ankieta, featured

Czabanowski, Skrzypulec: R. P. – przypadek i terapia osobowości peryferyjnej

Wszystkie osobliwości, które uderzą czytelnika tej pracy, tłumaczą się warunkami, w których powstała. Są to notatki z wykładu, w czasie którego dr Jednacz i profesor Głębocki omawiali trudny przypadek pacjenta cierpiącego na odmianę nerwicy określaną jako „osobowość peryferyjna”.

Pacjent rozpoczął terapię u dr Jednacza. Już podczas pierwszej sesji terapeutycznej okazało się, że przyczyną dolegliwości pacjenta jest przeżyta w przeszłości trauma. Ów nieszczęśnik przez długi czas znajdował się we władzy innej osoby, która bezwzględnie narzucała swoją wolę i obcy system wartości. Na pierwszej sesji pacjent był już wolnym człowiekiem, jednakże jego wypowiedzi wzbudziły niepokój dr Jednacza. Badany twierdził np.: „Pragnę wyrazić nadzieję, że międzynarodowe instytucje finansowe udzielą Polsce istotnej pomocy w jej wysiłkach na rzecz radykalnej stabilizacji gospodarki i gruntownych reform instytucjonalnych” (exposé T. Mazowieckiego, 12.09.1989). Opisując swoją obecną sytuację niejednokrotnie  używał wyrażeń związanych z podporządkowaniem się i dyscypliną np. „Mamy świadomość, że warunkiem uzyskania takiej pomocy jest konsekwentna realizacja przedstawionego surowego programu” oraz „Chciałbym, aby dla wszystkich zewnętrznych obserwatorów przemian dokonujących się w Polsce było jasne, że to, co się u nas dzieje, nie zagraża nikomu ani nie podważa stabilizacji międzynarodowej”. Stwierdzenia pacjenta wskazywały, że pomimo jego deklaracji o odcięciu się „grubą kreską” od trudnej przeszłości, w rzeczywistości podświadomie dąży on do powtórzenia traumy. Rolę dawnego oprawcy przejęło rozbudowane superego, mające dyscyplinować i w razie potrzeby karcić nieposłuszny podmiot. Przymus poddawania się zewnętrznej kontroli nad pragnieniami („Dziś, kiedy kończy się epoka zimnej wojny, powstaje szansa urzeczywistnienia naszych narodowych aspiracji, w zgodzie ze współczesnymi tendencjami polityki światowej”) występował w połączeniu z nie w pełni uświadamianym poczuciem winy. Swoje wcześniejsze działania badany określał jako „nieracjonalne”: „Prawidłowy i pełny rozwój naszych stosunków we wszystkich dziedzinach hamowały dotychczas względy dalekie od racjonalnych”. Dążenie do zamiany jednej formy zewnętrznego sterowania na inną być może wynikało z pragnienia zostania ukaranym przez nową instancję kontrolną za swoje wcześniejsze złe postępowanie.

Podczas kolejnych sesji terapeutycznych prowadzonych przez dr Jednacza pacjent przechodził kolejno okresy kryzysu i stabilizacji. Dopiero po dziewięciu odbytych spotkaniach badany uznał, że jego stan uległ istotnej poprawie. Pacjent negatywnie odniósł się do przejawianych wcześniej kryzysowych zachowań: „Inwestycje, które wiele lat z rzędu rosły dynamicznie – po raz pierwszy od szeregu lat spadły o niemal 10 proc. Społeczeństwo zubożało, zwiększyły się obszary dziedziczonej biedy. Spadły dochody rolników. Wiele polskich rodzin utraciło jakąkolwiek nadzieję” (exposé L. Millera 25.10.2001). Badany twierdził, że zamierza teraz skupić się na kwestiach praktycznych, o których dotychczas tak często zapominał, a które przyniosą mu wymierne korzyści: „podstawowy warunek zrealizowania kolejnych naszych zamiarów: w perspektywie roku stworzenia podstaw rozwoju gospodarczego, a w ciągu całej kadencji parlamentarnej – trwałego ożywienia ekonomicznego, przynoszącego wymierne korzyści całemu społeczeństwu”. Wówczas dr Jednacz zwrócił się o radę do prof. Głębockiego, nie będąc pewnym, czy zmianę w postawie pacjenta należy uznać za terapeutyczny sukces. Niestety diagnoza profesora była jednoznaczna: pacjent nie rozwiązał swoich problemów, lecz w radykalny sposób zepchnął je do niewiadomości. Wskazywały na to wypowiedzi badanego takie jak: „Wygłaszam swoje exposé w sytuacji, kiedy w fotelach sejmowych nie ma mojego poprzednika ani liderów partii tworzących poprzednią koalicję. To pierwszy taki przypadek od początku polskiej transformacji”. Wszystkie dążenia, które poprzednio prowadziły do kryzysów były w nich traktowane jako nieobecne. Jednakże wbrew temu optymistycznemu przekonaniu spod zasłony świadomie deklarowanego pragmatycznego nastawienia do rzeczywistości wciąż dawały o sobie znać istotne dysfunkcje. Czasami prowadziło to do wręcz komicznych sytuacji, w których pacjent bez cienia autorefleksji wypowiadał zdania stojące w zupełnej sprzeczności z jego postępowaniem np.: „Część tych rezerw wiąże się z porządkowaniem prawa, podniesieniem jakości rządzenia, obniżeniem kosztów działania państwa i samorządu terytorialnego, wprowadzeniem skutecznych mechanizmów antykorupcyjnych”.

Kolejna sesja nie doprowadziła do przełomu. Wypowiedzi pacjenta wskazywały na to, że niezmiennie pełen optymizmu, pozostawał wierny pragmatycznej wizji samego siebie, nie podejmując jednocześnie zadania przemyślenia własnej tożsamości. Pełen optymizmu twierdził: „Takiego impulsu rozwojowego nigdy jeszcze w Polsce nie było.” (exposé M. Belki 14.05.2004).

Zdaniem profesora Głębockiego, badany, powodowany finansowymi tarapatami, w jakie wpadł w latach poprzednich, nabrał przekonania, że skupienie się na zaspokajaniu najbardziej podstawowych potrzeb stanowi jedyną właściwą strategię postępowania. Posługując się piramidą Maslowa, Jednacz i Głębocki określili to stadium choroby jako redukcję świadomości podmiotu do płaszczyzny fizjologicznej. Jak zaznaczył Głębocki, terapeuci oczekiwali, że po odzyskaniu komfortu w zakresie potrzeb podstawowych, badany zainteresuje się potrzebami wyższego rzędu.

Oczekiwania takie okazały się trafne. Podczas kolejnej sesji, wypowiedzi pacjenta odnosiły się już w przeważającej części do potrzeb związanych z bezpieczeństwem: „Po pierwsze, przedstawię program naprawy państwa, przywrócenia władzy charakteru skutecznej i uczciwej służby – od rządu przez sądownictwo, prokuraturę, policję, aż po administrację.” (exposé K. Marcinkiewicza 10.11.2005). Jak zauważył dr Jednacz, wzrost dobrobytu umożliwiający otwarcie się na inne problemy połączony był z narastającym poczuciem wstrętu wobec samego siebie. Pacjent, uzyskując szerszą świadomość, po raz pierwszy zdał sobie sprawę z przejawianych symptomów choroby. „Jest oczywiste, że wyroki w imieniu Rzeczypospolitej mogą wydawać jedynie tacy sędziowie, których ręce nie są splamione przestępstwami lub współpracą ze światem przestępczym.” – mówił – „Fakt, że ponad 10 procent wyższych oficerów policji zdobywało pierwsze szlify w Służbie Bezpieczeństwa, nie może być uważany za naturalny 16 lat po upadku PRL.”.

Sesja ta uznana została przez terapeutów za przełomową. Od tamtej pory uświadomienie symptomów przez pacjenta jest powszechnie uznawane w literaturze za moment kluczowy w terapii osobowości peryferyjnej.

Chociaż postępy były widoczne, w zachowaniu pacjenta pojawiły się nowe problemy. Głębokie odrzucenie samego siebie, doprowadziło badanego do wykształcenia wyidealizowanego moralnego superego. Jakkolwiek nie chodziło już o podporządkowanie się kolejnemu rzeczywistemu podmiotowi, jak to miało miejsce przed podjęciem leczenia, czy wyobrażeniu rzeczywistego podmiotu tak, jak podczas pierwszej sesji, podporządkowanie się konstruktowi moralnemu można uznać za kolejną, łagodniejszą formę powtórzenia traumy. Istnienie takiego konstruktu poświadczone było w szeregu wypowiedzi pacjenta, niekiedy nawet explicite: „Z poczucia niespełnienia powstały zręby programu budowy IV Rzeczypospolitej. Nie ma być ona zaprzeczeniem trzeciej, tylko urzeczywistnieniem jej niespełnionych nadziei. Nadziei, jakie spełniać powinno państwo suwerenne, demokratyczne i solidarne.”, „Za hasłem IV Rzeczypospolitej nie stoi myślenie magiczne, tylko poszukiwanie czytelnej symboliki dla wyzwalania niepodległego państwa od brzemienia postkomunizmu.”.

Jak zauważył dr Jednacz, w przytoczonych wypowiedziach pobrzmiewają echa słów pacjenta wypowiadanych podczas pierwszej sesji. Zjawisko to terapeuci zgodnie uznali za naturalne – brak poważnej autorefleksji poprzedzającej uświadomienie symptomów, przekonało pacjenta, że niewola, w której znajdował się przed rozpoczęciem terapii, choć ustała poza podmiotem, w nim samym trwała nadal. Jak mówił: „Polacy pilnie potrzebują państwa – państwa, które nie będzie stolikiem do brydża dla partii rozgrywanych między politykami, ludźmi biznesu, aktualnymi i byłymi funkcjonariuszami służb specjalnych i pospolitymi gangsterami. Mój rząd zamierza wyciągnąć państwo polskie z tego czworokąta bermudzkiego, w którym zanikają: interes publiczny i dobro wspólne.”. Profesor Głębocki zauważył, że w tym stadium terapii, szczególnie trudne jest utrzymanie w pacjencie równowagi we właściwej ocenie przejawianych symptomów. Charakterystyczny dla etapu wstręt do samego siebie, może bowiem z łatwością przerodzić się w zachowania paranoidalne.

Podczas kolejnej sesji udało się podtrzymać pozytywny trend. Nie umknęło to również uwadze badanego: „Rząd, który pozwalam sobie dzisiaj przedstawić Wysokiej Izbie, zwracając się o wotum zaufania, jest wspierany w parlamencie przez tę samą koalicję, która wspierała rząd Kazimierza Marcinkiewicza. Ma bardzo zbliżony skład, ma tylko dwóch nowych ministrów, no i nowy premier, ma przede wszystkim te same cele, ten sam kierunek działania.” (exposé J. Kaczyńskiego 19.07.2006). Choć nadal za punkt odniesienia przyjmowane było skonstruowane przez pacjenta moralne superego, stosunek do niego był już odrobinę bardziej krytyczny: „Kościół jest depozytariuszem jedynego powszechnie znanego i na ogół przynajmniej deklaratywnie przestrzeganego systemu wartości.”. W przytoczonym cytacie porządek moralny nie jest już obiektywny, ale powszechnie znany i deklaratywnie przestrzegany. Na skutek wywołanego przez krytyczność napięcia, wypowiedzi pacjenta przyjmowały jednak niekiedy kuriozalne formy: „Ja chcę mocno podkreślić, że jeżeli na przykład chodzi o równouprawnienie kobiet, to realne równouprawnienie, ich pozycję w rodzinie, o to wszystko, co ma prowadzić do tego, żeby kobiety mogły znajdować obronę, unikać opresji, która często je spotyka, jesteśmy jak najbardziej za. Ale w innych kwestiach, o których tutaj mówimy, jesteśmy jak najbardziej przeciw.”

Zdaniem profesora Głębockiego, dzięki zaspokojeniu potrzeb fizjologicznych i związanych z bezpieczeństwem, badany mógł zwrócić się w stronę potrzeb miłości i przynależności. „warto być Polakiem, warto by Polska trwała jako duży, liczący się europejski kraj. Ale jeżeli to założenie przyjmujemy, musimy także zastanowić się nad polską kondycją, zastanowić się, jak wygląda dzisiaj sytuacja Polski i Polaków w szczególności na tle innych narodów Europy, narodów Unii Europejskiej.”. Doktor Jednacz zaproponował odmienną interpretację. Jego zdaniem, w pacjencie wzbudziło się od razu pragnienie prestiżu i szacunku, podczas gdy nie był w stanie jeszcze zaspokoić bardziej podstawowej potrzeby przynależności.

Bez względu na tę kwestię, obaj terapeuci zgodzili się, że to właśnie podczas tej sesji pacjent po raz pierwszy podjął trzeźwy namysł nad własną tożsamością, pojmując się jako podmiot zintegrowany. To wyraźne odejście od przejawianego przez pacjenta podczas sesji dziewiątej i dwunastej, podczas których rozumiał siebie raczej jako „rodzinę rodzin” (exposé J. Buzka 10.11.1997).

Ostateczna integracja podmiotu dokonała się jednak dopiero podczas sesji czternastej. Badany, pogodzony ze sobą, nie posługiwał się już konstruktem moralnego superego, ale przedstawiał wyważoną, zintegrowaną wizję samego siebie. Po raz pierwszy pacjent przyjął do siebie fakt, że na jego tożsamość składa się szereg procesów, z którymi wcześniej nie mógł się pogodzić i zaakceptował siebie. „Jesteśmy odpowiedzialni i w związku z tym rozumiemy, że tak jak każdy wielki naród, tak i naród polski zawiera różne wspólnoty. Przekonań, wiary, interesów, wspólnoty etniczne, kulturowe.” (exposé D. Tuska 23.11.2007), „[G]łównym zadaniem polityki, a pragniemy przecież właśnie takiej polityki, nowoczesnej, dojrzałej, rozsądnej polityki, jest uzgadnianie ze świadomością różnicy interesów i konfliktów”.

Co godne uwagi, pacjent pozytywnie odnosił się do swoich wcześniejszych postaw, traktując je jako konieczne etapy przebytej terapii. Mówił: „Chcę Państwu powiedzieć, że ceniąc dorobek III Rzeczypospolitej, że podzielając większość marzeń i oczekiwań tych, którzy formułowali ambitny projekt IV Rzeczpospolitej. Ceniąc i akceptując i rozumiejąc niecierpliwość szczególnie najmłodszych, którzy mówią: a może piąta. Chcę jednak Państwu dzisiaj tu z tego miejsca powiedzieć, że nie będę numerował Rzeczypospolitej i będę w całym expose mówił o tym, o czym tęskniliśmy zawsze, do czego tęskniliśmy zawsze. O najjaśniejszej Rzeczpospolitej.”. Zdaniem doktora Jednacza, po redukcji świadomości podmiotu do płaszczyzny fizjologicznej (sesje 10 i 11) oraz uświadomieniu symptomów (12 i 13), dokonane podczas sesji czternastej pogodzenie z samym sobą stanowiło uwieńczenie terapii. Objawy histerii peryferyjnej ustały – pacjenta można już było uznać za zdrowego.

Profesor Głębocki dodał, że badany zwrócił się ponadto w stronę zaspokojenia potrzeb wyższego rzędu – potrzeb uznania i szacunku. Wyrażało się to w wypowiedziach akcentujących zaufanie: „To zaufanie stało się fundamentem nowej politycznej umowy Polaków.”, pragnienie wyczynu: „Kiedy w kampanii wyborczej przekonywałem Polaków, że uda nam się dogonić najbardziej rozwinięte kraje Europy, mówiłem z pełnym przekonaniem.” oraz wolności w zgodzie z samym sobą: „Polacy nie potrzebują i nie chcą władzy, której ambicją jest zmienianie Polaków. Bo Polaków nie trzeba zmieniać.” i „Unieważniamy […] dzisiaj […] [f]ałszywą alternatywę, w której wolność przeciwstawia się solidarności.”.

Jakkolwiek terapeuci zgodzili się, co do tego, że pacjentowi udało się w końcu odzyskać zdrowie, byli zdania, że terapię należy kontynuować, aby nie doszło do nawrotów. Zdaniem doktora Głębockiego wyzwolenie się z osobowości peryferyjnej to tylko pierwszy krok do tego, by móc żyć dalej pełnią życia i to życia wysokiej jakości. Posługując się nadal piramidą potrzeb, uznał, że pacjent zaakceptowawszy siebie, powinien zwrócić się w stronę samorealizacji. Powinien nauczyć się samodzielnie wyznaczać sobie cele, do których również samodzielnie – lecz z poszanowaniem otoczenia – powinien dążyć. Doktor Jednacz dodał, że jest to również właściwy moment, by zająć się tym, na co wcześniej nie mógł sobie pozwolić – sztuką i nauką.

 

 

Notatki na marginesie:

Słuchając wykładu miałem przekonanie, że pacjent po przebytej histerii peryferyjnej może doskonale radzić sobie z własnym życiem. Pamiętając przebieg własnej choroby i przebyte traumy, dysponuje on większą wrażliwością i wyrozumiałością, w którą niekoniecznie muszą być wyposażone osoby zdrowe. Ponieważ przegapił spory szmat czasu, żyjąc w faktycznym i urojonym podporządkowaniu, może swobodniej odnosić się do norm bezkrytycznie internalizowanych przez inne podmioty. Po raz pierwszy od wielu lat osoba taka nie widzi przed sobą pleców Wielkiego Innego, tylko przyjemną plastyczną pustkę, która tylko czeka na to, by samodzielnie zapełnić ją treścią. Sam zalecałbym takiemu pacjentowi angażowanie się w awangardowe ruchy artystyczne albo najnowsze gałęzie nauki. W ten sposób mógłby po raz pierwszy od dawna poczuć, że nie jest związany przeszłością, przykładem innych, czy przymusem wynikającym z przyjmowanych moralnych konstruktów, ale mógłby realizować się jako pogodny, niezależny i elastyczny twórca.

 

Wojciech Czabanowski, Błażej Skrzypulec

 

Wojtek Czabanowski – Student prawa i MISH na UJ, współautor projektu „Nowe Polis”. Interesuje się demokracją bezpośrednią, postmodernizmem, Ojcami Kościoła, popkulturą i społeczeństwem konsumpcyjnym. Członek redakcji „Pressji” od 2010 roku. Pierwszy Prezydent Stowarzyszenia DoxoTronica.

Błażej Skrzypulec – Absolwent filozofii i socjologii, doktorant w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek Collegium Invisibile, współautor projektu „Nowe Polis”. Publikował m.in. w „Christianitas” i „Lampie”. Członek redakcji „Pressji” od 2010 roku. Prezydent Stowarzysznia DoxoTronica.

 

Całość ankiety Nowych Peryferii pt. „Czy Polska to peryferie” do ściągnięcia w formie e-booka tutaj.

 

Tekst Czabanowskiego i Skrzypulca stał się przedmiotem dyskusji na łamach NP. Ukazały się polemika Filipa Białka i odpowiedź autorów.

drukuj

KOMENTARZE

  1. Pomysł milutki, ale zdecydowanie za długie. Lepiej też byłoby wypowiedzi „pacjenta” ponumerować, a rozszyfrowanie, czyje to słowa, dać na dole w zbiorczym przypisie. Nazwiska Mazowieckiego, Millera czy Belki raczej psują nastrój tej groteski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *