headline, kultura

W Zachęcie, Zawadzie, na Placu Zamkowym – o tym samym, choć nie całkiem

AUTOR

Jacek Plewicki

Interesuje się wszelkimi odmianami transgresji i wykluczenia/przemilczenia. Postmodernizm, myśl średniowieczna, muzyka współczesna, rubieże filozofii, sztuka i jej odbiorca. Kiedyś rozmawiał ze Stefanem Niesiołowskim. Mój adres mailowy: jacek.plewicki@gmail.com

Odnosząc się do tytułu bloga, na którym niniejszy artykuł się ukazuje, trzeba zastanowić się, czego od siebie, jako „Nowe peryferie”, wymagamy. Czy sami mamy konsekwentnie zajmować stanowisko na obrzeżu, czy też chcemy róże, marginalne pozycje, niezależnie od naszego położenia, opisywać. Przymiotnik „nowe” przesądza niewątpliwie o światopoglądzie piszących tu autorów – naszym zdaniem nowości są możliwe. Oczywiście powstaje pytanie czy chodzi o świeże, nieuniknione fenomeny, czy też o tworzone zupełnie na nowo prądy i poglądy.

Pozwolę sobie przedstawić na początek Wszystko już było grupy Azorro. Cztery osoby dyskutują o nowych formach wyrazu, nie odwołując się do treści, którą chcą przekazać. Zapis video tej akcji jest pierwszym eksponatem stałej wystawy Sztuka XX i XXI wieku. Przemieszczenia Muzeum Sztuki Wspołczesnej (ms2) w Łodzi. Co skłoniło kuratorów do takiej decyzji? Co w ogóle skłania nas do uznania słów „wszystko już było” za wnoszące coś nowego do naszego doświadczenia? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć przy okazji opisu szeregu akcji polityczno-artystycznych, na które natknąłem się w ostatnim czasie.

Marsz Niepodległości Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego i Janusza Korwin-Mikke (nazwiska nie odmieniam, zgodnie z życzeniem polityka).
Paweł Althamer i „znajomi królika” protestujący w pasiakach przeciwko Marszowi Niepodległości.
Płonie stodołaRafała Betlejewskiego.
Nigdy nie zrobiłem pracy o HolocauścieOskara Dawickiego. Parę losowych przykładów. Postaram się przedstawić narrację łączącą te zjawiska.

Kiedy myślimy o obchodach Dnia Niepodległości, wszystkim nam nasuwa się na myśl wielkie „było”. To wielkie „było” zmusza nas do oddawania salw honorowych, gromadzenia się w wielkie skupiska, machania flagami. Tak mogliśmy postrzegać ten dzień do momentu, w którym nasi najbliżsi zaprezentowali nam swoją koncepcję narodu. W pewnej formie. Próbę takiej prezentacji podejmuje również Althamer.

Jako że nic w tym odkrywczego, trzeba chyba napisać coś kontrowersyjnego. Byłem na tzw. blokadzie marszu faszystów i prawie jestem z siebie zadowolony. Dlaczego „prawie”? Kto popsuł moje samopoczucie? Wzruszające apele Korwin-Mikke w aksamitnym szalu zamiast zwyczajowego „Zrobimy z wami to co Hitler z Żydami”? Rozróby? Brutalna akcja policji? Nie, to wszystko już było. To przez aplauz, jaki dostali Ludzie w pasiakachAlthamera.

Co ma do rzeczy moje dobre samopoczucie? Chodzi przecież o pamięć! Pamięć, którą należy uruchomić. Jedni chcą uruchomić pamięć o nazizmie u drugich i ukazać im, że ich poglądy są od niego niedaleko, drudzy chcą przypomnieć pierwszym o tym, że Polska nie jest niepodległa, i że ci pierwsi zapominają o walce o własny kraj. Obie strony powiedzą „już to słyszeliśmy”, „było!”

Wróćmy jednak do Althamera, którego Marceli Sommer określił jako jedno z dwóch ekstremów czwartkowych zajść Pytania „jak ktoś mógł coś takiego wymyślić?” i „jak rozumieć doniosłość tej akcji?” mają taką samą odpowiedź. Jest nią chęć wykorzystania nowej formy protestu. Tak przynajmniej twierdzi Althamer. Czy ta chęć przełoży się jakoś na „uruchomienie pamięci”? Żadnych argumentów za tą tezą nie usłyszymy od artysty, który opiera się na intuicji;patrząc na Ludzi w pasiakach nie dowiemy się też, o jaki rodzaj pamięci chodzi, i czy też przypadkiem nie zachodzi tu na niej gwałtw imię pragmatyki. Takiej niepewności wielu z nas jeszcze nie przeżyło; tak wyraźny aktu rozdziału dwóch, już rozdzielonych (nie tylko poglądami na temat narodu i wolności słowa, ale również kordonami policji) grup społecznych rzadko się dokonuje. „To już było! (choć nie całkiem)”.

Podobna niepewność sprawiła, że dwie osoby (w tym niżej podpisany) protestowały w miejscowości Zawada przeciw spaleniu stodoły przez Betlejewskiego. Niepewność, motywowana przeświadczeniem, że powtórzenie aktu specjalnego rodzaju zbrodni, który nakierowany był na jak najskuteczniejsze odebranie głosu ofiarom, wcale tym ofiarom głosu nie odda, a sprawi tylko, że poczujemy się lepiej, bo coś zostało już pokazane jako „realne”. Trochę się popłakało, postało w zadumie, ale w sumie dzięki temu właśnie doświadczyliśmy zbrodni, można więc już powiedzieć, że zostaliśmy uodpornieni. „A tego nie było!” (http://radykalnewybaczanie.com.pl/). Znów, wszystko to dzięki nowatorskiej formie i tej godnej podziwu bezczelności, na którą może się zdobyć tylko artysta. Betlejewski za projekt Tęsknię za tobą, Żydzie, częścią którego była m.in akcja  Płonie stodoła, otrzymał nagrodę „za łamanie stereotypów” od pełnomocnik ds. równego traktowania Elżbiety Radziszewskiej.  Przeszliśmy więc odperyferyjnej Zawady i „aktu, który macie zapełnić treścią” (słowa Betlejewskiego o swoich produktach artystycznych) do wielkiego „tego jeszcze nie było!”.

Przyjęcie nowych form ekspresji artystycznej służy dziś więc do uzyskania nowej treści – już nie od artysty, ale od sumienia odbiorcy. W przypadku projektu Betlejwskiego jest to Polak-antysemita, w przypadku Althamera – TAMCI po drugiej stronie, którzy po prostu nie mogą przejść obojętnie, muszą oddać pokłon. Nawet wezwanie „media na kolana!”[i] spod pomnika Dmowskiego – nie jest więc w tym kontekście niedorzeczne. Ktoś musi się ukorzyć, aby nakarmić tego potwora pamięci. Ludzie znikają w płonącej stodole, w pasiakach stają się upiorami. A tego przywołanego upiora trzeba, jak nakazują Gusła, przepędzić – nie ma w tym przypadku istotowej różnicy, czy zrobi się to za pomocą jednorazowego „przepraszam”, czy za pomocą popularnegoostatnio w Polsce „Hamas! Hamas! Joden aan het gas!”[ii]. Możliwość takiego przepędzenia zawdzięczamy właśnie aktom Betlejewskiego i Althamera.

Nigdy nie zrobiłem pracy o HolocauścieOskara Dawickiego jest pracą konceptualną. Artysta wywiesza białą kartkę i zaprasza do dyskusji. Przyciąga uwagę swoim nazwiskiem, nazwą galerii, atrakcyjnym tytułem, nową formą. Podobnie jak w przypadku Betlejewskiego ma być to forma pusta. Podobnie jak Althamer, artysta odbiera sobie prawo do pierwszego głosu, do pierwszego aktu. (W czwartek artystka Agnieszka Szreder zaraz przed przebraniem w pasiak, pouczyła mnie, że to uczestnicy Marszów Niepodległości przebrali się pierwsi w nazistowskie mundury, zaś filmowiec Robert Manowski (współautor filmu „Portrecista” również w pasiaku objaśniał, że w decyzji wsparła go osoba, która przetrwała Obóz)

Czym jednak akcja Dawickiego różni się od dwóch pozostałych? Moim zdaniem nie dąży ona do konstatacji „tego jeszcze nie było!”, a zamiast tego, wskazując na białą kartkę i milczenie, proponuje „tego nie ma, a mogłoby być”, wskazując jednoznacznie na mechanizm Zagłady, sprowadzający ofiary do nagiego życia, tworzący przestrzeń spoza ludzkiego poznania i zdziwienia.

Akcje Betlejewskiego i Althamera, w swojej drwiącej banalności, przedstawionej na dodatek w przekazie telewizyjnym TVN24, czy przed oczyma uczestniczącego w Marszu Niepodległości, stają się okrutnie zrozumiałe[iii]. Zrozumiałe staje się, że ofiara Obozu Zagłady została zrównana z narzędziem kaźni – z pasiakiem. To koniec.

Jak pisze Nikołaj Fiodorow, o Poza dobrem i złemNietzschego: „To, co staje się zrozumiałe, przestaje interesować. Co chciał powiedzieć ów bóg, który doradzałpoznaj samego siebie? Czyż nie to, aby człowiek przestał zajmować się samym sobą, a stał się obiektywny?Nietzsche natomiast głosi, że w „poznaj samego siebie” zawiera siępoznaj tylko siebie”[iv]

Jeśli w tego typu tekście można zawrzeć apel, to pozostaje mi powiedzieć „Nigdy więcej” rekonstrukcji historycznej, która pod płaszczykiem „realności” i wiarygodności spektaklu, zmusza nas do patrzenia na to, czego przedstawić się nie da i przyznania „tego jeszcze nie było!”. Nigdy więcej nie starajmy się poznawać samych siebie i własnych sumień, dokonywać samooczyszczenia za pomocą kostiumu ofiary. Wszystkie ofiary Zagłady już były.


[i] http://www.youtube.com/watch?v=uQpjZfE8rvo(13. minuta, 45. sekunda filmu)

[ii] Niedawno przejęty przez kibiców Legii okrzyk, wznoszony w języku  holenderskim (wyuczony od zaprzyjaźnionego klubu z Hagi), nie zaś niemieckim, jak pisze „Gazeta” (http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35137,8531389,Legia_i_Widzew_zaplaca_za_swoich_pseudokibicow_.html).

[iii] Podobnie, zrozumiałe staje się, kto w tej sytuacji jest katem, a kto ofiarą.

[iv] N. Fiodorow, Filozofia wspólnego czynu(Fragmenty Nierzscheańskie), przeł. Adam Sawicki, [w:] Wokół Szestowa i Fiodorowa, red. J. Dobieszewski, s. 253. Tym, co najbardziej mnie oburza w pracach Betlejewskiego i Althamera nie jest, jak można by się spodziewać, ich „nieodparte dążenie do oryginalności”, a ich wezwanie do wewnętrznej, emocjonalnej, wyłącznie idosynkratycznej kontemplacji Zagłady.

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *