich”, gra emocjami), która to jałowość wynika z kolei z centralizmu (dlatego odeszli konserwatyści Jurka, liberałowie Kowala i „solidaryści” Ziobry), związanej z osobowością lidera. Tu się nic nie zmieni.

Kryzys sprzyja też odrodzeniu „starej lewicy” spod znaku SLD, której hasła bliższe są rzeczywistości, niż te podnoszone przez kulturową „nową lewicę”. Pozwoliło to na zorganizowanie największej manifestacji 1-majowej od kilkunastu lat (12-20 tys.)(7). Konkurencja z Palikotem wymusiła  radykalizację Sojuszu, który częściowo wrócił do haseł sprzed 1993 r. Nie da się jednak wejść dwa razy do tej samej rzeki ani ponownie stracić dziewictwa. Jak na razie SLD nie wychodzi poza tzw. żelazny elektorat (przypomnijmy, że w 1993 r. było to 20 proc.). Radykalizm Millera jest starannie dawkowany – eseldecy dbają o to, by nie spalić mostów wiodących ku koalicji z PO. Wynika to z postrzegania prawicy liberalnej jako „mniejszego zła” w porównaniu z „wojującym ciemnogrodem” kaczyzmu, ale też z kagańca politycznej poprawności. SLD nigdy nie pozwoli sobie na skrytykowanie „proeuropejskiej” polityki rządu, choć dostosowywanie polskiej gospodarki do warunków paktu fiskalnego uderza bezpośrednio w szerokie masy polskiego społeczeństwa.

Drugą słabością lewicy (nie tylko postkomunistycznej) jest wspomniana wcześniej wojna kulturowa. Podziały społeczno-ekonomiczne i kulturowe nie nakładają się na siebie ale biegną w poprzek. W rezultacie zarówno burżuazja i klasa średnia jak klasy niższe są podzielone pod względem światopoglądowym, co sprawia, że wysuwanie postulatów obyczajowych automatycznie – wbrew zaklinaniu rzeczywistości przez „prawdziwych lewicowców” – odstręcza konserwatywną obyczajowo część biedoty. A wysunięcie na pierwszy plan kwestii socjalnych w duchu antykapitalistycznym byłoby posunięciem rewolucyjnym, którego SLD nigdy nie uczyni.

Na planie politycznym nie widać dziś zatem perspektyw radykalnej zmiany. Próbują tą sytuację zmienić inicjatywy „nowej lewicy” (Kwaśniewski z Palikotem), „nowego centrum” (PSL z PJN) i „nowej prawicy” (Giertych – Gowin – Sikorski), które stanowić mogą potencjalną alternatywę dla rozczarowanych wyborców PO (bo, umówmy się, „leming” nigdy nie zagłosuje na PiS). Trudno jednak tym hipotetycznym tworom, wykoncypowanym przy biurkach polittechnologów, wróżyć jakieś sukcesy.

Ciekawsze przemiany dostrzec możemy na poziomie metapolityki. Słabnięcie Platformy jest pochodną erozji konsensu liberalno-konserwatywnego. Owa erozja zachodzi w dwóch kierunkach – ku liberalnej lewicy i antyliberalnej prawicy. Kierunek pierwszy to ruch Palikota: przedkryzysowy populizm młodej klasy średniej oparty na postulatach obyczajowych (liberalnych), a nie ekonomicznych. Palikot dostrzegł laicyzację społeczeństwa, której nie towarzyszyła laicyzacja państwa. Jego postulaty są jednak nieadekwatne do kryzysu ekonomicznego, gdyż baza tego ruchu jest społecznie niejednorodna(8). Z tego wynika wyraźne słabnięcie Ruchu Palikota (przewidywane przeze mnie już rok temu w tekście dla „Bastille – Republique – Nation”). Wciąż jednak Palikot może przejmować rozczarowanych sympatyków słabnącej PO, więc jego rola jeszcze się nie skończyła.

Kierunek drugi to odrodzenie się prawicowej krytyki jeśli nie kapitalizmu, to przynajmniej neoliberalizmu. Zjawisko to powszechne było w latach 90., jednak po 2005 roku praktycznie zanikło(9). Na prawicy niepodzielnie królowali wyznawcy neoliberalizmu, jedyny spór toczył się tu między klasycznymi monetarystami a ekstremistami ze szkoły austriackiej. Obecnie obserwujemy renesans zainteresowania nieortodoksyjnymi nurtami myśli ekonomicznej, takich jak dystrybucjonizm, coraz odważniejsze odwoływanie się do interwencjonizmu państwa, wzmożoną krytykę różnych przejawów kapitalistycznej rzeczywistości. Widzimy to zarówno na prawicy parlamentarnej (Solidarna Polska) jak i w niewielkich liczebnie radykalnych grupach młodzieżowych (Autonomiczni Nacjonaliści, NOP, Falanga). W sytuacji pogłębiania się kryzysu ten melanż nacjonalizmu, konserwatyzmu obyczajowego i selektywnego antykapitalizmu może okazać się nośny(10).

Dodajmy do tego wyraźny wzrost nastrojów eurosceptycznych w społeczeństwie. Polacy i tak należą do najbardziej pro-europejsko nastawionych narodów, ale dostrzec można spadek tego euroentuzjazmu spowodowany (a) obserwacją kryzysu strefy euro, (b) niechęcią do euro-biurokratycznych regulacji oraz (c) osłabieniem masowej emigracji zarobkowej. Trzeba jednak pamiętać, że Polacy wciąż postrzegają przynależność do UE w kategoriach prestiżowych (jako wartość „samą w sobie”), co czyni z nich neofitów wartości zachodnich i europejskich. Nic dziwnego, że jako społeczeństwo dorobkiewiczów w sporze niemiecko-greckim solidaryzują się z Niemcami.

Generalnie polskie społeczeństwo wciąż nie jest mentalnie przygotowane na kryzys – większość myśli nadal kategoriami liberalnego konsensusu, gdyż świadomość społeczna nie nadąża za zmianami globalnymi. Sprzyja temu przerażająca atomizacja społeczeństwa i generowany przez nią stan wojny wszystkich przeciw wszystkim.

Dlatego pytanie „Quo vadis Polonia?” nadal pozostaje bez odpowiedzi.

(1) Konsens ideologiczny to coś innego niż wyniki wyborów – mam na myśli coś trudno uchwytnego i zdecydowanie niepoliczalnego, jak np. typ argumentacji przeważający w przestrzeni publicznej.
(2) Pomimo solidarystycznej retoryki, realną politykę ekonomiczną PiS realizowała Zyta Gilowska.
(3) Głównie zresztą na skutek restrykcyjnej polityki rządu, dążącego by za wszelką cenę znaleźć się w strefie euro.
(4) Co więcej, narodowcy i korwinowcy nie tylko wzięli udział w masowych spontanicznych manifestacjach młodzieży przeciw ACTA (styczeń 2012 r.), ale nawet niekiedy nadawali im ton.
(5) Nawiasem mówiąc dziś w Polsce kibice piłkarscy są jedną z najbardziej liczących się grup społecznych dzięki temu, że potrafili zachować solidarność w zatomizowanym społeczeństwie. Sprawia to, że część radykalnej lewicy próbuje kibiców pozyskać. Przypuszczać jednak można, że jest to skazane na niepowodzenie, gdyż kibicowska mentalność jest diametralnie sprzeczna z wartościami współczesnej lewicy. Środowisko kibicowskie jest międzyklasowe, a nie czysto proletariackie. Kibic bezwarunkowo kocha swój klub, nienawidzi rywali, czci klubowe symbole, w obronie swego klubu gotów jest stosować przemoc, szanuje wartości takie jak siła, honor, męstwo, lojalność. Polityczne poglądy kibiców polegają na przenoszeniu pojęć ze świata sportu na politykę: kraj utożsamiają z klubem, barwy klubowe z symbolami narodowymi.
(6) Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na pewien istotny niuans: homofobiczne nastroje silne są nawet w skądinąd antyklerykalnych środowiskach.
(7) Inna rzecz, że sukces SLD podkreślił słabość radykałów: 1-majowa demonstracja socjalistów i komunistów liczyła 30-50 osób, anarchistów 100-150 osób, Autonomicznych Nacjonalistów 300-500 osób.
(8) Fenomen palikotyzmu wymaga osobnego omówienia.
(9) Pomijając sporadyczne przypominanie sobie przez polityków PiS o „Polsce solidarnej” w okresach przedwyborczych, czemu jednak zarazem towarzyszyło oddawanie spraw ekonomicznych w ręce osób takich jak Z. Gilowska czy P. Wipler.
(10) Nawiasem mówiąc nie jest to jedyny możliwy wariant – środowisko Narodowej Socjaldemokracji skupionej wokół dr. Jacka Kardaszewskiego łączy antykapitalizm i nacjonalizm z obyczajowym progresywizmem.
drukuj

KOMENTARZE

  1. Świetny, artykuł, zgadzam się praktycznie ze wszystkim. Może Pan Doktor podać konkretne przykłady prób pozyskania kibiców piłkarskich przez lewicę w Polsce? Byłbym bardzo wdzięczny, trochę śledzę temat a nie spotkałem się z czymś takim. Diagnoza na temat wartości wyznawanych przez te środowiska wydaje mi się w dużej mierze trafna, ale uproszczona – przykładem http://www.facebook.com/photo.php?fbid=407813969295663&set=pb.347926938617700.-2207520000.1361202926&type=3&theater

  2. Dziękuję za miłe słowo.
    Próby pozyskania środowiska kibicowskiego były wyraźne zwłaszcza wśród anarchistów po zamieszkach w Słupsku w 1998. Generalnie zakończyły się fiaskiem pomijając pojedyncze przypadki takie jak (o ile dobrze pamiętam) Orkan Sochaczew, Podhale Nowy Targ czy Polonia Warszawa.

  3. To właśnie analiza wartości wyznawanych przez środowiska kibicowskie jest najsłabszą stroną tego artykułu. Wydaję się, iż autor posługuje się tu jedynie powszechnie funkcjonującymi stereotypami. Fragment ten boleśnie kontrastuje ze zgrabną i wartościową całością tekstu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *