Filip Białek, naszość

Oszczędzaj RAM gdziekolwiek jesteś

AUTOR

Marceli Sommer

ur. 1988. Członek-założyciel “Nowych Peryferii”. Zwolennik światopoglądowej niekonsekwencji oraz spiskowej teorii dziejów.

Redakcja Nowych Peryferii po dziennikarskim śledztwie dotarła do dwóch dotychczas niepublikowanych dokumentów agitacyjnych, które tłumaczą powtarzalność niektórych wątków i wypowiedzi w facebookowych dyskusjach na temat obchodów Święta Niepodległości.

Walcz z faszyzmem gdziekolwiek jesteś

„Walka z faszyzmem to ciężki kawałek chleba. Postronnemu obserwatorowi mogłoby się wydawać, że polskim potomkom Hitlera mówimy no pasaran tylko raz do roku – 11 listopada – gdy 500 000 oenerowców, hitlerowców i wszechpolaków gromadzi się w Warszawie, aby urządzać polowania na ludzi o niearyjskim wyglądzie. Nic bardziej mylnego. Walka z podnoszącym łeb brunatnym potworem – który, gdyby nie antyfaszyści już dawno przejąłby władzę – trwa cały rok. Choć trzeba przyznać, że w listopadzie rzeczywiście mobilizacja rośnie. Gdzie się toczy ową niebezpieczną i bohaterską walkę? Tam, gdzie jest najtrudniej – na facebooku.

Chciałbym tu spisać parę obserwacji, które mogą przydać się początkującym adeptom antyfaszyzmu. Dla jasności tylko dodam, że sam niestety nie należę do najwaleczniejszych bojowników. Przyczyną jest naturalnie strach. Nie każdy jest tak odważny, nie każdy potrafi żyć ze świadomością, że w każdej chwili faszyści mogą załomotać kolbami do drzwi. Chciałbym jednak przysłużyć się Sprawie pisząc ten tekst. Mam nadzieję, że przynajmniej jedna osoba z niego skorzysta i będzie wiedziała, jak walczyć z faszyzmem gdziekolwiek jest.

Po pierwsze: zanim zaczniemy walczyć z faszyzmem jawnym, musimy zwalczyć faszyzm ukryty. Każdy z nas ma wielu znajomych, którzy publicznie mówią, że nic wspólnego z oenerem nie mają, że oener budzi ich obrzydzenie, że nazizm to największa zbrodnia w historii ludzkości. Nie znaczy to jednak, że nie są oni faszystami. Ważniejsze od tego, co mówią jest bowiem to, czego nie mówią. Przede wszystkim należy zatem zachować czujność i nie dać się omamić pięknymi słówkami. Gdy zaczniemy rozmawiać z takim znajomym, sami zadajmy mu parę pytań, które powinny wyklarować sprawę. Oto przykładowa lista: „Czy uważasz, że w Polsce odradza się faszyzm?”, „Czy uważasz, że faszyści z każdym dniem rosną w siłę i uzyskują polityczne wpływy?”, „Czy nie boisz się, że przejmie władzę?”, „Czy sądzisz, że faszystowska hydra jest dziś największym problemem Polski?”. Jeśli nasz znajomy chociaż na jedno z pytań odpowie przecząco, to wiemy, że mamy do czynienia z faszystą. Tym gorszym, że ukrytym.

Co więc robimy? Zbieramy na facebooku paru zaprawionych w bojach antyfaszystów i zaczynamy prowadzić z delikwentem rozmowę. Po co nam koledzy? Przede wszystkim w kupie raźniej. Poza tym, będziemy mogli wzajemnie sobie lajkować komentarze, dzięki czemu pokażemy faszystom, że są nas miliony. Zapytacie jednak, po co w ogóle z takim faszystą rozmawiać? Doskonałe pytanie! Jasne jest, że faszyście (nawet ukrytemu) nic już nie pomoże. Koleś jest nie do uratowania i z tego musimy sobie zdać sprawę od samego początku. Po co więc? Aby dać świadectwo! Faszyzm nie przejdzie, nawet na facebooku.

Jak zacząć taką rozmowę? Najlepiej wspomnieć o tym, jak wielką siłą polityczną jest teraz faszyzm. Musimy z pełnym przekonaniem mówić, że są ich miliony, że każdy Marsz Niepodległości jest ich kolejnym krokiem ku władzy. Należy też zaznaczyć, jak dobrze faszyści są w Polsce zorganizowani. Dobrze jest nadmienić o tysiącach chorych z nienawiści młodych Polaków pragnących zapisujących się codziennie do oeneru i innych faszystowskich organizacji.

Podanie tego rodzaju faktów podpartych liczbami powinno stworzyć podatny grunt do dalszej rozmowy, samo w sobie jest jednak niewystarczające. Spory wygrywa się bazując na emocjach, a nie na rozumie. Dlatego też musimy postarać się wywołać w naszej facebookowej publice, jak najwięcej mocnych wrażeń. Z doświadczenia wiem, że najlepiej jest tu opowiedzieć historię z tzw. życia wziętą. Każdy był przecież kiedyś pobity przez oenerowców. Poszperajmy w pamięci, to sobie przypomnimy, a jak już sobie przypomnimy, to opowiedzmy ją naszemu faszyście. Najlepiej byłoby, gdybyśmy byli płci żeńskiej, wtedy nasze historie mają zawsze większą wartość. Niestety, nie każdego z nas Pan Bóg stworzył kobietą. Jeśli więc jesteśmy mężczyznami możemy przytoczyć i swoją historię oraz dodatkowo opowieść jakiejś niewiasty pobitej przez oenerowców.

Przywołanie takich faktów praktycznie zawsze gwarantuje zwycięstwo w dyskusji. Czasem jednak możemy mieć pecha i trafić na doświadczonego zawodnika. Taki człowiek na nasz argument odpowie swoim, równie mocnym. Otóż faszysta może powiedzieć, że również był pobity przez oener, a mimo to nie robi z tego problemu politycznego. Widzimy w jakiej sytuacji się znaleźliśmy. Faszysta użył naszej broni przeciw nam (m. in. dlatego nazywamy go faszystą). Co robić? Rada jest jedna. Piszemy mu wtedy jedno zdanie, najlepiej capslockiem: „DOBRZE CI TAK, BO TY JESTES FASZYSTA”. Ten argument jest ostateczny i wygrywa nie tylko naszą dyskusję, ale i całe internety. Ostrze wbite po samą rękojeść, ofiara rzęzi, oczy gasną, wrony zrywają się do lotu… Jeśli jesteśmy okrutni – dla Sprawy czasem warto – można jeszcze dobić faszystę sięgając do klasyków i bez wahania rzec, że budzi demony polskiego patriotyzmu. Jak to się mówi: po zawodach.

Na wszelki wypadek warto pamiętać, że – jak zaobserwowałem na fejsie – zwolennicy faszyzmu stosują w dyskusjach różne tanie chwyty. Na przykład pytają o skuteczność naszej strategii (jakby nie świadczył o niej fakt, że obroniliśmy młodą, polską demokrację), albo bredzą coś o uczestniczących w marszu niepodległości babciach i rodzinach z dziećmi. Postawmy sprawę jasno: każdy obdarzony choćby minimalną świadomością polityczną obywatel, zdaje sobie sprawę z wojny, jaka toczymy na polskich ulicach od przeszło dwudziestu lat i jeśli dołącza do jednej ze stron, to robi to na własną odpowiedzialność.

Jeszcze mała rada. Jeśli ktoś chce włączyć się do walki w tym roku, to proponuję zrobić to, co robią doświadczeni towarzysze. Otóż w te listopadowe dni na pewno napiszecie tysiące komentarzy, które będą zwalczały faszyzm. Wśród nich będzie sporo prawdziwych perełek erystyki. Dlatego też radzę wam, abyście skopiowali sobie, co lepsze fragmenty i zapisali na pulpicie w pliku o nazwie „walczezfaszyzmemgdziekolwiekjestem.txt”. Jest to popularny trik, który pozwala weteranom antyfaszyzmu toczyć walkę nawet na 50 profilach jednocześnie. Czego i Wam serdecznie życzę.”

Walcz z komuną gdziekolwiek jesteś

„Drodzy,

walka trwa, a jej areną jest obecnie internet. Musimy zasypać komentarzami ludzi, którzy nienawidzą Polski, krzywią się na słowo „patriotyzm”, są wyznawcami cywilizacji śmierci, proponują kulturowy marksizm, a biało-czerwoną flagę zastępują homoseksualną tęczą. Dość tego! Przykryjemy ich czapkami, bo nas, Polaków są miliony. Niestety, choć lewactwo jest żałosną mniejszością, to posiada przecież wsparcie we wiadomych ośrodkach w kraju i za granicą. Dlatego nasz przekaz musi być jednolity, nasze słowa muszą, niczym pięści, gruchotać kości bolszewickiej jaczejki. Dlatego spisuję te słowa, abyście wszyscy wiedzieli, w jaki sposób należy w internecie niszczyć zdrajców. Musimy obronić Marsz Niepodległości przed wrażą propagandą!

Po pierwsze, należy mówić wprost, że nasz Marsz jest wydarzeniem otwartym na każdego Polaka. Wszyscy ludzie dobrej woli są zaproszeni. Z całą pewnością spotkacie się tu z zarzutami, że organizatorem Marszu jest ONR. Z początku próbujcie tłumaczyć, że nie ONR, lecz Stowarzyszenie Marsz Niepodległości. Lewacy są jednak cwani i tak łatwo nie odpuszczą. Dlatego przygotujcie kolejne argumenty.

Zacznijcie od tego, że może i ONR jest organizatorem, ale w Marszu idą przecież dziesiątki tysięcy normalnych Polek i Polaków, którym chodzi o bycie razem w dniu Narodowego Święta. Jeśli lewak dalej będzie drążył temat, nie bójmy się uderzać w, wyczytane z pewnością w Gazecie Wyborczej, oszczerstwa. Bo co jest takiego strasznego w tym nieszczęsnym ONR-rze? Młodzi, polscy patrioci, którzy, co w dzisiejszych czasach ważne, bronią podstawowych wartości: Boga, honoru i Ojczyzny, przed marksistowską zarazą. Historia? Getto ławkowe? Antysemityzm? Mój Boże, to było przed wojną. Teraz – praktycznie rzecz biorąc – odchodzi się już od takich haseł. A wtedy – tu jest możliwość zniszczenia lewaka za pomocą wiedzy historycznej – ten antysemityzm nie był przecież taki zupełnie od czapy. Żydzi nie chcieli się asymilować, a ci, którzy się asymilowali wygryzali Polaków z handlu, rzemiosła i nauki (stąd też getto ławkowe). Poza tym, wyobraźcie sobie tylko, że wśród elity politycznej i kulturalnej przedwojennej Polski funkcjonowali Żydzi, którzy nie chcieli się do swojej żydowskości przyznać. Dlaczego? Czyż ukrywanie tak fundamentalnej kwestii jak pochodzenie mogło nie budzić obaw, że zatajają także swoje prawdziwe interesy? Czyż zapieranie się żydowskości nie świadczy o tym, że równie łatwo mogłoby im przyjść wyparcie się Polskości? Poza tym, czy naprawdę sądzicie, że Żydzi chcieli siedzieć w jednych ławkach z Polakami? Zresztą, spójrzmy jak te sprawy wyglądały gdzie indziej, chociażby w III Rzeszy, na tym tle widać jednoznacznie, że polski antysemityzm to mit.

Lewactwo będzie też nas atakować pomówieniami o aktach agresji uczestników Marszu; że niby kibice coś tam narozrabiali. Szczerze Wam powiem, że jeśli rozbili parę komuszych gęb, to i nawet dobrze, ale umówmy się: każdy, kto był na zeszłorocznym marszu może potwierdzić, że mieliśmy do czynienia z zaplanowanymi prowokacjami sojuszu lewacko-policyjnego.

Nie możemy się jednak cały czas bronić. Marsz to nie jest impreza ONR-u, ale wszystkich Polaków chcących świętować odzyskanie niepodległości. Nie mamy się czego wstydzić! Każdego lewaka przygwoździmy wytykając mu kolaborację z morderczą niemiecką antifą. Wszyscy pamiętamy haniebny atak tych ziomków Hitlera na naszą, Ojczystą grupę rekonstrukcyjną. Jeśli nawet są jakieś (z pewnością sfabrykowane) dowody na to, że Nasi zaatakowali pierwsi, to czy można się dziwić? Jaki Polak mógłby znieść widok Niemca-lewaka ostentacyjnie przechadzającego się Nowym Światem z kastetem pod pachą? Czy godzi się, aby sprowadzać wnuków niemieckich gestapowców do naszej skrwawionej stolicy? Komuszek po takim pytaniu na pewno wymięknie.

Żeby go już zupełnie pogrążyć wypomnijmy współpracę z Agorą. Każdy przecież wie, że ci pożyteczni idioci opłacani są przez Michnika i Blumsztajna. Agora to prawdziwe centrum trockistowskiej, polonofobicznej propagandy rodem z KPP, która skłania lemingi do zwalczania naszego Marszu gdziekolwiek są. Nie wolno w tym kontekście zapomnieć także o piesku Michnika, czerwonym księciu, wielkim restauratorze Sławomirze Sierakowskim. To u niego niemieccy barbarzyńcy przechowywali kastety, maczety, granaty i wyrzutnie rakietowe. Dziwnym trafem policja żadnych zarzutów mu nie postawiła. Warto więc zapytać, co „towarzysz” Sierakowski zrobił z owymi kastetami, i czy również w tym roku zamierza ich użyć do mordowania Polaków.

Gwarantuję wam, że po takich argumentach lewactwo nie będzie wiedziało, co ze sobą zrobić. I tak powinno być. Niech rozkwita tysiąc komentarzy! Niech żyje Wolna Polska, przecz z komuną!”

Dziennikarskie śledztwo przeprowadzili: Filip Białek i Marceli Sommer

drukuj

KOMENTARZE

  1. Ten materiał śledczy warto uzupełnić dokumentami z trzeciego źrodła (bardziej elitarnego – a więc tym bardziej godnego popularyzacji – które można określić jako dość mocno zakonspirowaną i przez to chyba nieaktywną politycznie, bo piekielnie opozycyjną lewicę). W Święto Niepodleglości powinny się odbywac głównie demonstracje lewicowe. Oczywiście, lewicy prawdziwej, bo jest też łże-lewica (o czym więcej za chwilę). Niestety, takich demonstracji nie ma za wiele, a nawet jak są, nie cieszą się wielką frekwencją. Dlaczego? Bo ludzie nie wiedzą, ze niepodległość Polski wywalczyła lewica (podczas gdy prawica odwracała uwagę, prowokowała wojenki kulturowe, kreowała tematy zastępcze i organizowala pogromy antysemickie). Czemu, z kolei, aż tak im zamydlono oczy? Bo lewica prawdziwa nie jest obecna w debacie publicznej. Nie dopuszcza jej tam legion wyznawców Balcerowicza, który doskonale wie, kto jest zagrożeniem dla neoliberalnego kapitalizmu. Nie jest też przypadkiem pobłażliwość, że jaką te same media, które kneblują lewicę prawdziwą, pozwalają lansować się na swoich łamach antysystemowej rzekomo opozycji patriotycznej, która w istocie niczym nie rożni się rządzacej PO. Aby tym lepiej mydlić oczy wyzyskiwanej większośći społeczeństwa, media aranżują polemiki, które z tą pseudopozycją prowadzi lże-lewica, która tylko udaje, że jest przeciwko Balcerowiczowi. Sytuacja jest trudna, ale – na szczęście – nie beznadziejna. W najbliższym roku opublikuje się tysiąc i jeden demaskacji prawicowego wypaczenia spektrum debaty publicznej w Polsce. Krytykę teoretyczną uzupełnią bardziej szczegołowe analizy, w których wyśmieje się rzekomo antystystemowe marsze za to, ze policja bije ich uczestników tylko trochę. Przecież, gdyby byli naprawdę antysystemowi, oberwaliby dużo więcej. Jak będzie kolejnego 11 listopada? Tak samo, jak poprzednio. Można będzie jednak odnotować z satysfakcją, że zrobiony został kolejny milowy krok w długim (nomen omen) marszu o przełamanie hegemonii neoliberalizmu w Polsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *