ankieta, Krzysztof Mroczko

Mroczko: Co z tą (polską) lewicą?

AUTOR

Krzysztof Mroczko

Wrocławianin. Zafascynowany historią i literaturą PRL. Miłośnik literatury popularnej, zwłaszcza powieści milicyjnej i szeroko rozumianej fantastyki. Współpracuje z portalem Poltergeist. Patrzy na świat przez różowe okulary.

1. Dlaczego w Polsce nie ma lewicy?

 

W Polsce jest bardzo wiele lewicowych partii i organizacji, zatem nie jest do końca tak, że lewica nie istnieje. Ona istnieje. Problemem jest raczej jej marginalność, która jest niezaprzeczalnym faktem. Powoli wychodzi na coraz szersze wody, ale jeszcze długa droga do tego, by lewicowe postulaty zaczęły odgrywać równouprawnioną rolę w debacie publicznej.

 

Wydaje się, że mimo upływu lat, nadal nie można „przeskoczyć” pewnych historycznych uwarunkowań. Pokolenia starsze nie są często w stanie zaakceptować lewicowej retoryki jedynie ze względu na własne wspomnienia, bez dokonania choćby próby wsłuchania się w racjonalne argumenty. Zafascynowani przez lata mirażem zachodniego dobrobytu nie potrafili w porę dostrzec cieni przyjmowanego systemu, a dziś albo są rozczarowani do wszelkiej działalności albo tkwią w mentalnym dogmacie wszechobecnego „układu”. Dorosło już pokolenie pozbawione uwikłań z komunistyczną wersją wprowadzania w życie lewicowych haseł. Pokolenie to, jeszcze nieśmiało i niepewnie, nastawione jest coraz bardziej krytycznie do obecnej sytuacji i w tym można upatrywać nowych szans.

 

Największym problemem jest jednak brak realnego programu, który byłby realizowany niezależnie od cyklu wyborczego. Nie da się przekonać ludzi samym tylko powtarzaniem kilku haseł w okresie przedwyborczym, jak robi to lewica parlamentarna. Dziś już nikt nie wierzy w to, że lewica potrafi zmienić coś na stałe w stosunkach społecznych. Uzależniona od zagranicznego kapitału polska gospodarka nie jest w stanie nagle sama z siebie stanąć na nogi, a tego właśnie potrzebujemy. Jak dotąd lewica nie przedstawiła realnego programu, mającego szansę realizacji. Z drugiej strony radykałowie nadal pochłonięci są sporami doktrynalnymi o aktualność marksizmu, stosunek do komunizmu i fascynacją zagranicznymi ruchami społecznymi, które w Polsce jakoś powstać nie chcą.

 

Sporym problemem wydaje się być pewna wielkomiejska perspektywa większości lewicowych działaczy. Młodzi ludzie, ci najbardziej aktywni, wywodzą się z dużych miast, których problematyka jest zupełnie inna niż mniejszych miejscowości. W efekcie kwestie chłopskie raczej nie pojawiają się w debatach i nie goszczą na lewicowych portalach. To nieco dziwne w kraju bądź co bądź rolniczym i na rolnictwie mogącym budować swoją gospodarczą pozycję.

 

Każda próba budowy silnej lewicy w III RP kończyła się fiaskiem i to w dość krótkim czasie. Pewną przeszkodą na pewno były osobiste animozje i niechęci liderów, swoją rolę odegrała tu historia, ale to nie są jedyne wytłumaczenia tak słabej kondycji ruchu lewicowego. Mamy w Polsce ostatnich lat – niezależnie od opcji politycznych – tendencję do budowania partii politycznych od góry, co jest szczególnie widoczne w ostatnim dziesięcioleciu. Buduje się partie w oparciu o strategie zaczerpnięte z marketingu – tworzymy program i następnie próbujemy go sprzedać określonej grupie odbiorców. Niektórym się to udało, ale dziś niechęć do polityki i zawodowych polityków jest już powszechna tak bardzo, że właściwie nie warto podejmować kolejnej próby. Trzeba raczej słuchać nastrojów społecznych, autentycznych potrzeb formułowanych lokalnie i starać się je zbierać razem, jednocząc się wokół wspólnoty interesów. Takie konsultacje społeczne wydają się być jedną z form, na których można będzie stworzyć jakiś silny ruch.

 

Silnej lewicy na pewno nie zbudują grupy ludzi zrzeszonych w samych partiach politycznych. Taki ruch to cały zespół zjawisk towarzyszących, tworzących mniej lub bardziej szerokie zaplecze społeczne. Budowanie takiego zaplecza to długa i żmudna praca, na którą wielu po prostu nie ma ochoty, traktując uprawianie polityki jako cel sam w sobie najważniejszy, a ewentualne zmiany społeczne postrzegając jako wtórny i właściwie dość przypadkowy wynik swej działalności. O nieskuteczności takiego rozumowania można przekonać się naocznie uczestnicząc w próbach publicznych protestów organizowanych przez lewicowe ugrupowania, gdzie sukcesem jest zebranie grupy ponad stu osób.

 

Z drugiej zaś strony prawica coraz mocniej buduje własne zaplecze, tworząc kluby dyskusyjne, stowarzyszenia o różnorakim charakterze, grupy mniej lub bardziej nieformalne. Takiego ruchu nie widać dziś na lewicy, a bez takich przedsięwzięć trudno oczekiwać szerszej społecznej recepcji haseł i postulatów. Nie widać też – poza środowiskiem Krytyki Politycznej i wrocławskim OMS im. Lasalle’a – prób budowania lewicowych think tanków, skutecznie tworzących podwaliny ideowe nowego ruchu.

 

2. Jak ją zbudować?

 

Moim zdaniem najważniejsza jest w tej chwili edukacja. W ciągu ostatnich lat lewicowy ogląd rzeczywistości został sprowadzony na margines. Nie istnieje wielkonakładowa prasa lewicowa, brak udziału lewicowych naukowców w życiu uczelnianym i społecznym. Dziś sytuacja przedstawia się tak, że każdy zainteresowany jest właściwie pozostawiony samemu sobie w próbach dotarcia do materiałów i książek krytycznych wobec liberalnego poglądu na gospodarkę. Organizowane od czasu do czasu dyskusje z udziałem lewicowych polityków są właściwie spotkaniami osób już przekonanych, chcących jedynie poszerzyć swoją wiedzę lub zwyczajnie spotkać się w gronie podobnie myślących.

 

Braki dzisiejszej neoliberalnej edukacji widać najjaskrawiej w szkołach, gdzie praktycznie nie można uświadczyć innej retoryki. Przeglądając podręczniki i programy można naprawdę odnieść wrażenie zasadności hasła „Nie ma alternatywy”. Nie mówi się już o emancypacyjnej roli edukacji, traktując wiedzę jako kapitał, który zaprocentuje awansem społecznym. Jeśli zatem szukać punktu wyjścia to właśnie tu, u podstaw formowania oglądu rzeczywistości. Jeśli nie będziemy w stanie stać się słyszalnym i jednocześnie zrozumiałym głosem, to niczego nie zmienimy.

 

Wielu komentatorów życia publicznego mówi o tym, że społeczeństwo nie dorosło do demokracji. Nie dorosło, bo nigdy nie dostało takiej szansy. Dorastanie to nie tylko biologiczny proces starzenia się organizmu, ale przede wszystkim budowanie tożsamości w oparciu o doświadczenie. W dziś panującym modelu coraz mniejsza liczba będzie miała szansę na poznanie alternatywy. Skutki widoczne są gołym okiem już dziś – to właśnie młodzi ludzie najczęściej opowiadają się za „wolnością” wolnorynkowego modelu liberalnej gospodarki.

 

Oczywiście, nie wolno ograniczać edukacji do młodzieży. Wielu ludzi czeka na logiczne wyjaśnienie jak to się stało, że żyją gorzej, choć pracują więcej i wydajniej, ciągle słysząc o „inwestowaniu” w siebie. Brak takich wyjaśnień skutkuje dawanie posłuchu populistycznym hasłom o złodziejach, układach i spiskach.

 

3. Jaka winna być relacja postulatów kulturowych do socjalnych? Czy i jak je łączyć?

 

Mamy od dłuższego czasu do czynienia z wyraźnym podziałem na lewicy, dotyczącym podnoszenia kwestii kulturowych, czy też obyczajowych. Niektórzy działacze nawet stwarzają wrażenie, jakby uczestniczyli w lewicowych organizacjach właśnie ze względu na liberalizację prawa narkotykowego czy legalizacji związków jednopłciowych. Nie twierdzę, że tematy te powinny zostać całkowicie zarzucone przez działaczy lewicy, ale wydaje mi się, że istnieje potrzeba stworzenia pewnej gradacji celów. Jeśli za strategię działania przyjmiemy operowanie w ramach systemu i związany z tym wysiłek znalezienia szerokiej grupy wyborców, to trzeba patrzeć od podstaw, jakimi są bez wątpienia kwestie ekonomiczne.

 

Człowiek długotrwale bezrobotny, walczący o przeżycie i dach nad głową nie doświadcza empatii w stosunku do innych, zwłaszcza tych będących poza jego środowiskiem. Zbyt duża koncentracja na hasłach związanych z szeroko pojętą sferą kultury, która zresztą w pewnym stopniu już istnieje jako język politycznej poprawności, na dłuższą metę może przynieść więcej szkody niż pożytku. Podobne wnioski stawia Naomi Klein w swojej książce „No logo”, analizując słabość północno-amerykańskiej lewicy. W czasach demontażu państwa opiekuńczego, ograniczania praw pracowniczych i budowy globalnej sieci wielkich korporacji dyskurs lewicowy ograniczał się tam do haseł równości osobistej, związanej z atakami wobec dyskryminacji jednostek. Być może uratowano jakieś drzewa, ale stracono ogromne połacie lasu. Stało się możliwe właśnie poprzez odwrócenie spojrzenia od najbardziej podstawowych problemów związanych niezależnie od tego, czy to się komuś podoba czy nie, z ekonomicznymi kwestiami. Dziś w Polsce możemy być mądrzejsi dzięki wyciągnięciu wniosków z tej lekcji. Najpilniejszym zadaniem jest zatem wyznaczenie realnego programu, który będzie odpowiadał na zapotrzebowanie społeczne, a ono związane jest z bezpieczeństwem socjalnym.

 

4. Czy cele i strategia lewicy domagają się weryfikacji wobec strukturalnych zmian gospodarczych, technologicznych i kulturowych zachodzących w ostatnich latach w Polsce i na świecie? Jeśli tak, to czego miałaby dotyczyć taka weryfikacja?

 

Moja wizja stworzenia silnej lewicy na pewno nie jest oryginalna, bo taka być po prostu nie może. Wbrew temu, co sądzi wielu, podpierając się w tym względzie technologicznymi zmianami, uważam, że nie zmieniło się wiele w ciągu tych stu pięćdziesięciu lat od początków formowania się ruchu socjalistycznego. Dziś co prawda znikły niektóre gałęzie przemysłu i wielotysięczne zakłady wraz z nimi, ale główna linia podziału nadal rozdziela tych, którzy posiadają środki produkcji i tych, którzy sprzedają swoją pracę, aby żyć. Przypomina to trochę nową adaptację klasycznej sztuki – zastąpiono stare dekoracje nowymi, ale role i związane z nimi kwestie do wygłoszenia pozostały bez zmian. Nie dostrzegam różnic związanych z alienacją pracy robotnika przy taśmie i doradców finansowych. Nie widzę żadnej różnicy pomiędzy pracownicą łódzkiej fabryki z początku dwudziestego wieku i dzisiejszą ekspedientką drogiego butiku w galerii handlowej. Obie uwiązane są w kieracie dwunastogodzinnej pracy i obie nie posiadają żadnych osłon socjalnych. Dziś, tak jak przed stuleciem, nikt nie widzi sensu w swojej pracy, a coraz ściślejszy nadzór i hasła zwiększania wydajności są tym samym, czym było wprowadzenie zasad fordyzmu do fabryk formującego się industrialnego świata.[i]

 

Podobnie z istniejącym dziś dyskursem. Od upadku PRL pojęcie klasy, robotnika i wyzysku zdaje się nie istnieć w języku oficjalnej debaty. Próby stworzenia nowego języka lewicy, podejmowane choćby przez Krytykę Polityczną, nawet jeśli mają jakieś uzasadnienie teoretyczne, nie docierają do większości społeczeństwa. Mam przy tym wrażenie, że takie działanie jest korzystne dla przeciwników ideowych, bo wytrąca broń z ręki jeszcze przed rozpoczęciem walki. Cała para idzie w przysłowiowy gwizdek, bo ustalenie nowego słownika jest zadaniem tak absorbującym, że nie pozostawia sił i czasu na inne działania. A przecież system jest wciąż ten sam, zatem i narzędzia jego opisu powinny utrzymać swoją wartość. Jeśli krytycznie wypowiadamy się o kapitalizmie, to dlaczego rezygnować z odniesień do już wypracowanych metod, pojęć i prób zmian? Po co wyważać otwarte drzwi? Skoro dziś jesteśmy świadkami powrotu „dzikiego” kapitalizmu rodem z XIX wieku to dlaczego tamte próby mają zostać zapomniane? Przecież znów stoimy przed kwestią ośmiogodzinnego dnia pracy, braku zabezpieczeń socjalnych i ubożenia społeczeństwa pomimo wzrostu wydajności pracy. Praca lewicy powinna – przynajmniej na razie – skoncentrować się na odzyskaniu utraconych już praw, bo bez tego nigdy nie posunie się naprzód.


[i] Por. Michel Husson, „Nowa gospodarka” – ciągle kapitalistyczna!, http://hussonet.free.fr/skfm01.pdf

drukuj

KOMENTARZE

  1. Panie Krzyszofie

    Dzieki za surowa krytyke… czytam ja z przyjemnoscia gdyz mowi pan to co mysle od 20 lat… Chce tylko nadmienic, ze nie tylko Krytyka Polityczna stara sie budowac lewicowa prace u podstaw (edukacja, tworzenie swiadomosci klasowej, podnoszenie swiadomosci politycznej, propagowanie prawdziwej historii lewicy…): sa feministki, laicy (RAcjonalista, Netrum, RACJA, Fakty i Mity…), internacjonalista.pl, lewica.pl, Recykling Idei, nie mowiac o o bylek Trybunie Robotczniej… lub ksiazkach Monde Diplomatique Polska. Staramy sie to robic, ba robimy tylko to! ALe trzeba sobie zdac sprawe ze zniszczenia byly ogromne. W latach 1990-2000 nie bylo po prostu nic. Nie bylo lewicy, bo socjo-liberalowie byli neoliberalami przebranymi w postkomunistkow. Pustke te mozna porownac do… nie wiem, 1863 po upadku powstania listopadowego. Czyli trzeba sobie zdac sprawe ze odbudowujemy polska lewice nie do 1989 ale praktycznie od 1939, a moze o od 1926 roku. Bo po 1945 z krotkimi przerwami (1956, Solidarnosc), nie bylo lewicy obywatelskiej, takiej ktora wlasnie silami obywatelskimi budujemy. Bylo panstwo ktore to robilo za nas. Wiec trzeba pamietac ze dopiero od 10 lat udalo sie nam podniesc z zapasci. Ze jestesmy tez tylko ludzmi: tez musimy walczyc o fizyczne przetrwanie w systemie. A kazda dzialalnosc kosztuje. A my wlasnie nie jestesmy biznesmenami ale inteligenckimi proletariuszami. Zapraszam na strone internetowa mojego stowarzyszenia Europejski Uniwersytet Ludowy. Udalo nam sie zorganizowac 3 europejskie konferencje szkoleniowe. Ale nie udalo sie opublikowac 200 stron niezwykle ciekawych materialow ktore sa na stronie… Jeszcze szukam na to z 10 000 zlotyc…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *