ankieta międzywojenna
ankieta, idee

Stracone szanse.
II RP i teoria zależności

AUTOR

Jarosław Tomasiewicz

(ur. 1962) jest doktorem nauk politycznych, autorem książek (Zło w imię Dobra. Zjawisko przemocy w polityce, Terroryzm na tle przemocy politycznej. Zarys encyklopedyczny, Między faszyzmem a anarchizmem. Nowe idee dla nowej ery oraz Ugrupowania neoendeckie w III Rzeczypospolitej) i publicystą.

Narracja o dziejach Polski jest zdominowana przez dwa dyskursy: nacjonalistyczno-mesjanistyczny i marksistowski (kiedyś PRL-owski, dziś odradzający się w formie luksemburgistowskiej mutacji). Spróbujmy wzbogacić ją o trzecią perspektywę, opierającą się na teorii zależności, analizującą zarówno społeczeństwo jak i stosunki międzynarodowe w kategoriach systemu, centrum i peryferii.

Kolonia wewnętrzna

I. Ziemie polskie w XIX w. miały status „kolonii wewnętrznej” – że przywołam tu pojęcie wprowadzone przez ideologa ETA Federico Krutwiga Sagredo. Kolonię wewnętrzną określić możemy jako część obszaru państwa podlegającą wyzyskowi ekonomicznemu i uciskowi politycznemu (temu drugiemu ze względu na odmienny skład etniczny, rasowy, wyznaniowy populacji etc.) ale formalnie pozostającą integralną częścią metropolii. Dla Krutwiga modelem „kolonii wewnętrznej” była Algieria francuska ale jeszcze lepszym – z powodu braku wyraźnych granic naturalnych – przykładem jest Syberia.

Status ziem polskich ze względu na ich podział między różnych zaborców bardziej przypominał sytuację współczesnych Basków czy Kurdów (choć w odróżnieniu od nich Polacy mieli historyczne tradycje własnej państwowości). Oczywiście status poszczególnych zaborów był różny. O ile Galicja należała do najbardziej zacofanych regionów monarchii habsburskiej (była swego rodzaju „austrowęgierskim Mezzogiorno”), to rozwinięty przemysłowo Kraj Przywiślański odgrywał w imperium rosyjskim rolę taką jak Katalonia czy Baskonia we frankistowskiej Hiszpanii; z kolei na Kresach Wschodnich Polacy stanowili warstwę dominującą ekonomicznie (tu widzimy analogię z Burami w Południowej Afryce); najwyraźniej quasi-kolonialny charakter dostrzeżemy w przypadku polskich prowincji Prus. W każdym jednak z państw zaborczych ziemie polskie stanowiły peryferie wewnętrzne – pozbawione podmiotowości politycznej i eksploatowane gospodarczo.

Dwa nurty

II. Przeciw temu quasi-kolonialnemu statusowi występował polski ruch narodowy. Polską specyfiką było rozszczepienie tego ruchu na nurt nacjonalistyczny, pragnący poprawy sytuacji ludności etnicznie polskiej ale nie wysuwający postulatu niepodległości, i nurt niepodległościowy, dążący do niepodległego państwa zapewniającego równe prawa wszystkim obywatelom. Pierwszy – endecja – opierał się na drobnomieszczaństwie i burżuazji, co warunkowało jego program: polska burżuazja konkurowała z burżuazją pochodzenia żydowskiego i niemieckiego ale zarazem czerpała zyski ze sprzedaży na rynki rosyjskie. Ideologia endecji stanowiła transplantację na polski grunt modnego na Zachodzie socjaldarwinizmu, a zarazem odwzorowywała niemiecki hakatyzm.

Bardziej złożony był fenomen nurtu niepodległościowego uosabianego głównie przez Polską Partię Socjalistyczną (później Frakcję Rewolucyjną). Mimo zapożyczonego z Europy Zachodniej nowoczesnego sztafażu, bez trudu dostrzeżemy pod warstwą marksistowskiej frazeologii szlacheckie tradycje rewolucyjnego romantyzmu i konserwatywny w swej istocie ideał przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Wynikało to z inteligencko-proletariackiego charakteru zaplecza PPS. Wbrew Kominternowskiej teorii łączącej nacjonalizm z kwestią agrarną w Polsce bazę społeczną ruchu narodowowyzwoleńczego stanowiła klasa robotnicza a nie politycznie bierne w swej masie chłopstwo. Czym to wyjaśnić? Wydaje się, że robotnicy bardziej dotkliwie odczuwali ucisk narodowy niż chłopi zarówno ze względu na wyższy poziom wykształcenia (i co za tym idzie wyższe aspiracje) jak i z powodu częstszej w miastach styczności z bezpośrednią opresją zaborcy.

Co Druga Rzeczpospolita dała robotnikom?

III. Ruch niepodległościowy u progu I wojny światowej reprezentował znikomą mniejszość narodu – większość świadomych politycznie Polaków zadowalała się autonomią w ramach monarchii habsburskiej lub imperium rosyjskiego. Tym niemniej, gdy na skutek załamania się państw zaborczych pojawiła się możliwość odzyskania suwerennego bytu państwowego, to właśnie lewica niepodległościowa nadała kształt państwu. Tymczasowemu Rządowi Ludowemu Republiki Polskiej, utworzonemu w nocy 6/7 XI 1918 roku w Lublinie przez socjalistów, ludowców i niepodległościowych radykałów, odradzająca się Rzeczypospolita zawdzięcza demokratyczny charakter. Polska Niepodległa odrodziła się jako republika (choć jeszcze w październiku 1918 roku planowano ukonstytuowanie państwa polskiego jako monarchii) a jej obywatele – w tym kobiety – uzyskali powszechne prawo wyborcze (przypomnijmy, że w Wielkiej Brytanii nastąpiło to w 1928 a we Francji dopiero w 1946 roku!). Manifest TRL gwarantował obywatelom szerokie swobody – wolność sumienia, słowa, zgromadzeń, zrzeszania się, strajków – które dziś już spowszedniały ale wtedy miały rewolucyjny charakter. Zastrzegano przy tym równość wobec prawa wszystkich obywateli bez różnicy pochodzenia (stanu), religii i narodowości.

Domorośli kosmopolici lubią pytać demagogicznie: „Co ta cała niepodległość dała robotnikom?”. Otóż robotnicy w Drugiej Rzeczpospolitej nie mieli problemu z odpowiedzią na to pytanie. Dekret z 23 XI 1918 roku zapewniał im najkrótszy w Europie 46-godzinny tydzień pracy, 3 I 1919 wprowadzono ochronę pracowników ustanawiając państwową inspekcję pracy i sądy pracy, 16 I 1919 wydana została ustawa o ochronie lokatorów. W 1922 roku zapewniono pracownikom (wcześniej niż w wielu krajach zachodnioeuropejskich!) płatne urlopy wypoczynkowe. Dwa lata później uchwalona została ustawa o pracy chronionej wprowadzająca m.in. 6-godzinny dzień pracy młodocianych, urlopy macierzyńskie dla kobiet, zakaz wykonywania przez kobiety i młodzież prac uciążliwych i szkodliwych dla zdrowia. Dodajmy do tego rozbudowany (a współfinansowany z budżetu państwa) system ubezpieczeń społecznych zapewniający pracownikom pomoc leczniczą (Kasy Chorych), zasiłki chorobowe i połogowe, świadczenia emerytalne, renty powypadkowe. Dodajmy budownictwo komunalne. Dodajmy obowiązkową i bezpłatną szkołę powszechną (ustawa z 7 II 1919 roku).

Oczywiście nie można Drugiej Rzeczpospolitej uważać za „robotniczy raj”: ochroną objęty został tylko proletariat przemysłowy, wiele z przepisów pozostawało na papierze, w latach 30. systematycznie ograniczano świadczenia. W czasie kryzysu ekonomicznego klasę robotniczą dziesiątkowało bezrobocie i zaglądała w oczy nędza. Gdy w 1933 roku kryzys sięgał dna, zasiłki otrzymywało tylko 13 proc. bezrobotnych. Rzeczywistość międzywojnia była złożona, dlatego należy wystrzegać się propagandowych uproszczeń każdego typu.

Druga Rzeczpospolita – niewykorzystana szansa

IV. Prawica od zarania Drugiej Rzeczpospolitej zarzucała, że ustawodawstwo socjalne jest rozbudowane niewspółmiernie do sytuacji gospodarczej, że polscy pracownicy żyją ponad stan. Nie można całkowicie odmówić słuszności tym zarzutom. Świadczenia socjalne były swoistym „kwiatkiem u kożucha”: o ile kraje zachodnioeuropejskie „goniły” Polskę pod względem przepisów prawa pracy, pod względem sytuacji i zaawansowania gospodarki byliśmy coraz bardziej w tyle. W 1938 roku Polska wciąż jeszcze nie osiągnęła poziomu produkcji na mieszkańca z roku 1913. Musimy skonstatować smutną prawdę – Druga Rzeczpospolita to niewykorzystana szansa modernizacji kraju.

Przyczyną tego stanu rzeczy był, paradoksalnie, parlamentarno-demokratyczny ustrój ustanowiony przez konstytucję marcową. Choć niektóre ugrupowania (piłsudczykowska Konfederacja Ludzi Pracy, tzw. ruch zetowy) wysuwały projekty ustroju prezydenckiego na wzór amerykański, zwyciężyło ideopolityczne prawo importu wzorców ustrojowych – naśladownictwo ustroju silniejszego sojusznika, w tym przypadku Francji. Mechaniczne przeniesienie francuskiego modelu zaowocowało chwiejnością legislatywy i słabością egzekutywy. Naturalna w zacofanym kraju siła żywiołów konserwatywnych (przede wszystkim ziemiaństwa zblokowanego z endecją i Kościołem) uwidoczniła się już w wyborach do Sejmu Ustawodawczego w 1919 roku, kiedy endecja okazała się najbardziej wpływową partią (nawiasem mówiąc m.in. dzięki głosom kobiet dopuszczonych do wyborów przez lewicę).

Centroprawicowa większość uniemożliwiła radykalną reformę rolną, która w rolniczym kraju musiała być fundamentem przemian. Strukturę polskiej wsi cechowały głębokie dysproporcje: latyfundia stanowiące 0,5 proc. ogółu gospodarstw zajmowały 45 proc. ziemi uprawnej, natomiast niezdolne do produkcji towarowej (czy nawet samodzielnej egzystencji) minifundia – 64 proc. gospodarstw – posiadały 14 proc. areału. Obrazu polskiej wsi dopełniał 33-procentowy odsetek chłopów bezrolnych. Parcelacja latyfundiów w celu upełnorolnienia gospodarstw karłowatych byłaby kołem zamachowym modernizacji zarówno gospodarczej (zwiększona siła nabywcza wsi stworzyłaby rynek zbytu dla przemysłu), jak społecznej (pozwoliłaby na zatarcie wciąż istniejących podziałów stanowych, co umożliwiłoby upowszechnienie oświaty, awans społeczny ludności wiejskiej i w konsekwencji ukształtowanie się nowoczesnego społeczeństwa masowego). Pierwszy dekret o reformie rolnej wydano wprawdzie już w 1919 roku, ale prawica natychmiast zablokowała jego realizację; w 1925 roku, dzięki kompromisowi między endecją a prawym skrzydłem ludowców („pakt lanckoroński”), została uchwalona nowa ustawa, zgodnie z którą parcelowano 200 tys. ha rocznie – była to jednak kropla w morzu potrzeb. Po zamachu majowym, na skutek układu między sanacją a ziemiaństwem (zjazdy w Dzikowie i Nieświeżu) tempo parcelacji drastycznie spadło.

Fiasko reformy rolnej wynikało z nieproporcjonalnej siły politycznej i intelektualnej ziemiaństwa, które – choć było to zaledwie kilkanaście tysięcy rodzin – potrafiło skutecznie narzucać decydentom swój punkt widzenia. Za ich właśnie sprawą przez długie lata utrzymany został dogmat rolniczego charakteru Polski, zgodnie z którym źródłem bogactwa Rzeczpospolitej miał być (jak w XVI-XVII wieku) eksport żywności, przemysł miał zaś pełnić rolę wyłącznie pomocniczą. Nietrudno zauważyć, że była to doktryna gospodarczej peryferyzacji Polski, sprowadzonej tu do roli surowcowego aneksu Europy Zachodniej – doktryna całkowicie anachroniczna w przemysłowym XX stuleciu. Rzecz w tym, że w Drugiej Rzeczpospolitej brak było liczących się sił społecznych zainteresowanych w intensywnym rozwoju przemysłu. Burżuazja była stosunkowo nieliczna (przy czym 50 proc. kapitalistów było pochodzenia żydowskiego lub niemieckiego) i dysponowała niewielkimi kapitałami. Kapitał zachodni nie był zainteresowany masowym napływem do peryferyjnego kraju, zadowalając się kontrolą wybranych, lukratywnych branż. W tych warunkach nie było możliwości szybkiego dokonania akumulacji pierwotnej kapitału. Forsowną industrializację można było przeprowadzić tylko metodami interwencjonizmu państwowego – w ten też sposób dokonane zostały najbardziej prestiżowe inwestycje lat 20.: magistrala węglowa i port w Gdyni. Było to jednak sprzeczne z obowiązującą doktryną leseferystyczną i interesami burżuazji; tego impasu nie dało się przełamać w istniejącym układzie sił społeczno-politycznych.

Choć zamach majowy 1926 roku wzmocnił władzę wykonawczą, szansa przeprowadzenia radykalnych reform znów nie została wykorzystana. Jak to ujął sam Piłsudski, dokonała się „rewolucja bez rewolucji”. Powróciwszy do władzy, obóz piłsudczykowski zatracił dawny radykalizm, przyjął politykę kunktatorską i „pragmatyczną”, dorywczo tylko reagując na problemy. Zamiast śmiałych eksperymentów wolał podążać wydeptaną ścieżką „rozwoju imitacyjnego”. Katastrofalne skutki tego bezruchu z całą mocą ujawniły się w czasie Wielkiego Kryzysu lat 30. Rządzący wówczas „pułkownicy” kurczowo trzymali się przebrzmiałej doktryny monetarystycznej, próbując za wszelką cenę utrzymać wartość pieniądza poprzez politykę deflacyjną (sztuczne podtrzymywanie wartości złotego doprowadziło do zmniejszenia się eksportu o prawie 70 proc.!). Rzeczpospolita pozostała jednym z kilku państw, które utrzymywało wymienialność swej waluty na złoto, w wyniku czego w latach 1929-1935 zapasy złota i dewiz skurczyły się o 4/5. Podobno, gdy zapytano jednego z pułkowników, dlaczego, wzorem innych krajów, Polska nie odejdzie od tak szkodliwej wymienialności odparł, że… byłoby to „niehonorowe”!

Dopiero od 1932 roku próbowano podejmować – nieśmiałe, chaotyczne, nieporadne zrazu – działania antykryzysowe: doraźne roboty publiczne (1934-1935), zakupy interwencyjne artykułów rolnych (od 1935), wreszcie niezamierzone (a przez to bezplanowe) przejmowanie przez rząd zakładów, które nie były w stanie spłacić państwowych kredytów. Dopiero w 1936 roku wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski zainicjował Plan Czteroletni, którego efektem była budowa Centralnego Okręgu Przemysłowego – największe osiągnięcie gospodarcze Drugiej Rzeczpospolitej.

W tym samym 1936 roku John M. Keynes opublikował swe dzieło Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza, które stało się teoretyczną podwaliną pod interwencjonizm państwowy. Warto jednak zauważyć, że podobne postulaty zgłaszał Stefan Starzyński w broszurze Myśl państwowa w życiu gospodarczem już w 1928 roku…

Z powrotem na peryferie

V. Polityka zagraniczna Drugiej Rzeczpospolitej zdeterminowana była przez groźbę ponownej peryferyzacji ze strony dawnych państw zaborczych: ZSRR i Niemiec. Dwie główne siły polityczne Polski – endecja i obóz piłsudczykowski – na to wyzwanie reagowały odmiennie.

Dominująca do 1926 roku endecja chciała wyjść z tej pułapki poprzez protekcję Francji – Wielki Brat z Zachodu miał neutralizować niemieckie zagrożenie. Faktycznie oznaczało to peryferyjny status Polski w ramach systemu frankocentrycznego, obejmującego też państwa tzw. Małej Ententy (Czechosłowacja, Rumunia, Jugosławia). Wynikała z tego ustępliwość endeków wobec Czechosłowacji, co jednak nie przyniosło większych efektów – obiecująca umowa o współpracy polsko-czechosłowackiej z 6 XI 1921 roku nie została ratyfikowana przez polski Sejm, rozczarowany twardym stanowiskiem Benesza. Polityce profrancuskiej śmiertelny cios zadali sami Francuzi, gdy w 1925 roku w Locarno poświęcili interesy polskiego sojusznika na ołtarzu integracji europejskiej.

Ambitniejsza była piłsudczykowska wizja polityki zagranicznej, będąca modyfikacją koncepcji federalistycznej z okresu zarania niepodległości. Piłsudczycy próbowali wskrzesić ideę unii ludów Międzymorza, co oznaczało budowę między Rosją a Niemcami niezależnego od Zachodu, polonocentrycznego systemu zależności. W tym celu usiłowano stworzyć sojusz z państwami bałtyckimi i bałkańskimi. Projektowano też rozdarcie ZSRR „po szwach narodowościowych” (prometeizm), szukano porozumienia z Włochami i Wielką Brytanią.

Polityka ta była tyleż ambitna, co trudna. Nie uwzględniała np. sprzeczności pomiędzy krajami bałkańskimi a przede wszystkim ambicji Czechosłowacji, która polskiemu południkowemu projektowi Międzymorza przeciwstawiała własny, równoleżnikowy projekt konfederacji naddunajskiej. Wobec tego, po 1934 roku, Czechosłowację, jako głównego konkurenta do hegemonii w Europie Środkowo-Wschodniej, starano się rozbić, nie pozyskać. Próba zawarcia sojuszu z państwami bałtyckimi spaliła na panewce na skutek konfliktów z Litwą (o Wileńszczyznę) i Łotwą (mniejszość polska w Latgalii). Na Bałkanach ostatecznie zwyciężyły wpływy silniejszych gospodarczo Niemiec, oferujących tamtejszym biednym krajom korzystną ofertę handlową.

Na przeszkodzie polskim planom stanęła przede wszystkim sygnalizowana wcześniej słabość gospodarcza Polski – Rzeczpospolita nie była w stanie zaproponować sąsiadom atrakcyjnego programu integracji ekonomicznej (trudno za takową uznać koncepcję środkowoeuropejskiego bloku państw rolniczych). Substytutem potencjału ekonomicznego miała być siła militarna (rdzeń „mocarstwowej” i militarystycznej ideologii piłsudczyków), co rodziło pokusę prowadzenia polityki zagranicznej wobec sąsiadów z pozycji siły (zwłaszcza w okresie, gdy szefem dyplomacji był Józef Beck). W rezultacie, w późnopiłsudczykowskim prometeizmie iskrzył nieprzezwyciężalny dysonans między hasłami wyzwoleńczymi i mocarstwowymi – szczytnym ideom wyzwolenia i braterstwa ludów zaprzeczało buńczuczne pobrzękiwanie szabelką wobec sąsiadów i nierozwiązany problem mniejszości narodowych w Drugiej Rzeczpospolitej. Trudno było przekonać Ukraińców do antyradzieckiego przymierza z Polską, gdy równocześnie prowadzono pacyfikacje wsi ukraińskich (1930) czy wyburzano cerkwie (1936). Choć eksperyment wojewody wołyńskiego Henryka Józewskiego z autonomią kulturalną Ukraińców był w erze szowinizmów, jaką stanowiło XX-lecie, bezprecedensowy na skalę europejską, to nie sposób nie uzupełnić tego obrazu faktem, że w 1938 roku Józewski został odwołany.

„Mocarstwowa” polityka sanacji apogeum osiągnęła w 1938 roku: w marcu Polska wystosowała ultimatum wobec Litwy (słynne „Wodzu, prowadź nas na Kowno!”), w październiku anektowała Zaolzie. Już następny rok pokazał, ile wart był ten „imperializm karłowaty” – wielkie ambicje średniego państwa.

Upadek Drugiej Rzeczpospolitej sprawił, że Polska stała się peryferiami (acz tym razem zewnętrznymi) systemu rusocentrycznego, który z kolei uległ rozkładowi i peryferyzacji pół wieku później. I tak oto gra zaczęła się od nowa.

drukuj

KOMENTARZE

  1. Słusznie zwrócono mi uwagę, że pominąłem (a właściwie zbyłem eufemizmem o „wzmocnieniu egzekutywy”) autorytarną ewolucję ustroju II Rzpltej. Wyjaśniam: rzeczywiście, to istotne a negatywne zjawisko wymaga pełniejszej analizy. Ważne jednak, by ujmować problem w jego kontekście – w latach 30. ustrój demoliberalny był w odwrocie w całej Europie, dlatego reżim sanacyjny nawet po procesie brzeskim nie odbiegał zbytnio od ówczesnych standardów (wystarczy wspomnieć, że w będącej niedościgłym wzorem Francji w czasie tłumienia rozruchów w Paryżu w lutym 1934 r. zginęło 28 osób). Dlatego istotniejsze jest nie tyle stosowanie niedemokratycznych środków, co cele, w imię których były stosowane. Niestety, w przypadku sanacji dyktatura służyła jedynie utrzymaniu się przy władzy, nie została wykorzystana dla przeprowadzenia modernizacji kraju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *