AUTOR

Konrad Malec

Przyrodnik z zawodu i zamiłowania, prowadzi wycieczki i zajęcia przyrodnicze pod marką Kultura i Natura (https://www.facebook.com/kulturainatura/)

Od świtu minęło już pół godziny, ale mgły nad podmokłymi łąkami nadal się utrzymują. Pocieszam się faktem, że poza późną jesienią i zimą 70% gatunków ptaków oznacza się po głosach (tylko dlaczego w genach dostało mi się drewniane ucho?), więc nie muszę nic widzieć. I nagle do moich uszu dociera wznoszący się, fletowy gwizd. Nawet ja nie jestem w stanie pomylić go z żadnym innym. To kulik wielki – mój faworyt i cel łazęg, odkąd zamieszkałem blisko Bagna Pulwy.

Duże zwierzę

Jeden z moich kolegów lubi tylko duże ptaki. Kiedy pokazuję mu np. czubatkę, nie wzbudza w nim ona żadnego zainteresowania, choć to ptak o niezwykle pięknym rysunku, bo to takie małe i wcale jej nie widać. Określenie „wielki” często odnosi się do porównania z pokrewnym gatunkiem. Tak jest i w tym przypadku – obok zamieszkującego u nas kulika wielkiego jest też kulik mniejszy, który odwiedza Polskę jedynie podczas podróży na ferie zimowe. Jednak kulik wielki wzbudziłby zainteresowanie wspomnianego kolegi z racji słusznych rozmiarów, którymi dorównuje domowej kurze. Jest też największym przedstawicielem ptaków siewkowatych (grupa pokrewnych gatunków, obejmująca głównie sprawnych lotników, zamieszkujących tereny podmokłe, choć jest kilka wyjątków, które obrały sobie inne adresy). Poza rozmiarami wyróżnia go niezwykle długi, sierpowato zagięty ku ziemi dziób. Długa jest także szyja, choć ptak nosi ją lekko przykurczoną, zaś wyciąga, kiedy czuje się zaniepokojony, i to zwykle w takiej pozycji widują go obserwatorzy. Długie ma także nogi. Ubarwiony jest szaro w ziemistobrązowe kreskowanie, jedynie kuper i dolna część grzbietu są białe.

Kuliki wielkie spotkamy od północnej Anglii aż po Ural, a dalej na wschód, aż po Mongolię, zamieszkuje podgatunek orientalny. Ptaki z naszej części świata na zimę lubią udawać się nad Morze Śródziemne, rzadziej na zachodnie wybrzeża Europy, choć niekiedy zapominają wylądować i docierają na Madagaskar czy na południe Czarnego Lądu. W związku z ociepleniem klimatu coraz częściej zdarza się, że kuliki usiłują w Polsce przezimować, dlatego pojawiają się informacje o grudniowych, a nawet styczniowych obserwacjach tych ptaków. Tradycyjnie ostatnie osobniki widywaliśmy w listopadzie. Jak u wszystkich siewek, lot kulika odznacza się lekkością i wytrwałością, jednak w przeciwieństwie do mniejszych kuzynów skrzydłami uderza powoli i często sunie lotem ślizgowym.

Na domostwa kulik obiera podmokłe łąki, szczególnie w dolinach rzecznych. Chodzi po nich powoli, dostojnie, jak gdyby pilnując, by kroki były równej długości w jednakowych odstępach. Nie prowadzi wówczas medytacji, jak mogłoby się wydawać, lecz uważnie obserwuje, co chwila bowiem przyspiesza, by podbiec po jakiegoś chrząszcza lub pasikonika. Żywi się też innymi owadami i ich larwami, pająkami, ślimakami i młodymi żabami, uzupełniając dietę jadłem wegetariańskim w postaci jagód żurawiny lub nasion traw.

Głosy, od których zacząłem niniejszą opowieść, słychać już z odległości kilometra, a w ciche noce z jeszcze większej odległości. Wspomniałem, że żubr nadepnął mi na ucho, więc ciężko opisywać mi dźwięki, nawet wywołujące tak przejmujące wrażenie jak głos kulika. Przytoczę więc słowa Jana Sokołowskiego, który w Ptakach ziem polskich opisał go w następujący sposób: Miękkością, głębią i pełnią tonu wybija się kulik wielki ponad wszystkie inne gatunki, nie wyłączając ptaków śpiewających. Nie ma u nas ptaka o głosie bardziej nastrojowym i smętnym. Odzywające się kuliki wprowadzają niezwykle piękny nastrój w krajobraz rozległych, mgłą osnutych łąk, oświetlonych ostatnimi promieniami wieczornej zorzy. W porze godowej samiec wznosi się na 20-40 m, a następnie opuszcza się lotem ślizgowym i wydaje serię najpiękniejszych fletów, jak określił je Sokołowski, a co potwierdzi nawet taki antytalent muzyczny jak ja.

Małżeństwa kulików trwają, póki śmierć ich nie rozłączy. Tokując na ziemi, samiec drepce dookoła partnerki, unosi skrzydła, wachluje ogonem, ukazuje jasny rysunek na sterówkach (pióra w ogonie ptaka). Porusza przy tym rytmicznie głową w górę i w dół, po czym kładzie głowę i dziób płasko na ziemi. Po takim wstępie oba ptaki biorą źdźbła traw i symbolicznie układają gniazdo. Takie zachowania mają miejsce krótko po powrocie z zimowiska, na przełomie marca i kwietnia; prawdziwe gniazdo budują miesiąc później. W tym celu wydrapują płytki dołek, który niedbale wyściełają źdźbłami traw i turzyc z najbliższego otoczenia. Do kępy turzyc, na której zamieszkały, są bardzo przywiązane i rokrocznie wracają dokładnie w to samo miejsce. W kulikowym gnieździe znajdziemy zwykle cztery jaja, wysiadywane przez oboje rodziców przez prawie miesiąc. W czasie wysiadywania dorosłe często opuszczają jaja, nierzadko na dłuższy czas, szczególnie, gdy coś je zaniepokoi. Udają wówczas, że o żadnym gnieździe nic nie wiedzą. Zarodkom wychłodzenie nie szkodzi i kiedy rodzice znów je ogrzeją, rozwijają się prawidłowo. Kiedy młode już się wyklują, dorosłe atakują każdego przeciwnika z wielką odwagą. Nie dadzą spokoju ani lisowi, nad którym będą krążyć, czyniąc niemały raban (aczkolwiek nawet on brzmi przyjemnie dla ucha), zaś wrony, sroki, a nawet myszołowy atakują z gracją zwinnego myśliwca. Pary zazdrośnie strzegą swego terytorium, odpędzając sąsiadów, choć granice zwykle są respektowane. Niemniej, gdy pisklęta się wyklują, a ktoś da znać, że na ich terytorium pojawił się lis, pies czy inny lądowy drapieżnik, wówczas sąsiednie rodziny nadlatują i wspólnie starają się wypędzić intruza.

Pisklęta przychodzą na świat pokryte gęstym, szarobrązowym puchem, z ciemnymi, nieregularnymi plamami. Wiele osób jest zaskoczonych, że pisklęta kulików w chwili wyklucia mają krótkie i proste dzioby (zaczynają się zaginać po trzech tygodniach), a nogi bardzo długie i silne. Kuliki są zagniazdownikami. Jeśli wokół gniazda panuje spokój, młode pozostają w nim do trzech dni, jednak jeśli tyko coś im zagrozi, natychmiast rozpraszają się po okolicznych trawach. Kiedy młode dojrzeją do lotu (po sześciu tygodniach), kuliki niespiesznie zaczynają się przemieszczać w kierunku zimowisk, często robiąc kilkutygodniowe postoje w miejscach zasobnych w pokarm, więc osobniki, które widzimy jesienią, najczęściej pochodzą z północy i północnego wschodu.

Ponieważ teren, na którym występuje kulik wielki, jest otwarty, stosunkowo łatwo ptaka wypatrzeć, jednak dobrze mieć przy sobie mocną lornetkę lub lunetę, ponieważ jest bardzo ostrożny i nie pozwala sobie na zbytnią poufałość z dwunożnymi.

Wielki, ale nieliczny

Dziewiętnastowieczny ornitolog Władysław Taczanowski pisał o kuliku jako ptaku pospolitym na wschodzie i północy Królestwa Polskiego. W połowie ubiegłego stulecia Jan Sokołowski donosił, że poza sezonem lęgowym wszędzie można spotkać wędrujące ptaki na łąkach, ugorach i pastwiskach. Wymienił ponadto kilka obszarów, na których ptaki te dość licznie odbywają lęgi. Polska Czerwona Księga Zwierząt, wydana na początku obecnego tysiąclecia, określa liczebność kulika wielkiego na poziomie zaledwie 700-800 par, przyznając mu status „gatunku wysokiego ryzyka”. Jednak z upływem czasu odnotowano dalszy regres i obecnie mamy w Polsce 150-250 par w kluczowych ostojach i być może kolejnych 50 w innych lokalizacjach. Należy jednak zaznaczyć, że pojedyncze pary w odosobnionych miejscach mają niewielkie szanse utrzymania się na dłuższą metę. To oznacza, że gdyby ukazało się nowe wydanie Księgi, status kulika wielkiego zmieniłby się na „gatunek krytycznie zagrożony”. Co gorsza, jego sytuacja globalna także uległa pogorszeniu i jakiś czas temu Światowa Unia Ochrony Przyrody, prowadząca Czerwone Księgi dla całej planety, przeniosła go do kategorii „bliski zagrożenia”.

Jak doszło do tego, że ptak, który nie należał do rzadkości w naszym kraju, znalazł się na krawędzi zagłady? Winnych tej sytuacji jest wielu. Pierwszym jest ciągłe dążenie do wzrostu produktywności rolnictwa. Kulik lubi mokre i zróżnicowane łąki, ale słabo znosi zabiegi agrotechniczne, takie jak nawożenie, w czasie których często dochodzi do rozjeżdżania gniazd i piskląt. Dążąc do jak najwyższych plonów, rolnicy często dokonują oprysków owadobójczych, co zmniejsza ilość dostępnego pokarmu, a także zmusza ptaki do jedzenia zatrutych „robali”. Na łąkach dosiewane są rośliny dające lepszą paszę dla bydła, a to z kolei prowadzi do spadku różnorodności zarówno roślin, jak i zwierząt. W skrajnych przypadkach zmienia się zupełnie strukturę użytkowania łąk, przekształcając je w pola uprawne (choć w niektórych państwach kuliki nauczyły się na nich mieszkać), które nie są zbyt dobre dla naszego bohatera, zwłaszcza jeśli zostaną obsiane kukurydzą – roślina ta, zwłaszcza jeśli jest uprawiana na dużych powierzchniach, szybko prowadzi do generalnego spadku różnorodności biologicznej. Przekształceniom łąk w pola często towarzyszą melioracje osuszające teren, co jest kolejną niekorzystną dla kulika zmianą. Skądinąd zdarza się, że na niektórych obszarach zaprzestaje się użytkowania łąk i wraca na nie las, a kuliki nie są ptakami leśnymi. Innym zagrożeniem pochodzącym od człowieka jest płoszenie ptaków. Winnym tego są nie tylko prace rolne, ale też turyści, którzy wędrują po łąkach, często w towarzystwie psów, szukając kontaktu z naturą…

Kulikowi zagrażają też czynniki naturalne, choć przynajmniej częściowa wina spada tu na działalność ludzką. Przy tak niewielkiej liczbie ptaków zagrożeniem dla lęgów mogą być np. długotrwałe opady. Innym niebezpieczeństwem są drapieżniki, zwłaszcza wrony i lisy. Liczba tych ostatnich w ciągu minionych 40 lat wzrosła czterokrotnie za sprawą masowych szczepień przeciw wściekliźnie, która była głównym naturalnym czynnikiem ograniczającym populację tego drapieżnika. Wprawdzie podstawowym pokarmem lisa są gryzonie, których przeciętny rudzielec zjada ok. pięciu tysięcy rocznie, ale jeśli ma okazję, to chętnie posili się zającem, kuropatwą lub jajami kulika.

Światełko w tunelu

Mam szczęście mieszkać w pobliżu jednego z miejsc występowania kulików wielkich. Jak wszystkie istotne ostoje tego gatunku, jest ono objęte ochroną w postaci obszaru Natura 2000. Ta forma ochrony przyrody pojawiła się u nas wraz z przystąpieniem do Unii Europejskiej, ale nie została przyjęta z otwartymi ramionami. Radni z mojej gminy jednogłośnie zagłosowali przeciw objęciu Bagna Pulwy programem Natura 2000, choć było to poza ich kompetencjami. Jeden z nich był tak oburzony ochroną „żabek i trawek”, że ze wzburzenia nie oddał głosu, opuścił salę obrad, zamaszyście trzaskając drzwiami.

Od tego momentu minęło 13 lat. Dziś władze gminy chwalą się, gdzie tylko mogą, „swoją Naturą 2000”, a rolnicy, gdy widzą kogoś z lunetą, podpowiadają, dokąd się udać, by zobaczyć kuliki. Wszystko dzięki dopłatom do „łąk kulikowych”. Rolnicy, którzy zobowiążą się do tego, że nie będą kosili łąki przed 10 lipca i wykonają nie więcej niż dwa pokosy w roku, mogą liczyć na specjalną dopłatę z programu rolnośrodowiskowego, wynoszącą 1070 zł do hektara. Warto nadmienić, że tak późne koszenie jest korzystne również dla bliższych i dalszych krewnych kulika oraz wielu innych gatunków, wobec czego pełni on rolę tzw. gatunku parasolowego.

Zainteresowanym dodatkowymi informacjami o ochronie kulika wielkiego polecam stronę tematyczną, prowadzoną przez Towarzystwo Przyrodnicze „Bocian”.

Zdjęcia i ilustracje pochodzą z serwisu Flickr.

Numer 3 (14)/2017

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *