AUTOR

Konrad Malec

Przyrodnik z zawodu i zamiłowania, prowadzi wycieczki i zajęcia przyrodnicze pod marką Kultura i Natura (https://www.facebook.com/kulturainatura/)

Jedne zwierzęta uważamy za ładne, inne za brzydkie. Ładne cieszą się naszymi względami, chętniej je chronimy i oburzamy się, gdy ktoś je krzywdzi. Na przeciwległym biegunie są zwierzęta brzydkie, na widok których się wzdrygamy i których krzywda robi na nas mniejsze wrażenie. A szkoda, bo i one mają swój urok i zwykle wiodą bardzo ciekawy żywot.

Oko w oko z paskudą

Bohaterką niniejszego artykułu jest ropucha szara, zwaną też zwyczajną. Prywatnie – to moja dobra znajoma, bo nad nią prowadziłem swe pierwsze samodzielne badania. Z urodą ropuch jest jak z egzotycznym daniem: aby je docenić, musimy wyjść poza utarte ścieżki naszych gustów. Ileż razy widziałem wzdrygające się osoby, kiedy pokazywałem im ropuchę! Zwykle z rezerwą do tego zwierzęcia podchodzą panie, ale krótka opowieść wystarcza najczęściej, by przełamać opór, a nawet doprowadzić do dotknięcia „paskudztwa”.

Wbrew swej nazwie, ropucha szara zwykle miewa kolor brązowy, niekiedy gliniasty lub ciemnozielony, a jedynie niektóre osobniki są szare. Według mnie najpiękniejsze, choć spotykane nieczęsto, są ropuchy z czerwonymi, rozsianymi po ciele plamkami. W czasie godów panie nabierają nieco ciemniejszych barw, zaś panowie zwykle stają się ciemnooliwkowi, a na palcach ich przednich łapek pojawiają się czarne, chropowate narośla, zwane modzelami godowymi. Na spodzie ciała ropuchy zwyczajne mają kolor jasnobeżowy, skóra zaś jest ziarnista, a na wierzchu chropowata od gruczołów jadowych. Najwięcej jest ich z tyłu głowy, gdzie układają się w półksiężycowe „wydmy”.

Nadal nie macie przekonania do urody naszej bohaterki? W takim razie spójrzcie jej w oczy, a ja oddam głos George’owi Orwellowi, który w felietonie „Kilka myśli o ropusze zwyczajnej” zauważył, że ropucha ma najprawdopodobniej najpiękniejsze oczy w świecie zwierząt. Połyskują one złotawo, albo ściślej – przypominają półszlachetne kamienie o złotym odcieniu, takie jakie widuje się niekiedy w oczkach sygnetów. Przypisał jej też nadzwyczaj uduchowiony wygląd. William Szekspir zaś w „Romeo i Julii” zawarł powszechne w jego czasach przeświadczenie, że z ropuchą oczami zamienił się skowronek.

Jad ropuchy jest niezwykle groźny, z badań laboratoryjnych wynika, że zaledwie 5 mg tej substancji w przeliczeniu na kilogram ciała zabija psa w 15 minut! Jest to jednakże broń defensywna. Jad wydobywa się tylko w wyniku mechanicznego urazu, np. ukąszenia, zaś by położyć trupem dorosłego człowieka, należałoby go skłonić do spożycia dziesięciu ropuch szarych. Zwierzę, które po prostu weźmiemy na rękę, nie wydzieli jadu, choć niegdyś wierzono, że śmierć sprowadza już samo dotknięcie. U schyłku średniowiecza, gdy zdarzyło się, że jeden z Medyceuszy nieopatrznie dotknął ropuchy, na dworze zapanowała żałoba, książę przyjął ostatnie namaszczenie i udał się do komnaty, by wyzionąć ducha. Na szczęście znalazł się światły medyk, który znał remedium – nakazał rozpruć osła i zaszyć w nim księcia na tydzień. Po zakończonej kuracji książę odzyskał pełnię sił i zdrowia. Niemniej cieszę się, że… nie stałem w jego pobliżu.

Raz na wozie, raz pod wozem

W powszechnej opinii wszystkie płazy bezogonowe są żabami. To błąd podobny temu, jaki popełnilibyśmy, mówiąc, że wszystkie ssaki z rzędu drapieżnych to psowate. Rząd płazów beznogich dzieli się na szereg rodzin, np. grzebiuszki, rzekotki, drzewołazy czy grzbietorody, należą doń również żaby i ropuchy. Nie ma tu miejsca na omawianie różnic między nimi, dość powiedzieć, że ropuchy – w przeciwieństwie do żab – nie skaczą, a jeśli próbują, to niezdarnie i na niewielkie odległości.

We wspomnianym już felietonie Orwell, wnikliwy obserwator nie tylko rzeczywistości społecznej i politycznej, zauważył, że ropucha porusza się ospale, lecz celowo. Nasza bohaterka jest powolna, ale niewiele jest przeszkód zdolnych ją zatrzymać. Krótkie nogi pozwalają na dostojne, bardzo wytrwałe kroczenie. Ropuchy podejdą pod górę o dużym nachyleniu, przejdą przez głębokie rowy, a jeśli na ich drodze pojawi się rzeka, to ją przepłyną.

Jak więc zdobywają pokarm, skoro nie skaczą jak żaby, by schwytać przelatującą muchę? Ropuchy rażą ofiarę na odległość. Ich język przymocowany jest z przodu jamy gębowej, koniec zaś jest swobodny, co pozwala na wyrzucenie go na pewną odległość.

Z powodu menu i apetytu ropuch wielu świadomych ogrodników z radością widzi je w swoich uprawach, a niektórzy wręcz oferują im mieszkanie w postaci wygodnych stawików. W jadłospisie ropuch znajduje się niemal wszystko, co się rusza i zmieści się w ich pysku, a ten jest bardzo szeroki. Potencjalną ofiarę uchronić może tylko bezruch, wówczas płaz nie jest w stanie jej dostrzec. Zjadają m.in. chrząszcze (w tym stonkę, która ma niewielu amatorów), ślimaki, w tym bezskorupowe pomrowy (również niemające wzięcia wśród zwierząt o bardziej wyrafinowanym podniebieniu), dżdżownice, motyle, muchy, pszczoły i osy, których żądłami się nie przejmują, a nawet myszy, jaszczurki i węże. Z pewną niechęcią sięgają jedynie po owłosione gąsienice, ale i w tym względzie nie są stanowczymi przeciwniczkami konsumpcji. Ropuchy nie obawiają się nawet jadu żmij, które niekiedy padają ich ofiarami, gdy są na tyle małe, by je połknąć. Za pożarcie beznogich sióstr odwet biorą duże zaskrońce, odporne na jad naszej bohaterki, ale dopóki nie urosną, dopóty same muszę uważać, bo i one mogą znaleźć się wśród przekąsek piękności.

Piękności, która musi na siebie uważać. Prawdziwymi smakoszami ropuszego mięsa są borsuki, choć efekt dotarcia jadu tych płazów do ich żołądków byłby podobny jak w przypadku psów. Jak więc zjeść ropuchę, by sobie nie zaszkodzić? Pewnego razu byłem z mym promotorem Mariuszem Glubowskim, przed którym płazy nie mają żadnych tajemnic, nad stawami w lesie nieopodal Głowna. Naszym oczom ukazał się makabryczny widok: wzdłuż brzegów leżały setki ropuszych głów z przednimi łapkami oraz skórami zdartymi z grzbietów. Cwane borsuki dobrze wiedzą, co im może zaszkodzić, dlatego posilały się ropuchami, ale pozostawiały toksyczną część ich ciał. Dużo rzadziej podobną sztuczkę stosują sowy, ale najgroźniejszym naturalnym wrogiem – i najbardziej perfidnym, jeśli można tego terminu użyć wobec zwierząt, są niewielkie muszki ropuszanki. Składają ona jaja do nosa ropuch. Po kilku dniach wylęgają się z nich czerwie, które zjadają nieszczęsnego płaza od środka, omijając początkowo najważniejsze narządy, by nie spowodować zbyt szybkiego zgonu. Ostatecznie ropucha ginie po kilkunastu dniach. Zakażone ropuchy nie reagują postawą obronną na zagrożenia i wychodzą na słońce, jakby chciały przyspieszyć zgon i skrócić niewyobrażalne cierpienia. Miałem okazję widzieć składanie jaj przez ową muszkę. Odbywa się to bardzo szybko, ropucha ledwo zdążyła machnąć łapką, a wroga już nie było. Odniosłem wrażenie, że obserwowane przeze mnie samica nagle zmarkotniała… Być może wiedziała, co ją czeka?

Pasażer

Ropuchy szare odbiegają zwyczajami godowymi od pozostałych płazów bezogonowych zamieszkujących nasz kraj. Zazwyczaj żaby, ropuchy, rzekotki, kumaki i grzebiuszki uwodzą dziewczyny głosem, dając przepiękne koncerty. Ropuchy szare odzywają się nieczęsto i cicho, a jeśli już chłopaki gadają, to najczęściej do innych chłopaków.

Po przebudzeniu się ze snu zimowego ropuchy ruszają natychmiast w kierunku swojego ulubionego stawu. Ulubionego? Owszem, raz obranemu miejscu są bardzo wierne i zawsze doń wracają, możemy je więc uznać za wzorzec lokalnego patriotyzmu. Nierzadko wędrują do ukochanego miejsca z odległości ponad trzech kilometrów, co stanowi znaczny dystans do pokonania dla zwierzęcia, którego długość sięga 12 cm w przypadku samic, a u samców rzadko dochodzi do 10 cm (zwykle nie przekracza 8 cm).

Tak duże różnice w rozmiarach płci nie są spotykane wśród innych krajowych płazów, a wynikają z tego, że ropuchy często już po drodze do stawu łączą się w pary, i samica wędruje z pasażerem na grzbiecie. Zresztą czy w stawie, czy na lądzie, dziewczyna zwykle nosi dżentelmena przez tydzień, co jest rekordem wśród naszych zwierząt. Zwykle chłopaków jest dwa do czterech razy więcej niż dziewczyn, co powoduje pewną nadpobudliwość amantów. Rzucają się dosłownie na wszystko, co się rusza, nie bacząc, czy to będzie samica, inny płaz, gałązka, ludzki palec, czy noga martwego zająca (nauka zna taki przypadek). Miłosny uścisk jest niezwykle silny jak na tak małe zwierzę. Samiec zwolni go tylko w czterech przypadkach: kiedy akt dobiegnie końca, gdy opadnie z sił, gdy zostanie zrzucony z wybranki przez innego amanta lub gdy złapie innego samca – wówczas złapany wydaje głos, który w swobodnym przekładzie z ropuszego oznacza „puszczaj!”.

Ponieważ samców jest zawsze więcej, a ich amory mają niewiele wspólnego z chęcią przypodobania się dziewczynom, te muszą w inny sposób sprawić, by ojcem ich dzieci został stosowny kawaler. Przetrzymując chłopaka przez tydzień, sprawdzają jego zalety. Jeśli pierwszy wybranek jest mały i słaby, zostanie zrzucony przez większego i silniejszego samca. Celem zrzucenia przeciwnika konkurenci próbują wcisnąć się pod aktualnego pretendenta do łapki, ten zaś broni siebie i zdobytej samicy, rozdając kopniaki tylnymi kończynami, przednimi zaś trzyma wybrankę pod pachami, co herpetolodzy (specjaliści od płazów i gadów) nazywają „ampleksus”. Ponieważ płazy pokryte są śluzem, dziewczę mogłoby się łatwo wyślizgnąć, stąd na palcach przednich łapek samca modzele godowe. Kiedy w samicy dojrzeją jaja, składa je, wędrując po dnie zbiornika, w długich, nawet pięciometrowych sznurach. Dorodna niewiasta może złożyć niemal 10 tys. jaj.

Ropuchy szare są bardzo długowieczne. Panie w sprzyjających warunkach dożywają 30 lat, a niektórzy autorzy utrzymują, że nawet 40. Samce, jak wśród ludzi, żyją krócej, rzadko udaje im się przekroczyć dwudziestkę. Skąd więc dysproporcja liczebna w czasie godów i to na niekorzyść mężczyzn? Czy mamy do czynienia z ludźmi, jeleniami, żółwiami, czy też ropuchami, wysiłek włożony w prokreację jest zawsze nieporównywalnie większy po stronie kobiet. Ponieważ ropucha ma w perspektywie dość długie życie, samice potrafią porzucić na 2-3 lata romantyczne schadzki. Tym bardziej, że amory bywają dla nich zabójcze – niekiedy o jedną samicę konkuruje kilka, a nawet kilkanaście samców, próbujących się nawzajem pozrzucać. Jeśli dzieje się to pod wodą, samica ma poważne trudności z wypłynięciem na powierzchnię i topi się. Napędzane hormonami samce zwykle tego nie zauważają i nie przerywają zmagań o truchło.

Z ropuszych jaj wylęgają się małe, czarne larwy, zwane kijankami. Są one bardzo niedojrzałe, nie mają m.in. w pełni rozwiniętego układu pokarmowego oraz skrzeli, korzystają z zapasów przekazanych im w „żółtku”. Po kilku dniach wszystko układa się na miejscu, skrzela zostają zamknięte wewnątrz ciała. Wtedy zaczyna się trudne dzieciństwo. Kijanki ropuch oraz, pojawiające się w tym samym czasie, kijanki żab żywią się głównie drobnymi glonami, przy czym nie są ortodoksyjnymi wegetarianami, widziałem je m.in. podczas konsumpcji… jelenia. (Oczywiście same go nie upolowały, po prostu jakiś „geniusz” ze sztucerem odciął mięso, a resztki wrzucił do wody). Bardzo często można zaobserwować, jak płyną grupowo dookoła zbiornika, tworząc koliste ławice. Są jedyne wśród krajowej płaziej młodzieży tak społeczne zachowania. Przyczyny i mechanizm tego zjawiska nadal niestety pozostają nieznane.

Z czasem pojawiają się i kształtują kończyny. Kiedy malec osiągnie 25-35 mm, przestaje się odżywiać. Rozpoczyna się metamorfoza, w trakcie której kijanki przeobrażają się zewnętrznie, nabierając kształtu osobników dorosłych. Wewnątrz zanikają skrzela, zastępowane przez płuca, zmienia się układ pokarmowy – spiralnie ułożone jelito, przystosowane do pokarmu roślinnego, zmienia się w typowe dla drapieżnika, a na sam koniec wchłaniany jest ogonek, który służył za magazyn energii dla procesów związanych z przeobrażeniem. Po zakończeniu metamorfozy małe, niespełna centymetrowe ropuszki masowo opuszczają staw, gdzie przyszły na świat. Gdy mrowie maleńkich stworzeń rozchodzi się po okolicy, możemy je łatwo zaobserwować. Żerują bardzo intensywnie, przed snem zimowym muszą wszak osiągnąć niemal dwa centymetry długości. Do rodzimego stawu chłopcy wrócą za dwa, trzy lata. Dziewczyny nie będą się tak spieszyły i spotkamy je ponownie za trzy do pięciu lat.

Ropuchy – chronione, mające niewielu wrogów – składają olbrzymie ilości jaj. Ich liczba powinna więc lawinowo rosnąć, tymczasem tak nie jest. Jeśli populacja jest stabilna, jeden rodzic jest zastępowany przez jednego potomka. Po co więc tyle jaj? Otóż u ropuch zapłodnienie jest zewnętrzne, samica wypuszcza jaja, samiec oblewa je nasieniem, ale nie we wszystkie trafia. Na to czekają zresztą „pasażerowie na gapę” – zdarza się, że do samca wydzielającego nasienie dołącza kolejny, a nawet kilku kolejnych, i takim jegomościom czasem udaje się trafić w jajko, które umknęło właściwemu partnerowi. Mimo wysiłku tak licznych samców i samic wiele jaj, przygniecionych przez kolejne sznury, ginie z powodu niedotlenienia. Wszystko dlatego, że ropuchy preferują pewne miejsca w zbiornikach wodnych i składają tam jaja masowo. Dorosłą populację zmniejsza również to, że same kijanki nie są toksyczne i mają wielu amatorów wśród ryb, drapieżnych owadów, ptaków i innych płazów. Z kolei młode ropuszki, z racji niewielkich rozmiarów, mają mniejszą ilość jadu, więc i one są łakomym kąskiem.

Śpieszmy się kochać ropuchy

Płazy są najszybciej zanikającą grupą kręgowców, a ten zasmucający proces dotyczy również Polski. Przepuszczalna skóra płazów czyni je podatnymi na wchłanianie zanieczyszczeń z wody i powietrza. Przekształcanie siedlisk również ma dla nich zgubne skutki. Niełatwo jest im, inaczej niż większym czy uskrzydlonym zwierzętom, znaleźć nowe miejsca do życia. Ropuchy szare na miejsce amorów najczęściej wybierają śródpolne i śródleśne oczka wodne, a te są przeszkodą dla traktorów i nowoczesnego sprzętu leśników, w związku z czym często są likwidowane. Największym zagrożeniem są jednak drogi kołowe i poruszające się po nich auta. Jako zwierzęta wędrowne i zarazem niezbyt szybkie, a przy tym występujące często w dużych zagęszczeniach, ropuchy stały się najczęstszymi wśród kręgowców ofiarami kolizji drogowych, a ich przejechanie zwykle nie jest w ogóle zauważane przez kierowców. Wystarczy zaledwie 20 samochodów na godzinę, by w ciągu kilku lat doprowadzić do wyniszczenia całej bytującej w pobliżu drogi populacji ropuch.

Można tym zjawiskom zapobiegać. Potrafię sobie wyobrazić, że gospodarkę rolną prowadzimy mniej ekspansywnie, np. przez kierowanie unijnych dopłat tylko do gospodarstw, które zobowiążą się zastosować udogodnienia dla płazów lub innych dzikich mieszkańców pól. Jest to też pole do popisu dla krajowych funduszy ochrony środowiska. Zadaniem leśników jest nie tylko produkcja drewna i dostarczenie pieniędzy do budżetu, ale też ochrona przyrody, o czym zarówno poprzednia, jak i obecna ekipa rządząca zapomniały, zmieniając przepisy dotyczące lasów.

Co do ruchu kołowego, to powszechnie stosowane są dwie metody zmniejszania śmiertelności płazów na drogach. Pierwszą jest budowanie, połączonych z systemem płotków naprowadzających, przejść pod drogami. Druga to ustawianie czasowych ogrodzeń z pułapkami, a następnie przenoszenie schwytanych zwierząt. Wadą pierwszego rozwiązania są koszty. Moim zdaniem warto je ponieść, choćby ze względu na gospodarcze korzyści, jakie odnosimy z tytułu istnienia płazów w naszym środowisku. Wadą drugiego jest konieczność corocznej mobilizacji dużej liczby osób, w większości wolontariuszy, a tych nie zawsze łatwo skrzyknąć. Ponadto w większości przypadków nie przenosi się płazów nocą, a przy sprzyjającej pogodzie nocne wędrówki są popularniejsze od dziennych. Kolejną wadą tego rozwiązania jest to, że akcja zwykle odbywa się bez udziału doświadczonego herpetologa, co owocuje wadliwą konstrukcją ogrodzeń oraz pułapek i śmiercią płazów.

Interesującym problemem są zbiorniki umieszczane w pobliżu autostrad i dróg szybkiego ruchu. Z niewiadomych względów zbiorniki przeciwpożarowe oraz podczyszczające wodę z dróg są zabezpieczane przed płazami. Szkoda, ponieważ są to atrakcyjne miejsca godów i życia dla żab, ropuch i traszek. Wystarczyłoby przesunąć płotki w taki sposób, by zwierzęta nie wychodziły na jezdnię. Inna rzecz, że ogrodzenia te często są wadliwe i zwierzęta przechodzą przez nie, natomiast nie zawsze są w stanie wydostać się poza tereny przyległe do autostrad, co staje się przyczyną zwiększonej śmiertelności przedstawicieli tej grupy.

Na zakończenie smutna refleksja, dotyczącą popularnego stwierdzenia, że dla Zielonych czy przyrodników żabki są ważniejsze niż ludzie, dlatego nie pozwalają budować np. dróg. Obawiam się, że dopóki nie utracimy jakiegoś elementu przyrody, dopóki nie stanie się on rzadki, dopóty nie jesteśmy go w stanie docenić. Dlatego sięgnę po pouczający i warty naśladowania przykład ze Szwajcarii. Otóż Helweci, świadomi strat ekologicznych i gospodarczych, związanych z utratą płazów, na czas ich masowych wędrówek zamykali autostradę wzdłuż Jeziora Neuchatel, między Yverdon a Yvonand, zaś w drugiej połowie lat 90. ubiegłego wieku wybudowali bezpieczne przejście pod drogą.

Zdjęcia: Małgorzata Aulejtner

Numer 5 (16)/2017

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *