AUTOR

Maria Ferenc

ur. 1988, studentka MISH UW, pracowniczka Muzeum Historii Żydów Polskich.

Pap/Jacek Turczyk

 

Kiedy zobaczyłam zdjęcia „Armii duchów” – pomysłodawcy akcji Pawła Althamera i kilkudziesięciu osób przebranych w obozowe pasiaki w proteście przeciw Marszowi Niepodległości – przez głowę przemknęły mi dwie myśli. Pierwsza z nich dotyczyła fenomenu, który 10 lat temu nazywano „amerykanizacją kultury” i który wydarzenia głęboko niepokojące (a za takie uważam happening Althamera) sprowadza do upiornego żartu a la Halloween. Druga – tych, którzy otrzymali zaproszenie na happening, uznali pomysł za wart realizacji, następnie zdobyli skądś obozowe pasiaki i przebrali się w nie, by w końcu przeparadować w nich ulicami Warszawy.

Na przypominających serię „Pozytywy” Libery czarno-białych zdjęciach demonstrantów widać drogie oprawki okularów obok obozowych czapek (chyba tylko najżyczliwsi tłumaczyliby, że to intertekstualna gra odsłaniająca umowny charakter całego przedsięwzięcia), niektóre osoby noszą opaskę z Gwiazdą Dawida. Te zdjęcia są dla mnie świadectwem braku wątpliwości, czy tak można; a nawet – dowodem absolutnej pewności uczestników, że mają prawo. Prawo do wskrzeszania historii dla swoich doraźnych celów (komu to zazwyczaj zarzucamy?). Czy naprawdę tak chcemy zwyciężać?

By nie zgadzać się z ONRem nie trzeba być przebranym za ofiarę Zagłady. Stańmy, krzyczmy, malujmy transparenty, zgłośmy kontrdemonstrację, przypominajmy o historii. Ale nie wolno nam przebierać się za absolutnie niewinne ofiary po to, by wygrać pojedynek na retorykę, bo to nie jest nasze doświadczenie. Althamer wykorzystał siłę tego doświadczenia, samego skojarzenia z tym doświadczeniem, by zamknąć przeciwnikom usta (bo, jak zauważył Michał Sutowski, „mało co wstrząsa nami bardziej niż szpaler ludzi w obozowych pasiakach”) i pokazać, jak bezdyskusyjnie ma rację.

Uważam, że happening Althamera instrumentalizuję Zagładę. Zaskakuje, jak łatwo (spontanicznie? bezmyślnie?) przyszło artyście wykorzystanie cudzego doświadczenia do sformułowania wypowiedzi podyktowanej polityczną potrzebą chwili. I nie chodzi tu o to, czy Althamer naruszył w swoim happeningu jakiś metazakaz albo decorummówienia o Zagładzie, ale o to, że wykorzystał cierpienie innych, by zwyciężyć w sporze ideologicznym. Nawet jeśli ma rację.

Bo czy naprawdę wolno nam wskrzeszać te duchy, by walczyły z naszymi wrogami?

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *