Filip Białek

AUTOR

Filip Białek

ur. 1984, członek redakcji Nowych Peryferii, czasem pisze też gdzie indziej

Zacznijmy od cytatu z marksowskiego “Przyczynku do heglowskiej filozofii prawa”:

Krytyka, która się tymi sprawami zajmuje, jest krytyką znajdującą się w ogniu walki, a w walce nie o to chodzi, czy przeciwnik jest równego rodu, szlachetnym, interesującym przeciwnikiem; chodzi o to, aby mu zadać cios. Chodzi o to, aby nie pozwolić Niemcom ani na jedną chwilę łudzenia się, ani na jedną chwilę rezygnacji. Trzeba sprawić, aby rzeczywisty ucisk był jeszcze bardziej przygniatający, dodając do niego świadomość ucisku; trzeba hańbę uczynić jeszcze bardziej haniebną, rozgłaszając ją.

Zamieńmy Niemców na Polaków i mamy motto rodzimych krytyków polskości jako formy niedostosowanej do wyzwań współczesnego świata. Przyjmijmy, że nasi domorośli krytycy słusznie rozpoznali fakt, iż pewne momenty polskiej tożsamości (albo też: jej całość) służą tylko temu, aby Polacy nie mogli dostrzec, w jak fatalnej sytuacji się znajdują. Polskość byłaby więc czymś na kształt fałszywej świadomości. Zadanie krytyka czy krytyczki to ukazanie Polakom w jak najbardziej brutalny sposób ciężaru tego omamienia. Dopiero, gdy wszyscy zyskamy świadomość ucisku, gdy jasno zobaczymy, że ludzkie potrzeby są w Polsce zagłuszane przez wynaturzone potrzeby Polaka będziemy mogli zbudować tu społeczeństwo z prawdziwego zdarzenia. Bez resentymentu, ksenofobii, ciągle wiszącej nad nami groźby faszyzmu, etc, etc…

Wydaje się więc, że Marks stoi nie tylko w jednym szeregu z publicystami Krytyki Politycznej, ale zdarza mu się również patronować niektórym autorom z Czerskiej. I tu i tam daje się słyszeć głosy, że w polskości nie tylko nie ma żadnej siły emancypacyjnej, ale że jest to główna przeszkoda dla emancypacji mas. Polskość jest problemem – zastąpmy ją europejskością, lub czymkolwiek innym, a może coś w tym smutnym kraju pójdzie do przodu.

Jednak w tym samym tekście, w którym padają zacytowane wyżej słowa Marks pisze:

Wymagać od kogoś porzucenia złudzeń co do jego sytuacji to znaczy wymagać porzucenia sytuacji, która bez złudzeń obejść się nie może. […] Krytyka zniszczyła urojone kwiaty, upiększające kajdany nie po to, aby człowiek dzwigał kajdany bez ułud i pociech, ale po to, aby zrzucił kajdany i rwał kwiaty żywe.

Wymagać porzucenia złudzeń, co do sytuacji, w której znalazł się człowiek nie znaczy zatem tylko krytykować, obalać owe złudzenia. Istnieje przecież możliwość, że choć krytyk pomoże wyzwolić się komuś z jednego zestawu rojeń, to w zamian włoży mu do głowy inne fantazmaty. Idzie więc o to, aby krytyka odsłoniła przed ludźmi prawdę o ich losie.

Rzeczywista krytyka złudzeń musi być również krytyką świata, który te złudzenia produkuje. Ludzie nie wytwarzają sobie alienujących ideologii z powodu głupoty, tylko dlatego, że nędza świata jest dzięki temu łatwiejsza do zniesienia. Krytyka, która chce jedynie niszczyć owe urojone kwiaty, a nawet nie wspomina o kajdanach jest w najlepszym przypadku przedsięwzięciem jałowym. W najgorszym razie natomiast służy jeszcze gruntowniejszemu przysłonieniu żałosnej kondycji ludzi żyjących w alienujących ideologiach. U nas – dla przykładu – bardzo często „obala” się polskie tożsamościowe złudzenia, aby przeforsować projekt skrajnie liberalny, w którym jedyną cenioną postawą jest indywidualizm.

Publicyści tacy jak Cezary Michalski, Agata Bielik-Robson czy ideolodzy Gazety Wyborczej potrafią krytykować polskość. Ich krytyczne spojrzenie nie sięga jednak źródeł. Nie skupia swej uwagi na “sytuacji, która bez złudzeń obejść się nie może”. Prawdziwym problemem nie jest świat, który wymusza produkowanie fałszywych ideologii, ale same złudzenia. W tekstach Michalskiego czy Bielik-Robson jest to widoczne jak na dłoni. Dla nich, gdyby z Polski zniknęli Kaczyński, Rydzyk, czy Rymkiewicz i gdyby w końcu silne tożsamości odeszły w niebyt, Polacy szybko staliby się narodem nowoczesnym.

Z takiej perspektywy polskość jest czymś przeciwnym światu, życiu, ludziom. Jest dziwną naroślą, rakiem, który hamuje wzrastanie jednostek i całego społeczeństwa. Ze światem jest wszystko w porządku, jest on komfortowym miejscem, w którym “normalni”, nieskażeni polskością ludzie mogą w estetycznie urządzonej kawiarni, z dala od wyznawców Tanatosa, popijać dobrą kawę, bez pośpiechu czytać “Die Welt”, czy “The Guardian” i dyskutować Sloterdijka.

Jednak skoro złudzenie –powtarzając za Marksem – powstaje jako reakcja na nędzę świata, a nędzą Polski – powtarzając za naszymi niewydarzonymi krytykami – jest wynikiem polskich złudzeń, to musimy dojść do wniosku, że jedynym powodem polskich złudzeń są właśnie polskie złudzenia. “Sytuacja” – tak ważna dla Marksa – znika tutaj w nieustannym jojczeniu nad polską tożsamością. Oto przyczyna jałowości tego modelu krytyki polskości, oto dowód na jej bezczelność, oto źródło jej słabości.

Postawmy tu pytanie: dlaczego projekt krytyki polskości odniósł tak wielką porażkę? Jego żołnierzami byli i są uznani polscy intelektualiści i intelektualistki, miał on wielkie zaplecze instytucjonalne i finansowe w postaci Gazety Wyborczej – i co? I nic. Wąsaty 50-latek z Podlasia, czy innego Podkarpacia ciągle ma wąsy, głosuje na PiS, wierzy w zamach i (podobno) nienawidzi Żydów, gejów i Murzynów. Co więcej – ci wąsacze i wąsatki to ok. 30% całego społeczeństwa. Nie mówiąc już o wyborcach PO, którzy co prawda mają tą zaletę, że nie głosują na PiS, ale również czasem do sandałów ubierają skarpety. Dlaczego więc Polak wciąż jest tylko Polakiem, a nie człowiekiem? Dlaczego różnym Agatom i Cezarym pozostaje tylko wołanie na pustyni? Dlaczego nikt ich nie słucha? Dlaczego te – tak bardzo racjonalne – argumenty nie trafiają do polskich umysłów?

Odpowiedź jest prosta: nie mają oni nic do zaoferowania. Omijając “sytuację”, nie opisując rzeczywistych źródeł polskiej nędzy duchowej nigdy nie przekonają oni nikogo poza tymi, dla których polskość jest problemem natury estetycznej. Powtórzmy: krytyka złudzeń musi zaczynać się od krytyki świata, który te złudzenia wytwarza. W innym wypadku staje się ona niczym więcej jak wymaganiem od niezbyt rozgarniętych uczniów wykucia na pamięć paru formułek, które ci mają bez zrozumienia powtarzać. Jeśli Polacy mieliby rzeczywiście rozumiejąco uczestniczyć w nowoczesności, to muszą zobaczyć dlaczego ta nowoczesność jest od nich oddalona. A powodem tego oddalenia nie są wyłącznie Polacy, ale również sama natura nowoczesności.

Oczywiście, wszystko co tu piszę wyprowadzam z założenia, że polskość stoi w sprzeczności z nowoczesnością. Sam owego założenia nie podzielam, chcę jednak pokazać daleko idącą niekonsekwencję i jałowość różnych krytyk polskości. Uważam, że pojęcia takie jak “nowoczesność” i “polskość”, tak jak są obecnie używane, są wyjątkowo mocno skorumpowane. Aby używać ich w sposób owocny należałoby je oczyścić z wielu naleciałości, które sprawiają, że w istocie mogą służyć one obecnie jedynie wzajemnemu okładaniu się.

drukuj

KOMENTARZE

  1. Panie Filipie,

    Niestety nie znam na tyle Marksa żeby potwierdzić Pana tezę o wywodzeniu się krytyki liberalnych przecież publicystów KryPola z myśli wielkiego Niemca. Muszę natomiast zgodzić się z tym, że jest to krytyka służącą „sprzedaniu” indywidualistycznego projektu. Co ciekawe Agata Bielik-Robson ma w kręgu swoich znajomych współzałożycielkę Unii Pracy Małgorzatę Kowalską przedkładającą równość (w tym przede wszystkim polepszenie warunków bytowania najniższych warstw społeczeństwa) nad efektywność gospodarowania (prawo Kuznetsa, w którym została sformułowana taka prawidłowość było wielokrotnie krytykowane przez Tadeusza Kowalika przytaczającego Josepha Stiglitza podającego przykład kilku krajów Azji Wschodniej jako tych, które w miarę wzrostu zamożności redukowały nierówności) i krytykującą polskich „modernizatorów” z pozycji socjaldemokratycznych.

    A o jaki projekt chodzi Pani Agacie Bielik- Robson i kogo popiera Pani profesor? Z wywiadu rzeki pt. „Żyj i pozwól żyć” i wielu innych tekstów możemy się dowiedzieć, że jest to Platforma Obywatelska premiera Donalda Tuska. Pani profesor opowiada się za podwyższaniem płac nauczycieli, pielęgniarek i innych zawodów sfery budżetowej, które stanowiłyby część solidnej klasy średniej, opierającej się masie „wąsaczy oraz wąsatek z Podlasia i innego Podkarpacia” popierających PiS, leczonych jednak pieniędzmi z funduszy UE. Chorobą, która ma doskwierać owym Sarmatom jest tęsknota za katolicką pseudosielanką I Rzeczypospolitej. Z rozpoznaniem Pani profesor niestety muszę się zgodzić, ale zalecane leczenie tylko częściowo mi odpowiada (i nie chodzi tu o obrażanie się na napływ środków unijnych).

    Jak dowiadujemy się od Cezarego Michalskiego profesor Hausner posiada rzekomo receptę na awans polski z półperyferii systemu- świata do rdzenia kapitalizmu. Polega ona na ulżeniu uciemiężonym przez fiskusa ludziom biznesu, którzy łaskawie zatrzymaliby swoje interesy w Polsce i nie uciekaliby ze swoimi pieniędzmi do rajów podatkowych oraz inwestowali je w naszą gospodarkę. Mało lewicowy projekt, ale taka jest Krytyka Polityczna. Raz możemy w Dzienniku Opinii wyczytać pochwałę Hausnera autorstwa Michalskiego, innym razem krytykę polskości pióra Bielik- Robson, a jeszcze innym razem tłumaczenie tekstu Immanuela Wallersteina (którego, chociaż krytykuje Pani ABR, to popiera zaznajamianie się z jego myślą).

    Co z tego wszystkiego wynika? Krytyce Politycznej nie przyświeca żadna myśl przewodnia (nie oznacza to automatycznie stania się medium tożsamościowym). Wygląda na to, że członkowie REDakcji są zbiorem osób, które czasem mówią coś o hegemonii lewicy (pewna część), innym razem o sympatii do Hausnera (Pan Michalski), jeszcze innym krytykują polskość we wskazany przez Pana sposób (Pani ABR) . Pani ABR, która jest krytykowana przez Pana przytacza często Jana Sowę, z którego diagnozą muszę się niestety również zgodzić. „Fantomowe ciało króla”, które znam niestety tylko z omówień i choć zawiera ponoć pewne istotne błędy (przypisywanie Polakom podboju Ukrainy przez porównanie do podboju Wysp Brytyjskich przez Anglię, a nie jak ma to miejsce w „Myślach o dawnej Polsce” Pawła Jasienicy stwierdzenie, że podbój był dziełem Litwinów, a połączoną z nimi Polskę ich zdobycze zwyczajnie zgubiły) nie jest pozbawione sensu. Katolicko- narodowa polskość do jakiej przyznają się zwolennicy PiS jest antymodernistyczna, czyli także antyobywatelska. Nie oznacza to jednak, że pojęcie nowoczesności wywiedzione z książek Sowy nie przystaje do rzeczywistości. Polska droga dziejowa jak wskazuje Paweł Jasienica została określona przez unię z Litwą, która podbiła znaczną część ziem ruskich. Nabycie tych ziem przez Litwę (część przeszła potem na własność Korony) spowodowało przeniesienie tam przywilejów, które spowodowały rozrost tamtejszych majątków magnackich. Spowodowało to z czasem zepsucie systemu politycznego Rzeczpospolitej do stanu powodującego jego niewydolność i pochłonięcie kraju przez sąsiadów. Absolutyzm (a moim zdaniem znaczne wzmocnienie władzy dziedzicznego króla), który rekomenduje Polakom w XVI lub XVII wieku, czyli po fakcie Pan Sowa byłby całkiem niezłym rozwiązaniem. Jego wprowadzenie jednak nie byłoby możliwe ze względu na wspomnianych magnatów polskich i litewskich z ich ogromnymi zasobami finansowymi pochodzącymi z eksportu zbóż i innych surowców do Europy Północno- Zachodniej. Ostateczny produkt trudnej historii, czyli polski cierpiętniczy romantyzm gloryfikujący klęskę i nadający jej mesjanistyczne znaczenie nie przystaje nijak do współczesności (pisała o tym Pani ABR w krytykowanym przez Pana felietonie).

    Moim i pańskim zdaniem lewica w międzywojniu wielokrotnie pokazywała, że jest w stanie podjąć się rozwiązywania polskich problemów. Obecnie, mam nadzieję, znaleźliby się również ludzie na lewicy, którzy skłonni byliby podjąć się tego zadania. Wiele jednak wskazuje, że nie są to osoby związane z Krytyką Polityczną, a w szczególności Pani Agata Bielik- Robson niemająca zielonego pojęcia o ekonomii (chwaląc Sowę nie wspomniała o jego sympatii do krytyki kapitalizmu Wallersteina, którego sama krytykuje) i jej partner życiowy Pan Cezary Michalski chwalący profesora Hausnera.

    1. Dzięki za komentarz. Co do książki Sowy to warto zauważyć, że on przynajmniej w jednej kwestii zdecydowanie różni się od Bielik-Robson i Michalskiego i przez to „ucieka” od problemu, który postawiłem w powyższym tekście. Sowa przynajmniej próbuje wskazywać na źródła problemów z polskością. Tymi źródłami jest na stałe wpisana w naszą sytuację peryferyjność. Aby ją przezwyciężyć – twierdzi Sowa – należałoby nie tyle zrekonfigurować nasze położenie (czyli wejść do centrum), ale zmienić cały układ, który wytwarza podział na centrum i peryferie (tj. kapitalizm). Ja się z tym raczej nie zgadzam, gdyż – wydaje mi się – łatwiej jest wejść do centrum niż zmieniać cały obowiązujący porządek. Przede wszystkim istnieją przykłady krajów, którym się to udało (kraje skandynawskie, Korea, teraz być może Brazylia), a za nic nie wiemy jak zmienić cały światowe porządek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *