Kozek: Myślę, więc mnie nie ma

Oznacza to konieczność albo politycznych kompromisów, albo pogodzenia się z długim marszem i budową społecznej świadomości. Moim zdaniem obie te drogi mają swoje szanse i ograniczenia, a środowiska, wybierające jedną z nich nie powinny obrażać się na drugie. Można się różnić, ale kłótnie na kanapach – choć z pewnością widowiskowe – zmieniają rzeczywistość w sposób znacząco mniejszy, niż kłótnie na Wiejskiej. Pamiętajmy o tym.