Alicja Palęcka

REWITALIZACJA W INTERESIE PRYWATNYM

AUTOR

Alicja Palęcka

badaczka społeczna

Osiedle na Wzgórzu Orlicz-Dreszera w Gdyni, nazywane Pekinem, ma historię sięgającą lat 30. XX wieku. Budowa portu i miasta przyciągała tysiące robotników. Za przyrostem populacji nie nadążała polityka mieszkaniowa i budownictwo, wobec czego w 1935 Komisariat Rządu wydał zgodę na stawianie prowizorycznej zabudowy na gruntach dzierżawionych od właścicieli prywatnych. Domy robotników miały stanąć na Wzgórzu tylko tymczasowo, jednak wybuch II wojny światowej wstrzymał zmiany na tym terenie. Po wojnie – jak podaje gdyńska „Gazeta Wyborcza” – część terenów na Wzgórzu została znacjonalizowana i powstawały tam kolejne baraki mieszkalne. Jednocześnie, w okresie PRL Pekin był systematycznie pomijany tworzonych dla Gdyni projektach urbanistycznych.

„Tymczasowa” zabudowa pozostała na Wzgórzu aż do dziś. W III RP spadkobiercom przedwojennych właścicieli zwrócono ich grunty, które od tej pory dzierżawili mieszkańcom. Teraz jednak Wzgórze z widokiem na morze chcą sprzedać deweloperom za 28 milionów złotych. Przeszkodą dla nich są mieszkańcy: potomkowie robotników, zamieszkujący odziedziczone domy, oraz lokatorzy, którzy sprowadzili się tu później, także w ostatnich latach.

W marcu tego roku gdyńska rada miasta przyjęła uchwałę o Gminnym Programie Rewitalizacji. Dla Wzgórza Orlicz-Dreszera planowana jest jedynie rewitalizacja socjalna. Oznacza to, że nie będą dokonywane żadne inwestycje w infrastrukturę, bo teren nie należy do miasta, jest prywatny. Zmiany nakierowane są na jeden cel: wyprowadzkę mieszkańców z Pekinu. Podkreśla się niski standard tamtejszych budynków: brak kanalizacji, dróg, podłączenia do sieci gazowej czy ciepłowniczej. Mieszkańców do wyprowadzki mają zachęcić dopłaty do wynajmu mieszkań przez dwa do czterech lat, do 2021 roku. Wyprowadzające się osoby mają uzyskać „miękkie” wsparcie w integracji w nowych miejscach zamieszkania, dostęp do szkoleń zawodowych i prac społecznie użytecznych. W opinii władz miasta cztery lata wystarczą, aby ci, którzy teraz nie mogą pozwolić sobie na wynajem mieszkania na wolnym rynku, „stanęli na nogi”.

Według lokatorów Pekinu taka rewitalizacja służy właścicielom gruntu, lecz nie im samym. Po zakończeniu programu osłonowego zostaną z niczym, podczas gdy powinni otrzymać prawdziwą pomoc mieszkaniową: dostęp do mieszkań socjalnych i komunalnych. Za mieszkańcami Pekinu wstawił się Ruch Sprawiedliwości Społecznej, którego działacze, z Piotrem Ikonowiczem na czele, od lat wspierają prawa lokatorów, oraz Partia Razem, która porusza problem mieszkalnictwa w swojej deklaracji programowej.

Dewastacje, wyburzenia, podpalenia

Tymczasem życie na osiedlu staje się coraz bardziej uciążliwe. Od jakiegoś czasu na Pekinie pojawia się pełnomocnik właścicieli – zarządca terenu. Niszczy pustostany, naruszając przy tym przylegające do nich budynki, w których mieszkają ludzie. Wydarzenia, po których sprawą zainteresowały się ogólnopolskie media, rozpoczęły się 13 kwietnia, kiedy zarządca przyszedł na Wzgórze z dwoma mężczyznami. Mieszkańcy relacjonują, że dewastując jeden z bliźniaków, naruszyli dom, w którym mieszka kobieta w ciąży i jej dwie córki. Marek Jagła, mieszkaniec Pekinu i działacz Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, mówi, że poszkodowanych jest więcej, bo zarządca niszczy domy od zeszłego roku. Zarządca twierdzi, że budynki „zabezpiecza”, aby nie wprowadzili się do nich dzicy lokatorzy. Robi dziury w dachu, demoluje budynki w środku. Zostawia domy, w których mieszkają ludzie, z naruszonymi ścianami nośnymi, ze zniszczonym dachem – opowiada Marek Jagła. – Do tej pory co najmniej piętnaście domów w ten sposób zniszczył. Idąc moją uliczką, można pomyśleć, że jest się w Aleppo. Tak to teraz wygląda, jak po bombardowaniu.

Pełnomocnik nie ukrywa, że chce pozbyć się ze Wzgórza lokatorów, którzy nie płacą czynszu. Zapowiada też wypowiedzenie umów tym, którzy płacą za wynajem lub dzierżawę. Ludzie dzielący posesje z pustostanami są zmuszani do życia wśród śmieci i w zagrożeniu wtargnięciem niepowołanych osób do budynku za ścianą – zarządca demoluje lokale, pozostawiając dziury, gruz, śmieci, wystające gwoździe, szkło. Nie przypadkiem było tam kilka pożarów od początku roku – relacjonuje Łukasz Kowalczuk z zarządu gdyńskiego okręgu Partii Razem. „Dziennik Bałtycki” donosi, że w zeszłym roku pożary wybuchały na osiedlu osiem razy, w tym roku już pięć. Policja podejrzewa podpalenia. Liczba osób zamieszkujących Pekin szybko się zmniejsza. Władze miasta mówią o 420 mieszkańcach w 2015 roku, przy 250 obecnie.

W liście, rozsyłanym do mieszkańców osiedla przez współpracującą z właścicielami terenu Annę Stępień, mowa jest o tym, że nic nie stoi na przeszkodzie niszczeniu budynków przez zarządcę. Na każdym budynku, zarówno pustostanie, jak zamieszkałym, ma ciążyć „wymagalny obowiązek rozbiórki”. To dlatego, że zgody na budowę wydawane niedługo przed wojną dotyczyły „prowizorium budowlanego”, a budynki miały być rozebrane po kilku latach. Na dowód Stępień pokazuje pismo z nadzoru budowlanego, dotyczące jednej z nieruchomości.

Agata Nosal-Ikonowicz, która wspiera mieszkańców Pekinu jako działaczka Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, nie zgadza się z taką interpretacją prawa: Zarządca ma obowiązek gospodarować terenem w określony sposób, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, aby mieszkańcy – którym nie wypowiedziano dzierżawy lub najmu, więc mają prawo do korzystania z domów – nie byli zagrożeni. Natomiast zarządca nie dokonuje nawet rozbiórki, po prostu dewastuje budynki. To nie jest właściwy sposób gospodarowania – zaznacza. Tu chodzi o omijanie prawa. Zarządca powinien najpierw wypowiedzieć umowę ze względu na stan budynku, jeśli ten nadaje się tylko do wyburzenia. Dopiero gdy lokatorzy opuszczą budynek, można przystąpić do jego rozbiórki. Biorąc pod uwagę prawa pozostałych, zamieszkujących na tym terenie lokatorów, po takiej rozbiórce zarządca powinien uprzątnąć teren, dbając również o jego estetykę – dodaje działaczka.

Nosal-Ikonowicz podkreśla, że większość umów najmu i dzierżawy obowiązujących na Wzgórzu Orlicz-Dreszera nie została wypowiedziana, a widziała też takie wypowiedzenia, które z perspektywy prawa są nieważne. Przy czym według społeczniczki niektóre z umów nazywa się dzierżawą, podczas gdy de facto są to umowy najmu. To rozróżnienie jest istotne. Sytuacja prawna poszczególnych lokatorów jest bardzo zróżnicowana. Część osób budowała lub odziedziczyła prawa do domów, w których mieszkają – to oni dzierżawią grunt. Tych jednak jest już prawdopodobnie mniejszość. Marek Jagła mówi, że „starą gwardię”, osoby, które tak jak on wychowały się na Pekinie, może teraz policzyć na palcach rąk. Pozostali mieszkańcy wprowadzili się do gotowych domów, co oznacza, że są najemcami. Zatem za substandardowe warunki panujące w ich mieszkaniach, którym tyle miejsca poświęcono w przyjętym przez radnych dokumencie o rewitalizacji, odpowiadają wynajmujący właściciele. Ponadto niektórzy mieszkańcy wnieśli sprawy o zasiedzenie. Wyjaśnienie wszystkich kwestii prawnych może potrwać lata.

Przede wszystkim, tak najemca, jak i dzierżawca mają prawo do niezakłóconego korzystania z nieruchomości. – Dopóki umowy nie są wypowiedziane, działania zmierzające do utrudnienia korzystania z tej nieruchomości, takie jak gnębienie niszczeniem budynków, są bezprawne – przekonuje Nosal-Ikonowicz. W tej kwestii nie ma znaczenia fakt, że, jak twierdzi pełnomocnik właścicieli, połowa lokatorów Wzgórza nie płaci czynszu. – Jedynym organem władnym, by sprawić, że będą musieli się wyprowadzić, jest najpierw sąd, a potem komornik, który realizuje wyrok. Żyjemy w państwie prawa i sytuacje, w których ktoś będzie kogoś groźbą zmuszał do takiego, a nie innego zachowania, nie mogą mieć miejsca.

W grę wchodzą jednak miliony złotych. – Dla właścicieli każdego rodzaju, byleby skuteczna presja na mieszkańcach to znikomy koszt wpisany w wielkie interesy – zauważa Kowalczuk. – Powtarzają, że budynki są nielegalne, jednak to nie przeszkadzało im przez dziesiątki lat czerpać zysków z najmu i dzierżawy.

Wieloletnie zaniedbania

Sądowy nakaz eksmisji to z kolei kłopot dla miasta. Niezamożni lokatorzy nabędą prawo do lokalu socjalnego, tych jednak w Gdyni brakuje. Partia Razem donosi, że choć kolejka do mieszkań socjalnych i komunalnych wydłuża się, miasto od 2012 roku nie tylko nie pozyskało nowych lokali, ale przez 2014 i 2015 rok sprzedało ich 250. Łukasz Kowalczuk umieszcza sprawę osiedla w szerszym kontekście: Po moich pierwszych rozmowach z mieszkańcami było jasne, że w przypadku Pekinu chodzi o szerszy problem budownictwa społecznego, czyli programu względnie tanich mieszkań na wynajem o podstawowym standardzie, za to szeroko dostępnych. Problem dotyczy również ludzi takich jak ja, niemających stałego zatrudnienia, a od piętnastu lat wynajmujących pokoje w różnych mieszkaniach i miastach – mówi.

Sytuacja ma jeszcze jeden aspekt. Jeśli osoba eksmitowana ma prawo do lokalu socjalnego, a miasto mu go nie dostarcza, właściciele mają prawo żądać od miasta odszkodowania. Nie mogą bowiem usunąć z nieruchomości lokatora, który nie ma dokąd pójść. Do takich roszczeń jednak nie doszło. Na razie właściciele Wzgórza traktują Gdynię ulgowo.

Prezydent Gdyni Wojciech Szczurek zapowiada nowy program zakupu mieszkań do zasobu gminnego, który ma być gotowy jeszcze przed wakacjami. Zanim jednak kolejka ponad 800 osób oczekujących na lokal socjalny w Gdyni skróci się tak, by z pomocy mogli skorzystać lokatorzy ze Wzgórza Orlicz-Dreszera, może minąć wiele lat. W tym czasie mieliby żyć w swoich domach w atmosferze presji i zagrożenia. Co więcej, tylko część osób spełni kryteria otrzymania mieszkania socjalnego, czy nawet komunalnego. Wciąż jednak nie będzie ich stać na wynajem na wolnym rynku. Prezydent Szczurek obiecuje, że dla mieszkańców Pekinu kryteria mogą zostać zmienione tak, by więcej osób kwalifikowało się do uzyskania lokum z zasobu gminy. Jednak nie będzie to jednolita zasada dla wszystkich osób ze Wzgórza. Wnioski będą rozpatrywane indywidualnie, więc mieszkańców taka obietnica nie uspokaja – wielu osobom może grozić bezdomność. Mieszkańcy obawiają się, że tracąc swoje domy, zostaną z niczym. Czują, że nie mogą liczyć na miasto, podają przykłady zaniedbań i nieprawidłowości. Policjanci wezwani do interwencji podczas dewastacji pustostanu znali mężczyzn przyprowadzonych przez zarządcę i zwracali się do nich na „ty” – relacjonują. Jedna z osób o planowanej rozbiórce swojego domu dowiedziała się od pracownika pomocy społecznej, co jej zdaniem sugeruje komunikację między tą instytucją a pełnomocnikiem właścicieli. Pomoc prawna dotycząca wypowiedzenia umowy dzierżawy uzyskana w ośrodku pomocy społecznej okazała się niedbała i wprowadzająca lokatora w błąd. Dopiero wynajęty prawnik stwierdził, że wypowiedzenie jest nieważne. Dlatego mieszkańcy walczą: zrzeszyli się w Stowarzyszeniu Mieszkańców Wzgórza Dreszera im. Jadwigi Kaczyńskiej i poszukują pomocy poza ofertą miejską, w organizacjach społecznych.

Zła rewitalizacja

Nie ufają też zaplanowanemu dla nich programowi rewitalizacji. – Wiceprezydent Michał Guć twierdzi, że dofinansowania będą trwały, dopóki nie poprawi się nasza sytuacja. Równocześnie przyznaje, że ma to trwać nie dłużej niż cztery lata – tłumaczy Marek Jagła. – Jak miałaby się poprawić sytuacja ludzi w moim wieku, pięćdziesięcioletnich, czy jeszcze starszych? Czy wygrają w totolotka? Czy znajdą lepszą pracę? Czy nasze płace pójdą w górę i wyrównają się z zachodnimi? To takie obiecanki, najprostszy człowiek zrozumie, że nasza sytuacja nie będzie lepsza. Mieszkańcy w liście do prezydenta Szczurka zauważają, że problem niezamożnych lokatorów zostanie jedynie przesunięty w czasie i zepchnięty na barki kolejnych właścicieli mieszkań. Po wygaśnięciu programu osłonowego mieszkańcy Pekinu mogą mieć problemy z opłaceniem wolnorynkowego czynszu, a właściciele – z wyegzekwowaniem długów i wypowiedzeniem umów najmu. Tym razem jednak ewentualne eksmisje nie będą skumulowane na jednym osiedlu, problem będzie więc niewidoczny dla opinii publicznej. To dlatego mieszkańcy wolą czekać na lokale socjalne i komunalne w ich tanich w użytkowaniu domach na Wzgórzu.

Kowalczuk także negatywnie ocenia rewitalizację Wzgórza: – Kategorycznie domagamy się rozwoju budownictwa komunalnego i socjalnego w Gdyni. Pomijając wieloletnie zaniedbania, to wstyd, że w ramach tak wielkiego projektu rewitalizacyjnego nie powstanie, ani nie będzie zakupiony choćby jeden lokal do zasobu gminy. Kilkuletnie i kilkusetzłotowe dopłaty dla mieszkańców Pekinu do wynajmu mieszkań, które w Gdyni nie są tanie, nie sprawią, że ludzie w trudnej sytuacji, o niepewnych i niskich dochodach, znikną – podkreśla.

Kolejne argumenty przedstawia Agata Nosal-Ikonowicz: – Władze stoją na stanowisku, że program rewitalizacji jest świetny. Że oferty szkoleń, wsparcia w szukaniu pracy, dadzą takie efekty, że te 120 rodzin nagle znajdzie się w bardzo dobrej sytuacji ekonomicznej i będzie w stanie wynajmować mieszkania na wolnym rynku. Coś takiego nigdy się nie zdarzyło. Niestety, pracą socjalną i programami aktywizacyjnymi skutecznie można pomóc tylko nielicznym osobom, jednostkom. Czasami zdarza się, że to zadziała – mówi społeczniczka.

Działaczka RSS ma poważne zastrzeżenia do samych założeń programu rewitalizacji Wzgórza Orlicz-Dreszera. Jej zdaniem jest on zaprojektowany niezgodnie z intencjami twórców ustawy o rewitalizacji. Platforma Obywatelska, choć o wiele za późno, zauważyła jednak, że państwo i gminy, nie są w stanie zaspokajać potrzeb mieszkaniowych najuboższych gospodarstw domowych, i że warto sięgać do Unii Europejskiej po pieniądze na ten cel. Temu miała służyć ustawa o rewitalizacji. Miasto Gdynia używa jej w stosunku do tej dzielnicy w sposób zupełnie inny. Sięga się do ustawy o pomocy społecznej, która z mieszkalnictwem nie ma nic wspólnego, i na jej podstawie tworzy nowy program. Pomoc społeczna dla tych ludzi nie będzie miała narzędzi, kiedy skończą się pieniądze z rewitalizacji. Pomija się przy tym wszystkie te przepisy, które mówią o wsparciu mieszkaniowym jako zadaniu własnym gminy. Nawet w artykule 75 Konstytucji możemy przeczytać wprost, że władza publiczna wspiera budowę mieszkań socjalnych. Ustrojodawca jasno określił, w jaki sposób ta pomoc ma być udzielana – dodaje.

Z osobami, które zdecydują się na udział w programie, mają być zawierane kontrakty socjalne – narzędzie opisane właśnie w ustawie o pomocy społecznej. W ten sposób ci, którzy nie byli do tej pory klientami pomocy socjalnej, zostaną postawieni w tej roli. Dokument o rewitalizacji obszarów zdegradowanych w Gdyni wskazuje jako cel udzielenie pomocy osłonowej 60 rodzinom.

Zapytany o ocenę działań miasta wobec lokatorów Pekinu, Marek Jagła mówi bez ogródek: – Według mnie, nazywając to ostro, to jest jak wiele macek ośmiornicy, miasto współpracuje z właścicielami. Plan zagospodarowania jest sporządzony, mają powstać bloki. W związku z tym miasto chce nas, podobnie jak właściciele, stąd wyrzucić. Wszyscy powtarzają wciąż to samo: tak czy inaczej, musimy się stąd wynieść – podkreśla. 


Podobnie ocenia sytuację działaczka RSS: – Wydaje się, że ten cel jest wspólny dla miasta i właścicieli. Chodzi o to, że to jest atrakcyjny, wartościowy teren, który można sprzedać deweloperom. Pomoc gminy, patrząc na logikę wydarzeń, ma doprowadzić do tego, że ci ludzie się wyprowadzą i będzie można poczynić inwestycje i zrealizować interesy – mówi. List współpracującej z właścicielami Anny Stępień zawiera namowę do skorzystania z miejskiego programu osłonowego i ofertę wsparcia w wypełnianiu wniosków.

Potomkowie budowniczych Gdyni

Dlaczego my, mieszkańcy „Pekinu”, uważamy, że wyrządza nam się krzywdę? Chociażby dlatego, że to jest praca naszych dziadków, rodziców, trud włożony w budowanie tych domów – wyjaśnia Marek Jagła. Mieszka na Wzgórzu Orlicz-Dreszera od urodzenia, najpierw w domu po dziadku Klemensie, który zginął podczas wojny. W domu, w którym żyje teraz, od urodzenia mieszka jego żona. Jej dziadek zbudował go jeszcze przed wojną. Został wysiedlony na Wołyń, a po powrocie zwrócił się do Komisariatu Rządu w Gdyni o ponowne przyznanie mu tego samego lokalu. Miasto dawało ludziom przydziały terenu. Dziadek Klemens był kołodziejem, budował wozy konne. Port i Skwer Kościuszki, reprezentacyjną ulicę Gdyni z budynkiem Dowództwa Marynarki Wojennej i historycznym kamienicami – wszystko to wybudowano dzięki koniom, więc dziadek Jagły miał dużo pracy. Jego ojciec także, wraz ze swoją brygadą, budował gdyńskie osiedla.

Liczę się z tym, że niestety to nie może trwać, prędzej czy później musimy się wynieść – przyznaje Marek Jagła. – Ale chcemy mieć równorzędne warunki w nowych mieszkaniach, a nie gorsze. My to wszystko stracimy. Może nas czekać eksmisja na bruk. Dlatego mieszkańcy walczą. – Chodzi nam przede wszystkim o to, żeby zapewnić ludziom mieszkania socjalne i komunalne – zapewnia Jagła. – Oraz żeby zatrzymano, do momentu wyjaśnienia kwestii własnościowych i zbudowania mieszkań gminnych, praktyki stosowane przez zarządcę terenu, czyli burzenie, demolowanie, dewastację domów. Po stronie lokatorów stanął lokalny klub Prawa i Sprawiedliwości. Z Warszawy na spotkania z prezydentem Szczurkiem jeżdżą przedstawiciele Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej. Partia Razem także domaga się zapewnienia mieszkańcom bezpieczeństwa, częstszych patroli policji na tym terenie i zapewnienia niezależnej pomocy prawnej. 15 maja Łukasz Kowalczuk i Marek Jagła wraz z innym działaczem RSS byli na spotkaniu z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, Adamem Bodnarem, który odwiedzał Pomorze. – Rzecznik zgodził się, że poziom polityki mieszkaniowej w polskich miastach jest wręcz patologiczny – relacjonuje Kowalczuk – oraz że dopłaty, które proponuje Gdynia mieszkańcom Pekinu, nie rozwiążą problemu. W sprawę ma się zaangażować pozarządowe Biuro Porad Obywatelskich.

Sprawa Pekinu jaskrawo ukazuje problemy i patologie polskiego mieszkalnictwa i rynku nieruchomości, na którym na korzyść deweloperów działają zaniechania władz gminnych, które nie realizują swoich zadań. Budownictwo społeczne, komunalne i socjalne to konieczne formy redystrybucji – przekonuje Kowalczuk. – Uciekając od nich miasto i cała Polska hodują sobie pełzający konflikt społeczny. Z jednej strony mieszkania na wynajem na wolnym rynku są dla wielu ludzi po prostu za drogie. Z drugiej – kolejki do tanich mieszkań komunalnych sięgają często nawet kilkuset osób. Gdynia nie jest nawet w pierwszej dwudziestce miast z największą liczbą oczekujących (dane na 2015 rok). Według badania Habitat for Humanity są w Polsce gminy, które wcale nie posiadają takich lokali, a dwie trzecie gmin oferuje najwyżej 100 mieszkań.

Zdjęcia: Marek Jagła

Numer 5 (16)/2017

drukuj

KOMENTARZE

  1. Przecierz wiadomo od początku że działki otrzymali za darmo od niby właścicieli dzieci włodaży miasta ateraz jeszcze chcą wiecej w zmowie z właścicielami od kiedy nimi są pokarze analiza księg wieczystych takich księg z poklejonymi kartkami w kratke i pokreślonymi jeszcze nikt nie widział co to za chańba dla miasta co za matactwa jak pokarzemy te ksiegi odpowiednim instytucją i prawnikom nie tylko w Polsce ale i w UNI Europejskiej gdzie już je wysłałem do analizy są w szoku tego matactwa

  2. Świetny artykuł. Bardzo dobrze przedstawia grę interesów różnych grup wokół Pekinu, położenie mieszkańców w tym wszystkim. Zwracam uwagę, że Biuro Porad Obywatelskich jest utrzymywane ze środków UM w Gdyni, trudno aby było bezstronne. Po cichu wykona pracę za pomoc społeczną i LIS, które straciły zaufanie mieszkańców.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *