Agata Młodawska, idee

Odzyskać święto. Raz jeszcze o 11.11.11

„Siedzą jak czarownic kupa

Grzejąca się nad kotłem, w którym warzą trupa

Adam Mickiewicz

 

Tak się jakoś składa, że co roku kłócimy się o to samo. Mamy Święto Niepodległości. Należałoby najpierw zapytać – której? Skoro, jak mówi Wojciech Klata, święta niepodległości AD’89  z różnych względów stworzyć nam się nie udało, to świętujemy tylko tę pierwszą niepodległość; tak wyszło i się przyklepało, że święto Wolności i Niepodległości mamy tylko jedno.

Dla nikogo nie jest rzeczą miłą, że to właśnie święto, oznaczające dla naszych dziadków odzyskanie suwerenności, stało się dla nas okazją do manifestacji różnego rodzaju animozji. Zasadnicze kuriozum to utrzymujące się od lat twierdzenie części środowiska Gazety Wyborczej, iż patriotyzm jest jak rasizm. Nie przestaje zdumiewać, że gazeta, której deklarowany panteon ideologiczny obejmuje Gabriela Narutowicza, Antoniego Słonimskiego, Irenę Krzywicką, etcetera podpisuje się pod tego typu twierdzeniami. Zasadniczo jest to obraźliwe i dla panteonu, i dla czytelników.  Jak słusznie piszą autorzy listu „11.11.11 – Inaczej”: „Nacjonalizmy wieku XIX, XX i współczesne przybierały i nadal przybierają bardzo różne formy – niekoniecznie szowinistyczne, ksenofobiczne i politycznie zachowawcze. Często były i są narzędziem emancypacji społeczeństw poddanych kolonialnej dominacji lub neokolonialnym zależnościom. Tradycja polityczna Narodowej Demokracji jest nam zdecydowanie obca, ale jej utożsamienie z faszyzmem to nadużycie.” Ale, dodajmy, że faszyzm NIGDY nie jest bliski lewicy. Faszyzm jest zaprzeczeniem różnorodności, a różnorodność jest dla nas podstawą myślenia w kategoriach lewicowych. Z drugiej strony, trudno zgodzić się z wyrażoną w liście tezą – opartą chyba głównie na stereotypie – o wykluczeniu społecznym znaczącej części uczestników Marszu Niepodległości, wydarzenia, w którym bierze udział część prawicowych elit popieranych przez jeden z największych dzienników w kraju.

Ten spór o pola semantyczne zaczyna być nużący. Rozważmy taki oto fragment: „Wprawdzie PPS opowiedziała się w roku 1919 za demokracją parlamentarną, szerokimi swobodami obywatelskimi, powszechnym dostępem do oświaty, uznaniem autonomii mniejszości narodowych, rozdziałem instytucji religijnych i państwowych, wywłaszczeniem wielkiej własności ziemskiej bez odszkodowań, jednak zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza w roku 1922, zejście z drogi „eksperymentów” ekonomicznych i społecznych po zamachu 1926, a w końcu obsadzenie działaczy opozycyjnego centrolewu w więzieniu wojskowym Brześciu w roku 1930 uświadomiły socjalistom, że ich nadzieje związane z Józefem Piłsudskim nie zostaną zrealizowane”.[1] Ot i zarys konfliktu na lewicy dwudziestolecia.  Upraszczając niemiłosiernie, nazwijmy jednak stanowisko socjalistów międzywojennych ‘lewicowym patriotyzmem’: to dążenie do tego, aby mieszkańcy Rzeczpospolitej byli ludźmi możliwie wolnymi od imperializmu państw ościennych, biedy, nędzy umysłowej, głodu i chorób. Odzyskanie przez Polskę niepodległości, połączone z silnym etosem pracy organicznej wśród elit, było szansą na przeprowadzenie reform, zapewniających podstawowe wolności obywatelskie: patriotyzm był wówczas oczywistą przesłanką myślenia politycznego i nikt się go nie wstydził; służba państwu była istotniejsza od powiązań towarzyskich czy frakcyjnych. „Byłem skłonny parcelować Radziwiłła bez żadnych wahań” pisał czołowy publicysta „Buntu Młodych” Jerzy Giedroyć[2], człowiek w wielu kwestiach socjalistom wrogi.

Problem rozczarowania – kiedyś socjalistów Piłsudskim, dziś lewicy Okrągłym Stołem – jest nam dobrze znany.  Lewica nie może liczyć, że jej nadzieje związane z postolidarnościowymi elitami władzy będą realizowane. (Nie może też liczyć na Gazetę Wyborczą i Koziołka Matołka, ale o tym kiedy indziej.) Święto wolności potrzebne jest dzisiaj nie mniej niż w Dwudziestoleciu; wolności obywatelskie w nie większym stopniu są dziś realizowane. Tu warto przypomnieć, w wielu miejscach wciąż nadal aktualne, postulaty Rządu Tymczasowego Republiki Polskiej. Dramatyczny w skutkach jest fakt, że postulaty wolnej Polski, wolnej oświaty, wolności słowa traktujemy jako zdobycze historyczne i niepodważalne. W istocie są to wartości kruche i delikatne; jak kruche pokazał ostatni kryzys i skandaliczne cięcia budżetowe w wielu krajach unijnych, które cofają walkę lewicową o dekady wstecz.  Dogmatyczna neoliberalna drzemka otępia nasze zdolności analityczne.

Z drzemki tej budzą nas z okazji 11 listopada dwie grupy: neofaszyści i antyfaszyści. Cudownie! Jesteśmy obudzeni. I co? I nie mamy co ze sobą zrobić, bo tego dnia nie chcemy walczyć z faszyzmem, ani z antyfaszyzmem, ani kibicować w sporze pomiędzy Agorą i Presspubliką, tylko obchodzić święto wolnej Polski. 11 listopada nie jest dniem walki z faszyzmem i nie warto, by się nim stał. Nie dajmy sobie wmówić, że marsz i jego blokada są jedynymi opcjami na święto niepodległości. Nie wiemy, jaka będzie tegoroczna akcja Kolorowa Niepodległa. Byłoby fantastycznie, gdyby faktycznie okazało się, że będzie to miejsce afirmacji i świętowania; gdyby okazało się, że nie trzeba tego dnia ‘wygwizdywać faszystów’ i można po prostu obchodzić ten dzień po swojemu. Pojutrze, za rok, za dwa – warto, żeby tych, którzy chcą wyjść z domu i świętować Dzień Niepodległości, było jak najwięcej. Z drugiej strony, 11 listopada powinien stwarzać przestrzeń do krytycznej debaty nad dorobkiem i kształtem współczesnego państwa polskiego i jego dziedzictwa (czego trudno spodziewać się po obchodach oficjalnych).

Ważnym zadaniem dla polskiej lewicy jest przywrócenie świadomości publicznej rozumienia patriotyzmu, jako etosu służby społecznej, walki o równość i podmiotowość wszystkich obywateli, który napędzał do działania kolejne pokolenia polskich socjalistów. Trudno o lepszą po temu okazję, niż Święto Niepodległości. Uczestnicząc w alternatywnych obchodach, możemy dać lepszy odpór nacjonalizmowi, aniżeli na blokadzie.

11-ego listopada wypełniajmy własną treścią pojęcia, które mainstream sprowadza do flagi, hymnu, kibicowania „biało-czerwonym”, szacunku dla dawnych i współczesnych autorytetów, podporządkowania się prawu państwowemu i rynkowemu. Świętujmy jutro wolności już zdobyte i mówmy o tych, których musimy bronić, albo dopiero wywalczyć.

Agata Młodawska, Kinga Stańczuk, Krzysztof Posłajko, Marceli Sommer, Łukasz Maślanka


[1] Agata Zawiszewska, Życie Świadome. O nowoczesnej prozie intelektualnej Ireny Krzywickiej, Uniwersytet Szczeciński, 2010, str.68.

[2] Jerzy Giedroyć, Autobiografia na cztery ręce, Towarzystwo Opieki nad Archiwum Instytutu Literackiego, Warszawa 2006, str.73


drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *