AUTOR

Agata Młodawska

urodzona w roku 1983. Absolwentka wiejskiej podstawówki oraz Instytutu Socjologii UJ, gdzie w 2007 roku obroniła pracę magisterską. Współzałożycielka i współpracowniczka Nowych Peryferii. Najczęściej mieszka w Hiszpanii, z kilkumiesięcznymi przerwani na wizyty w Polsce. Interesuje się teoriami postkolonialnymi, które stara się twórczo zmiksować z teoriami rozwoju, wskutek czego znajduje pewne podobieństwa między procesami społecznymi w różnych częściach globu. Duże wrażenie zrobiły na niej publikacje Fatimy Mernissi, Michaela Buroway’a, Elisabeth Dunn, Davida Osta, Brunona Latoura, Saskii Sassen, Edwarda Saida, Amartyi Sena, Chantal Mouffe, Juana Goytisolo, Pierra Bourdieu oraz Ani Loomby. Zawodowo zajmuje się realizacją i koordynowaniem badań społecznych, co sprowadza ją na manowce współpracy z rozmaitymi instytucjami (m. in. Bankiem Światowym). W wolnych chwilach blogerka i autorka reportaży.

18 maja 2012

– Jesteśmy najbardziej zacofanym krajem w Europie! Pod każdym względem jesteśmy zacofani! Sama powiedz, widziałaś kiedyś taki nienormalny kraj jak ten?!

– To jest doskonałe pytanie, dyplomatycznie odpowiadam.
No i gdzie jest ten kryzys, przecież restauracje i sklepy są przepełnione – mógłby pomyśleć turysta pomiędzy obowiązkową wizytą w muzeum Guggenheima a konsumpcją pintxos w Bilbao. W istocie, na pierwszy rzut oka nie widać, że oprocentowanie obligacji hiszpańskich zbliżyło się niebezpiecznie do granicy 7%.

Po dłuższym pobycie można jednak dostrzec obecność recesji, która czasem ma postać materialną:

– Widzisz to? To skup złota. Przed kryzysem nie było tego, a teraz otworzyli, żeby ludzie mieli gdzie zastawiać biżuterię po babci.

Innym razem, występuje we wspomnieniach:

– Lata 80., Madryt. To były ciężkie czasy dla młodych. Pamiętam, jak po zdaniu egzaminu państwowego wróciłam do domu i zobaczyłam jak w telewizji minister nazywa pokolenie urodzone w latach 80. „straconą generacją”. Wkurzyłam się i pomyślałam: „stracona to jest twoja matka chyba”.

Kryzys pojawia się również w statystykach – w ubiegłym roku bezrobocie w regionie wzrosło o 1%. Z drugiej strony, na tle najbardziej dotkniętych zapaścią ekonomiczną południowych regionów kraju, gdzie co trzecia osoba pozostaje bez pracy, baskijskie 13% jest wręcz imponującym osiągnięciem Historie, które zebrałam podczas pobytu w Andaluzji brzmią egzotycznie dla mieszkańców bogatej północy.

– Zarabiają 5 euro za godzinę? Gdzie? W szkole językowej? Jako nauczyciel? Jak to nie płacą? Chcesz powiedzieć, że w większości hosteli pracuje się za mieszkanie i jedzenie?

Po początkowym zdziwieniu przychodzi pora na racjonalizację:

– Wiadomo, południe. Korupcja, bezrobocie, bieda. A w Walencji to korupcja jest w ogóle strukturalna. Mam znajomego stamtąd. Zawsze mówi, że gdyby wszyscy mieszkańcy Walencji byli czarni, to rządziłby Ku – Klux – Klan.

Baskowie są jednak dalecy od samozadowolenia – w maju widmo niepokoju społecznego krąży po Bilbao. Związkowcy organizują pikiety, oburzeni zajmują plac przy Teatrze Ariaga, a diecezja w Bilbao organizuje marsz na znak solidarności z młodymi bezrobotnymi. „Podnieś się” – głosi główny transparent. Jak objaśniają liderzy marszu, to hasło ma dwa znaczenia: 1) nie poddawaj się 2) walcz o sprawiedliwy porządek społeczny. Punkt pierwszy to prawdziwe wyzwanie, w czasach, w których średnie wynagrodzenie młodych to zaledwie 50% przeciętnej pensji, a udział młodych wśród klientów Caritasu rośnie do 38%.

O tych ludziach między innymi piszą czołowi intelektualiści europejscy w manifeście podniosłym niczym IX Symfonia Beethovena. Rok bezpłatnej pracy uratuje wspólną walutę i cywilizację europejską – apelują sygnatariusze listu zainicjowanego przez Ulricha Becka i Daniela Cohn – Bendita.  Powiedzcie to tym, którzy wyszli na ulice, zaapelować by można. Protestujący mają inne pomysły na rozwiązanie kryzysu niż intelektualiści wspierani przez Allianz (czołowego wierzyciela Grecji, jak na marginesie odnotował szwedzki dziennik Alfonbladet). Z perspektywy hiszpańskiej ulicy, Unia Europejska to przede wszystkim pakt fiskalny z ludzką twarzą. Twarzą Angeli Merkel, której karykatury publikowane są na facebookowych stronach ruchu. Uczestnicy i uczestniczki ruchu nie mają złudzeń co do hegemonii niemieckiej w Europie. „Adios Rajoy, auf wiedersehen” – krzyczą na pikiecie zorganizowanej z okazji przyjazdu niepopularnego polityka. Podczas gdy rząd hiszpański publicznie ogłasza, że euro trzeba ratować za wszelką cenę, Indignados mają własne pomysły na wyjście z kryzysu zainspirowane rozwiązaniami z krajów, które rzuciły wyzwanie międzynarodowym instytucjom.  „Islandia, to nasz model” – głosi jeden z transparentów na marszu 12 maja. „W Argentynie rosną dochody, bo wyrzucili fundusz walutowy” – krzyczą protestujący.

W obecnym układzie sił, organizacje międzynarodowe wymuszają cięcia, które uderzają w dobro wspólne wypracowane wysiłkiem wielu pokoleń. „Darmowa edukacja i opieka zdrowotna to własność wspólna, nasza, wszystkich. Pozwolił wam ktoś to sprzedawać?” Raczej nie. Manifestujący krzyczą „Nie bawić się emeryturami, nie bawić się opieką zdrowotną, nie bawić się edukacją!”

– Trzeba odzyskać ekonomię – mówi dzień później Carlos Askunze, przedstawiciel sieci przedsiębiorców społecznych, podczas debaty o alternatywach modelach gospodarczych zorganizowanej przez Aloban, stowarzyszenie na rzecz rozwoju wspierane przez jezuitów. „Ekonomia to nie tylko zysk, to są też relacje społeczne – dowodzi. Oburzeni  zapewne podpisaliby się pod tymi hasłami.

– Naszą główną ideą jest decentralizacja. Nie wiem, czy ludzie z Banku Etycznego (lokalna inicjatywa udzielająca pożyczek inicjatywom społecznym) są lepsi czy gorsi od tych z Bankia i BBVA. Ale jedno wiem – Bankia i BBVA mają pieniądze prawie wszystkich. To daje im dużo władzy. Zabierzcie stamtąd pieniądze, poszukajcie lokalnego banku w swojej dzielnicy – przekonuje młody mężczyzna na zebraniu zorganizowanym w rocznicę 15 maja na Plaza Ariaga w Bilbao. Dziesięć dni wcześniej dziennik „El Pais” opublikował tekst Joseba Elola „La Silenciosa Expancion del 15M” [Cicha ekspansja ruchu 15 Maja], o  pracy u podstaw wykonywanej przez  aktywistów. Banki czasu, sieci wymiany bezgotówkowej, ogrody i spółdzielnie takie jak Sinergias Cooperativa San Blas mają być próba zbudowania alternatywnego modelu społeczeństwa. Ten spis aktywności mógłby zapewne wywołać uśmieszki politowania. Ekonomia to poważna sprawa, aktywa, obligacje i ratingi, a oni jakieś ciuszki wymieniają i bawią się w uprawianie warzyw, jak dzieci z „Tajemniczego Ogrodu”, nie przymierzając. Zmianami powinni zajmować się ekonomiści, a nie plebs, który umie przecież podejmować racjonalne decyzje tylko wtedy gdy wykonuje ścisłe zalecenia ekspertów zalecających międzyjednostkową konkurencję. Od czasów Le Bona wiadomo, że tłum nie umie się przyzwoicie zachować, zwłaszcza jeżeli formułuje żądania. Poza tym, można w zasadzie nad tą aktywnością wzruszyć ramionami i przejść do porządku dziennego. Zorganizują parę otwartych spotkań, wymienią parę ciuchów, napiją się taniego wina i wrócą do domu, jak im się znudzi. Jeżeli jednak zakładanie kooperatyw jest godnym niedomytego hipisa wygłupem, to wygląda na to, że cały Kraj Basków w czasie kryzysu po prostu zdziecinniał. Jak donosi „Dziennik Baskijski” („La crisis dispara la creacion de cooperativas en Euskadi” [Kryzys nakręca rozwój spółdzielni w Kraju Basków] w latach 2008 – 2011 zarejestrowano 379 przedsiębiorstw tego typu, co oznacza przyrost o 22%. Gwoli sprawiedliwości, dodać jednak trzeba, że Kraj Basków od dawna wykazywał zamiłowanie do kooperatywnej dziecinady – to tutaj w 1956 założono Mondragon, największą spółdzielnię na świecie.

Dziecinny ruch w dziecinnym kraju powinien odnaleźć się doskonale. Sądząc po doniesieniach medialnych, w Kraju Basków ruch jest mniej popularny niż w innych częściach kraju.

– Eee tam, oburzeni. Wiesz, tutaj ludzie wyszli na ulice, bo w całej Hiszpanii tak było. Ale poza tym to jest takie dziwne, my nie mamy systemu dwupartyjnego przecież; oprócz PP i PSOE są jeszcze nacjonalistyczna partia prawicowa i nacjonalistyczna partia lewicowa. Ludzie myślą: jak ci się ta partia nie podoba, to czemu nie zagłosujesz na inną? Poza tym, tutaj bezrobotnych jest mniej, korupcji jest mniej, przestępstw jest mniej, to oburzonych też jest mniej. A poza tym wiesz… tutaj lokalni politycy to często dawni aktywiści, którzy mają kontakt z terenem.

Podczas kurtuazyjnej wymiany uwag o pogodzie i prekariacie, usłyszeć można inną opinię:

– Czy ja wiem? Nie wiem co się dzieje gdzieś indziej. Ale ruch tutaj jest aktywny i działa. Ludzie się niecierpliwią, bo chcieliby mieć zmiany od razu, a spotkania są po to, żeby przedyskutować pewne sprawy i je przemyśleć.  Trzeba zmienić cały system, ja myślę, że już nie wrócimy do tego… do umów na stałe. Wiem, że sobie nigdy nie kupię mieszkania. A tam, w Polsce… to macie taki ruch jak oburzeni?

– To jest doskonałe pytanie, dyplomatycznie odpowiadam.

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *