AUTOR

Agata Młodawska

urodzona w roku 1983. Absolwentka wiejskiej podstawówki oraz Instytutu Socjologii UJ, gdzie w 2007 roku obroniła pracę magisterską. Współzałożycielka i współpracowniczka Nowych Peryferii. Najczęściej mieszka w Hiszpanii, z kilkumiesięcznymi przerwani na wizyty w Polsce. Interesuje się teoriami postkolonialnymi, które stara się twórczo zmiksować z teoriami rozwoju, wskutek czego znajduje pewne podobieństwa między procesami społecznymi w różnych częściach globu. Duże wrażenie zrobiły na niej publikacje Fatimy Mernissi, Michaela Buroway’a, Elisabeth Dunn, Davida Osta, Brunona Latoura, Saskii Sassen, Edwarda Saida, Amartyi Sena, Chantal Mouffe, Juana Goytisolo, Pierra Bourdieu oraz Ani Loomby. Zawodowo zajmuje się realizacją i koordynowaniem badań społecznych, co sprowadza ją na manowce współpracy z rozmaitymi instytucjami (m. in. Bankiem Światowym). W wolnych chwilach blogerka i autorka reportaży.

W filmie dokumentalnym z 1976 r. Skarżysko-Kamienna składa się przede wszystkim ze stosów pustaków przed drewnianą stodołą, sznura żuków i syrenek na drodze z Warszawy, drewnianych domów i ogródków działkowych oraz synagogi z oknami zabitymi deskami. Niedoszła metropolia niedoszłego Centralnego Okręgu Przemysłowego nie może pochwalić się wieloma zabytkami. Posiada za to zakłady zbrojeniowe, dużą fabrykę obuwia (cenioną markę w bloku wschodnim) i węzeł kolejowy, kamienne baraki dla robotników oraz czteropiętrowe bloki o grubych ścianach połączone siecią rozległych bunkrów.

Za jakiś czas, na skutek transformacji obrazek nabierze kolorów,  po czym wszystko zniknie. Zostanie tylko fabryka broni i pustoszejące budynki byłego węzła kolejowego, horror z książki Tadeusza Kowalika, mroczne sceny z Systemu 09.  W hali byłej fabryki obuwia po dziesięciu latach nadal będzie można znaleźć przygotowane do zszycia buty i odznaczenia dla wzorowych pracowników. Ostatnia załoga opuściła to miejsce jakiś czas wcześniej, kiedy ogłoszono upadłość zakładów, rzekomo niezdolnych do funkcjonowania w warunkach gospodarki rynkowej. Ich kadra kierownicza wykazywała się wprawdzie daleko idącą przedsiębiorczością (tolerowaną przez państwo), która w pewnym momencie ukazało swoje prawdziwe oblicze. Najpierw partia nominalnie lewicowa zwolniła najlepszych przedsiębiorców z podatków i przekazała im (w formie darowizny) miejskie place targowe. Nie zakłóciła natomiast działań niewidzialnej ręki rynku, wzniecającej pożary w samochodach należących do najmniej efektywnych biznesmenów. Postawę tę krótko a treściwie opisał jeden z działaczy z tej samej partii z pobliskich Starachowic: chwała nam i naszym kolegom, chuje precz.

Później jednak podły rząd ukarał dzielnych architektów kapitalizmu za ich zaradność, przejawiającą się między innymi w przekierowaniu funduszy z niewydolnego molocha państwowego na prywatne konta. To zawłaszczenie mienia państwowego i działalność na szkodę spółki – upierał się niewzruszony sąd i wydał wyrok skazujący. Za zniszczenie miejsc pracy (nowopowstałe centra handlowe, zakłady przetwórstwa odzieży oraz nowe zakłady obuwnicze nie wypełniły tej luki) nikt nie został skazany. Nie należało przesadzać z surowością bardziej odpowiednią dla oszołomów, którzy nawet w Art-B czy FOZZ dopatrzyliby się nieprawidłowości.

Wiadomo, że z roszczeniowymi robotnikami nie można było na dłuższą metę współpracować.

Nienawykli do nowej rzeczywistości mieszkańcy Skarżyska wszystko psują. Nie potrafią znaleźć pracy, ani – jak przystało na porządnych obywateli – pójść na wybory i wybrać zalecanej partii. Zrobili dziury w chodnikach i w asfalcie. Nie pomalowali wszystkich bloków na pastelowe kolory, co przyprawiło subtelnych intelektualistów i miejscową młodzież o depresję. Nie potrafią zarobić pieniędzy i nigdy się nie uśmiechają, zaniżając średnią krajową szczęścia wymierzoną w „Diagnozie Społecznej”.  Strategia rozwoju miasta oparta na zwiększonych nakładach na kostkę Bauma i pastelową farbę na bloki oraz na budowie nowych centrów realizacji tożsamości (znanych również jako centra handlowe i hipermarkety), nie pomagają. Mieszkańcy nie ustają w narzekaniach.

Jeśli nie specjalna strefa ekonomiczna, to co?  – pada retoryczne pytanie. W milczeniu mijamy siedzibę władz lokalnych. Rządy w mieście zmieniły się kilka razy, powyborcze podwyżki diet pozostały na niezmienionym poziomie. Wzrosła liczba pizzerii o barwnych wnętrzach, liczba ludzi na ulicach wieczorem spadła. Jest więcej osób z wyższym wykształceniem, oferta prac dla nich pozostała bez zmian. Znajomi po studiach pracują na taśmie. Zaobserwowano korelację pomiędzy poziomem kompetencji a ilością znajomości.  Chodźmy się upić, jak na nieudolnych mieszkańców Polski B przystało.

W tej sytuacji, politycy i socjologowie mogą jedynie rozłożyć bezradnie ręce oraz powtórzyć znane przysłowie o ponurym dziedzictwie PRL-u i naturalnie zapóźnionych regionach, wśród których poczesne miejsce zajmuje świętokrzyskie.  W tym smutnym i brzydkim kraju jest jednak pewna nadzieja dla młodych uzdolnionych. Mamy dla was kuszącą ofertę: uczcie się pilnie i zaciskajcie zęby,  a wyjedziecie na studia. Przygotujcie się na dietę prażynkowo – piwną, wyprawy do Tesco i smażenie placków mączno – wodnych. Zacznijcie przyzwyczajać się do zimna: jeżeli zamieszkacie w centrum miasta, przez najbliższych parę lat będziecie oszczędzać na ogrzewaniu; w przeciwnym wypadku będziecie marznąć na przystankach.

Nastawcie się na niewygodne pytania wielkomiejskich kolegów dotyczące egzotyki życia w małej miejscowości, ”zdroworozsądkowe” poglądy zakładające eliminację Polski B i zaproszenia do udziału w drogich rozrywkach weekendowych. W dodatku, co i rusz będziecie budzić ogólny niesmak.

Jeżeli masowo studiujecie na politechnikach, to jecie chleb z ketchupem, słuchacie niemodnej muzyki i obniżacie standardy poprawnej konsumpcji. Studiując zwulgaryzowane i nikomu niepotrzebne nauki humanistyczne obniżacie standardy poprawnej edukacji.  Masowo możecie studiować w szkołach prywatnych, pełniąc funkcję wygodnego argumentu przeciwko uczelniom publicznym, do których, jak wiadomo, zaliczają się wyłącznie renomowane uniwersytety. Szkoły publiczne w mniejszych miastach po prostu nie istnieją, podobnie jak wy nie istniejecie na renomowanych publicznych uniwersytetach, które zapewne z tej przyczyny nie przykładają wagi do utrzymania odpowiedniej liczby miejsc w domach studenckich. Ściślej mówiąc, nie występujecie na prestiżowych uczelniach w skali masowej – jednostki niekiedy się zdarzają, a wzruszające historie ich ćwierć-odpłatnej pracy łączonej z nauką wypełniają łamy wysokonakładowej prasy. Jednostki są w takim wypadku dowodem na irrelewantność struktury społecznej; skoro oni odnieśli sukces, to znaczy, że mogli go odnieść wszyscy, gdyby nie byli leniwi i roszczeniowi. W nagrodę za wzorową postawę jednostkom udziela się kredytu mieszkaniowego (czasem nawet dostaną więcej kredytów konsumpcyjnych). Osobniki mniej wzorowe zawyżają statystyki bezrobocia i budzą oburzenie pracodawców: ledwo studia skończyli, a już nic umieją. Z ich naiwności podśmiewają się medialni prezenterzy; nie ma nic bardziej ośmieszającego niż błędna decyzja edukacyjna. Przecież prawdopodobieństwo zmian koniunkturalnych można było na pewno wyliczyć, haha. Od początku przecież było jasne, że kraj będzie potrzebował fachowców; tylko naiwni dali się zwieść likwidacji techników uznawanych za wylęgarnie bezrobotnych. Równie naiwni uwierzyli w przyszłościowość zarządzania i marketingu na początku lat 90. Niezależni eksperci alarmują: na elastycznym rynku pracy trzeba niezwykle starannie dobierać kierunki studiów, a nieodpłatne studiowanie demotywuje młodzież, która wybiera studia humanistyczne (fakt, że uczelnie prywatne oferują przede wszystkim kierunki humanistyczne nie budzi niepokoju ). Podsumowując, należy dostosowywać się do zmiennych trendów na rynku pracy i stałych ograniczeń rynku mieszkaniowego. W przeciwnym razie czeka was powrót do regionów z natury peryferyjnych, skąd należy wyciągnąć co wybitniejsze jednostki, a z reszty nieudolnych mieszkańców zrobić zrewitalizowane i odnowione, żywe Muzeum Polski B z wielkopowierzchniowym parkingiem i chodnikiem wyłożonym kostką Bauma, jak również bogatą siecią punktów usługowych dla potencjalnych turystów. A w ramach innowacyjnego rozwoju peryferii można ogłosić dla regionów konkurs z nagrodami w postaci specjalnych stref ekonomicznych, których nikt nie będzie rozliczał z bilansu zysków i strat.

 

 

drukuj

KOMENTARZE

  1. dobry tekst – pozdrowienia ze ”stolycy” świętokrzyskiego [ to ”żywe Muzeum Polski B z wielkopowierzchniowym parkingiem i chodnikiem wyłożonym kostką Bauma, jak również bogatą siecią punktów usługowych dla potencjalnych turystów” idealnie do niej pasuje ] i drugiej strony ”barykady” – akurat barykada, o ile w ogóle, jest gdzie indziej ale to już insza inszość

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *