Filip Białek
Filip Białek, naszość

Pusty śmiech Agaty Bielik-Robson

AUTOR

Filip Białek

ur. 1984, członek redakcji Nowych Peryferii, czasem pisze też gdzie indziej

Nie czytałem wielu tekstów Żiżka, ale zapadł mi w pamięci krótki esej, gdzie bezkofeinowa kawa i bezalkoholowe piwo służyły za symbole współczesnej rzeczywistości pozbawionej wszelkiej substancji. Po przeczytaniu ostatniego tekstu Agaty Bielik-Robson dodałbym do tej listy jeszcze felieton pozbawiony myśli i dowcipu. Niby coś się dzieje, niby padają nazwiska poważnych teoretyków, raz na jakiś znajdujemy trudniejsze słowo, czasem zdanie wydłuża się na kilka linijek sugerując czytelnikowi wagę wyłożonej w nim myśli, a jednak po przeczytaniu tekstu zostaje w odbiorcach jedno wielkie nic.

Co mówi Bielik-Robson? Nic, co warto powtarzać, ale robimy w życiu tyle bezwartościowych rzeczy, że jedna więcej nie zaszkodzi. Zatem: tekst zaczyna się od ostrzeżenia: „widmo tożsamości krąży nad Polską”. OK – bardzo dowcipne i jakże oryginalne nawiązanie do Marksa. Widmo Marksa dość szybko jednak znika z tekstu, gdyż w tym samym akapicie Bielik-Robson zarzuca „mediom tożsamościowym”, iż nie informują po prostu o sytuacji na świecie, ale próbują wywierać jakiś wpływ na społeczeństwo. Dziwny to zarzut z lewicowego punktu widzenia, skoro jedną z podstaw lewicowej myśli jest rozpoznanie faktu, że za tzw. obiektywnością najczęściej stoją twarde interesy.

Teza tekstu jest – rzekłbym – zwyczajowa. „Polski dyskurs tożsamościowy nie przyjął nowoczesnej formy, a polska tożsamość tkwi w mitycznym bezczasie.” – pisze Bielik-Robson. Polskość jest balastem, który można albo porzucić, albo dać się mu przytłoczyć, albo też próbować ignorować. Próby te jednak będą nieudane, gdyż – niestety – samo ignorowanie nie jest jeszcze przezwyciężeniem. Lekarstwem może być śmianie się z polskiej formy. Jako przykład autorka podaje serial „Świat według Kiepskich”, w którym „toczy się, z pozoru niepoważnie, ciągła praca nad polską tożsamością – nawet jeśli praca ta jest okupiona efektem komizmu i groteski. […] Dlatego jest nadzieja. Fantomowa tożsamość polska, to straszne widmo unoszące się nad Polską, zniknie tylko wtedy, kiedy wreszcie masowo nauczymy się z siebie żartować.”.

Pozostaje zagadką, na czym jeszcze polega problem z polską tożsamością, skoro Polacy wzmiankowany wyżej serial bardzo polubili. I raczej mówimy tu o niższych klasach społecznych. Czyżby tam ów balast już zniknął? Bielik-Robson niestety nie zadaje tego pytania. Mnie się tam zawsze wydawało, że Polacy, co jak co, ale autoironię mają dość dobrze rozwiniętą. Kłopot zaczyna się raczej wtedy, gdy ktoś obcy odnosi się do polskości ironicznie. Wtedy zwieramy szyki i krzyczymy: wara! Jest to dobrze rozpoznany problem uznania. Nie o tym jednak mówi Bielik-Robson.

Autorka mocno przestrzega przed ośrodkami, które próbują esencjalizować polskość. Esencja taka będzie z założenia anty-modernizacyjna, gdyż w Polsce nigdy nie było żadnego ruchu myśli, który byłby gotowy zmierzyć się z wyzwaniami współczesnego świata. Polecam Agacie Bielik-Robson artykuły zamieszczane na lewicowo.pl, w których dość wyraźnie widać, w jaki sposób Polacy potrafili jeszcze sto lat temu diagnozować i twórczo reagować na najbardziej nowoczesne zagadnienia. Jednak nawet bez wiedzy o wytworach polskiej myśli socjalistycznej, autorka mogłaby dokonać trochę bardziej pogłębionej refleksji.

Po pierwsze, powinna była zauważyć, że siła owych mediów tożsamościowych jest nieporównanie słabsza od mediów głównego nurtu. Ja rozumiem, że wytrwały czytelnik Gazety Wyborczej może odnieść wrażenie, iż Radio Maryja ma już słuchalność na poziomie 148%, ale fakty są odrobinę inne. Przy RMF FM, Radiu Zet, czy Esce, radio ojca Rydzyka jest mikrusem. Poważna lewicowo-liberalna komentatorka powinna raczej bać się wpływu na społeczeństwo tych kolosów medialnych, a nie rozprawiać o – w zasadzie – niszowym radiu. Chyba, że uznaje ona, że puszczanie kiepskich piosenek i prowadzenie idiotycznych audycji nie ma na słuchaczy żadnego wpływu.

Po drugie, pomyślmy przez chwilę o owym esencjalizowaniu polskości przez prawicę. To zapewne ma miejsce. Tyle że felietony takie jak tutaj omawiany robią dokładnie to samo, ale na odwrót. Z teorii postkolonialnej można się nauczyć, że tożsamości często wytwarzane są na zasadzie lustra. Tożsamość krajów kolonizujących powstała również dzięki temu, że Europejczycy przeglądali się w reakcjach ludów podbitych. I odwrotnie: tożsamość kolonizowanych powstawała poprzez słuchanie, co mówią o nich kolonizatorzy. Zatem, gdy Bielik-Robson pisze, że polskość to balast, że jest ona siłą anty-modernizacyjną, to również bierze udział w procesie wytwarzania polskości i jej esencjalizowania. Rzadko można przeczytać tekst, w którym polska tożsamość przedstawia się w bardziej zwarty i homogeniczny sposób niż u Bielik-Robson. Przecież niezorientowanemu czytelnikowi mogłoby się wydawać, że po przeczytaniu tego krótkiego felietonu, wie już wszystko o polskości.

Jeśli zgodzimy się, że polskość jest w pewnym sensie reakcją na Zachód, a nasze pojmowanie Zachodu jest pochodną polskiej niedojrzałości, to nie będziemy już bezmyślnie powtarzać mantr o wyssanym z mlekiem matki niedostosowaniu do nowoczesności. Zapytamy raczej, w jaki sposób jest kreowane pojęcie nowoczesności. Wychodząc od takiego pytania łatwo dostrzeżemy, że modernizm i polskość przedstawiane są często (m.in. w takich tekstach jak Bielik-Robson) jako para przeciwieństw. Prowadzi to z kolei do stwierdzenia, że główną przeszkodą dla modernizacji (przynajmniej w sferze idei) jest nieustanne wmawianie Polkom i Polakom, że muszą coś w sobie przezwyciężyć, aby normalnie funkcjonować w nowoczesnym świecie. Zatem teksty podobne do rzeczonego oraz te, które mają budować polską tożsamości w opozycji do Zachodu są stronami tego samego medalu. I tu i tam głównymi założeniami są dwie tezy. Zgodnie z pierwszą polskość i Zachód stanowią tożsamości, które dają się sprowadzić do pewnych esencji. Druga teza wskazuje natomiast, że owe esencje nigdy nie będą mogły być do siebie dopasowane.

Agata Bielik-Robson w punkcie wyjścia nie różni się w zasadzie niczym od napawających ją lękiem tożsamościowców. Podobieństwa jednak są głębsze. Po obu stronach barykady odnajdujemy nudę, przewidywalność i umysłowe lenistwo. Jest więc kiepsko i nieśmiesznie.

drukuj

KOMENTARZE

  1. Mam wrażenie, że Pani Agata Bielik Robson została tutaj potraktowana dosyć nieuczciwie. Nie jestem wielbicielem prawicowej lewicy spod znaku KP, ale Pani profesor dostrzega różnicę pomiędzy brytyjską, francuską i niemiecką mentalnością (i tradycjami intelektualnymi) i nie wrzuca ich do jednego worka nazywając oraz uważając tego co się w nim znalazło za Zachód po prostu. Najlepszym tego dowodem jest wywiad- rzeka z Panią ABR, w ktorym wyraziła swój zachwyt brytyjskim życiem intelektualnym (i brytyjską tradycją polityczną), które zna z własnego doświadczenia:

    „W Anglii nie ma się takiego wrażenia- jakby utrata imperium w sensie terytorialnym nie oznaczała dla Anglików utraty centralnego miejsca w świecie, tylko reinterpretację jego idei (…). Jeśli moją najgłębszą wiarą jest wiara w cywilizację i w cywilizowane państwo prawo i parlamentarnej demokracji, to Anglia jest dla mnie nieśmiertelnym wzorem. Ciągle mam wrażenie, że Anglia jest w awangardzie, jeśli chodzi o rozumienie tego rodzaju cywilizacji, jaką tworzy liberalna demokracja”.

    Słowa te nastąpiły po spostponowaniu Paryża i Wiednia, czyli stolic byłych imperiów.

    PS. Nie wiem Panie Filipie czy czytał Pan „Żyj i pozwól żyć”, ale polecam lekturę choćby po to, by w tekście nie pojawiały się pewne nieścisłości (moim zdaniem).

    1. Dzień dobry,
      dzięki za komentarz. W swoim tekście chciałem skrytykować jeden konkretny tekst Bielik-Robson. Nie chodziło mi o całokształt. W felietonie, który jest przedmiotem mojego tekstu nie ma niestety takich niuansów.

      pozdrawiam.

  2. Dzień dobry Panie Filipie,
    Mam takie pytanie: dlaczego z tekstów na N. Peryferiach wyziera tyle złej energii? Już na początku tekstu autor pisze, że felieton Bielik-Robson to „felieton pozbawiony myśli i dowcipu”. Boże drogi, a czy Pańskie teksty są pełne myśli i dowcipu? Aha, bardziej niż Pani Bielik-Robson? „Po przeczytaniu tekstu zostaje w odbiorcach jedno wielkie nic.” Panie Filipie – czy w ogóle warto komentować felietony tak złe? Może tę energię warto spożytkować na coś szczytniejszego. Może zaangażować się czynnie w jakąś inicjatywę, która Pana zdaniem może odmienić Polaków – pozytywnie. Może praca w Radiu RMF?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *